Żyj wolny lub zgiń


sobota 19/04/2014
0

„Żyj wolny lub zgiń” – takie motto skupia amerykańskich libertarian, konserwatywnych-liberalów oraz ludzi mających dosyć wtrącających się w każdy aspekt życia urzędników w ruchu Free State Project. Wspólnie chcą oni stworzyć wolnościowy raj – miejsce, w którym władza urzędników i rządu federalnego jest ograniczona do absolutnego minimum.

By osiągnąć ten cel potrzeba 20 tys. osób, które osiedlą się w małym stanie w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Dla Polaków taki kierunek emigracji być może kojarzy się nie najlepiej, ale za oceanem jest to kierunek nadziei.

New Hampshire już dziś jest niezwykle wolnościowym stanem. Wyznacznikiem tego jest fakt, że konstytucja tego stanu składa się ze 140 jednozdaniowych artykułów, które zapisane czcionką Times New Roman o wielkości 12 zajmują zaledwie 4 strony A4. Ponadto w stanie nie trzeba zapinać pasów jadąc samochodem, można prawie bez żadnych formalności kupić broń, by bronić siebie i swoją rodzinę, a gdy władza stanie się zbyt opresyjna, można wzniecić rewolucję, do której prawo jest zapisane w konstytucji stanowej.

Jednakże najbardziej interesująca jest kwestia haraczy zwanych potocznie podatkami. W stanie obranym przez ruch Free State Project nie ma ani podatku dochodowego od osób fizycznych, ani podatku od zysków kapitałowych, czyli polskiego haraczu im. Marka Belki. Natomiast akcyza jest jak na polskie warunki mikroskopijna. Danina ta zwiększa cenę benzyny aż o… 0,196$ za galon, czyli o 15 gr za litr. Dla porównania w Polsce akcyza na paliwo wynosi około 2 zł za litr. Zwolnione z tej daniny są natomiast wódka i wino.

Mieszkańcy stanu New Hampshire mają dobrą reprezentację we władzach lokalnych. Jeden odpowiednik naszego parlamentarzysty w Izbie Reprezentantów przypada jedynie na około 3300 osób, podczas gdy w Polsce jeden poseł przypada na 82 500 Polaków. Wydawać by się mogło, że utrzymanie tej liczby przedstawicieli pochłania dziesiątki, jeśli nie setki milionów dolarów. Nic bardziej mylnego. Każdy z reprezentantów otrzymuje jedynie 100$ rocznie, co powoduje, że funkcję tą pełnią jedynie ludzie z prawdziwym powołaniem. Wyklucza to pasożytnictwo na podatnikach rzeszy „działaczy partyjnych”, dla które chcą się dorobić na polityce.

Jakie są jeszcze inne powody, dla których ruch FSP na miejsce realizacji swoich celów wybrał właśnie New Hampshire? W sumie jest ich 101 i są opublikowane na stronie internetowej projektu freestateproject.org.

Twórcą ruchu budującego oazę wolności w coraz bardziej socjalistycznej Ameryce jest dr Jason Sorens. W lipcu 2001 roku po klęsce wyborczej Partii Libertariańskiej opublikował w Internecie manifest, w którym przedstawił swoją wizję wcielenia postulatów ugrupowania w życie. „To co proponuję, to projekt wolnego stanu, w którym wolnościowo myślący ludzie wszelkiej maści (libertarianie, anarcho-kapitaliści, pacyfiści, a nawet konserwatywni – liberałowie – jedynym warunkiem jest zobowiązanie się do dążenia do zminimalizowania funkcji rządu) zamieszkają w małym stanie i przejmą w nim władzę. (…) Partia Libertariańska ma około 40 tysięcy członków, a liczba ludzi o podobnych do nich poglądach jest co najmniej dwa razy większa. W ostatnich wyborach do Kongresu LP otrzymała 3,2 miliona głosów, a w wyborach prezydenckich 400 tysięcy głosów. 80 na każdego członka partii w pierwszym przypadku oraz 10 w drugim. Jeśli chociaż połowa członków Partii Libertariańskiej zamieszka w jednym stanie, będziemy mogli się spodziewać 200 tysięcy głosów na kandydata na prezydenta. Ponadto odsetek osób głosujących na kandydatów PL jest wyższy w wyborach na urzędy: zazwyczaj 2-3%, w porównaniu 0,5% na prezydenta. Jeśli więc 200 tysięcy potencjalnych głosów pomnożymy przez 4, otrzymamy 800 tysięcy głosów w wyborach na gubernatora i legislaturę stanową. Liczba tych głosów jest dużo większa od ilości głosów potrzebnych do przejęcia władzy w wielu stanach.”

Sorens nie ograniczył się jedynie do wytyczenia drogi realizacji swojego celu. Przedstawił on także w skrócie działania, które będą podejmować osoby, które przystąpiły do FSP. „Kiedy już przejmiemy władzę nad stanem, będziemy mogli ciąć budżety stanowe i lokalne, które stanowią znaczną część obciążeń podatkowych i prawnych, z którymi mamy do czynienia na co dzień. Co więcej możemy wyeliminować znaczną ingerencję rządu federalnego, odmawiając przyjęcia środków na budowę autostrad i w ten sposób nie uzależniać się od niego. Gdyby udało nam się to osiągnąć, moglibyśmy negocjować z rządem federalnym ograniczenie jego kompetencji w naszym stanie. W ostateczności moglibyśmy użyć groźby secesji, by zrealizować ten cel.”

Od tego się zaczęło. W chwili pisania tego artykułu do projektu dołączyło już 15 584 osób, w tym przynajmniej jeden Polak, który relacjonuje swoje przenosiny w internetowym radiu Kontestacja.

A Ty wolisz płacić, jak wyliczył Instytut Globalizacji 53% swoich dochodów urzędnikom, czy wolisz być wolnym i samemu decydować o swoim życiu?

P.S. Przy okazji warto zaznaczyć, że w Polsce wiele osób nie wierzy, że w pojedynkę można coś zmienić. Sorens myślał inaczej i dziś stoi na czele ruchu społecznego zmieniającego część Stanów Zjednoczonych i życie tysięcy Amerykanów.


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


4 + = siedem

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>