Czy anonimowe komentarze to problem blogosfery? Nie sądzę…


niedziela 16/10/2011
8

Wątek pozornej anonimowości w sieci powraca co jakiś czas. Kamil Durczok jako niewydarzony, jednodniowy naczelny ONET-u dopisał wstęp do marnego tekstu „Czego się boisz Blogerze?”. Stawiającego tezę, że powinno się pisać pod swoim imieniem i nazwiskiem bo inaczej jest się „BE”. Blogerzy raczej szczęśliwi z powodu tego materiału nie byli, ale sami też podnoszą wątek anonimowych komentarzy i treści w GS-ie, czyli Globalnej Sieci. Tu nie ma prostych odpowiedzi, albo jesteśmy miłośnicy wolności i będziemy się o nią tłukli z ekipą rządzącą na przykład, albo zaczynamy dopuszczać pewne formy cenzury jak nam się krzywda dzieje. Tych dwóch dróg połączyć się nie da. Albo jedną, albo drugą iść trzeba (jakby rzekł Yoda ;-) ). Jestem zwolennikiem pisania pod swoim imieniem i nazwiskiem, ale nie mam żalu jak ktoś inną drogą jedzie (nawiązanie do JKK). Ludzie latami budują swoje marki. Tworzą świetne treści bez pisania kto jest autorem. Typowe dla pięknego okresu średniowiecza. Takie skromne, albo ostrożne, albo skalkulowane – do wyboru. Na jakość to nie wypływa, czy ktoś napisze, ze się nazywa Zbigniew Brzeziński, czy też Wolne Kielce. Nie stanowi.

Grono komentatorów też tworzy swoje marki. Jak na WirtualnychMediach: Recenzentka, tzc, BeeJay, Jam, czy Tetryk (Szkoda, że BRAHMA PUTRA zanikł jak socjalizm w Czechosłowacji…). Komentatorzy są ważną częścią tego miejsca w sieci i tak naprawdę tylko z tą interakcją, tylko z Wami, ta zabawa ma sens.

Z drugiej autorzy piszących na WM też posługuje się w komentarzach nickiem: MirekU, EF, czy ZB. Z jeszcze innej „drugiej strony” nie wszędzie w sieci do dobrego tonu należy posługiwanie się imieniem i nazwiskiem. Na przykład grono komentatorów bloga Ziemkiewicza Rafała wysoko sobie ceni możliwość wyrzucenia tego co im leży na wątrobie w formie anonimowej. Jak tam występowałem pod imieniem i nazwiskiem to zostałem potraktowany jako psujzabawa, który swoim idiotycznym nickiem podszywa się pod znanego Profesora ;-) Jak się okazało, że się tak faktycznie nazywam dostałem przeprosiny, ale to pokazuje, że nie wszędzie tego typu nazwiskowo imienny ekshibicjonizm jest w dobrym tonie.

Założę się też, że nikt z blogerów nie miałby żalu gdyby anonimowo komentował go CEO dużej firmy, opcjonalnie mogącej mu zlecić jaki kawałek działań komunikacyjnych ;-) .

I tyle. W Internecie oberwało mi się nie raz. Zwłaszcza w okresie dynamicznego zajmowania się polityką. Wyczytałem na swój temat kilometry bzdur (stan na dziś – ćwierć miliona odpowiedzi w Google na zapytanie „Zbigniew Brzeziński Kielce”). Z drugiej strony na Uniwersytecie Jagiellońskim wbijano mi do głowy, że ile razy powstrzymam się od oceny o tyle będę szczęśliwszy ;-) No więc szczęśliwszy z powodu zabrania głosu w dyskusji bieżącej oraz nie dostosowania się do tonu krzywdzących uogólnień kończę ten krótki wywód.

Ps. Zapraszam na nową stronę filmu "Blogersi" – dokumentu stworzonego przez niezależną ekipę kierowaną przez Jarka Rybusa, a opowiadającego o sile internetu. Premiera już za miesiąc. W filmie mam zaszczyt reprezentować (mam nadzieję, że godnie) środowisko WM.
.


Komentarze 8 Dodaj komentarz

 
  1. Jako wcześniej urodzonej skrót GS brzmi jakoś znajomo – może to u nas były zalążki tej globalnej wioski, tylko Autor o tym nie wiedział? :)
    Ładnie wywołuje nas Pan do tablicy, nie ma co, ale za takie komplementy należy się rewanż…Muszę przyznać, że kiedy kilka lat temu ktoś podpisujący się „dyrektor” zaprosił mnie do rozmowy w realu właśnie tutaj na WM, byłam przekonana, że to podpucha kogoś z lokalnego środowiska, komu być może nadepnęłam na odcisk tym, co tu wypisywałam. Ale okazało się, że jako anonim chyba bezwiednie wyrobiłam sobie rzeczywiście coś w rodzaju marki u przyszłego szefa (pozdrawiam MW- miło wspominam czas twórczej współpracy, szkoda, że trwało to tak krótko). Była to jedyna możliwość powrotu do ulubionego zajęcia w telewizji, z której wcześniej ( i później, oczywiście także) wykopywano mnie regularnie. Gdyby w realu wiedziano, jak kruche są podstawy mojej znajomości ze świeżo upieczonym dyrektorem, to mój program nie miałby najmniejszych szans na powstanie, więc zabawa w kotka i myszkę była efektywna! Na dyskrecję panów niestety, nie można liczyć, dlatego tym nickiem podpisuję się już tylko w blogowych dyskusjach…:) To niemal odwrotna strona opisywanego przez Autora medalu, ale dowodzi, że ciekawe oferty nawet dla anonimów nie są niemożliwe…
    PS. Szkoda, że nic dwa razy się nie zdarza…:)
    Pozdrawiam, r. :)

       Odpowiedz
    0
    0
    • Mnie też się GS kojarzy jednoznacznie, ale mam tendencję do odzyskiwania skrótów ;-)
      Hm, nic dwa razy się nie zdarza dlatego, że ten drugi raz jest z reguły lepszy – no to ja tego drugiego razu serdecznie życzę!
      pozdrawiam, ZB

         Odpowiedz
      0
      0
  2. Oczywiście Panie Zbigniewie, że można tak i owak, tzn. pod własnym nazwiskiem, jaki i anonimowo. Obiadzik też można konsumować z eleganckim sztućcem w ręku, albo niemytymi łapami. W obu wypadkach to dokładnie ten sam problem klasy i szacunku wobec siebie i publiczności, która nasze działania ogląda. Pisanie anieanonimowe to sygnał dla odbiorcy, że traktuje się go poważnie, bo bierze się odpowiedzialność za to, co się wypisuje.
    Z pozdrowieniami

       Odpowiedz
    0
    0
    • Witam Panie Ryszardzie, oczywiście zdanie są podzielone i podzielone będą. Na dzień dzisiejszy mój pogląd na sprawę wygląda tak jak we wpisie i w autorów anonimowych kamieniem nie rzucę.
      Pozdrawiam, ZB

         Odpowiedz
      0
      0
  3. Też czuję się niejako wywołany do tablicy. Anonimowość w sieci to pewnie temat rzeka. Zresztą trzeba byłoby oddzielić anonimowość względną (czyli używanie stałego nicka), gdzie liczba wpisów w sieci prowadzi z czasem do mniej lub bardziej prawdopodobnego „namierzenia” ofiary (casus kataryny). Dodatkowo możliwość logowania (tak było kiedyś i na WM gdy tu się zacząłem pojawiać bodajże w 2006 r.), tworzenie strony użytkownika – daje często szansę częściowego choćby poznania anonimowego w założeniu człowieka. Niektórzy czasem próbują z tej sieciowej anonimowości przeciekać do realu. Nie mam tu doświadczeń więc i wrażeń nie będzie. :)
    Może na koniec jeszcze dlaczego nick? Chyba z początku ucieczka przed podpisywaniem się łatwo rozpoznawalnym imieniem i nazwiskiem (na szczęście tylko dla znajomych), do tego utrudnionym na forach zagranicznych przez te nieszczęsne polskie znaki. I tak zostało – poza nk i FB (ale to już poza blogosferą), gdzie anonimowość z założenia jest wykluczona.

       Odpowiedz
    0
    0
    • Faktycznie – można oddzielić anonimowość, którą na WM opisuje się czasem mianem „Anonymus”, które to miano powoduje u mnie zawsze szczere wzruszenie. Mimo wszystko nawet z tymi „Anonymusami” da się dogadać. No chyba, że to trolle są, ale, że trafiają się i Elfy to fakt istnienia trollów nie wydaje się taki straszny ;-)

      To ja też coś dorzucę osobiście – przez długie lata nie cierpiałem swojego imienia i używałem w relacjach międzyludzkich przezwiska. Później nawet miałem stronę, która nazywała się bzylu.com (przestała istnieć w 2007 roku, kiedy pojawił się ten blog) ;-)

      Pozdrawiam! ZB

         Odpowiedz
      0
      0
  4. I have seen this famous game when i am started to play this
    online bejeweled 3 then i have seen there is lots of stages have been seen in the latest windows game you can enjoyed a lot while you have to know some all the latest function.

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


4 × siedem =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Dowcip o social mediach na koniec

piątek 31/05/2019
2

Bodaj najbardziej adekwatny dowcip o social mediach wymyślono i opublikowano w czasach PRL. Podziwiam wizjonerstwo autora, który tak trafnie opisał rzeczywistość komunikacji XXI wieku. Dobry…


Marketing i sztuczna inteligencja

środa 06/12/2017
1

Każde działania marketingowe powinny zaczynać się wewnątrz (organizacji, czy jednostki terytorialnej). W czasach upowszechniającego się dostępu do Internetu i mediów społecznościowych w zasadzie nie ma…


#DzieńBezPolityków - krótki komentarz o oczywistych skutkach wprowadzenia zakazu

piątek 16/12/2016
14

Wczoraj był protest pod Sejmem. Dziś mamy #DzieńBezPolityków w mediach. W normalnym roku nazywa się to: „Dzień dobrych wiadomości”. ;-) Nie wiem, czy to zauważyliście,…


Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu?

środa 30/11/2016
4

Na początek poszukajmy odpowiedzi na tytułowe pytanie. Dlaczego „Wiadomości” TVP są do kitu? Bo są stronnicze? A kto nie jest? Bo uprawiają nachalną propagandę? Fakt,…


Wyjęli mi sukienkę z koszyka… (rzecz o wyprzedażach w sklepach internetowych)

czwartek 18/08/2016
674

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Stoimy w kolejce do kasy. Pani pyta: czy zapłacimy kartą, czy gotówką? Dokonujemy bohatersko tego prozaicznego wyboru. Zaglądamy do koszyka i…


Komunikacja w dyplomacji (dziwna wojna, zagłada Żydów i Solidarność)

poniedziałek 23/05/2016
4

Podobnie jak każda szanująca się organizacja również państwa mają swoją komunikację wewnętrzną i zewnętrzną. Mają też cele długofalowe, które kolejne rządy, a nawet pokolenia przekazują…


Obrona demokracji – kampania społeczna skazana na (nie)powodzenie?

czwartek 19/05/2016
0

Kampanie społeczne w Polsce często straszą. Nie wiem skąd bierze się przeświadczenie, że odbiorca wystraszony więcej zapamiętuje z przesłania. Przypominacie sobie na przykład tego ducha…


Błękitny Marsz w czasach social mediów, czyli nie tędy droga

czwartek 12/05/2016
0

Obrazek – sobota 7 maja 2016 roku, pośpieszny przegląd treści na Facebook.com. Większość znajomych: grilluje, trenuje przed biegiem, albo biegnie, łazi po górach, koncertuje albo…


Metafor weekendowy (odcinek IV)

niedziela 10/01/2016
0

Tydzień upłynął na dalszej dewaluacji pisania listów. Dyspucie o wolności słowa i luźnych rozważaniach na temat mediów publicznych i mediów narodowych. Do kompletu przyjechał na…


Metafor (po) weekendowy (odcinek III)

poniedziałek 04/01/2016
2

Przysnąłem i dlatego „Metafor” dopiero dzisiaj. Zresztą – wczoraj i tak pewnie nikt by go nie przeczytał, bo zaangażowani politycznie czytają tylko i wyłącznie sami…