Za Kandelabrem


sobota 05/10/2013
1

Witam po dłuższej i wymuszonej życiem (na szczęście nie chorobą) nieobecności.

Nie będę dziś męczyć Państwa polityką, bo ta i mnie i wielu z Was i obrzydła i się przejadła.

Przejadła mi się też tematyka seksualna a ściślej homoseksualna. A przedwczoraj właśnie wyszłam z kina z pokazu filmu ”Wielki Liberace”.  Nie był to jednak film o pianiście – wirtuozie,  czego wielu widzów może oczekiwać.  Na You tube można sobie obejrzeć sprawnościowe popisy  młodego Liberace a do takich wyników dochodzi się tylko dzięki ciężkiej pracy. Ten kto czytał biografię Paderewskiego ten wie, że nasz rodak ćwiczył tak, że krew mu ciekła z palców. Nie, nie jest film o pianiście ale o… rozpustym geju.

 To już n-ty z kolei film, który oglądam na temat  problematyki homoseksualnej  Jeżeli jednak inne np. „Tajemnica Brockeback Mountain” pokazywały romantyczny charakter miłosnego związku czy problemy z otoczeniem, to ten film mówi o miłości dla pieniędzy.

Widzimy zatem już podstarzałego pianistę, który sławą a przede wszystkim pieniędzmi, bogactwem, luksusem i blichtrem kupuje sobie miłość młodego chłopca. Deprawuje go nie tylko seksualnie ale i mentalnie. Zabiera mu jego osobowość  (chłopak dokonuje nawet operacji plastycznej twarzy, aby upodobnić się do swojego dobroczyńcy) , uczy miłości do złota,  aby na koniec porzucić go jak zabawkę, która się już znudziła.

Liberace wielki pianista a zarazem król kiczu. Na scenę wjeżdżał wielkim kabrioletem lśniącym od diamentów  i wysiadał z niego zrzucając ogromne płaszcze – peleryny z drogich futer. Zasiadał do błyszczącego fortepianu i zaczynał grać upierścienionymi palcami, podnosząc dla efektu nazbyt wysoko rękę, aby uderzyć w klawiaturę.

Na pianinie – jego znak rozpoznawczy –  kandelabr. Na nim wzorowali się potem i Elvis Presley i  David Bowie.  Jego domy – pałace  pełne kryształowych żyrandoli, złoconych mebli i aniołków – amorków na plafonach już za życia udostępniał do zwiedzania. On się z bogactwem nie krył. Przeciwnie – on się nim chlubił. Ten prawdziwy, nie filmowy zawsze w każdym wywiadzie z przyklejonym, sztucznym uśmieszkiem na twarzy.

Michael Douglas odtwarzający tę rolę odniósł sukces aktorski. Jest odrażający, błyskotliwy,  cyniczny…

Film też jest ozdobą festiwali filmowych; nominowany do Złotej Palmy w Cannes i zdobywca nagród Emmy.

A dlaczego o tym piszę? Piszę, bo uważam, że ten film jest szkodliwy. Dlaczego? A dlatego, że umacnia stereotypy konserwatywnego społeczeństwa, zwłaszcza amerykańskiego. Każdy gej, to zboczeniec jak wiadomo a im bogatszy tym więcej robi szkód  sprowadzając na złą drogę  młodych, niewinnych chłopców.

      A teraz się do czegoś przyznam. Otóż w latach 80-ych, gdy w Polsce objawił się AIDS i zawiązało się pierwsze Stowarzyszenie w Obronie Praw Gejów (być może jego nazwa była inna – już nie pamiętam dokładnie) uczestniczyłam jako jedyna kobieta, bo reporterka radiowa, w tajnym  spotkaniu jego członków -założycieli. Młodzi mężczyźni, którzy się na tym spotkaniu pojawili wyglądali i zachowywali się zupełnie normalnie: żadnego mizdrzenia się, kręcenia kuprami czy zachowań,  które  na ogół przypisuje się gejom. Byli rzeczowi, konkretni i zatroskani. Domagali się przede wszystkim dostępu do szpitalnych łóżek swych chorych   przyjaciół.  I ja chciałam im pomóc emitując wtedy radiowy reportaż. Uważałam, że powinni mieć do tego prawo.

Dziś zastanawiam się dlaczego właśnie problematyka gejowska jest tak atrakcyjna dla filmu, prasy i wszelkich tabloidów?  Wszak dotyczy ona podobno tylko 4% społeczeństwa na świecie.

Otóż tak już jest, że śmiejemy się zarówno z grubych jak i chudych, zbyt wysokich i tych małych, rudych, albinosów, ludzi  o ciemnym kolorze skóry, gdy są wśród białych i odwrotnie z jasnej wśród Murzynów. Nie lubimy ekstremów, kogoś kto się odróżnia zbyt mocno od reszty…  Jesteśmy w gruncie rzeczy konformistami. Do tej grupy należy dołączyć też homoseksualistów, bo kochają inaczej. Dlatego też skłonni jesteśmy przypisywać im i  inne cechy ujemne.

Teraz, gdy rozluźnił się gorset obyczajowy chętnie wszyscy wszystkim zaglądają do łóżek. A zatem jaka ta szczególna frajda zajrzeć do łóżka homoseksualiście, prawda?

      Zapewniam jednak tych zgorszonych, plujących na ulicy, przedrzeźniających, że żaden rudy, zbyt gruby, czy zbyt mały  nie jest człowiekiem szczęśliwym, tak jak nie jest nim żaden gej. W dodatku ten ostatni ma bardzo ograniczony wybór partnerów, bo jest ich po prostu niewielu. Stąd  poszukiwania wśród  biseksualnych i hetero – oczywista za pieniądze też.

I tak się zastanawiam czy te limuzyny, cekiny, złocenia, futra z trenami  i uśmiechy, to nie była zasłona dymna Liberace, za którą krył się smutek i tragedia.

On przecież nie przyznawał się do swojego homoseksualizmu, opowiadał jak kochał się w słynnej łyżwiarce Sonji Henie a potem miał fikcyjny  romans  z jedną z tancerek ze swojego zespołu. Pozywał do sądu gazety, które ośmielały się to sugerować.

Prawda wyszła dopiero na jaw po jego śmierci, ponieważ zmarł na zapalnie płuc w wyniku zarażenia się AIDS. Gwoździem do jego  trumny stała  się  publikacja  wspomnień jego byłego kochanka – Scotta  Thorsona  zatytułowana „ Beheind  the kandelabra”.

I szkoda wielka, że za tym  kandelabrem  nie zobaczyłam prawdziwego człowieka a tylko hedonistę, na koniec leżącego wychudłego w łóżku, ukaranego za  swoje życie chorobą uznaną powszechnie za brzydką. Może wtedy zobaczylibyśmy naprawdę wielki film i kawałek prawdziwego życia…

 

 

,

 

 

 

 

 

 

 

 


Komentarze 1 Dodaj komentarz

 
  1. Dziekuje Pani Renato za recenzje i ciekawe refleksje. Czy nie sądzi Pani jednak, ze nadmiar temaóow ze regionu „kultury homoseksualnej” nie jest korzystny dla społeczeństwa i wychowania młodego pokolenia?
    Film „Wielki Liberace” jest wstępem do Festiwalu Filmów Amerykańskich we Wrocławiu i Warszawie. Juz teraz wiem, ze nie będę chodził. Po prostu „kultura homoseksualna” jest mi z gruntu obca

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


1 + osiem =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Polska do poprawki

wtorek 25/06/2019
1

Proszę Państwa, nie znam się na ekonomii dlatego o niej napiszę! A tak na serio, nie znam się naprawdę, bo pobierane pół wieku temu przez…


Przygody pewnego chomika

wtorek 18/06/2019
1

Marek Falenta ze swoimi tłustymi, wydatnymi policzkami i okrągłymi oczkami przypomina mi chomika. Nie wiem jednak czy chomiki są ambitne: w dzień śpią, ożywiają się…


Ab ovo

wtorek 11/06/2019
2

Pełna łacińska sentencja brzmi: ab ovo ad mala, co w dosłownym tłumaczeniu brzmi: od jajek do jabłek, a w języku polskim może brzmieć “od zakąski…


Ale jednak

wtorek 04/06/2019
3

Już był w ogródku, już witał się z gąską… Niektóre sondaże wszak mówiły nawet o przewadze KE nad PiS-em. A teraz wszyscy huzia, na Józia,…


Żona dla księdza

wtorek 21/05/2019
1

Jeżeli mam jakich stałych czytelników, to powinni oni zauważyć, że nigdy do tej pory nie poruszałam w swoich felietonach spraw  kościoła, ani religii. Niech każdy…


Kochajmy się

wtorek 14/05/2019
0

Każdy maturzysta wie, że tak właśnie brzmiał tytuł ostatniej księgi obowiązkowej lektury każdego Polaka czyli “Pana Tadeusza”. Tymczasem obecny dyskurs polityczny i nie tylko obraca…


Co mnie to obchodzi

wtorek 07/05/2019
0

Wybory do Europarlamentu coraz bliżej. Niektórzy dostają już nerwowej gorączki, ale większości, mówiąc językiem kolokwialnym, zwisa to i powiewa. Zwłaszcza my – Polacy chodzimy na…


Kiełbasa nie dla każdego

piątek 26/04/2019
1

No, to doczekaliśmy się w Polsce niezłego bałaganu, którego przynajmniej ja nie pamiętam od przełomowego roku 1989. Dzieci nie chodzą już ponad pół miesiąca do…


Potęga tradycji

sobota 20/04/2019
2

Wielki Tydzień przyniósł nam w tym roku wydarzenia takie, których można było się spodziewać, a mam tu na myśli strajk nauczycieli, ale też kompletnie nieoczekiwane…


Duma, narodowa duma

wtorek 16/04/2019
3

krzyczą na swoich wiecach i marszach Wszechpolacy. Tymczasem moje poczucie dumy narodowej coraz bardziej blednie. A zbladło ono nie tylko po książce Małgorzaty Szejnert “Wyspa…