Z ręką w nocniku


środa 24/08/2016
1

Boję się militaryzacji Polski… Coraz więcej młodych ludzi chodzi z emblematami wojskowymi a państwowe imprezy bębnią w rytmie wojskowych parad. Prawda to czy fałsz?  . Filmowcy  traktują wojnę  jak test męskiej siły ducha i młodzi pchają się drzwiami i oknami od organizacji paramilitarnych. Prawda to czy fałsz?  Bo gdy reporter przepytywał kiedyś warszawiaków czy oddaliby życie za Ojczyznę większość pukała się głowę (nie tylko swoją, ale i reportera) a niektórzy wybuchali gromkim śmiechem – oj, niepoważni ci cywile!  Jednak Wojskowe Biuro Badań Społecznych raportowało w 2015, że co trzeci żołnierz polskiej armii też nie ma tego zamiaru i absolutnie nie będzie przyspieszał swojej wyprawy na Tamten Świat nawet w glorii bohaterskiej chwały.  Może teraz wiele się zmieni, wszak wojsko objęte zostało programem szkolenia religijno-duchowego, bo jak stwierdził Minister Obrony „tylko głęboka wiara zagwarantuje Polakom bezpieczeństwo…” Jestem wprawdzie katoliczką, ale takie deklaracje Pana Ministra budzą mój głęboki lęk o przyszłość i o to, co ten specjalista od wybuchów na Tupolewie może jeszcze wymyśleć?! Gdy usłyszałam więc ze Pan Minister tworzy obronę terytorialną przestraszyłam się nie na żarty! Cóż ten Antoni znowu kombinuje?  Przypomniało mi się jak to generał Jaruzelski 35 lat temu  tworzył wojskowe grupy terenowe i wysłał je w Polskę, aby przygotować stan wojenny 1981. No, ale przecież wydarzenie historii się nie powtórzą, chyba jako farsa… :)

Dość jednak niepoważnych żartów, bo sprawa jest poważna a nawet bardzo poważna. Być może rozmyślania o  wojnie i wojsku nie są na kobieca głowę  i – przyznam szczerze -  do niedawna w ogóle mnie to nie interesowało.  Po co martwić się na zapas  jeśli za  nami  stoją świetnie  wyposażone armie  NATO?  Ktoś  kiedyś przy mnie przebąkiwał  o wojskach terytorialnych, ale wydało mi się to jakby  reliktem dawnej epoki. Czy to przypadkiem  nie  jest jakaś  partyzantka?   Terytorialni wojacy będą   przecież słabi z natury, rozproszeni, przypominający czasy powstańców- narwańców a nie  wiek XXI!   Takie  myślenie okropnie  mnie  dziś  kompromituje. Usprawiedliwieniem może być fakt, że sprawy wojska są zwykle utajnione  i wiele się o nich publicznie nie mówi a poza tym nie odbiegam od społecznej normy.

Załamała się  ostatnio  moja naiwna  wizja  świata !  Wezwania Federalnego Urzędu Ochrony Ludności, które do nas dochodzą  zza miedzy, nie wydają mi się bynajmniej głupim pomysłem. Przypomnę, że   nowe niemieckie prawo obrony cywilnej wzywa wszystkich obywateli by przygotowali sobie zapasy jedzenia i wody pitnej na 10 dni.  Europejczycy są zdumieni, wystraszeni… Ależ tego nie było od czasów wojny! Co się dzieje?   A nic się nie dzieje. „Atak na nasze terytorium jest nieprawdopodobny” uspakaja Thomas de Maiziere,  Minister Spraw Wewnętrznych Niemiec – Mimo to konieczne jest właściwe przygotowanie się na niemożliwe do wykluczenia wystąpienie w przyszłości wydarzeń stanowiących zagrożenie egzystencjalne”. Niemcy – jak wiadomo – słynną ze znakomitej organizacji. Przewidywać tez potrafią.  Niewykluczone, że wiedzą więcej niż mogą publicznie objawić (?) .Mobilizacja Bundeswehry i wprowadzenie obowiązku służby wojskowej w Niemczech tez daje dużo do myślenia….

Na świecie magazyny wojskowe  pękają od nowych broni, które co roku się wymienia , bo wchodzą nowe technologie zabijania. Zmieniają się technologie, inaczej brzmią głosy generałów i musi się zmienić nasze myślenie o tym jak wygląda wojna.  Silne armie uderzeniowe nie są już wcale gwarantem sukcesu.  Front byłby prawdopodobnie zamazany a na całym terytorium dywersja, sabotaż, hakerzy i killerzy oraz zielone ludzki w nadmiarze. Zaczęło się  tak na Ukrainie a Państwo Islamskie ( nie istniejące przecież a aktywne) właśnie się specjalizuje w hybrydowych metodach.  W tej sytuacji ktoś musi zabezpieczać od wewnątrz  terytorium: bronić lotnisk, elektrowni, linii kolejowych , tworzyć na zaatakowanym terenie alternatywne instytucje przetrwania. Musi tez bronic ludności cywilnej przed  miejscowymi bandziorami, którzy wychodzą z ukrycia  w czas wojny.  I po to właśnie są i dlatego są niezbędne wojska wewnętrznej obrony terytorialnej. Takie formacje istnieją od dawna wszędzie w Europie, we wszystkich demokratycznych krajach.  Wszędzie – za wyjątkiem Polski.  Polska jest   spóźniona, bo nasi politycy żrą się między sobą zamiast myśleć o tym, co najważniejsze.  Dysponenci narodowej  obronności mydlili nam do niedawna  oczy paroma tysiącami ochotników, którzy się nazywają Narodowe Siły Zbrojne. To za mało.  Nie o takie zabezpieczenia obronne chodzi.  Budzimy się   z  ręka w nocniku.

NATO  naciska, Unia naciska – i bardzo dobrze! Terytorialna  formacja wojskowa  nie jest wcale łatwa do organizacji i dowodzenia. Musi współpracować z instytucjami państwowymi, z samorządami z organizacjami militarnymi i  ludnością całą  a przy tym musi być świetnie wyszkolona!  W innych  europejskich krajach np. w Belgii, Holandii, Niemczech, Szwecji są specjalne szkoły wyższe przygotowujące kadry żołnierzy obrony terytorialnej . Gwardia Domowa  (Hemvarnet)  jest  np.  w każdej szwedzkiej gminie.  W 10 milionowej  Szwecji organizacje paramilitarne i obronne skupiają aż 600 tys. osób przeszkolonych i dyspozycyjnych.  Finlandia ma 5 milionów.. Regularne siły zbrojne (60 tys. żołnierzy zawodowych) wesprze  tam – w razie potrzeby – aż 230 tys. ochotników wojsk obrony terytorialnej i organizacji proobronnych.

A oto inny wstydliwy dla nas problem. 40% Szwedowi ( głównie ludność miejska) ma swoje miejsce w schronach a pozostali ( ci z prowincji) wiedzą dokładnie jak się zachować na wypadek jądrowego kataklizmu.  W schronach najlepsi są Szwajcarzy, bo oni już od dawna mają swoje miejsca w podziemnych schronach przeciwatomowych a każdy mężczyzna trzyma w domu mundur i broń na wszelki wypadek.  USA – wielkie mocarstwo posiadające największą armie świata,  tez ma wojska obrony terytorialnej.  Gwardia Narodowa jest usytuowana w strukturach państwa i nawet ma wzmiankę w amerykańskiej konstytucji.

My Polacy wciąż uważamy, ze główne niebezpieczeństwa grożą Europie od Wschodu. Putin straszy nas ćwiczeniami  gotowości wojsk i testuje cierpliwość Zachodu..   Unia ma inna optykę. Stary kontynent -  rozrywany konfliktami i zamachami – musi być gotów, by bronić się naokoło, całe 360 stopni monitoringu i stałej ochrony. Uchodźcy niewiadomego autoramentu i zamiarów walą przecież ze wszystkich stron. Na południu płoną krwawo ogniska wojny. Na Zachodzie niby bez zmian, ale jak Trump zasiądzie w Białym Domu, nie jest pewne czy będzie nas chronił amerykański parasol. Na domiar złego Erdogan awanturuje się w Turcji i NATO-wskie bazy z głowicami atomowymi nie są tam wcale bezpieczne.

Codzienna oglądamy w telewizji różne makabry, powoli przyzwyczajamy się  i… zaczynamy żyć w stanie permanentnego lęku.   Ale przecież nikt nie prognozuje wojny! Tak, ale logika a raczej nie-logika dziejów pokazuje ze wielkie konflikty wybuchały niekiedy z przypadkowych, wręcz błachych powodów i potem nikt już nie był w stanie nad nimi zapanować. Syria tez tego przykładem…

Spróbuje teraz  uruchomić wyobraźnię i napiszę, ze konflikt globalny może rozpocząć się bardzo dziwnie i wcale nie od głośnej  wojskowej akcji ale np. od  cichego ataku na sieci komputerowe, satelity oraz systemy radarowe naprowadzające a wtedy najtęższa armia świata, ze swym wspaniałym wyposażeniem, może w jednej chwili ogłuchnąć i oślepnąć. Cywilom  nagle zostaną odjęte wszystkie cywilizowane wygody i społeczeństwo zostanie sparaliżowane.  Cyberatak jest poważnym problemem nowej strategii. A może być to działanie bardzo niebezpieczne, bo asymetryczne: nawet mały kraj może zaatakować mocarstwo.

Przypominam sobie jak to moi Rodzice za każdym kryzysem światowym w latach 60tych ubiegłego wieku szykowali w piwnicy zapasy jedzenia, zapałki i świecie… Za żelazną kurtyną żyliśmy pod groźbą wojny. Chodziłam wtedy do szkoły i regularnie mieliśmy przygotowania do obrony przeciwatomowej.  Gdy w 1986 walnęła elektrownia atomowa w Czarnobylu a Rosjanie bali się o tym powiedzieć, ja jedna w rodzinie byłam przygotowana i  wiedziałam co robić: wszyscy pod prysznic, musicie spłukiwać się wodą, zmywać dokładnie ciało i włosy, aby usunąć opad promieniotwórczy, który dostaliśmy wczoraj na działce…” Zapamiętałam to ze szkolnych nauk. Czasem myślę ze współczesnym uczniom i młodzieży tego  u nas brakuje – przygotowania na najgorsze.  Przydałby się taki prysznic zimnej wody na rozbawione głowy.  Tymczasem ich rówieśnicy w szkołach niemieckich i francuskich są przygotowywani do sytuacji kryzysowych i uczą  się jak mają się  zachować by przetrwać.( zamach terrorystyczny, atak jądrowy, chemiczny, biologiczny, klasyczny – uff! )

I jak ja teraz wyglądam ze swoimi obawami, które zadeklarowałam w pierwszym zdaniu tego wpisu… ze boję się militaryzacji?  A nie boje się bać?  Rusza właśnie nabór do wojsk obrony terytorialnej, która w finale będzie liczyć w Polsce 35.000 żołnierzy. Późno… Ale lepiej późno niż wcale.  Czy minister Macierewicz sobie poradzi? Ostatnio jakby przystopował i nie wygłasza swoich chorych teorii: jakoś nie handryczy się z Rosjanami o zwrot wraku, nie powołuje międzynarodowej komisji smoleńskiej… Może sam nie wierzył w bajki, które kilka lat temu rozpowiadał?  Trudne ma teraz zadanie, bo w Polsce to, co nazywamy społeczeństwem obywatelskim właściwie nie istnieje. Ludzie są pasywni społecznie, roszczeniowi a na dodatek strasznie skłóceni i nie umieją  współpracować.  Czy byliby  posłuszni na  alarmowe wezwania wojsk obrony wewnętrznej ( co nie daj Boże, Amen)  Jak można by sobie to wyobrazić w sytuacji gdy   sąsiad z sąsiadem dziś nie rozmawia?

I tak Antoni Macierewicz będzie zbierał swój zatruty plon, będzie teraz  w środku burz wszelakich, bo sam zasiewał ten wiatr nienawiści i  społecznych podziałów. Mimo wszystko chciałabym, aby mu się udało, bo nie lubię się bać i chciałabym, aby moje wnuki żyły na spokojnej ziemi.  Na wszelki wypadek wpajam im maksymy: Musisz mieć oczy dookoła głowy! Musisz być dzielny i mądry! Broń siebie i broń innych! Liczę też, ze Wojska Obrony Terytorialnej będą wsparciem ich bezpieczeństwa.

Podobno Polacy zapominają o wzajemnych animozjach i konfliktach  w chwilach  zagrożeń. A jeśli jest to już ta pora?

 

 

 


Komentarze 1 Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


1 + pięć =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Manna z nieba

niedziela 15/10/2017
0

PiSowi leci w górę, wszyscy się dziwią a ja nie. Polska szarobura, ciężko pracująca, ma w nosie wolności, sędziów konstytucyjnych czy mianowanych, bo ważne jest…


Bracia nasi z raju niebieskiego

sobota 07/10/2017
1

Niezidentyfikowana grupa katolickich oszołomów wystosowała apel o wycofanie filmu POKOT z listy Oskarowej. „To jest film antyreligijny, który skompromituje Polskę…” Polską już jest skompromitowana tym…


DZIEŃ ŚWIRA według Księcia Hamleta

niedziela 10/09/2017
0

  Jeśli będziecie kiedykolwiek  w  Turyngii to serdecznie polecam  Wartburg Castel niedaleko  Eisenach.   Potężne zamczysko  wzniesiono tysiąc lat temu na skarpie, nad przepaścią ponad 400…


Noc huraganów

wtorek 15/08/2017
13

  Pamiętam wieczór, gdy las zahuczał jak nigdy.... Staliśmy przy oknie zdumieni, ze drzewa zginają się w pałąk. Elektryczność wywaliło od razu.  Było ciemno, straszliwie…


1 sierpnia 2017...

środa 02/08/2017
13

..Moja pamięć nie  sięga Warszawskiego Powstania….  O Powstaniu 1944 dowiedziałam  się później z opowieści mojej ciotki JANINY (   po mężu)   OTTO. Czasy były dziwne… Ledwo…


Afrykańska wizja

sobota 29/07/2017
13

Od pewno czasu śledzę formy para-teatralne - obserwuje jak teatry wychodzą na zewnątrz, staja się interaktywne, kreatywne…i multimedialne zarazem. „Stół Powszechny" W Teatrze Powszechnym to…


Władku, musisz!

piątek 14/07/2017
17

10 lipca morze głów na Placu Zamkowym i dalej na Krakowskim,  Miodowej na uliczkach Starówki… Tłum skanduje Wła-dek, Wła-dek”.. Władek Frasyniuk stoi trochę wyżej, na…


"Ostatni w Aleppo"

wtorek 04/07/2017
4

„OSTATNI W ALEPPO” duński dokument filmowy nagrodzony na 7 festiwalach... Musiałam obejrzeć. W sali kina LUNA tylko 7 osób a do końca filmu dotrwało pięć.…


Śpiączka ideowa

niedziela 02/07/2017
2

Wszyscy komentują to i ja sobie pozwolę… Odsłuchiwałam wczorajsze popisy Prezesa i jego spółki wracając z urlopu samochodem. Opowiadali bajki a wiele słów oznaczało cyniczne…


Z pamiętnika uchodżcy...

niedziela 25/06/2017
3

WIEM, dlaczego Polski Rząd tak bardzo boi się uchodźców. Zarządzanie strachem i to jedno, ale nie tylko…. Aby rzecz wyjaśnić muszę wrócić do wspomnień młodości,…