Moje ostatnie wpisy

 

Test Coopera na Stadionie Narodowym dla… 270 osób. Czy to nie przesada?

Notatka na marginesie

Pozwoliłem zacytować sobie fragment konwersacji z facebooka zachęcającej do internetowych zapisów na Test Coopera 5. kwietnia na Stadionie Narodowym ()
Ja: Z wielkiej chmury mały deszcz. Co to jest 270 miejsc na Basenie Narodowym? Na tyle osób wystarczyłaby jakaś szkolna sala. To kpina…

Organizator:Wydaje nam się jednak, że to nie kpina, ale prezent dla biegaczy i możliwość sprawdzenia swoich sił w okolicznościach o wiele bardziej wyjątkowych niż podczas biegu na sali gimnastycznej. Test Coopera to nie jest bieg masowy i nie był zapowiadany jako tego rodzaju impreza. Limit miejsc istnieje, aby odbył się w komfortowych dla uczestników warunkach.

Mój komentarz:
Może to nie kpina, ale w zeszłym roku na stadionach AWF-u mnóstwo osób sprawdziło swoją kondycję. Większość osób tylko się podnieci, a nie ma szans na zapisy. Ale chyba o to chodzi- wzbudzić zainteresowanie publiczności biegowej (biegający, chcący zacząć biegać i kibice) i mediów. Efekt pewnie będzie osiągnięty. Miejsce jest na tyle atrakcyjne, że znajdą się jakieś media, by to relacjonować. Zdziwił bym się, gdyby wśród tych 270. osób nie było przypadkowo (?) jakiegoś/jakiejś celebryty/celebrytki, bo to już by świadczyło, że event nie jest profesjonalnie przygotowany. Business is business. Fundacja Maraton Warszawski, która ten event organizuje nie jest organizacją charytatywną. Można jednak pogodzić cele komercyjne z interesem społecznym nie popadając w śmieszność. Najpierw jednak trzeba mieć poczucie humoru…

Warszawa da się lubić? – jak się nie zakochać w Warszawie

Notatka na marginesie

Od soboty w kinach pojawił się film 3D „Warszawa 1935″. Premierę poprzedziała intensywna kampania promocyjna zachwalająca produkcję miającą być kanonem dla innych twórców i artystów opisujących i odtwarzających przedwojenną Warszawę. Premierę nie poprzedził pokaz prasowy – co jest całkiem zrozumiałe po obejrzeniu owej produkcji. Bez początku, bez końca, bez scenariusza, bez właściwego komentarza – produkcja ta wygląda niczym niedokończony, niedopracowany szkic, który wymaga porządnej redakcji.
Nie wiadomo do końca, co autorzy owego dzieła pokazali ponieważ brak było narratora opisującego, przedstawiane fragmenty miasta. Jeśli nawet nazwy się pojawiają, to po pierwsze szybko znikają, a po drugie często są bardzo nieprecyzyjne. Jakim komunikatem jest stwierdzenie, że widzimy ulicę Marszałkowską, skoro ona wcale nie jest ulicą krótką i nie przypomina zupełnie tej sprzed wojny? Zapowiedzi, że obejrzymy ulice warszawskiego getta również są niezwykle mylące. Przed wojną to nie było żadne getto, a co najwyżej dzielnica żydowska, gettem część tego obszaru stała się po otoczeniu terenu murem.
Nie zobaczyliśmy na żadnym pokazywanym obrazie symbolu Warszawy – Wisły, żadnej części Pragi, ani Starówki.
O samej animacji trudno mówić bez wzburzenia, ponieważ wiele gier wideo i filmów rysunkowych, mówiąć eufemistycznie, o wiele bardziej zaspokaja potrzeby estetyczne widza. Proporcje obiektów, zwłaszcza pojazdów i ludzi oraz ich kształt sugerują, że posłużoną się modelami pojazdów i figurami ludzkimi pochodzącymi z różnych kolekcji.
Warszawa jawi się jao miasto puste, wyludnione i ponure, co potęguje pompatyczna muzyka.
Wrażenie niedokończenia (czyżby zabrakło pieniędzy i czasu) potęguje fakt, iż w pewnym momencie obiekty, dotychczas ruchome i animowane zastygają i osiągamy efekt podobny do zastygłego w bezruchu dworu śpiącej królewny… Po obejrzeniu filmu trudno zakochać się w Warszawie, bliższym uczuciem może być bezsilność i rozpacz!

Kryminalni celebryci

Notatka na marginesie

By zwrócić uwagę publiczności wcale nie trzeba posiadać wyjątkowych przymiotów moralnych. Niekiedy wystarczy tylko spektakularny ich brak.
Herostrates, Dzingiz Chan – przykuwali uwagę publiczności łamiąc pewne normy moralne – jednorazowo lub przez całe swoje życie. Akurat w tych dwóch przypadkach, stali się bohaterami zbiorowej wyobraźni całkiem świadomie. Herostrates – by wyjść z anonimowości i stać się sławnym, Dżingiz Chah = by utrzymywać w strachu wrogów i poddanych.
We współczesnych mediach przypadki łamania norm często nagłaśniane są z innych względów – by zdobyć zainteresowanie publiczności oraz napiętnować zachowania aspołeczne.
Niestety często tutaj dochodzi do zaburzenia proporcji. Zachowania, działania, które rzekomo mają być napiętnowane stają się obiektem publicznego zainteresowania, a ocena moralna schodzi na plan dalszy, rozmywa się i publiczny pręgierz, jakim miały być media nie wypełnia swojej roli.
Tak było niemal samego początku z Katarzyną W., nie wiadomo dlaczego nazywaną matką Madzi.
Podobnie też stało się z grupą kobiet oskarżonych o stręczycielstwo z wykorzystaniem modelek i hostess.
Kolejnym przypadkiem w tej kategorii są kobiety wynoszące bez zapłaty futra ze sklepu na Florydzie.
Wszystkie te przypadki są inne.
Katarzyna W. początkowo była kreowana na ofiarę, by wraz z ujawnieniem nowych faktów stać się medialną diablicą i seksualną wampirzycą – wrogiem publicznym – skupiającym na sobie uwagę centrum tzw. paniki moralnej. Prokuratura, ani sąd nie był w stanie rozsądnie i bez epatowania publiczności bulwersującymi ciekawostkami zarządzać informacjami w taki sposób, by szanując godność ludzką, zabezpieczyć obywatelskie prawo do informacji. Wymiar sprawiedliwości sprawiał wrażenie stronnika tabloidów i sam niepotrzebnie podgrzewał informacje ujawniając informacje z postępowania.
W przypadku oskarżeń o stręczycielstwo paliwem napędzającym zainteresowanie mediów był fakt, iż w proceder były zamieszane osoby znane publicznie, działające w show-biznesie. Oskarżenia dobrze współbrzmiały z tzw. mądrościami ludowymi, że w tym światku wszystko można załatwić przez łóżko. Okazało się jednak, że prawda była inna – przez łóżko co najwyżej można było załatwić pieniądze, bo te z pokazów, czy z gaży za fotografię na pierwszej stronie magazynu nie dorównywały zarobkom z prostytucji.
Przy okazji doszło do rozwodnienia zarzutów. W polskim prawie prostytucja nie jest przestępstwem, przestępstwem jest stręczycielstwo. Jednak utrzymywanie się z prostytucji nie jest w Polsce uważane za postępowanie zgodne z zasadami moralnymi. Znaleźli się jednak celebryci usprawiedliwiający działanie modelek polegające na sprzedaży własnego ciała, mówiący, że to ich własny wybór. Nawet jeśli to prawda, cała sprawa pokazuje, że zawód modelki i hostessy naraża na pokusy moralne i nie powinien być wymarzonym zajęciem dla religijnej, skromnej nastolatki (ale czy taki wzór osobowy w przypadku dziewczynki nie kończy się w wieku 9 lat na tzw. Komunii?).
Trzeci przypadek jest ciekawszy. Odbija szersze trendy zachodzące w polskim społeczeństwie od czasu PRL-u, gdzie kto nie kradł (nazywano to wynoszeniem) z pracy i nie kombinował, załatwiał (wykorzystywał swoje miejsce pracy i pozycję dla prywatnych celów) uważany był na frajera i nieudacznika. Zwyczaj kombinowania przeniesiony został na czas budowy społeczeństwa rynkowego (słynna maksyma- pierwszy milion trzeba ukraść). Czas zmian społecznych reguł oznaczał nowe zjawiska jak np. jumanie (wyjazd młodych ludzi za granicę na kradzieże w sklepach samoobsługowych). Wydawało by się, że jumanie to domena przede wszystkim nastolatków. Tymczasem przykład żony byłego ministra (też z zarzutami natury kryminalnej) i byłej narzeczonej znanego aktora wskazuje, że tak nie jest. Chyba, że obie panie były jumaczami z przeszłości i z tego nie wyrosły. Oczywiście złodziejstwo może być sposobem na życie, trzeba przy tym albo samemu być paserem, albo mieć zaprzyjaźnionego pasera. Obie panie, wiele na to wskazuje, należały do elit. Wcześniej już wskazywano, że wśród elit show-biznesu ktoś rozprowadza kradzione luksusowe samochody z przebitymi numerami. Podobno celebryci bardzo chętnie korzystali z tej oferty i nie przeszkadzało im podejrzane pochodzenie aut. W tym przypadku było prawdopodobnie tak samo. Okazuje się, że polscy celebryci nie są ani trochę uczciwsi niż reszta społeczeństwa, a może nawet mniej, bo poniekąd pokusa większa…
Czego przykładem jest również Jakub S. Media wmawiają nam, że przeciętny Polak jest lepszy. Czyżby? Wszystkie te przypadki wpływają na to jak publiczność postrzega polskie elity, a są one poniekąd dramatycznym odzwierciedleniem przywar polskiego społeczeństwa.

Nowe formy cenzury

środa 06/03/2013
0

Ograniczenie dystrybucji materiałów dziennikarskich to poważna represja. Źle, gdy dotyczy to konkretnych materiałów dziennikarskich (jeszcze gorzej materiałów jeszcze niepowstałych), a najgorzej całego tytułu. Tygodnik "W Sieci" już nie może ukazywać się pod tym tytułem, wydawca wpadł na pomysł skrócenia na "Sieci". Sąd błyskawicznie zareagował na żądanie Gremi, która ma od 2011 r. portal pod podobnym…

Przetasowanie na rynku prasy prawicowej. Kto w górę, kto w dół?

środa 06/03/2013
2

Pisałem wcześniej, że nie ma tyle miejsca po prawej stroni, by zmieściły się wszystkie istniejące tytuły. Moja prognoza sprawdza się w przypadku tytułów grupy Gremi. Katastrofalnie spada nakład "Uważam Rze", rekordowo zaś "Rzeczpospolitej". Okazuje się, że Hajdarowicz zarżnął kurę znoszącą złote jajka. Te tytuły bez dziennikarzy, którzy do nich pisali (i tworzyli "Uważam Rze") mają…

Nie wykorzystane okazje lubią się mścić, panie premierze Tusku!

niedziela 17/02/2013
0

To ulubione powiedzonko całej szkoły polskich komentatorów piłkarskich - smakowite, ale podobno niepoprawne. Maksymę tą wziąć do serca pownien miłośnik haratania gały premier Tusk oceniajać konsekwencje piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 w Polsce. Euro na pewno były sukcesem propagandowym, piarowymi marketingowym. Zwyciestwo było jednak pyrrusowe, dodatkowo żadna z drużyn nie chciała się podłożyć orłom Smudy.…

Czy zadaniem mediów jest prześwietlanie drzewa genealogicznego polityków i dziennikarzy? Dziennikarz powinien bez wątpliwości wykazać, że rodzina lub jej znajomi ułatwili opisywanej osobie karierę! Inaczej to zwykłe medialne pieniactwo!

niedziela 10/02/2013
0

Piszę to w reakcji na prawicowe (przede wszystkim) publikacje dziennikarskie i wydane oraz przygotowywane ksiązki "Czerwone dynastie" J.R. Nowaka (związanego z Radiem Maryja i Doroty Kani (Gazeta Polska). Kontrola władzy, a co za tym idzie wnikliwa ocena osób publicznych jest zadaniem mediów w demokratycznym społeczeństwie. Zgodnie z tą wykładnią (ale już niezgodnie z literą prawa…

Import sumienia

Notatka na marginesie

W sytuacji, gdy polscy księża są eksportowani tj. odbywają posługę, często w tych krajach, w których brakuje kapłanów, dziwi sytuacja, gdy o problemach polskiego Kościoła Katolickiego pisze cudzoziemiec. A może nie do końca dziwi? „Lękajcie się. Ofiary pedofili w polskim kościele mówią”. Wyd. Czarna Owca
książka napisana jest przez holenderskiego dziennikarza Ekke Ovebeeka. Polskim niestety pewnie zabrakło odwagi. W opisywaniu pedofili kleru w Polsce wyspecjalizowały się tygodnik „Nie” i „Fakty i Mity”, – czasopisma jawnie antyklerykalne, inne media czyniły to sporodycznie, katolickie nawet rzadziej (lękają się?)… i dlatego temat ten często spychany był na margines. Poruszanie go nie było komfortowe, zwłaszcza dla dziennikarzy katolickich, którzy po aferzy abp. Juliusza Petza mogli nauczyć się od przedstawicieli hierarchii, że nie są lojalnymi chrześcijanami i dochodząć prawdy osłabiają autorytet Kościoła.
Teraz kłopot z głowy polskim dziennikarzom zdjął holenderski korespondent, i to pomimo gorszej znajomości języka polskiego i słabszej orientacji w terenie. Zdołał dotrzeć do ofiar księzy pedofili i spisać ich historie. Konsekwencji, determinacji i odwagi w łamaniu wewnętrznej cenzury zabrakło polskim dziennikarzom… musieliśmy importować sumienie…

Hej! Posuńcie się tam po prawej stronie!

Notatka na marginesie

Rzeczpospolita, Gazeta Polska Codziennie, Nasz Dziennik, W Sieci, Gazeta Polska, Radio Maryja, TV Trwam. Wchodzi Do Rzeczy i TV Republikańska. Pozostaje jeszcze Rzeczpospolita i Uważam Rze – wciąź chyba prawicowe. Oto wiekszość ogólnopolskich, prawicowych mediów. Czy jest dla nich miejsce na rynku? Czy wszystkie czeka wzrost i sukces? Czy porażka czeka tylko tytuły Presspubliki, czy bedą takźe inni przegrani? Sądze, że nie będziemy musieli czekać cały rok, bo niektóre rozstrzygnięcia przyjdą wcześniej. Pomimo spadku popularności PO, nie można spodziewać się, że odbiorcy i reklamodawcy zapewniją egzystencję wszystkim startującym podmiotom. Sytuacja przypomina tzw. kanibalizm marek. Zaczyna sie morderczy wyścig o prawicową publiczność. Czas pokaże, kto będzie wygrany, a kto przegrany. Podejrzewam, ze przegranych moze być więcej, bo prawicowe media mogą sie wzajemnie ‚wykrwawić’ pozbawiając konkurentów zysków, ale same też nie będą w stanie wykorzystać tej sytuacji z powodu braku środków. Mogłaby to być znów kolejna sytuacja, gdy środowiska prawicowe okazują się przeciwskuteczne… zwłaszcza w sferze medialnej, jak chociażby w przypadku „Expressu Wieczornego” i wszystkich projektów redaktora Tomasza Wołka (gdy był jeszcze w tym towarzystwie). Cała sprawa trochę dziwi, bo to ze środowowisk prawicowych wywodzili się Pampersi, wśród których byłi sprawni managerowie, jak chociażby Wiesław Walendziak (były prezes TVP). No cóż, mimo wszystko, byli i obecni prawicowi dziennikarze,są to osoby różnych formatów i innej kultury…

Co jest groźniejsze? – mit smoleński, czy łupkowy?

niedziela 20/01/2013
0

Odpowiedź na pytanie czy Nowy Rok będzie lepszy? mogłaby być tak prosta, że nie trzeba by w ogóle komentować -  skąd przekonanie, że musi być lepszy? Biorąc pod uwagę różne punkty widzenia i miejsca odniesienia- koniunktura bywa wznosząca lub opadająca - raz bywa lepiej, raz gorzej. W Polsce, choć 2012 był rokiem piłkarskiego Euro i…