Operacja miała być prosta. Najpierw zostanie rzucone oskarżenie o przeniesieniu serwerów Państwowej Komisji Wyborczej do Rosji, a następnie „swoje” media ogłoszą, że Tusk do spółki z Putinem sfałszowali wybory. Coś jednak poszło nie tak.


wtorek 10/06/2014

Operacja miała być prosta. Najpierw zostanie rzucone oskarżenie o „wyeksportowanie” serwerów Państwowej Komisji  Wyborczej do Rosji, a następnie „swoje” media ogłoszą, że Tusk do spółki z Putinem sfałszowali wybory. Coś jednak poszło nie tak.

Akcja została przeprowadzona. Tzw. „niepokorne” media najpierw zaczęły pisać o „rosyjskich serwerach PKW”, a później jej równie „niepokorni” publicyści rozpoczęli nagonkę pt. „Tusk z Putinem sfałszowali wybory”. W rezultacie ich wierni wbrew faktom twierdzą do dzisiaj, że wybory były sfałszowane. Tymczasem po latach tzw. „niepokorni” sami obalili ten mit…

26 maja 2014 roku upłynął pod znakiem wściekłych ataków tzw. „niepokornych” hord na PKW. O co tym razem im chodziło? Znowu o „ruskie serwery”. Główne internetowe organy propagandowe PiS-u, czyli wpolityce.pl i niezalezna.pl produkowały masowo artykuły potępiające leśnych dziadków potrzebujących doby na podliczenie głosów, czym popełniły piękne smaobójstwo.

Akcja wywołuje reakcję, więc PKW zaczęła się bronić. W rezultacie Polacy dowiedzieli się, że głosy w Polsce liczy się ręcznie, a nie komputerowo. Dlatego też „ruskie serwery” dzięki którym rzekomo tyran z Kremla ustawił wybory, nie miały najmniejszego wpływu na ich ostateczny wynik.

To jednak nie ma dla tzw. „niepokornych” najmniejszego znaczenia. Ich lemingi, które „nigdy nie uwierzą, że białe jest białe”, nie skojarzą tych faktów. Z kolei gdy jakiś „zdrajca”, np. ja, im o tym przypomni, to powiedzą, że to „podłe kłamstwo”, „przemysł pogardy” i „manipulacja”. Tak są wychowani i tak każą im reagować „ich” media.

Klasyk miał rację. „Ciemny lud wszystko kupi„. A szczególnie lud ogłupiony przez przypartyjnych dziennikarzy…

Stanisław Hyrnik