Dokument „Blogersi” dobrem ogólniedostępnym


piątek 20/04/2012

18 kwietnia 2012 roku film dokumentalny „Blogersi” stał się dobrem ogólnie dostępnym, czyli miał swoją internetową premierę. Można obejrzeć, wyciągnąć wnioski, skrytykować, popolemizować, można z nim teraz zrobić wszystko. Zapraszam na kilka uwag (większość napisałem już po pokazie na SGH o tu: Amanci kina dokumentalnego) i małą paradę wspomnień. Tomasz „Kominek” Tomczyk wrzucając film na Kominek. es napisał: „ Dziś zobaczycie sobie film ze mną. Taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć :) I przypominam – on był kręcony w poprzedniej epoce. Kominek był wtedy trochę inny:-)”.

I to jest fakt, film powstawał przede wszystkim w 2010 roku, przez kolejny rok Jarek Rybus (pomysłodawca i reżyser) dopieszczał obraz. W zasadzie swoimi korzeniami film tkwi jeszcze wcześniej – w spotkaniu Blogerów z premierem (luty 2010), czy w podręcznikowym już przypadku budyniu marki „Dr Oetker” (styczeń 2006).

W mojej ocenie obraz zamyka tamten okres istnienia blogosfery w Polsce, nazwijmy go „romantycznym” i otwiera podział na tę dalej „romantyczną” i czasem naiwną oraz tę świadomą szans i zagrożeń, mocnych i słabych stron; taką świadomą siebie, ale też i trochę skalkulowaną. To zresztą normalna droga w każdej sztuce, czy w każdym rzemiośle. Bo będą i artyści i rzemieślnicy. Jedni i drudzy bardzo światu potrzebni. W sensie technicznym w trakcie kiedy film powstawał stała się też blogosfera bardzo wielokanałowa. Pieszcząca omalże wszystkie zmysły.

W tym pierwszym wrażeniu po obejrzeniu filmu 29 listopada 2011 roku pisałem, że media tradycyjne, póki co mogą tę całą naszą blogosferę spokojnie rozklepać. I to się nie zmieniło. Myślę też, że to media trochę ustawiły film. Na szczęście sam film tego nie robi. Nie ma zatem, na przykład, więcej piszącego te słowa, niż Kominka, czy Maćka Budzicha, co byłoby cośkolwiek dziwne.

W filmie Przemysław Pająk mówi o tym, że na blogu czyta go więcej osób niż w „Newsweeku” – może. Na pewno z doświadczeń własnych mogę rzec, że moje felietony z cyklu „Z perspektywy sieci” może czyta więcej osób (nakład 25. 000 egzemplarzy), ale na blogu jestem po prostu zrozumiały dla czytelników. Przyjaciel mi na to zwrócił uwagę, że jego tata, nie rozumie o czym ja w tych felietonach piszę. I to jest dylemat, bo jak opowiedzieć o tym czym jest Internet komuś kto z niego nie korzysta? Pamiętajmy – roku ubiegły i TYLKO nieco ponad połowa Polaków korzysta z sicie. To jest dramat. PO deklaruje, że każdy będzie miał dostęp do sieci w 2015 roku. Pamiętajmy tę datę – sprawdźmy.

Jak trafiłem do „Blogersów”? Jarka by trzeba zapytać o konkrety, ale było mniej więcej tak. Na Facebooku odnowiliśmy z Jarkiem kontakt, po latach. Wymienili uprzejmości typu, a co tam, a leci. Później była audycja w Radio Kielce o blogosferze prowadzona przez red. Ewę Okońską, na której miałem przyjemność się powymądrzać na temat kondycji blogosfery w Polsce i Ameryce. Po tej audycji Jarek zadzwonił, że słuchał i, że chciałby pogadać. I tak oto znalazłem się w Sejmie RP. I tu następuje miejsce na paradę wspomnień.

Wejście do Sejmu organizował Klub Parlamentarny… Nie napiszę i tak nie uwierzycie ;-) Tyle, że mi zrobili błąd w nazwisku i musiałem trochę sobie poczekać na korektę w Biurze Przepustek. Wejście przez bramki wykrywające metal przeszło nad spodziewania gładko (bo kiedyś jak wchodziłem w podkutych Martensach to myślałem, że dalej to mnie Straż Marszałkowska wpuści w skarpetkach…) i zaczęliśmy się instalować. Dzień obrad – pełno ekip mediów wszelakich. Od razu zaopiekowała się nami Pani od obsługi mediów, z pytaniem pierwszym „kogo Panowie będziecie nagrywać”. Jarek: „tego oto pana” (to o mnie). Pani zniosła ten cios dzielnie i pouczyła wszystkich co do obowiązującego savoir vivre: nie dalej niż do trzeciego filara, żeby nie stać przy drodze, po której porusza się Marszałek Sejmu i jego goście. Żadnych kabli na podłodze. Żadnych toreb, paczek i teczek na wierzchu bo pojawiają się zagraniczne delegacje i Sejm Polski nie może tak wyglądać.

Do dzisiaj jestem pod szczerym wrażeniem tej Pani, jest to chyba ostatnia osoba, która traktuje Sejm RP z powagą. Pełen szacunek!

Jesteśmy dobrze wychowani – wbrew wszelkim pozorom ;-) – ale też jesteśmy barbarzyńcami w ogrodzie. Weszli do gmachu Sejmu by nie kręcić polityków to już jest pewien przejaw złamania kanonów, ale kruszymy dalej. Idziemy na zakazany szlak podróży Marszałka Sejmu zrobić kilka zdjęć. Na jednym widać w tle Panią od obsługi mediów już czujnie przyczajoną przy filarze… Tam właśnie powstała fota, którą mam teraz na wszystkich kontach w sieci. Warto było zaryzykować :-) Grzecznie wracamy za trzeci filar i do pracy.

Pytanie od ekipy – będziemy Cię kręcić stojącego, dasz radę? Jasne – co to dla mnie :-) Nagranie trwało prawie 2 godziny. Pod koniec zacząłem łapać braki kondycyjne – przyłapałem się na tym, że opieram się lewą ręką o barierkę i próbuję w dłoń wcisnąć ile się da z osiemdziesięciu kilku kilogramów wagi.

Doświadczenie medialne mam dosyć bogate. Pierwszego wywiadu TiVi udzieliłem w Roku Pańskim 1993, z mediami związałem się rok wcześniej. Na koncie dziesiątki debat na żywo – radio i telewizja. Wypowiedź dla „Wiadomości”? Proszę bardzo! Dla „Dużego formatu”? Non problem! Tu się okazało, że zderzam się z zupełnie inna materią. Dwie godziny nagrania. Przede wszystkim brak ograniczenia czasowego. Mówić można dużo i to jest pewien problem. Do tego można sobie pozwolić na większy „dynamizm cielesny” niż przy telewizyjnej setce, czy w trakcie debaty. Tam cięte dwa zdania i odskok. Taka metoda na zbója. Po dłuższej rozmowie i tak tylko „smaczki” zostają ludziom w głowach, a tu… czas prawie nieograniczony. Jarek krąży wokół kamery, rzuca pytania. Zdjęcia robili Michał Glock i Konrad Chmielnicki. Michał dodaje, że gadające głowy potrzebne nie są, że potrzeba „mięsa”. Słuszna uwaga, a ja tu prawie nie klnę przy wypowiedzi i mięso traktuję jak bym należał do Eleatów…

Czego z tych dwóch godzin nie ma – a nie ma oczywiście zdecydowanej większości ;-) Od razu dodam, że z korzyścią dla filmu bo po nagraniu byłem z siebie zadowolony mniej niż przeciętnie. Następnym razem zrobiłbym to lepiej i to na całej linii. No cóż, odkryłem ostatnio, że mam konto jako „aktor” na Filmweb więc może się jeszcze jakaś szansa w tym zakresie trafi. ;-)

Ad rem – z istotniejszy wątków, które wówczas poruszaliśmy nie ma:

  • mojej opinii na temat blogujących polityków (genialny przykład rozgrywania blogosfery przez media tradycyjne);
  • co sądzę o blogerach „całodobowych”;
  • mojego stosunku do zarabiania na blogach (mówiłem na I Blog Forum Gdańsk, zainteresowanym mogę powtórzyć raz jeszcze);
  • stwierdzenia, że treści na blogach póki co są tyle warte o ile zainteresują się nimi media tradycyjne.

Nagranie miało miejsce we wrześniu 2010 roku. Cieszę się, że z tamtej paplaniny Jarek zdołał wyłuskać całe dwa zdania. Zgodnie ze szczerym wyznaniem, że nie wiem, w którą stronę pójdzie internetowa rewolucja.

Tyle ode mnie – zapraszam do obejrzenia filmu. Wielka szkoda, że nie znalazła się telewizornia, która zechciałaby ten film pokazać. Też macie uczucie, że powód tego jest jeden? Po prostu się wystraszyli. Wtedy ten obraz trafiłby do tych wszystkich, którzy nie korzystają z zasobów sieci. Kto wie – może zapragnęliby czegoś więcej niż dostają na co dzień? Sądzę, że tak.

A jak chcecie coś więcej o samym reżyserze to zapraszam, raz jeszcze na wywiad jakiego udzielił na Radioblogu, w ubiegłym roku. Pozytywnego odbioru!

Ps. Na filmie można też zobaczyć Mirka Usidusa z naszego Wirtualnomediowego blogowiska. Dzielnie zatem reprezentujemy naszą społeczność przypadkową gdzie się da! ;-)

Ps. II – link do filmu, bo zapomniałem byłem. ;-)

Ps. III LINK do odpowiedzi video Maćka Budzicha.

.


Moje najnowsze wpisy

 

Dowcip o social mediach na koniec

piątek 31/05/2019

Bodaj najbardziej adekwatny dowcip o social mediach wymyślono i opublikowano w czasach PRL. Podziwiam wizjonerstwo autora, który tak trafnie opisał rzeczywistość komunikacji XXI wieku. Dobry…


Marketing i sztuczna inteligencja

środa 06/12/2017

Każde działania marketingowe powinny zaczynać się wewnątrz (organizacji, czy jednostki terytorialnej). W czasach upowszechniającego się dostępu do Internetu i mediów społecznościowych w zasadzie nie ma…


#DzieńBezPolityków - krótki komentarz o oczywistych skutkach wprowadzenia zakazu

piątek 16/12/2016

Wczoraj był protest pod Sejmem. Dziś mamy #DzieńBezPolityków w mediach. W normalnym roku nazywa się to: „Dzień dobrych wiadomości”. ;-) Nie wiem, czy to zauważyliście,…


Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu?

środa 30/11/2016

Na początek poszukajmy odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu? Bo są stronnicze? A kto nie jest? Bo uprawiają nachalną propagandę? Fakt,…


Wyjęli mi sukienkę z koszyka… (rzecz o wyprzedażach w sklepach internetowych)

czwartek 18/08/2016

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Stoimy w kolejce do kasy. Pani pyta: czy zapłacimy kartą, czy gotówką? Dokonujemy bohatersko tego prozaicznego wyboru. Zaglądamy do koszyka i…


Komunikacja w dyplomacji (dziwna wojna, zagłada Żydów i Solidarność)

poniedziałek 23/05/2016

Podobnie jak każda szanująca się organizacja również państwa mają swoją komunikację wewnętrzną i zewnętrzną. Mają też cele długofalowe, które kolejne rządy, a nawet pokolenia przekazują…


Obrona demokracji – kampania społeczna skazana na (nie)powodzenie?

czwartek 19/05/2016

Kampanie społeczne w Polsce często straszą. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że odbiorca wystraszony więcej zapamiętuje z przesłania. Przypominacie sobie na przykład tego ducha…


Błękitny Marsz w czasach social mediów, czyli nie tędy droga

czwartek 12/05/2016

Obrazek – sobota 7 maja 2016 roku, pośpieszny przegląd treści na Facebook.com. Większość znajomych: grilluje, trenuje przed biegiem, albo biegnie, łazi po górach, koncertuje albo…


Metafor weekendowy (odcinek IV)

niedziela 10/01/2016

Tydzień upłynął na dalszej dewaluacji pisania listów. Dyspucie o wolności słowa i luźnych rozważaniach na temat mediów publicznych i mediów narodowych. Do kompletu przyjechał na…


Metafor (po) weekendowy (odcinek III)

poniedziałek 04/01/2016

Przysnąłem i dlatego „Metafor” dopiero dzisiaj. Zresztą – wczoraj i tak pewnie nikt by go nie przeczytał, bo zaangażowani politycznie czytają tylko i wyłącznie sami…