Roztocze


wtorek 05/07/2022

Dalekośmy poszli daleko tak
zostawili wszystko oddając
własne sprawy w ręce cudze

Prawdziwym dramatem narodu polskiego jest wymierzenie siarczystego policzka Polakom wynikającego z planowego przesiedlenia wielomilionowej społeczności ukraińskiej i kłamstw rządzących tak po stronie polskiej jak i ukraińskiej na temat przyjaźni naszych narodów.

(…)

Trzy tygodnie kuracji i wróciłem do miejsca zameldowania. Samej kuracji nie mogę jeszcze ocenić na 100% gdyż zgodnie z podawanymi informacjami ich pełen efekt ma być odczuwalny za około czternaście dni od zakończenia wykonanych zabiegów.

Zacznę od tego, że w mojej podróży zauważyłem pewien fenomen – im dalej od Wrocławia w kierunku południowo wschodnim tym mniej kolorów niebiesko żółtych. Między Lublinem a Zamościem ujrzałem jedno jedyne takie miejsce: był to auto handel zapewne prowadzony przez sąsiadów zza wschodniej granicy. Potem już żadnej, ale wraz z malejącą ilością kłującego mnie w oczy zestawu dwóch kolorów (niebieskiego i żółtego) przybywało kolorów białoczerwonych, co napawało mnie optymizmem i dumą.

Taką zwyczajną dumą, nie żadną tam zaraz narodową. Od tej narodowej dumy to mamy specjalistów zarządzających polskim państwem zgodnie z ustaleniami kleru, służb i wszelakiej maści żydów jakie zapadły zaraz po tym jak tych prawdziwych solidarnościowców spacyfikowano, część z nich odesłano z wilczym biletem w jedną stronę, reszcie na lata skutecznie zamknięto usta i zastąpiono swoimi agentami i zajęto się chlaniem i dzieleniem tortu przy okrągłym meblu w Magdalence.

Dzisiaj pewien wysoko postawiony pan – powiadają, że to pierwszy obywatel w państwie – co raz to pęka dumą bycia Polakiem, Żydem, Ukraińcem. Nie wiem kim tak naprawdę jest ten złotousty kłamca. Wiemy, że jego dziadek zasłynął aby potem przesiedlić się i zostać kuśnierzem. Ha, taki myk. O „zasłynięciu” dziadka – nie tego, którego Tusk miał mieć w Wermachcie – jeszcze wspomnę podążając ścieżkami Roztocza.

Po siedmiu godzinach z kawałkiem trafiłem wreszcie do celu. Pierwsze wrażenie wywołało we mnie smutek i pilną potrzebę powrotu. Tak to już bywa z pierwszym wrażeniem, że jest złudne i potrafi wywieźć na manowce. Tylko dwa razy w życiu „pierwsze wrażenie” nie było pudłem. Wszystkie inne, co i jak pokazało życie były kosztownym błędem.

Odczekałem kilka minut w holu i już po chwili z kluczami do swojego pokoju powędrowałem na pierwsze piętro wielkiego pięciokondygnacyjnego obiektu. Nr 24 – mój ulubiony, taki miałem w dzienniku kilku szkół w czasach „komuny”.
Miła pani w recepcji z długimi kruczoczarnymi kręconymi włosami o smukłej kibici i nogach tak długich jak nogi owej damy z lektury „Lotna”, których długością zachwycał się pewien oficer z uśmiechem oświadczyła, że będę w nim sam, co mnie ucieszyło. Dziękuję, będę mógł spokojnie pisać – powiedziałem.
– O! A co pan pisze? W kilku słowach coś tam (o)powiedziałem i wręczyłem jej swój tomik wierszy, który uważam za nieudany. Kiepski dobór wierszy, ot i wszystko. Ucieszyła się, a na drugi dzień z niekryjącą satysfakcją podzieliła się swoimi wrażeniami. Nie puchłem z dumy, ale ucieszyłem się i podziękowałem. Nie mam parcia na szkło ani do szkła. Lubię być w półcieniu i obserwować; czasem nieco się wysunę aby lepiej usłyszeć, a potem cofam się głębiej aby mieć lepszy widok. O ile nogi tej damy z Lotnej mogłem sobie jedynie wyobrażać, co czyniłem będą młodym człowiekiem o tyle te nogi i tą młodą damę miałem przyjemność widzieć z bliska co najmniej kilka razy dziennie. A, że jestem nieskończonym estetą…

Obiad i chwilę po nim pierwsze zabiegi. Potem nieprzespana noc – to efekt owego pierwszego wrażenia. Ogromy teren z wielkim obiektem posadowionym tuż przy ruchliwej krajowej 17. Na potrzeby szpitala adaptowano internat dawnej szkoły mechanicznej, która mieściła się tuż obok. Dzisiaj szkoła z szyldem „Zespół Szkół nr…” zamknięta na cztery spusty straszy swoją pustką wyzierającą z każdego okna. Teren wokół obiektów kojarzy mi się z dawnym PGR-em lub SKR-em – mnóstwo niskich budynków warsztatowo-magazynowych i porozrzucane w bezładzie materiały budowlane, gruz i czort wie co jeszcze.

Drugiego dnia od ósmej zajęcia. Zaczynam przyglądać się ludziom, którzy jak ja przybyli tutaj na rehabilitację z nadzieją odzyskania zdrowia lub choćby części dawnej sprawności. Większość to seniorzy będący od kilku lat, a nawet dekady, na emeryturze. Wiele osób na wózkach lub przy kulach. Na wielkiej stołówce trzy okrągłe stoły ustawione na środku, trzy prostokątne po prawej stronie sali przy oknach i cztery przy oknach po przeciwnej stronie. Przy moim ośmioosobowym stoliku trzy małżeństwa, jedna mocno otyła pani, której wieku nie sposób było ustalić i moja skromna osoba. Po mojej lewej stronie starsze małżeństwo z Zamościa. Ludzie bardzo kulturalni, i jak się okazało wykształceni. Pan opowiedział mi, że był już tutaj z żoną w ubiegłym roku: trafił z rozległym wylewem po drugiej dawce szczepionki na wymyśloną chorobą na „C” – pół roku w szpitalu, a potem szesnaście tygodniu rehabilitacji w Lubyczy.  – W życiu już na nic się nie zaszczepimy – powiedział patrząc z miłością żonie w oczy, która tylko przytaknęła delikatnym skinieniem.
Po mojej prawej stronie starsi ode mnie państwo ale młodsi od wspomnianego po lewej. Fajni ludzie. Naprzeciwko małżeństwo Ślązaków. Dla nich najważniejsze było tylko jedzenie – dużo jedzenia. Już po kilku dniach z ust innych osób sąsiednich stolików słyszę – oni tylko o żarciu i nic więcej. Fakt, którego w żaden sposób nie da się podważyć ani choćby umniejszyć. Ale w sumie też dość fajni.

Drugiego dnia wyszedłem na dłuższy spacer myśląc, że ten przyniesie mi ulgę po nie przespanej nocy i dniu pełnym nowych wrażeń. Lubycza Królewska. Długo zastanawiałem się nad przymiotnikiem „królewska”. Tak się złożyło – lubię jak „coś” się składa i mnie zaskakuje – że już po kilku dniach mojego tutaj pobytu były uroczystości na okoliczność 600 lecie Lubyczy Królewskiej.

Wolnym krokiem szedłem jedną uliczką potem drugą i w trzy kwadranse z kawałkiem obszedłem  zachodnią część miejscowości liczącej nieco ponad 2200 mieszkańców. Pierwsze wrażenie zaczęło blednąć, a to za sprawą niebywałej wręcz grzeczności mieszkańców Lubyczy: na każdym kroku słyszałem: „dzień dobry” wypowiadane przez dzieci i starszych – młodzieży niewiele. Drugie, to niesamowita gospodarność. Wszystkie, nawet te nieliczne skromne, czyste i zadbane, dopieszczone, że się tak wyrażę. Tu i ówdzie nasze flagi białoczerwone. Już po kilku dniach nawiązałem kontakt z mieszkańcami, którzy opowiadali mi o sobie, o sąsiadach za przejściem w Hrebenne zaledwie dziewięć kilometrów od Lubyczy, o bunkrach ON UPA, o miejscach pochówku, zabitych przez banderowców i ukraińskich siepaczy.

Tutaj się zatrzymam i wyjaśnię. To nie tak, że każdy i od razu chętnie mówił. Ci ludzie są niesamowicie grzeczni ale i ostrożni i zdystansowani. Rozmowę na te tematy kontynuują dopiero kiedy „wymacają” swojego rozmówcę, kiedy nabędą pewności, że to żadna podpucha, prowokacja, dopiero wtedy wolnym strumieniem sączy się prawda.

Tę prawdę poznawałem i zgłębiałem każdego kolejnego dnia aż do ostatniego, do chwili kiedy trzeba było wracać. I kiedy wracałem towarzyszyły mi mieszane uczucia: radość, że wracam do swojej Wnusi i nostalgia – smutek, że oto odjeżdżam w poczuciu niespełnienia, że nie dość czasu miałem aby posiąść całą prawdę odkryć jej tajemne i mroczne zakamarki jakby takie, jakie dotyczą dziadka tego, co to stoi w potrójnym, a nawet poczwórnym rozkroku kłaniając się żydom, Ukraińcom i Jankesom, a w dni uroczystości państwowych głosi kłamliwe opowieści; raz o Polin innym razem o wielkiej wielowiekowej przyjaźni polsko-ukraińskiej o wielkim sojuszu z USA. Zacierając za każdym razem to co istotne, to co świadczy o polskich korzeniach o wartości nadrzędnej jaką jest historia naszych polskich przodków z ziemi Polesia, Wołynia, ziemi Lubelskiej, Zamojskiej itd.

Miałem to szczęście, że dotarłem w te miejsca w wieku dostatecznie dorosłym z odpowiednim zasobem wiadomości, które pozwalają mi bez zbędnych emocji przyjąć tę czystą wiedzę, dotknąć kamieni milowych naszej historii. Poznać fakty przemilczane albo wręcz przekłamywane i, co najgorsze, zamazywane z dużą starannością przez wszystkie kolejne rządy od PRL-u po dzisiejszy włącznie.

Odmienna, swobodna interpretacja pewnych zdarzeń z pomijaniem faktów historycznych przedstawiana w słowotoku głowy państwa, że o premierze i prezesie PiS-u nie wspomnę, jest tym, co określa się mianem kłamstwa, chyba, że mamy do czynienia z pewną niedoskonałością, jednostką chorobową – konfabulacją.
Ja stawiam na wersję pierwszą. Polityk z reguły jest zawodowym kłamcą i świadomym tego oszustem, a ten, który doprowadza do oddania choćby części władzy na rzecz osłabienia suwerenności jest zdrajcą. To, że mamy z jawną zdradą jest faktem i żadne, za przeproszeniem, pierdolenie w telewizji tego nie zmieni. Zdrada jest zdradą. Pozostaje tylko jednio pytanie.
Co my, Naród, a w okresie przedwyborczym okazuje się, że nawet Suweren, z tym faktem zrobimy?

Spoglądam na mapę formatu A3 „WSCHODNI SZLAK ROWEROWY GREEN VELO” KRÓLESTWO ROWEROWE – ROZTOCZE i myślami wracam w tamte rejony.

Lubycza Królewska, niewielkie miejsce na mapie Polski leżące w miejscu, które określiłem mianem „wyrostka” niemalże styka się z Rava-Ruska leżącą już po „tamtej” stronie. Na samym terenie Lubyczy znajduje się 70 bunkrów, bardziej pozostałości po nich band OU UPA. Widzisz wielkie połaci pól a na nich porozrzucane kępy drzew – to właśnie pozostałości po bunkrach. Jak ważnym miejscem była Lubycza świadczy ich ilość. To 10% z siedmiuset bunkrów Linii Mołotowa. Historia, która mnie interesuje leży nieco z boku i jest porozrzucana w miejscach dość ustronnych, które na pierwszy rzut oka mogą nic nie znaczyć. Sam się o tym przekonałem objeżdżając ten teren bez przewodnika. Z przewodnikiem – historyk związany z IPN – dopiero otworzyłem oczy ze zdumienia: jak to, przecież kilka dni temu tutaj przejeżdżałem. No tak, skromne tabliczki informacyjne jednak lepiej, a nawet koniecznie warto poznawać podczas jazdy rowerem a nie samochodem. Pieszo też można, ale wtedy czasu więcej i zdrowia potrzeba. Ale najlepiej to z tym przewodnikiem.

W części drugiej przejdę do rzeczonej historii tych miejsc w których polskość ma zgoła inne znaczenie i jest podmiotem, polskość która niejednokrotnie kosztowała tak wiele, że wciąż mało było polskiej krwi aby opłacić swoją polską narodowość.

Tytułem zachęty do części drugiej: ROZTOCZE (2) dodam, że IPN potrzebował ponad trzech dekad aby wreszcie zrozumieć, że tej polskości bronili milicjanci, że za tę polskość swojej małej ojczyzny ginęli dwukrotnie. Raz, kiedy zginęli z rąk band UPA. Dwa, kiedy zginęła (nie cała na szczęście) o nich pamięć wymazując ich czyny z kart historii.

IPN w swojej mądrości przyjmując ustawę o dekomunizacji nakazał usuniecie wszystkiego co miało związek z okresem PRL zapomniał (albo nie mógł?) usunąć z ław poselskich, senatorskich, rządowych i tzw. wymiaru sprawiedliwości oraz uczelni wyższych faktycznych partyjniaków i rzeczywistych pomocników poprzedniego ustroju. Ich posady i stanowiska nie zostały nawet dotknięte ową ustawą. Gdyby nie postawa lokalnych patriotów polskich i działaczy IPN dalej udawałby, że jest ustawa i tematu nie ma. Tak trudno jest zrozumieć, że nie wszędzie działała Armia Krajowa, że dla prostego polskiego obywatela w tamtym okresie istnienia państwa nie było istotne, że kiedyś historia o nich zapomni. Dla nich istotnym było „tu i teraz” brali do ręki broń aby walczyć z oprawcami zza miedzy i rozliczyć się za niewinnie przelaną polską krew ich ojców, matek, braci, sióstr i dzieci.


Moje najnowsze wpisy

 

HIPERSONICZNIE

piątek 23/09/2022

  Długo napinała się cięciwa łuku Kiedy przekraczasz tę magiczną czerwoną linię wtedy żaden Bóg ci nie pomoże. Kiedy zdziczały Zachód na polecenia Stanów Złajdaczonych…


Śmierć komedianta. Na wschodzie bez zmian

wtorek 23/08/2022

Nie zupełnie. Gdybyśmy chcieli wierzyć propagandzie opłacanych przez Zachód mediów, to jak wspomniałem (ze trzy miesiące temu będzie) Rosji już nie ma, a w Moskwie…


Czy polski rząd poda się do dymisji?

sobota 13/08/2022

Polskie laboratoria nie potrafią a może nie mogą zbadać i wskazać jakie związki chemiczne zatruły Odrę. Nie pytam gdzie są polskie służby i co robią…


Wpływ NATO na utrzymanie pokoju

czwartek 02/06/2022

Patrząc na niechlubną historię postaci pełniących prominentne stanowiska w NATO (byli zbrodniarze nazistowscy), liczbę konfliktów i ofiar oraz efekty działań lidera sojuszu Temat. Oceń wpływ…


Propaganda Rosji kontra propaganda Zachodu

sobota 21/05/2022

Konflikt zbrojny na, a nie w, Ukrainie powstał celem obrony zwłaszcza rosyjskojęzycznej części tworu – Ukraina, której mieszkańcy opowiedzieli się w referendach za suwerennością. Incydentowi…


Jak Putin z onkologiem, a Kaczyński z grabarzem

sobota 02/04/2022

Drugi dzień kwietnia 2022 roku. Za oknem aura lekko zimowa chłodzi głowy tym roślinom, którym tak śpieszne było do wiosny. Przyroda ma swoje reguły i…


W mętnej wodzie ktoś sobie łowi

środa 16/03/2022

Teoretyczne państwo praktycznie nie funkcjonuje. Owszem działa jeszcze za sprawą impetu nadanego wcześniej.  Działa w oparciu dyspozycji wydanych wcześniej urzędnikom administracji na niskich szczeblach. Na…


O wojnie było już wszystko, prawie wszystko

poniedziałek 07/03/2022

Czy istnieje coś bardziej przerażającego niż wojna? Ktoś powie, ja potwierdzę, że owszem – klęski żywiołowe, które niekiedy potrafią zabrać tyle ofiar co niejedna wojna.…


Rozprawka o ludziach i Bogu

czwartek 24/02/2022

Nowocześni w świecie nowoczesnych rozpędzili się tak bardzo, że nawet Usain Bolt nie dałby rady dotrzymać im kroku. Trudno. Powiada się, że takie czasy. Może…


Bawi mnie cała ta narracja Pegasusem

środa 02/02/2022

Pegasus, czy bardziej passus nowoczesnej i ciągle rozwijającej się "gry w państwa". A skoro państwo, to aparat ucisku i przymusu. A skoro aparat przymusu, to…