Przed nie swoją publicznością. Przyczynek do tematu: dyskusja w strefie social media (cz. I. profile indywidualne w „kryzysie”)


sobota 03/05/2014
6

Internet społecznościowy to strefa rozmowy, nieskrępowanego wyrażania myśli, dyskusji, polemik, czasem kłótni. Nowa jakość rodzi się w ogniu wymiany zdań, a nad wynalazkami we współczesnym świecie pracują raczej zespoły, niż geniusze „opętani wizją”. Ostatni miesiąc pozwolił mi na to by spokojnie się poprzyglądać dyskusjom (zwłaszcza na Facebook.com), w kilku wziąć udział. Konstatacje niestety są ponure. Miast iść do przodu, wykonujemy działania pozorowane, polegające na podnoszeniu nogi i odstawianiu jej za każdym razem o milimetr wstecz, w stosunku do pozycji wyjściowej. Cofamy się, w efekcie czego „im nam bliżej, tym nam dalej”.

Miał powstać jeden tekst na ten temat, ale ponieważ zaczął się niebezpiecznie rozrastać, będą co najmniej dwa. Dziś część pierwsza o dyskusji, prowadzonej „przed nie swoją publicznością”, czyli na czyimś profilu / koncie indywidualnym. Skupiam się na komunikacji „kryzysowej”, czyli rozmowie, w której dyskutant nie zgadza się z postawioną tezą. Rozpatruję też przypadki patologiczne, niestety nie tak znów rzadkie…

Kibice / Kibole / Wyznawcy

Każdy z twórców treści w Sieci, posiada swoich czytelników. Z tych czytelników – zwłaszcza jeśli lider opinii jawi się jako silny, a jego czytelnicy są słabi, powstają grupy kibiców, a nawet fanatycznych wręcz kiboli i wyznawców (w przypadku osób publicznych mówić też można o zagończykach „partyjnych”, lub „najemnych”). Wejście w dyskusję, z uwagą krytyczną oznacza, że możemy się z takim towarzystwem zderzyć. Przy oczywistym milczeniu ze strony gospodarza, bo mało kto ma „jaja” żeby zdyscyplinować własną publikę. Co więcej – może się zdarzyć, że gospodarz w ogóle nie ustosunkuje się do krytycznej treści, bo po co ma „twarz tracić”. W efekcie czego możemy wdać się w jałową „pyskówkę” z ludźmi, których nie tyle interesuje przedmiot dyskusji, co ochrona nieomylności lidera. Taki stan rzeczy pociąga oczywiście za sobą skutki…

Smutne efekty

Według mojej obserwacji liderzy rzadko komentują treści zamieszczane przez innych. Traci na tym dyskusja. Traci na tym rozwój, poszukiwanie prawdy, budowanie poziomu zrozumienia przedmiotu sporu. Pozostaje przekonywanie przekonanych. Temu wycofywaniu się liderów z „występów przed nie swoją publicznością” trudno się niestety dziwić.

Jan Krzysztof Kelus objaśniając Krzysztofowi Gajdzie, dlaczego nie przetłumaczył żadnej piosenki Leonarda Cohena powiedział: „U nas bardzo szybko robili się „biskupi” od czegoś. Biskupem od Cohena był Zembaty. (…) znam co najmniej dwóch facetów, którzy się z tłumaczeniem Cohena nie przebili, choć moim zdaniem, były o niebo lepsze od tłumaczeń Zembatego”. Kiedy gospodarz, u którego toczy się dyskusja, został uznany, lub też sam się ogłosił „biskupem od czegoś tam”, problem nabiera wymiarów wręcz paranoidalnych. Bo co prawda „biskup” to jeszcze nie „święty”, ale w opinii przywołanych powyżej kiboli, czy wyznawców, ma zawsze rację.

Sami zaś „biskupi od czegoś tam”, sprawiają chwilami wrażenie fanów jednej tylko kwestii z „Kajka i Kokosza”. Brzmi ona: „Może i nie mam racji, ale jestem zbyt dumny by się do tego przyznać!”

Konkluzja

Dożyliśmy czasów, w których należy się domagać odpowiedzi od autora, którego komentujemy (dopóki nam Interenet społecznościowy całkiem dyskutowania nie obrzydzi…). Przypominania, wszystkim, że kategoria wygrał / przegrał, ma pierwszorzędne znaczenie tylko w debatach oksfordzkich, których celem nie jest poszukiwanie prawdy, ale pojedynek retorów. Im bardziej będzie, nam wszystkim, chodziło o jak najlepsze zrozumienie przedmiotu dyskusji i docieranie do prawdy, tym dla całej społeczności lepiej. Nauka i mądrość z dyskusji bowiem wynika!
Warto też pamiętać, że każdego czasem poniesie…

Na koniec części pierwszej zacytuję uwagę JRR Tolkiena, który tak pisał o swoim ataku na dzieło przyjaciela C.S. Lewisa: „Czasami (na szczęście z rzadka) nachodzi mnie coś w rodzaju furor scribendi, kiedy to raczej pióro niż głowa czy serce znajduje słowa”
Przywołano dzieła:

• K. Gajda, Poza państwowym monopolem – Jan Krzysztof Kelus, Wydawnictwo WiS, Poznań 1998, s. XXXII – XXXIII.
• J.R.R. Tolkien, Listy, wybór i oprac. H. Carpenter, tłum. A. Sylwanowicz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010, s. 210.


Komentarze 6 Dodaj komentarz

 
  1. Trafne spostrzeżenia!
    Dygresja: jakież wyzwanie stoi przed współczesną edukacją! Wszak obserwując poziom dyskusji i kulturę wypowiedzi (nie tylko w Internecie, choć w nim – przede wszystkim), pomijając nawet elementarne zasady pisowni (!)- wnioski są raczej przykre.

    „Jałowe pyskówki”? Nie dyskutuj z idiotą! Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem…

       Odpowiedz
    1
    0
    • Dzień dobry! Pięknie dziękuję za dobre słowo!
      Traktuję je jako dowód, że nie zmarnowałem kwietnia. :-)

      A co do dysputy z głupcem. Uczono mnie, że różnica jest taka: z głupcem nie rozmawia się „językiem prawdy”, tylko językiem jego samego. ;-) Przyznaję, jednak, że żart przywołany na końcu też lubię. :-)

      Pozdrawiam serdecznie, ZB

         Odpowiedz
      1
      0
  2. Dodatkowy tekst do rozważenia: „Niektórzy ludzie nie są zdolni do dyskusji, ponieważ gdy rozwijają w sobie jakieś poglądy lub wierzenia, przestają dostrzegać alternatywne idee. Po prostu usuwają je ze swojego umysłu.” (Richard Bandler)

       Odpowiedz
    1
    0
    • Dziękuję za bonus do rozważań! :-)
      Z jednej stromy to normalne, że kiedy już zajmiemy jakieś stanowisko (zwłaszcza publicznie), napotkamy opór zarówno wewnętrzny jak i zewnętrzny, przed jego zmianą. Z drugiej zaś, smutne jest życie tej ryby z „Arizona Dream”, której oczy z wiekiem przechodzą na jedną stronę głowy… Wychodzi z tego zestawienia, że życie to w znacznym stopniu balansowanie między radykalizmem, a relatywizmem… Można to oczywiście nazwać poszukiwaniem złotego środka.

      A tak Internetowo – to jeden z leków Unii Europejskiej. Biurokraci obawiają się, że z czasem tak sobie „sprofilujemy” sieć, że docierać do nas będą tylko takie komunikaty, z którym,i się zgadzamy. ;-)

      jedno pewne – warto rozmawiać! Bez rozmowy nie ma nic!
      Pozdrawiam, ZB

         Odpowiedz
      1
      0
  3. Boimy się wyjść poza szereg, więc lepiej nie dyskutować, nie negować by się nie narazić….ludzie mający swoje, raczej odmienne zdanie rzadko są w społeczeństwie akceptowani….

       Odpowiedz
    1
    0
    • Dzień dobry! Uwaga – niestety – słuszna. Wygłaszając swoje zdanie – odrębne od „języka gazety”, czy punktu widzenia jakiegoś „dyżurnego eksperta”, łatwo u nas zarobić „łatkę”. Typu: „temu to się nic nie podoba…”, „o – wszystkie rozumy zeżarł”, albo przynajmniej miano „Psujzabawy”.

      Jak to wyrażono słowem na płycie Yugoton:
      „Czasy się zmieniają, lecz zasady nie
      Pokorne cielę dwie matki ssie
      Więc bądź pokorny i po sobie kładź uszy
      Jak się nie wychylisz, to Cię nic nie ruszy.”

      Pozdrawiam! ZB

         Odpowiedz
      0
      0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


siedem − = 2

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Dowcip o social mediach na koniec

piątek 31/05/2019
13

Bodaj najbardziej adekwatny dowcip o social mediach wymyślono i opublikowano w czasach PRL. Podziwiam wizjonerstwo autora, który tak trafnie opisał rzeczywistość komunikacji XXI wieku. Dobry…


Marketing i sztuczna inteligencja

środa 06/12/2017
8

Każde działania marketingowe powinny zaczynać się wewnątrz (organizacji, czy jednostki terytorialnej). W czasach upowszechniającego się dostępu do Internetu i mediów społecznościowych w zasadzie nie ma…


#DzieńBezPolityków - krótki komentarz o oczywistych skutkach wprowadzenia zakazu

piątek 16/12/2016
22

Wczoraj był protest pod Sejmem. Dziś mamy #DzieńBezPolityków w mediach. W normalnym roku nazywa się to: „Dzień dobrych wiadomości”. ;-) Nie wiem, czy to zauważyliście,…


Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu?

środa 30/11/2016
14

Na początek poszukajmy odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu? Bo są stronnicze? A kto nie jest? Bo uprawiają nachalną propagandę? Fakt,…


Wyjęli mi sukienkę z koszyka… (rzecz o wyprzedażach w sklepach internetowych)

czwartek 18/08/2016
684

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Stoimy w kolejce do kasy. Pani pyta: czy zapłacimy kartą, czy gotówką? Dokonujemy bohatersko tego prozaicznego wyboru. Zaglądamy do koszyka i…


Komunikacja w dyplomacji (dziwna wojna, zagłada Żydów i Solidarność)

poniedziałek 23/05/2016
20

Podobnie jak każda szanująca się organizacja również państwa mają swoją komunikację wewnętrzną i zewnętrzną. Mają też cele długofalowe, które kolejne rządy, a nawet pokolenia przekazują…


Obrona demokracji – kampania społeczna skazana na (nie)powodzenie?

czwartek 19/05/2016
8

Kampanie społeczne w Polsce często straszą. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że odbiorca wystraszony więcej zapamiętuje z przesłania. Przypominacie sobie na przykład tego ducha…


Błękitny Marsz w czasach social mediów, czyli nie tędy droga

czwartek 12/05/2016
11

Obrazek – sobota 7 maja 2016 roku, pośpieszny przegląd treści na Facebook.com. Większość znajomych: grilluje, trenuje przed biegiem, albo biegnie, łazi po górach, koncertuje albo…


Metafor weekendowy (odcinek IV)

niedziela 10/01/2016
2

Tydzień upłynął na dalszej dewaluacji pisania listów. Dyspucie o wolności słowa i luźnych rozważaniach na temat mediów publicznych i mediów narodowych. Do kompletu przyjechał na…


Metafor (po) weekendowy (odcinek III)

poniedziałek 04/01/2016
12

Przysnąłem i dlatego „Metafor” dopiero dzisiaj. Zresztą – wczoraj i tak pewnie nikt by go nie przeczytał, bo zaangażowani politycznie czytają tylko i wyłącznie sami…