Naprawianie świata


poniedziałek 24/09/2007

Świat oglądany w telewizji wygląda w prosty sposób- politycy prowadzą kampanię, problemem nr 1 wydaje się to, czy były premier mógł poprzeć byłego ministra albo czy inny były premier może startować z partii byłego wicepremiera. Na życie mieszkańców Polski, o ile nie zajmują się oni zawodowo- lub z pasji – polityką, nie ma to żadnego przełożenia. Oczywiście, jest to tylko pozór, gdyż niestety jesteśmy uzależnieni od polityków. W zawodzie dziennikarza kryje się niebezpieczeństwo- wciągająca jak narkotyk chęć naprawiania świata i wiara, że kamera, mikrofon i łamy gazety to oręż która pokona wszystkie trudności. Zajmując się sprawami społecznymi, chcąc być blisko ludzi i ich problemów ciężko jest utrzymać obiektywizm i chłodny osąd sytuacji. Przekonałem się o tym na własnej skórze, gdy chciałem zrobić materiał na temat jednej z mieszkanek baraków w Poznaniu. Sytuacja w sumie prosta- biedna kobieta z horrendalnym zadłużeniem na kilkanaście tysięcy złotych za mieszkanie w baraku z dykty, w warunkach urągających zdrowemu rozsądkowi a naprzeciw niej wszechwładny arogancki urzędas, do tego skorumpowany i bezlitosny. Po stronie obywatelki stają radni PiS, którzy chcą pokazać w praktyce działanie solidarnego państwa. Naprzeciwko- administrator, który podlega miastu. Absurd kompletny. Porozmawiałem z radną, porozmawiałem z osobą odpowiedzialną za lokale komunalne w magistracie, pojechałem do baraków. Okazuje się, że nie wszystko jest takie oczywiste. Pani ma zadłużenie, ponieważ zajmowała podobno nielegalnie miejsce w innym baraku. Twierdzi przy tym, że miała na to zgodę od samego prezydenta miasta ( któregoś z poprzedników R. Grobelnego ), dokumentów jednak nie chce pokazać ( nie ma? ), zaś sam tryb wydawania zgody na zasiedlenie baraku osobiście przez prezydenta miasta wydaje się nie do końca legalny- oczywiście o ile w ogóle coś takiego miało miejsce. Bohaterka zaangażowała w sprawę kolegów z innych redakcji. Chwaliła się, ze nawet z zagranicy dzwonią do niej z wyrazami solidarności. Zostawiłem ten temat na jakiś tydzień a dzisiaj przychodząc do rekacji wita mnie kartka przypięta na korkowej tablicy w newsroomie: Pani. prosi o kontakt z reporterem, który był się z nią umówił na wtorek , ale ona chciałaby już dzisiaj. Nie pamięta nazwiska reportera, ale pamięta że był wysoki, szczupły, miał okulary i był brunetem. Poza okularami nic do mnie nie pasuje. Nie umawiałem się również z tą panią na jutrzejsze spotkanie. Olśniło mnie po godzinie- przy sporym hałasie medialnym pani nie pamięta z kim się umawiała i z jakiej redakcji był dziennikarz i prawdopodobnie obdzwoniła wszystkie poznańskie media. Dało mi to do myślenia. Zwątpiłem w jasność przekazu i czyste intencje bohaterki. Zwłaszcza, że rozmawiając z nią czułem woń etanolu. Zakładałem jednak, że to nie ma związku ze sprawą. Myślę, że każdy ma prawo oczekiwać od nas pomocy. Że naprawimy świat, zwłaszcza, że politycy zajęci są spiskami i przechodzeniem z jednej listy na drugą. Gorzej, jeśli damy się wmanewrować w prywatną wojnę pod pozorem walki z bezdusznymi urzędami. Działka pod barakami przeznaczona jest na sprzedaż, większość rodzin dostanie mieszkania zastępcze, bo takie jest prawo. Czy pani, o której piszę dostanie- nie wiem, o tym zdecyduje sąd. Problem w tym, że ona nie chce byle czego. Zdaje sobie sprawę, że mając za sobą media może w jakiś sposób dyktować warunki. Jak się sprawa zakończy nie wiem, wiem jednak, że muszę być ostrożny, bo nigdy nie wiadomo, czy osoba mająca kilkanaście tysięcy zł długu nie wydaje fortuny na rozmowy do radnych i dziennikarzy. A kampania wyborcza trwa.