John, Mery Q i tajemniczy gość z Marrakeszu


sobota 31/12/2016
2

Świat wokół wyglądał jakby za chwilę miał stać się biblijną przypowieścią o Arce Noego. John od kwadransa stał w bramie luksusowej pożydowskiej kamienicy w centrum miasta, przypatrywał się strugom wody, które płynęły ulicą w kierunku biblioteki. Studzienki kanalizacyjne rzygały niewielkimi gejzerami  łudząco przypominającymi zupę bulgoczącą w garnku zostawioną przez roztropną gospodynię na niewielkim ogniu. Złowieszczy granat nieba rozciągał się bezbrzeżnie.
„Nie będziesz miał cudzych bogów przede mną” – wyrecytował głosem pełnym ironii Jon do starszej pani, która miała zamiar wyjść z bramy, ale widząc, że rynek przypomina taflę wody wyszeptała przestraszona: „Panie przenajświętszy! Jezusie i Mario…” po czym bezszelestnie zniknęła za drzwiami klatki kamienicy.

John spojrzał na lewy nadgarstek, była ósma czterdzieści, raz jeszcze spojrzał w niebo i doszedł do wniosku, że skoro bezustannie leje od wczoraj, to zapewne nie przestanie tak szybko; zresztą prognozy przewidywały taki scenariusz na najbliższe kilka dni.  Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem udał się w tym samym kierunku co wcześniej uczyniła przestraszona pani.

Solidne stylizowane drzwi wejściowe zamknęły się cichutko za Johnem. Na klatce panowała niczym niezmącona cisza. Wszedł na pierwsze piętro i stanął przed drzwiami, na których widniała mosiężna trójka. Zawahał się przez moment i cofnął palec z przycisku dzwonka i sięgnął do kieszeni sportowej kurtki po klucz, delikatnie przekręcił w zamku i wszedł do mieszkania.

– John, to ty? aksamitny kobiecy głos zapytał z głębi mieszkania – Zapomniałeś czegoś? Mówiłam, żebyś został jeszcze trochę skoro ciągle pada.
– Mówiłaś, mówiłaś. Muszę, niestety, pożyczyć twoje auto. Nie mogę się spóźnić, a taksówka nie podjechała. To zapewne przez ten deszcz.
– Dlaczego mówisz „niestety”? No co ty John? Przecież wiesz, że dla ciebie zrobiłabym wszystko. No prawie wszystko – dodała.
– Dziękuję. Wziąłem kluczyki do jeepa, ulice zapewne będą zalane, a muszę się dostać za miasto. Oddam wieczorem.
– Spokojnie John – i tak nigdzie nie ruszam się dziś z łóżka. Może masz jeszcze chwilkę? Nooo chodź, proszę. Jej głos był miękki i kuszący.
– Nie Mary Q, nie mogę. Muszę już pędzić. Dzięki. Pa.

Ponownie stanął w bramie. Niebo jakby lekko odpuściło. John ocenił odległość od samochodu i zdecydowanym krokiem ruszył przed siebie z naciągniętą na głowę kurtką. Centralny zamek charakterystycznym kliknięciem dał znać, że rozpoznał kartę pilota i zwolnił blokady. John usiał za kierownicą, ustawił siedzenie i lusterka pod siebie po czym uruchomił auto. Dwulitrowy silnik turbo zawarczał ochoczo dając znać, że jest gotowy do ostrej jazdy. Para wycieraczek jeepa starała się nadążyć ze ściąganiem nadmiaru wody z przedniej szyby. Z głośników płynął komunikat o możliwości przekroczenia stanu wód niektórych rzek w wielu miejscach na południu i zachodzie kraju.

- Ech jak ja lubię taką wredną pogodę, ludzi już niekoniecznie – rzucił John do mikrofonu telefonu, który  odebrał – Będę za dwa kwadranse – odpowiedział głosowi w słuchawce.

Ludzie zakutani w przeciwdeszczowe peleryny chyłkiem przemykali ulicami, nieliczni stali na przystankach pod parasolami oczekując na swój tramwaj; komunikacja miejska mocno kulała, jedynie taksówkarze pruli wodę nie bacząc na to, że mogą kogoś ochlapać – widać uznali, że skoro woda zewsząd się leje, to hulaj dusza.
Jeep z Johnem za kółkiem kierownicy niespiesznie jechał w kierunku lotniska, opony równomiernie odkładały wodę na boki niczym lemiesz pługa ziemię podczas jesiennej orki.

W tym pejzażu lejącej się z granatu nieba ulewy i strug płynących ulicą tryskająca fontanna przy Placu  Świebodzkim, na który właśnie skręcał wyglądała jak niespodzianie odnaleziony artefakt; za nią ledwo widoczny rozmyty obraz nieczynnego dworca swoim kształtem przypominał fragment piramidy, w której jakiś dowcipniś zamontował zegar.  Widoczność pozwalająca kontynuować jazdę sięgała niespełna trzydziestu metrów; mrocznie żeby nie powiedzieć upiornie wyglądał poranek letniego lipca w mieście stu mostów, kościołów i setek krasnali, z których większość znalazła się w totalnym stanie zatopienia.

Jeep zatrzymał się za autobusem, który ostrzegawczo mrugał światłami, na tablicy obok numeru linii płynął napis: „AWARIA”; pas przeciwległy zajęty został przez robotników pogotowia wodno-kanalizacyjnego: John próbował sobie przypomnieć gdzie był i co porabiał podczas tamtej wielkiej powodzi, która nawiedziła cały region razem z jego stolicą – Wrocławiem.

 – Czy  tak wyglądał wtedy początek powodzi? – zastanawiał się w duchu. Ekipa robotników uporała się wreszcie z włazem studzienki, opuścili pas jezdni stanęli na chodniku i bacznie przyglądali się płynącej wodzie; jeden z nich gestem dłoni pokazał, że droga wolna. John ominął autobus i całkowicie pustą ulicą dojechał do Placu Strzegomskiego. Pokonanie odcinka na lotnisko zajęło mu kwadrans, w tym czasie przypominał sobie gdzie był w 1997 roku i co wtedy robił.

(…)


Komentarze 2 Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


sześć × 5 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Koleżanki i koledzy lekarze!

sobota 10/10/2020
2

Tytułem wstępu. Nie pamiętam już kiedy ostatnio polecałem czyjś tekst – w tym przypadku apel – zawieszając taki na swoim blogu. Skoro nie pamiętam musi być, że…


Współudział w przestępstwie?

czwartek 08/10/2020
2

  Ziemia kręci się ze stałą prędkością krążąc po swojej orbicie. Polska dyplomacja też się kręci niczym pies za własnym ogonem albo g..wno w przerębli.…


Sezon na szczaw i mirabelki

środa 29/07/2020
0

Od kilku dni w radio (tylko trójkowych wiadomości jeszcze słucham) toczą się spekulacje na temat: kto zostanie, a kto odejdzie z tzw. rządu. Piszę „tzw.”…


Można pieprzyć różne dyrdymały, o covid19 też

poniedziałek 27/07/2020
0

Przyznaję, że nie wiem o co tak naprawdę chodzi z całym tym covidem z tą pandemią, dla której zabrakło ustawy* aby zgodnie z literą prawa…


Snując się po okolicy

wtorek 21/07/2020
0

Początek roku nie rokował dobrze, ale też nie zapowiadał, że będzie aż tak źle, że o dobrze można zapomnieć – wykreślić to słowo na trwałe,…


Jana Kowalika przypadeczków ciąg dalszy

poniedziałek 13/07/2020
7

W głowie Jana Kowalika dudniło niczym w pustej blaszanej beczce po rozpuszczalniku TRI: „Nie będziesz miał cudzych Bogów przede mną”; „Nie pożądaj żony bliźniego ani…


Przypadeczki i przypadki – rzecz o niby niczym

sobota 11/07/2020
0

Tyle na głowę tak nagle się zwaliło, i wszystko za sprawą wirusa oznaczonego jako covid19. Dwa metry odstępu między nami, co drugie miejsce wolne w…


Zbrodnie komunistyczne będą nadal ścigane

piątek 03/07/2020
0

Taką informację można było usłyszeć pierwszego dnia lipca, w wiadomościach porannych (ja nadal naiwnie słucham radiowej trójki wierząc, że Kuba Strzyczkowski, któremu z kolei nie…


Jeśli to prawda

środa 06/05/2020
0

że Gowin (ludzie Gowina) dorwał się do Totalizatora Sportowego, to całe to zamieszanie w przepychankach sejmowych ma zupełnie inny wymiar. Nigdy nie miałem najmniejszej wątpliwości,…


Szewski mat lub obrona francuska

niedziela 29/03/2020
16

W gabinecie prezydenta Warszawy głośniej od wentylatora pracowały myśli prezydenta i jego sekretarza. Chodził jeden z drugim w tę i tamtą stronę i głowili się,…