Zagadka nieśmiertelności (papier a Internet)


niedziela 19/01/2014

Non omnis moriar rzucił w przestrzeń Horacy. Z punktu widzenia człowieka wierzącego można interpretować ów tekst, jako odwołujący się do duszy nieśmiertelnej (z tego chociażby powodu kolekcjonowanie dusz jest o nieba całe seksowniejsze niż kolekcjonowanie ciał). Z punktu widzenia twórcy, autora rzecz dotyczy treści, które pozostają i „żyją”, w potomnych. Warto w tym miejscy zaznaczyć, że Quintus Horatius Flaccus zmarł w 27 listopada 8 roku przed Chrystusem, a zatem stosunkowo dawno. Maksymę zaś powyższą przywoła poprawnie pewnie co drugi maturzysta. Co zaś stanie się z treściami tworzonymi i wydawanymi „na bieżąco” przez dzisiejszych, internetowych gigantów?

W czasach „dawnych” takie „tworzenie i upublicznianie na bieżąco” nazywało się improwizacją, nie koniecznie na szczycie Mont Blanc. Fani Mickiewicza jednak z dumą odnotowali, że na spotkaniu, na którym był i Słowacki, wieszcz: „długo improwizował oktawą”. Wróćmy jednak do zajmującej nas tu dziś zagadki nieśmiertelności (nie mylić z życiem pozagrobowym w Sieci, bo to całkiem inny temat).

Aleksander Lwow, w swym „Zwyciężyć znaczy przeżyć (20 lat później)” zapisał takie oto słowa, traktujące o znikomej ilości wspomnień, które powstają po śmierci nawet najwybitniejszych alpinistów: „Doświadczenie wielu, wielu lat wskazuje, że Polak po prostu pisać nie umie, nie lubi i nie chce. Smutne to, zważywszy, że naprawdę trwale istnieje tylko to, co napisane i wydrukowane na papierze – jakkolwiek anachronicznie by to nie brzmiało. Doba Internetu przyniosła w tej materii pewną, ale pozorną raczej poprawę ze względu na łatwość, z jaką można publikować teksty i zdjęcia na portalach społecznościowych, gdzie po każdej tragedii ukazują się dziesiątki i setki wpisów lub komentarzy. Właśnie – komentarzy! To robi się szybko i względnie łatwo. Natomiast napisanie tekstu wspomnieniowego wymaga czasu, szperania w źródłach, odwoływania się do wspomnień i uczuć, przemyślenia i zrównoważenia, dlatego nawet teraz zdarza się tak rzadko” (A. Lwow, Zwyciężyć znaczy przeżyć, Kraków 2014, Kraków 2014, s. 401).

Zatrzymajmy się w tym miejscu. Znacie hasła typu „Wykop nie zapomina!” dotyczące różnych „potknięć”, zwłaszcza tych, które przypadły w udziale ludziom z przysłowiowych „pierwszych stron gazet”? Wiecie, że to co w Sieci – przynajmniej w teorii – będzie w niej już „na wieki wieków” (czas bliżej nieokreślony, jak zauważył prof. Andrzej Wierciński). Tylko kto do tych treści dotrze? Kto przegląda swoje posty sprzed 4 lat?

Doświadczenia są na tym polu ciekawe. Z jednej strony pojawia się uśmiech politowania nad warsztatem pisarskim i nad wyrażoną myślą, z drugiej zaś „WOW – to moje? Dobry byłem!” (bo się nie „jest”, a się „bywa”). Geniusz Wernera Jaegera polegał m. in. na tym, że stwierdził on, iż nie ma co dzielić dzieł Arystotelesa na „autentyczne” i „podejrzane”, rozsądniej przyjąć, że i Stagiryta zmieniał czasem poglądy. Nasze poglądy, też bywa, że ewoluują. Jako nastolatek sformułowałem myśl, której chyba się trzymam: „żyć tak, żeby ten ja, którym będę za parę lat nie śmiał się z tego, którym jestem dziś”. Nie oznacza to jednak, że żaden z moich – wyrażanych często publicznie – poglądów nigdy się nie zmienił. Jak zatem tworzyć treści w sieci? Z perspektywy wieczności: tak jakby każdy post miał być ostatnim?

Ta wieczność życia w sieci, ma (w mojej ocenie) swój wymiar pozorny i ulotny. Jak ma się jednak do tego papier?

Na pewno nieśmiertelności nie daje prasa codzienna, którą można w zasadzie postrzegać jako „Internet bez Sieci”, skazany na porażkę. Wypadałoby zatem postawić na książki, poważniejsze publikacje. Krok dalszy to wybór miejsca. Umberto Eco w swym eseju „O bibliotece” stwierdził na przykład, że odrzuca wszystko, na czym napisano „Nakład własny autora”, bo oznacza to publikację nierecenzowaną. Warto też odnotować fakt, że wydanie na papierowym nośniku „czegoś” o czym sieć nie wie, również nie ma najmniejszego sensu… Tymczasem bazy MAK Biblioteki Narodowej nie zawierają artykułów wydanych w pracach zbiorowych. Materiały konferencyjne – nawet najbardziej genialne – „giną”, docierając tylko do wąskiego grona uczestników i bacznych obserwatorów.

Wspomniałem o czytaniu własnych postów sprzed lat, a jak to wygląda z artykułami? Jeszcze zabawniej – odczytywane „po latach”, teksty i to nawet te przyjęte przez środowisko i „gęsto” cytowane, okazują się mniej genialne, niż się lat temu kilkanaście sądziło. Rzeczy uznawane za napisane wprost wspaniale, robią wrażenie „siermiężnych” mimo zaangażowania w ostateczną redakcję tekstu sekretarzy redakcji i korektorów. Na tym polu – po różnych doświadczeniach – najbardziej lubię tych, którzy nie wkraczają w sferę „literacką” tekstu, ograniczając się do „merytoryki”. Chociaż…

Przez kilka lat, za mój najlepiej się czytający tekst, uważałem drobną recenzję do książki „Brewiarz śródziemnomorski”. Wydano ją w jednym z periodyków Instytutu Filologii Klasycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, spadkobiercy wydawanego przez Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie „Filomaty” (Z. Brzeziński, Refleksje o Śródziemnomorzu (rec.: P. Matvejevic, Brewiarz śródziemnomorski, Sejny 2003), „Nowy Filomata”, R. X, 2006, nr 3, s. 231-232). W uwagach, które dopisuję do swoich, opublikowanych tekstów zanotowałem: „Wielka recenzja to to nie jest, ale tekst bardzo ładnie napisany, aż trudno uwierzyć, że mój :-) ”. Ostateczna wersja była w tym wypadku autorstwa sekretarza redakcji, dr Antoniego Bobrowskiego, który zrobił rzecz genialną: wyciął pół jednego akapitu i wkleił w innym miejscu. Cmokałem z podziwu, na każde wspomnienie tego zabiegu. Mistrz!
Ciekawe jaka forma „nieśmiertelności”, zakładając optymistycznie, że w ogóle jakaś, przypadnie w udziale nam, czy naszym dziełom. Czy skończymy jako autorzy foteczek jedzenia strzelanych mobilem „z rąsi”, czy jako miłośnicy powabów kobiecego ciała, lub komentatorzy życia politycznego, którejś tam RP? To nam sieć może dać „gratis”, tyle, że to taka „nieśmiertelność” ze „szmateksu”.

Na pewno wydanie tekstu, na papierowym nośniku, ma swoją wartość. Wymaga tego, o czym pisał Lwow: „ciągu na źródło” (cytat z dr Jacka Pielasa – sekretarz „Almanachu Historycznego”), refleksji nad tym co się pisze, trochę wyciszenia też się przyda. Generalnie: dużo czasu i dużo pracy. Warto zadbać o prestiżowe miejsce wydania i… o zamieszczenie PDF-u w Sieci (wciąż „Błogosławię PDF-om”). W końcu to co w sieci, istnieć w niej będzie „na wieki wieków”! ;-)


Moje najnowsze wpisy

 

Dowcip o social mediach na koniec

piątek 31/05/2019

Bodaj najbardziej adekwatny dowcip o social mediach wymyślono i opublikowano w czasach PRL. Podziwiam wizjonerstwo autora, który tak trafnie opisał rzeczywistość komunikacji XXI wieku. Dobry…


Marketing i sztuczna inteligencja

środa 06/12/2017

Każde działania marketingowe powinny zaczynać się wewnątrz (organizacji, czy jednostki terytorialnej). W czasach upowszechniającego się dostępu do Internetu i mediów społecznościowych w zasadzie nie ma…


#DzieńBezPolityków - krótki komentarz o oczywistych skutkach wprowadzenia zakazu

piątek 16/12/2016

Wczoraj był protest pod Sejmem. Dziś mamy #DzieńBezPolityków w mediach. W normalnym roku nazywa się to: „Dzień dobrych wiadomości”. ;-) Nie wiem, czy to zauważyliście,…


Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu?

środa 30/11/2016

Na początek poszukajmy odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu? Bo są stronnicze? A kto nie jest? Bo uprawiają nachalną propagandę? Fakt,…


Wyjęli mi sukienkę z koszyka… (rzecz o wyprzedażach w sklepach internetowych)

czwartek 18/08/2016

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Stoimy w kolejce do kasy. Pani pyta: czy zapłacimy kartą, czy gotówką? Dokonujemy bohatersko tego prozaicznego wyboru. Zaglądamy do koszyka i…


Komunikacja w dyplomacji (dziwna wojna, zagłada Żydów i Solidarność)

poniedziałek 23/05/2016

Podobnie jak każda szanująca się organizacja również państwa mają swoją komunikację wewnętrzną i zewnętrzną. Mają też cele długofalowe, które kolejne rządy, a nawet pokolenia przekazują…


Obrona demokracji – kampania społeczna skazana na (nie)powodzenie?

czwartek 19/05/2016

Kampanie społeczne w Polsce często straszą. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że odbiorca wystraszony więcej zapamiętuje z przesłania. Przypominacie sobie na przykład tego ducha…


Błękitny Marsz w czasach social mediów, czyli nie tędy droga

czwartek 12/05/2016

Obrazek – sobota 7 maja 2016 roku, pośpieszny przegląd treści na Facebook.com. Większość znajomych: grilluje, trenuje przed biegiem, albo biegnie, łazi po górach, koncertuje albo…


Metafor weekendowy (odcinek IV)

niedziela 10/01/2016

Tydzień upłynął na dalszej dewaluacji pisania listów. Dyspucie o wolności słowa i luźnych rozważaniach na temat mediów publicznych i mediów narodowych. Do kompletu przyjechał na…


Metafor (po) weekendowy (odcinek III)

poniedziałek 04/01/2016

Przysnąłem i dlatego „Metafor” dopiero dzisiaj. Zresztą – wczoraj i tak pewnie nikt by go nie przeczytał, bo zaangażowani politycznie czytają tylko i wyłącznie sami…