Przemijanie ma smak dereniowej nalewki


sobota 13/10/2012

Na jesień czekam już od zimy. Cenię wiosnę, nie cenię upalnego lata, wyglądam jesieni. Zjawia się niespodzianie, złote liście niepostrzeżenie spadają z drzew. Najpierw pojawia się w mgłach, które rano unoszą się nad parującym polem, na którym nie ma już zboża. Zacina deszczem, który bywa chłodny, niesie obietnicę gradu i przelotnego śniegu. A ziemia, stęskniona wody, odwdzięcza się kozakami, które rano proszą się pod brzózkami o zerwanie. Sumaki złocą się czerwienią, dławisz, który oplata słup elektryczny też, ze starych jabłoni w ogrodzie, które całe lata nie widziały oprysków, spadają malinówki i kosztele. Niepostrzeżenie też opada dereń z pigwą, co jest znakiem, że najwyższy czas, żeby lato zamknąć w słoikach, nastawić nalewkę, bo nastawianie spowalnia czas.

Jesień jest też dobrym czasem na fotografię. O siedemnastej, później coraz wcześniej, boczne światło wydobywa w ogrodzie rodzajowe sceny. Sikorkę, która wypatrzyła w wędzarce okruchy kiełbasy, rudego kota sąsiadki, który uparcie siedzi nad dziurą w ziemi czekając na kolację, sieć pająka, który pracowicie rozpina coraz to nowe kręgi, potem nieruchomieje. Jest jeszcze jeden akcent wieczorny. Z liści, leżących pod brzozami, dochodzi lekki zapach, w którym kryje się zbutwienie, pewny znak przemijania i odchodzenia. Na polach palą się ogniska na koniec wykopków. Mija czas. Im dłużej mieszkam na wsi, tym trudniej odnajduję się w mieście. Kiedy za redakcyjnym oknem zatnie deszcz, słyszę: „cholerny deszcz, będzie zima”. Też cholerna.

W Lublinie właśnie zaczynają się Konfrontacje Teatralne i z roku na rok dylemat: czy pójść na spektakl, czy posiedzieć na ławeczce, staje się silniejszy. Teatr na scenie coraz częściej zostaje w tyle za teatrem na wsi. Jeszcze można przysiąść na ławeczce pod sklepem i omówić sprawy świata tego, jeszcze wymienić się przepisem na dżem z papryki i dostać od sąsiadki skorzonerę czyli wężymorda albo utwierdzić się w przekonaniu, że na ganeczku jest najlepiej. Jeszcze dziadkowie siedzą przy drodze na ławeczce, a w kapliczkach co drugi dzień są świeże kwiaty. Czasem przez wieś przejdzie pogrzeb, który ze spokojem wpisuje się w jesienny pejzaż, żeby później naturalną koleją rzeczy przejść w stypę, która jest dziękczynieniem, że pracowite życie skończone i warto napić się kielicha. No bo śmierć jest znakiem. A życie mówi: Hej, tu jestem, tu, zatrzymaj się, tu jestem. Rano znów będzie rano i trzeba żyć. Nie pędzić, ale żyć. No bo każdego ranka czekają na Ciebie 24 nowiutkie, jeszcze nie napoczęte godziny…

Przepis na dereniówkę

Składniki: 1 kg derenia, 1 litr dobrej wódki, 50 dag cukru, 3 jagody jałowca.

Wykonanie: Owoce umyć, wysuszyć, wsypać do słoja, zalać wódką, dodać jałowiec, zakręcić wieczko, odstawić na 2 tygodnie w ciepłe miejsce. Wsypać cukier, wymieszać, odstawić na 7 dni. Co kilka godzin wstrząsnąć słojem. Dereniówkę przecedzić przez papierowy filtr do kawy i rozlać do butelek, zakorkować i schować do spiżarki.

 Przepis na konfiturę z derenia

Składniki: 1 kg derenia, 1 kg cukru, 3 szklanki wody, 3 goździki.

Wykonanie: Wsypać cukier na wrzątek, rozpuścić, dodać goździki, gotować kilka minut, przecedzić. Przebrany dereń wrzucić do syropu, zostawić na 12 godzin. Zagotować, odstawić na 6 godzin, znów zagotować, trzymać na małym ogniu przez godzinę, pracowicie zbierając pianę. Kiedy konfitura jest szklista, przełożyć do wyparzonych słoiczków, wystudzić, zakręcić, schować do spiżarki. Podawać do mięs.

 

 

 


Moje najnowsze wpisy

 

Smaki dzieciństwa: Dynia duszona z ryżem i rodzynkami

sobota 13/10/2012

Dziś chciałbym zaprosić was w podróż po smakach dzieciństwa. Każdy ma swoje, zależne od miejsca urodzenia, pogody domu, pory roku. Moim smakiem jest dynia. Wspominam…


Pomysł na weekend: Kodeń i okolice

piątek 12/10/2012

Witam serdecznie. Chciałbym namówić Was do wypraw w kierunku Bugu, gdzie jeszcze czas płynie wolniej, ludzie są serdeczni, telewizor ogląda się od święta, bo lepiej…