Zbawczy wpływ cenzury na sprawy kultury (PRL a ostatnie „wypadki”)


niedziela 30/01/2011

Wątek heroicznej walki PeReLowskiej cenzury ze szmirą i złą jakością, dzięki czemu mieszkańcy tej epoki powszechnej szczęśliwości otrzymywali tylko i wyłącznie produkt artystycznie wybitny, powracał już tyle razy, że trudno go zbyć pogardliwym wzruszeniem ramion. Obraz socjalistycznych biurokratów poprawiających niewyrobionym tekściarzom słowa w piosenkach, na lepsze; blokujących drogę do kariery złym artystom, a dobrych artystów zmuszający do zwiększenia wysiłku intelektualnego jest tyleż kuszący co absurdalny. Jak ma się do tego obrazka polskie dziś i jutro? Pochodzę z pokolenia, które już nie spotkało się z cenzurą w jej zinstytucjonalizowanej postaci. Raczej autocenzura stanowi tu większy problem, dlatego też przywołam kilka źródeł na dobry początek. Później poszukamy analogii z teraźniejszością, lub też ich braku.

Jan Krzysztof Kelus – „(…) pomyślałem sobie, że nie chcę się użerać z urzędnikami, że ja po prostu nie mam siły pójść na Mysią i kłócić się o zajebane cztery słowa, których jakiś urzędnik nie może puścić w piosence. Taki prosty przykład: moja piosenka o Różanie, którą Jacek (Kleyff – przyp. ZB) chciał włączyć do jakiegoś swojego programu. Poszedł na Mysią i tam mu wykreślili z tej piosenki „knajpy na Tysiąclecie” – ten urzędnik nie mógł tego puścić, bo wówczas stawiano „szkoły na Tysiąclecie”, a jemu płacili za to, żeby takich numerów nie puszczał”.

Faktycznie – wybitny wkład cenzury w rozwój kultury polskiej. Już widzę po cenzurze tekst „O snach w stanie wojennym”, czy „Ostatnią szychtę w kopalni węgla kamiennego „Piast”, którą puszczają w Gdańsku na wystawie „Drogi do wolności”…

Ocena opowieści o intelektualnej grze z cenzurą w słówka według Kelusa? Proszę bardzo:

„Moim zdaniem jest to taka typowa racjonalizacja. (…) I oni o tym opowiadają jako o części swojego życia (…) to są anegdoty, pierdoły i usprawiedliwienia własnego często kunktatorstwa albo ciekawe opowiadania o gównie, w którym się siedziało poniżej uszu. ” Mocne…

W 1989 roku „Non Stop”, na którego czele stał wówczas Zbigniew Hołdys zorganizował debatę z cenzorami. Hołdys pytał smutnych panów z urzędu: „czy wy w ogóle macie jakichś przyjaciół? Serio pytam…” Sam opowiadał jak miał 18 lat i napisał coś na kształt rock opery, którą zdążył wystawić tylko 2, czy 3 razy bo ją cenzura zdjęła z afisza. Jak mówił, był małolatem, który chciał coś zrobić i nagle zderzył się z urzędem, który negatywnie zweryfikował napisane przezeń treści… Świat mu się zawalił. Do tego wątku powrócimy.

Na cenzurze się zresztą nie kończyło… Istniała na przykład Komisja Kwalifikująca Nagrania, też zwana „Komisją Niedopuszczającą Nagrań” na antenę radiową. Słowo o niej (Zbigniew Hołdys):

„To właśnie ta komisja, już poza cenzurą, zatrzymywała polską myśl wyrażoną w utworach rockowych i to właśnie ona ma na sumieniu okaleczenie młodej polskiej kultury lat 80. przy pomocy setek zatrzymanych piosenek”.

Hołdys wspominał też o zatrzymaniu przez przywołaną Komisję w 1985 roku kawałka „Idol” jego ówczesnej formacji grającej pod wdzięczną nazwą: Plugawy Anonim. Słowo uzasadnienia, dla (nieodwołalnej!) decyzji – Przewodniczący Komisji Tomasz Szachowski: „Nie uważam, by taka muzyka była aktualnie społecznie pożądana. Ona niepotrzebnie jątrzy, mąci ludziom w głowach. ”

No i pięknie – muzyka ma być pogodna, optymistyczna i nie tzw. zaangażowana. Tu pewien zgrzyt bo obecnie Pan Hołdys potrafi wygłosić peany na temat disco polo, no ale nie o tym moja piosenka.

Po tym fragmencie zastanawiam się poważnie gdzie był zbawczy wpływ cenzury kiedy z radia leciał „Diamentowy kolczyk” z kultowym jak rozumiem finałem: „jest w końcu tyle szkła – la, la, la…”. Ciekaw też jestem co z całym mrowiem puszczonej przez cenzurę i Komisję Kwalifikującą Nagrania – a zatem jak rozumiem intencje apologetów cenzury – wybitnej sztuki, od której mózg kołkiem stawał i odmawiał dalszego funkcjonowania…? No gdzie oni kurcze pieczone byli? Tak ich zajmowała intelektualna gra w słówka z Pietrzakiem Janem, czy co?

No cóż – zbawczy wpływ cenzury to absurd i to kompletny. To co robimy z brakiem cenzury to jednak zupełnie inna sprawa…

Było o latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, czas na słowo o teraźniejszości i przyszłości.

W nowelach ustaw dotyczących rynku mediów („ o radiofonii i telewizji” i „ o prawie prasowym”) pojawia się kwestia blogów. Mocno niedookreślona, czyli do zweryfikowania przez sąd. Sąd ustalał będzie (o ile nowele przejdą w obecnie zaproponowanej postaci), czy jakiś blog to prasa, czy nie i też sąd ustali, czy ze względu na ilość treści audiowizualnych ten blog co to już jest prasą (od orzeczenia poprzedniego sądu) nie podlega przypadkiem pod ustawę „o radiofonii i telewizji”… I to jest problem, że może ta cała machina spaść na łeb – nie, nie mój, czy Koleżanek i Kolegów po blogowym piórze (jak w „Psach” – „nie mam 16 lat – nie potnę się”), tylko właśnie na małolatów, którzy będą chcieli zmieniać otaczającą ich rzeczywistość przy użyciu takich właśnie prostych narzędzi. Zdaje się, że o tych następcach stojących u bram mało się w ustawodawstwie myśli, a tak naprawdę to prawo powinno się tworzyć dla pokoleń, a nie dla rozwiązania kwestii bieżących.

Wątek drugi – wyrok, który i tak mało zelektryzował środowiska. Chyba zresztą dlatego, że „poszedł środkiem”, czyli nie puknął bezpośrednio ani w blogosferę, ani w dziennikarzy, żeby się poczuli przesadnie zagrożeni. Sprawa na pewno znana – bez rozstrzygania o winie oczywiście – blogujący dziennikarz za treści napisane na blogu ma roczny zakaz wykonywania zawodu (tu opis sprawy u Piotra VaGla Waglowskiego). Oczywiście nie – blogera (bo taki zawód póki co nie istnieje), tylko dziennikarza. I tu czegoś nie łapię… A gdyby chłop był drwalem w Bieszczadach i napisał na blogu to co napisał to co? Nie mógłby przez rok rąbać??? Strasznie dziwne orzeczenie…

Na koniec o kwestiach rudymentarnych – wolność słowa. Demonstracje i narzekanie, że źle się dzieje bo ten i ów stracił gwiazdorski kontrakt z TVP (albo mu zamienili na inny…). Co to ma wspólnego z wolnością słowa? Ja nie lubię jak się z obrony czyjegoś stołka robi obronę Jasnej Góry i larum grają, a za chwilę zmarłych zawołają na świadków i wici po zaściankach roznosić będą. Oj nie tak – Panie i Panowie – nie tak… Nie zużywa się wielkich słów dla doraźnych zysków, bo niebawem nie będzie już czego zużywać, gdyby faktycznie nastąpiła taka potrzeba.
Za to, o tych co przyjdą po nas – a „młodość musi się nie zgadzać”, żeby rzeczywistość zmieniać musimy zadbać my. Tu i teraz. Jak mawiali starożytni rzymianie: „największy szacunek należy się dziecku!” (i to z „maximus” jako pierwszym wyrazem w oryginale), bo weteran to już sam sobie tego szacunku wyrąbie tyle ile zdoła…

W tekście wykorzystano (jak zwykle brutalnie) fragmenty:

  • Krzysztof Gajda, Poza państwowym monopolem – Jan Krzysztof Kelus, Poznań 1998, s. IX – XI;
  • Zbigniew Hołdys, Moje chamstwo, „Non Stop”, nr 5, 1989, s. 23-24 i jeszcze jeden tekst z „Non Stopu” – debatę z cenzorami, ale nie mogę znaleźć egzemplarza, więc bez dokładnego przypisu – wybaczcie. Na pewno 1989 rok, chyba czas rozmów „Okrągłego Stołu”.

.


Moje najnowsze wpisy

 

Dowcip o social mediach na koniec

piątek 31/05/2019

Bodaj najbardziej adekwatny dowcip o social mediach wymyślono i opublikowano w czasach PRL. Podziwiam wizjonerstwo autora, który tak trafnie opisał rzeczywistość komunikacji XXI wieku. Dobry…


Marketing i sztuczna inteligencja

środa 06/12/2017

Każde działania marketingowe powinny zaczynać się wewnątrz (organizacji, czy jednostki terytorialnej). W czasach upowszechniającego się dostępu do Internetu i mediów społecznościowych w zasadzie nie ma…


#DzieńBezPolityków - krótki komentarz o oczywistych skutkach wprowadzenia zakazu

piątek 16/12/2016

Wczoraj był protest pod Sejmem. Dziś mamy #DzieńBezPolityków w mediach. W normalnym roku nazywa się to: „Dzień dobrych wiadomości”. ;-) Nie wiem, czy to zauważyliście,…


Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu?

środa 30/11/2016

Na początek poszukajmy odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu? Bo są stronnicze? A kto nie jest? Bo uprawiają nachalną propagandę? Fakt,…


Wyjęli mi sukienkę z koszyka… (rzecz o wyprzedażach w sklepach internetowych)

czwartek 18/08/2016

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Stoimy w kolejce do kasy. Pani pyta: czy zapłacimy kartą, czy gotówką? Dokonujemy bohatersko tego prozaicznego wyboru. Zaglądamy do koszyka i…


Komunikacja w dyplomacji (dziwna wojna, zagłada Żydów i Solidarność)

poniedziałek 23/05/2016

Podobnie jak każda szanująca się organizacja również państwa mają swoją komunikację wewnętrzną i zewnętrzną. Mają też cele długofalowe, które kolejne rządy, a nawet pokolenia przekazują…


Obrona demokracji – kampania społeczna skazana na (nie)powodzenie?

czwartek 19/05/2016

Kampanie społeczne w Polsce często straszą. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że odbiorca wystraszony więcej zapamiętuje z przesłania. Przypominacie sobie na przykład tego ducha…


Błękitny Marsz w czasach social mediów, czyli nie tędy droga

czwartek 12/05/2016

Obrazek – sobota 7 maja 2016 roku, pośpieszny przegląd treści na Facebook.com. Większość znajomych: grilluje, trenuje przed biegiem, albo biegnie, łazi po górach, koncertuje albo…


Metafor weekendowy (odcinek IV)

niedziela 10/01/2016

Tydzień upłynął na dalszej dewaluacji pisania listów. Dyspucie o wolności słowa i luźnych rozważaniach na temat mediów publicznych i mediów narodowych. Do kompletu przyjechał na…


Metafor (po) weekendowy (odcinek III)

poniedziałek 04/01/2016

Przysnąłem i dlatego „Metafor” dopiero dzisiaj. Zresztą – wczoraj i tak pewnie nikt by go nie przeczytał, bo zaangażowani politycznie czytają tylko i wyłącznie sami…