PO a rynek mediów 2002 – 2009


piątek 07/08/2009

Na początku był chaos (uwaga: z języka greckiego "to chaos", a zatem rodzaj nijaki a nie męski :-) ) czyli ruch społeczny. 5 marca 2002 roku ruch społeczny stał się poważna partią polityczną. Tu zaczniemy.

W 2002 roku dyżurna twarz platformy w dziedzinie mediów – Pani poseł Iwona Śledzińska – Katarasińska nie zajmowała się jeszcze sprawami mediów ale edukacją narodową. Organizowała na przykład spotkanie w Sejmie RP ciał pedagogicznych i innych takich piętnujące działania koalicji SLD – UP – PSL w tym obszarze. Wtedy też miałem okazję poznać Panią Poseł (poznałem też Andrzeja Pfeiffera – jednego z łutszych w samym Mirie znawców twórczości Leonarda Cohena – z czego się bardzo cieszę) biorąc udział w spotkaniu jako „inne takie”, wysłuchałem też programowego manifestu. W manifeście napisano coś o „cofaniu kilka lat do tyłu”. Na uwagę, że się do przodu cofnąć nijak nie da Pani Poseł odpowiedziała „wiecie państwo – to pisały trzy osoby”. Tu mały pomruk na Sali „to czemu nikt nie przeczytał…” Może to jest problem zaplecza Pani Iwony? Trzech umie pisać, a żaden czytać?

Z reguły najciekawsze do obserwacji są: ruchy kadrowe, dokumenty programowe i ich wykonawstwo. Jak w tej dziedzinie zaprezentowała się PO (Część dokumentów programowych jest tu)?

2004 rok – stracony całkowicie. Drużyną programową przed wyborami do PE AD 2004 zarządzał Andrzej Olechowski. Pan Olechowski z impetem przystąpił do zebrania kadry. Zapowiedział, że wszystkich postara się „wykorzystać”. Dalej dostałem e-mail z namiarami na zgromadzony zespół i to był koniec działań. Uczestników zabawy ani o nic nie poproszono, ani o nic nie zapytano. Program tez nie powstał. Podsumowując – „SD gratulujemy Pana Andrzeja” (ma im napisać program).

2005 rok. Najpierw wysłano prezesowi zaprzyjaźnionej formacji – czyli PiS – 18 nie ponumerowanych kartek formatu A4, których ten w żadne sposób nie potrafił poukładać po kolei więc publicznie stwierdził, że PO programu nie ma… Tak na marginesie to dr Dottolo z Akademii Politycznej z Wiednia stwierdził, że w toku swoich badań nad demokracją nie spotkał by partie, które nie wystawiały wspólnego komitetu wyborczego zapowiadały, że utworzą rząd po wyborach. Z polskich doświadczeń AD 2005 może zaś śmiało powiedzieć „nie polecam” :-)

W grudniu 2005 – w zasadzie nie widomo po co – taczkami rozwożono po gmachu przy Wiejskiej 4/6/8 dokument firmowany przez Instytut Państwa i Administracji, czyli Jana Rokitę, zatytułowany „Państwo dla obywateli. Plan rządzenia 2005 – 2009”. O rynku mediów napisano w nim tyle, że KRRiT należy zlikwidować.

Z dniem 31 grudnia ówczesna KRRiT zakończyła żywot po szarży sił koalicyjnych PiS, LPR i Samoobrony RP.

Ciąg dalszy rozgrywki: wybory do KRRiT – tu PO zgłosiła niezłych kandydatów, którzy oczywiście polegli w starciu z mniej niezłymi ale za to mającymi koalicyjne poparcie. Na tę filozofię pragnę zresztą zwrócić uwagę. Jak wiadomo, że przegramy to się sięga po fachowców i mówi „zobaczcie jakie mieliśmy kandydatury i z kim przegrały”! Tylko, że jak wydaje się, że będzie co brać to i tak bliższa koszula ciału.

Na rynku mediów zaczął się okres jeszcze śmieszniejszy niż dotychczas. Wybory rad nadzorczych i zarządów odległe były od „standardów”, no ale jak wprost mówili liderzy Samoobrony „jest co dzielić to dzielimy” i „o co wam chodzi? O pozory?” (rzecz o braku konkursów). Mediom prywatnym obrywało się od obrońców układu na przykład. Podpisanie umowy koalicyjnej na żywo relacjonowało tylko Radio Maryja i TV Trwam. Były reorganizacje – grupówki w Radio, odebranie częstotliwości radiowej Dwójce (co to się o niej mówi jako o jedynym medium od misji, a dla mnie od misji to była jak nadawała „muzykę młodych”…), by ratować spadającą słuchalność Jedynki, zwolnienia, które śmiem twierdzić w większym stopniu dotknęły PO niż SLD.

Oczekiwanie środowisk medialnych na reakcję było ogromne. Reakcji zaś nie było. Główna siła opozycyjna milczała. Ewenement w skali globalnej. Jak to porównał przyjaciel: to tak jakby obrońca drużyny przeciwnej wystawił piłkę na linię bramkową, a obok niej stało trzech naszych napastników i zamiast kopnąć ją do bramki deliberowało czy to aby nie podstęp… Później powstał raport dotyczący sytuacji w mediach publicznych (koniec października 2006) – zrobiony oczywiście w gronie nader ciasnym (i nie tylko rozmiar gremium mam na myśli…) – oparty na nieprawdziwych danych, za który PO zmuszone był oficjalnie przeprzszać… Walnięto zresztą po części w dziennikarzy co już było skrajnie głupie.

Co dalej? Powstał gabinet cieni. Nie pamiętacie? Poważnie – pokazano kto będzie kim po wygranych przez PO wyborach! Polecam tę lekturę dzisiaj… Pod kierunkiem Jana Mari Rokity jego „zespół rzeczników” przystąpił do napisania nowego programu. W zespole rzeczników sprawami kultury (i mediów) zajmował się Arkadiusz Rybicki.

21 maja 2006 upubliczniono pierwszy dokument pod hasłem „Zasadnicze cele naprawy państwa”. Tu w zakresie mediów padła jedna deklaracja: „nie sprywatyzujemy TVP i Polskiego Radia”. Media publiczne potraktowano zatem jako sektor strategiczny dla państwa polskiego.

Początek 2007 roku przyniósł zmianę w systemie prac nad programem. Miejsce JMR zajął Bronisław Komorowski. Pierwszym posunięciem było poszerzenie grona osób pracujących nad programem. Zaplanowano też serię debat programowych dotyczących poszczególnych zagadnień.

Teraz momenty dziejowe z własnego kombatanctwa. Skontaktowałem się z koordynującym w imieniu Komorowskiego akcję Tomaszem Tywonkiem i dostałem informację, że debatę o kulturze i mediach organizują wspominana już Pani Poseł i Pan Jan Dworak i, że termin będzie na stronie krajowej PO. No to przygotowałem swoje wystąpienie dotyczące propozycji programowych dla obszaru regionalnych spółek Polskiego Radia i zacząłem śledzić witrynę. Faktycznie na debatę zaproszono… o godzinie 12:00 opublikowano zaproszenie na 14:00 do Warszawy… No to nawet ludzie z Warszawy nie dali rady… Tu Komorowski zaimponował – bodaj jedynym niewydrukowanym dokumentem programowym był ten dotyczący mediów… Nic też nie opublikowano na ten temat w dokumencie programowym „Polska Obywatelska”, uznano bowiem sprawę za „nieprzedyskutowaną” – BRAWO!

26 maja 2007 r. miały miejsce prace stolików programowych, których celem było omówienie dotychczasowych prac i przygotowanie jednolitego stanowiska programowego. Tu po chwilami ognistej, a chwilami bardzo sensownej debacie (w obecności Komorowskiego) zapisano to co znalazło się w programie wyborczym: jeden regulator rynku wzorowany na OFCOM (w dyskusji zwróciłem uwagę, że to jest skok na Konstytucję i czy się takie poparcie dla projektu może znaleźć, ale takimi szczegółami nikt sobie głowy nie zawracał), że cyfryzacja jest ważna i, że media regionalne należy wspierać (a pomysły o holdingu regionalnego radia wyrzucić do śmieci), co uważam za wkład własny i Zbyszka Ostrowskiego. Prace miały trwać dalej do stycznia 2008 roku – miał powstać program wykonawczy i projekty ustaw. W mojej ocenie pod nadzorem Komorowskiego miało to szansę powodzenia. No ale były wcześniejsze wybory.

Uwaga natury marginalnej: jesień 2008 roku przyniósł doniesienie do mediów, że Pan Rafał Grupiński tworzy Instytut Obywatelski systemu Thing Tank. Marzec 2009 – news o tym, że stworzono już instytut. Do dowcipów – póki co wewnątrz organizacyjnych – weszło już to, że kadra ekspercka jest tajna. Tajna do tego stopnia, że uczestnicy zabawy (przyjmując, że jacyś są) nie wiedzą kto się bawi razem z nimi. Ot, taka ciuciubabka tyle, że wszyscy oprócz p. Grupińskiego mają zawiązane oczy… :-)

Okres ostatni 2007 – 2009. Jak pracowano przy projektach ustaw: druk 151 i Zespołu Kowalskiego już pisałem. Moim zdaniem tak nie można i nie piszę, że „dalej tak nie można”, w ogóle tak nie można. Z zarządzania zasobami ludzkimi – pała; ze skuteczności działań politycznych – pała; z wizerunku medialnego prowadzonych w obszarze mediów działań – pała. PO – jeśli w ogóle – ma się jeszcze wypowiadać na ten temat musi zmienić i system prac nad projektami i styl dialogu społecznego i wizerunkową promocję (Pan Premier przejechał się ostatnio po środowiskach wspierających obywatelski projekt ustawy medialnej – no dobra, tylko, że projekt poparło 200 osób, a działania PO…), musi też zmienić dyżurną twarz – Pani Poseł już dziękujemy (przynajmniej w kilku obszarach zmiana dyżurnego wyszła na dobre – na przykład w obszarze służb specjalnych). Inaczej to uznajmy, że nic się nie stało i, że w zasadzie to nam nie zależało.

No i tyle wołania na puszczy, albo jak kto woli tajdze.

.


Moje najnowsze wpisy

 

Dowcip o social mediach na koniec

piątek 31/05/2019

Bodaj najbardziej adekwatny dowcip o social mediach wymyślono i opublikowano w czasach PRL. Podziwiam wizjonerstwo autora, który tak trafnie opisał rzeczywistość komunikacji XXI wieku. Dobry…


Marketing i sztuczna inteligencja

środa 06/12/2017

Każde działania marketingowe powinny zaczynać się wewnątrz (organizacji, czy jednostki terytorialnej). W czasach upowszechniającego się dostępu do Internetu i mediów społecznościowych w zasadzie nie ma…


#DzieńBezPolityków - krótki komentarz o oczywistych skutkach wprowadzenia zakazu

piątek 16/12/2016

Wczoraj był protest pod Sejmem. Dziś mamy #DzieńBezPolityków w mediach. W normalnym roku nazywa się to: „Dzień dobrych wiadomości”. ;-) Nie wiem, czy to zauważyliście,…


Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu?

środa 30/11/2016

Na początek poszukajmy odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu? Bo są stronnicze? A kto nie jest? Bo uprawiają nachalną propagandę? Fakt,…


Wyjęli mi sukienkę z koszyka… (rzecz o wyprzedażach w sklepach internetowych)

czwartek 18/08/2016

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Stoimy w kolejce do kasy. Pani pyta: czy zapłacimy kartą, czy gotówką? Dokonujemy bohatersko tego prozaicznego wyboru. Zaglądamy do koszyka i…


Komunikacja w dyplomacji (dziwna wojna, zagłada Żydów i Solidarność)

poniedziałek 23/05/2016

Podobnie jak każda szanująca się organizacja również państwa mają swoją komunikację wewnętrzną i zewnętrzną. Mają też cele długofalowe, które kolejne rządy, a nawet pokolenia przekazują…


Obrona demokracji – kampania społeczna skazana na (nie)powodzenie?

czwartek 19/05/2016

Kampanie społeczne w Polsce często straszą. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że odbiorca wystraszony więcej zapamiętuje z przesłania. Przypominacie sobie na przykład tego ducha…


Błękitny Marsz w czasach social mediów, czyli nie tędy droga

czwartek 12/05/2016

Obrazek – sobota 7 maja 2016 roku, pośpieszny przegląd treści na Facebook.com. Większość znajomych: grilluje, trenuje przed biegiem, albo biegnie, łazi po górach, koncertuje albo…


Metafor weekendowy (odcinek IV)

niedziela 10/01/2016

Tydzień upłynął na dalszej dewaluacji pisania listów. Dyspucie o wolności słowa i luźnych rozważaniach na temat mediów publicznych i mediów narodowych. Do kompletu przyjechał na…


Metafor (po) weekendowy (odcinek III)

poniedziałek 04/01/2016

Przysnąłem i dlatego „Metafor” dopiero dzisiaj. Zresztą – wczoraj i tak pewnie nikt by go nie przeczytał, bo zaangażowani politycznie czytają tylko i wyłącznie sami…