Opowieść o moich telefonach


poniedziałek 05/11/2007
3

Dziś, bardzo osobista i wręcz ekshibicjonistyczna opowieść o moich telefonach. Ponieważ w chwili obecnej leczę się z uzależnienia od komórki, więc może się komuś ta historyjka przydać

Moja rodzina sprowadziła się do Kielc w 1978 roku. Od razu też rozpoczęliśmy starania o telefon. Z tych starań urosła sterta korespondencji z różnymi urzędami, a skończyło się oczywiście na łapówce. Tak oto doszło do dnia, którego datę na prawdę pamiętam – 21 stycznia 1987 roku podłączono nas do linii. Całe załatwianie trwało zatem ponad osiem lat. Niech o tym pamiętają te formy wielokomórkowe, które czasem bredzą: komuno wróć.

Z moich rozmów telefonicznych, tych pierwszych, strasznie się zaśmiewała moja mama. Moja mowa przez słuchawkę była bowiem podówczas biblijna tzn. tak – tak, nie – nie.

Ale właśnie przez ten telefon odbyłem jedną z ważniejszych rozmów w życiu. Był początek lat dziewięćdziesiątych. Późnym wieczorem zadzwoniła koleżanka z informacją, że ma zamiar popełnić samobójstwo. Z tonu i treści wypowiedzi wynikało jasno, że nie żartuje. Rozmawialiśmy kilkadziesiąt minut (a, że mieszkała dość daleko ode mnie to za wesoło nie było…). Pod koniec rozmowy już nie miała zamiaru strzelać do siebie z łuku, łykania dziwnych tabletek, czy czegoś w tym stylu. Oczywiście twierdzenie, że uratowałem komuś życie jest o wiele na wyrost, ale bez wątpienia się przydałem.

Na pewno do tamtej rozmowy wracam częściej niż ona. W zasadzie zawsze kiedy szukam potwierdzenia, że coś w życiu zrobiłem dobrze.

Mimo to telefon dalej traktowałem jako element umówienia spotkania z przyjaciółmi: gdzie, kiedy, co – wódeczka, karty, granie na dwie gitary, koncert, wypad w góry; a nie jak urządzenie służące do dłuższych konwersacji

Telefon mobilny (w zasadzie to czemu się mówi „komórkowy”, a nie mobilny jak w Europie?) kupiłem w kwietniu 2002 roku. Namawiała mnie rodzona żona, a, że akurat współorganizowałem wizytę Donalda Tuska w świętokrzyskim stwierdziłem, że faktycznie przenośny środek łączności może się przydać.

Później moja małżonka już tylko klęła na sam widok, czy dźwięk tegoż urządzenia. Odgrażając się, że albo jemu, albo mnie zrobi coś złego. Ewentualnie wymorduje dzwoniących.

Co było powodem? Otóż od maja 2002 roku telefon zaczął dzwonić… Każdego miesiąca, aż do listopada bieżącego roku przynajmniej jedną dobę poświęcałem na rozmowy przez komórkę. Rekord życiowy padł w listopadzie 2006 roku. Wszystkich rozmów miałem 39 godzin i 30 minut – masakra, prawie dwa dni z telefonem przy uchu (ponad godzina i piętnaście minut rozmów dziennie). Moje przyjaciółki z tej samej branży, stwierdziły, że jak nic padnę na raka mózgu, a moja przyszłość to telemarketing…

Oczywiście z uzależnienia, z każdego nie tylko z tego – człowiek nie zdaje sobie sprawy dopóki nie styka się z „brakiem towaru”. Ludzie stają się bardziej głosem niźli ludźmi, miłym lub niemiłym. Tak na marginesie to bohater „Zwierzeń Clowna” Heinricha Böll potrafił dzwonić do Bawarii byle tylko usłyszeć miły mu akcent…

Do prozy życia dochodzą te wszystkie spotkania z ludźmi, których znało się tylko przez telefon – „myślałam/em, że jest Pan – starszy, wyższy, niższy, grubszy, chudszy… (jak w ogóle można po głosie tworzyć wizerunek rozmówcy?)”. Nałóg wyrabia oczywiście dodatkowe umiejętności w organizmie całkowicie zbędne w życiu dotychczasowych pokoleń – na przykład rozmowa przez trzy telefony jednocześnie – keine problem.

Doszło do tego, że dodzwonić się do mnie prawie nie dało, aby mieć kontakt z rodziną i hot line z szefostwem sztabu wyborczego A. D. 2007 musiałem się postarać o drugi numer…

Dalej historia telefonu przypomina opowieść Foresta Gumpa o deszczu w Wietnamie. Pamiętacie jak „ktoś włączył deszcz” i padało z góry, z boku, a nawet z dołu? Potem zaś ktoś wyłączył deszcz. Tak i u mnie telefon dzwonił przez pięć lat, a w listopadzie 2007 nagle przestał – tylko 3 godziny i 35 minut rozmów od 25 października, czyli niecałe osiemnaście minut na dobę…

Mniejsza o powody ciszy w eterze – jestem na odwyku i tyle. Z nałogami trzeba oczywiście walczyć. Jeśli dużo rozmawiasz łażąc po mieście polecam odtwarzacz mp3 na uszy. Dobra muza i człowiek daje radę. Od żony mam tylko zakaz noszenia słuchawek do garnituru, a według kolegi Łukasza wyglądam jak szczęśliwy człowiek w nowej Polsce – nic to.

W domu oczywiście trzeba wyciszyć dźwięk ze względu na dzieci. Jeśli ktoś ma jakąś radę jak pozbyć się odruchu psa Pawłowa (w zasadzie, to czemu nie szczura Skinnera?) i nie sprawdzać co czas jakiś czy nikt się nie dobijał – wdzięczny będę.

Na koniec wypada podziękować wszystkim rozmówcom za każdą z rozmów. Nie mam dzięki Wam uczucia, że z ostatnich pięciu lat zmarnowałem dwa miesiące z okładem ględząc przez mobil.


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


trzy × = 18

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Dowcip o social mediach na koniec

piątek 31/05/2019
2

Bodaj najbardziej adekwatny dowcip o social mediach wymyślono i opublikowano w czasach PRL. Podziwiam wizjonerstwo autora, który tak trafnie opisał rzeczywistość komunikacji XXI wieku. Dobry…


Marketing i sztuczna inteligencja

środa 06/12/2017
1

Każde działania marketingowe powinny zaczynać się wewnątrz (organizacji, czy jednostki terytorialnej). W czasach upowszechniającego się dostępu do Internetu i mediów społecznościowych w zasadzie nie ma…


#DzieńBezPolityków - krótki komentarz o oczywistych skutkach wprowadzenia zakazu

piątek 16/12/2016
14

Wczoraj był protest pod Sejmem. Dziś mamy #DzieńBezPolityków w mediach. W normalnym roku nazywa się to: „Dzień dobrych wiadomości”. ;-) Nie wiem, czy to zauważyliście,…


Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu?

środa 30/11/2016
4

Na początek poszukajmy odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu? Bo są stronnicze? A kto nie jest? Bo uprawiają nachalną propagandę? Fakt,…


Wyjęli mi sukienkę z koszyka… (rzecz o wyprzedażach w sklepach internetowych)

czwartek 18/08/2016
674

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Stoimy w kolejce do kasy. Pani pyta: czy zapłacimy kartą, czy gotówką? Dokonujemy bohatersko tego prozaicznego wyboru. Zaglądamy do koszyka i…


Komunikacja w dyplomacji (dziwna wojna, zagłada Żydów i Solidarność)

poniedziałek 23/05/2016
4

Podobnie jak każda szanująca się organizacja również państwa mają swoją komunikację wewnętrzną i zewnętrzną. Mają też cele długofalowe, które kolejne rządy, a nawet pokolenia przekazują…


Obrona demokracji – kampania społeczna skazana na (nie)powodzenie?

czwartek 19/05/2016
0

Kampanie społeczne w Polsce często straszą. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że odbiorca wystraszony więcej zapamiętuje z przesłania. Przypominacie sobie na przykład tego ducha…


Błękitny Marsz w czasach social mediów, czyli nie tędy droga

czwartek 12/05/2016
0

Obrazek – sobota 7 maja 2016 roku, pośpieszny przegląd treści na Facebook.com. Większość znajomych: grilluje, trenuje przed biegiem, albo biegnie, łazi po górach, koncertuje albo…


Metafor weekendowy (odcinek IV)

niedziela 10/01/2016
0

Tydzień upłynął na dalszej dewaluacji pisania listów. Dyspucie o wolności słowa i luźnych rozważaniach na temat mediów publicznych i mediów narodowych. Do kompletu przyjechał na…


Metafor (po) weekendowy (odcinek III)

poniedziałek 04/01/2016
2

Przysnąłem i dlatego „Metafor” dopiero dzisiaj. Zresztą – wczoraj i tak pewnie nikt by go nie przeczytał, bo zaangażowani politycznie czytają tylko i wyłącznie sami…