Szczyt obłudy


piątek 22/11/2013

      W chwili,  gdy piszę te słowa w Warszawie kończy się  tzw. Szczyt Klimatyczny. Przyznam się, że do tej pory moje zainteresowania tym tematem kończyły się w zasadzie na śledzeniu prognoz meteo na następny dzień lub  weekend.

Dopiero niedawny orkan przechodzący przez Filipiny oraz fakt, że jedna z bliskich mi osób  została zatrudniona przy organizacji szczytu  klimatycznego w W-wie zmusiły mnie do bliższego przyjrzenia się sprawie ocieplenia klimatu, w który większość Polaków nie wierzy albo powątpiewa.

I stwierdzam, że Polska wykonała ogromną pracę za 100 mln zł, aby  wykonać przepiękny taniec obłudy czyli pokazać cywilizowanemu światu piękną,  humanitarną twarz  a z drugiej strony po cichu robić swoje czyli kontynuować gospodarkę opartą na węglu a w perspektywie na gazu z łupków.

I tak wybudowaliśmy na Stadionie Narodowym wielkie centrum kongresowe, zaś prasa prześcigała się w podawaniu danych ileż to postawiono obiektów, założono gniazdek elektrycznych i jakim to powodzeniem cieszyły się polskie pierogi z kapustą.

Ministerstwo „stanęło na głowie” i wyprodukowało piękny film o Kiribati – małej wysepce w pobliżu równika, której niebawem grozi zagłada z powodu zalania a jej prezydent już myśli o wykupie ziemi i przeniesieniu jej mieszkańców na większą wyspę Fidżi. W dodatku jedna z osad na tej wyspie założona przez naszego rodaka o nazwisku Pełczyński nosi nazwę Poland. I nieprawdą jest, że na tę wyspę przelecieli się urzędnicy ministerstwa. Poleciała   tylko  ekipa filmowa, której scenariusz wyłoniono spośród innych jako najlepszy.

Prawdą jest, że ów film kosztował 235 tys. zł  ale na jego koszt składały się głównie ceny biletów lotniczych (niewtajemniczonym powiem, że trasa na Kiribati wiedzie przez Nowy York  lub Los Angeles, San Francisco, Honolulu na Hawajach i Fidżi). Luksusów też tam ekipa nie zażywała zważywszy na brak jakiegokolwiek hotelu w pobliżu Poland a zapasy wody, lekarstw i żywności  ekipa musiała tam przywieźć ze sobą.

Trud się opłacił. Film puszczony pierwszego dnia obrad wzruszył niemal do łez wszystkich (mam nadzieję, że ten 10 minutowy film wyemituje też TVP) i poprawił  image Polski w oczach zebranych tam delegatów z całego świata. Zepsuła go niestety następnego dnia nagroda „Skamieliny Dnia” wręczona Polsce przez międzynarodową sieć organizacji pozarządowych – Climate Action Network za blokowanie postępu negocjacji klimatycznych, między innymi  za organizację w tym samym czasie szczytu węglowego oraz banery i protesty wywieszane  przez ekologów  na budynku, gdzie  ów szczyt miał miejsce oraz  na Pałacu Kultury i Nauki.

 

 Minister  Środowiska  Marcin Korolec i jego ekipa wykonywała zatem ekwilibrystyczny taniec na linie, aby nie narazić się żadnej ze stron tzn. aby Polska wyszła z twarzą nie ustępując ani o krok.

Niestety miast nagrody spotkała go degradacja, został zdjęty ze stanowiska w ramach rekonstrukcji rządu a jego miejsce zajął p. Maciej  Grabowski  - ekonomista , który jak rozumiem będzie dobrze liczył zyski na jakie Polska liczy z łupków.  Dla otarcia łez Korolec pozostał na stanowisku podsekretarza stanu jako spec od klimatu.  Może  jednak za bardzo się  sprawami klimatu przejął?

    Na szczycie tymczasem wyraźnie dało się zauważyć myślenie – nie spieszmy się, bo wychodzi na to, że Unia Europejska i tak wyrwała się niepotrzebnie przed orkiestrę obniżając emisję dwutlenku węgla podczas,  gdy najwięksi emitenci Chiny i USA mają to w nosie. Obniżajmy ale poczekajmy aż zrobią to i inni.

Ha, czytam nawet takie głosy, które twierdzą, że jeżeli Unia Europejska chce pozostać światową gospodarką musi zrezygnować z paradygmatu  „Europejskiej Wspólnoty Wiatraków i Solarów”, odświeżyć koncepcję Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali,  Jednym słowem cofnąć się  i szukać  dostępu do tańszych źródeł energii,  co w konsekwencji obniży ceny prądu.

I właśnie dlatego Polska powinna nie tylko bronić polskiego węgla, ale także przekonać UE do wydobycia gazu łupkowego, który jest usilnie blokowany – wbrew logice i interesom Europy.

   I na koniec dodam jeszcze, że i tak wszystkich wykiwają sprytni Chińczycy. Na światową listę najbogatszych Forbesa dostał się właśnie  chiński przedsiębiorca Li Hejun. Wartość jego Hanergy Solar Group wzrosła w tym roku trzykrotnie i przekroczyła miliard dolarów. Głównie dzięki transakcjom przejęcia Solibro, niemieckiego producenta ogniw fotowoltaicznych nowej generacji.   Na wrześniowej imprezie dla najbogatszych biznesmenów świata, organizowanej na Bali przez amerykańskiego „Forbesa”, Li Hejun zapowiedział, że zamierza zostać w tej branży globalnym liderem.

I chociaż Chiny są obecnie największym na świecie emitentem gazów cieplarnianych, to jednocześnie najwięcej inwestują w ich ograniczanie. W sierpniu chiński rząd zapowiedział, że do 2015 r. wyda na inwestycje w źródła czystej energii 1,8 bln juanów (prawie 300 mld dolarów).

Ma to  pozwolić na zmniejszenie w ciągu siedmiu lat emisji CO2 nawet o 45 proc. w porównaniu z 2005 roku i na zwiększenie udziału energii z odnawialnych źródeł z 8 do 15 procent. Oficjalnie powodem jest fatalny stan środowiska.

 Chiny, tak jak USA, do dziś nie ratyfikowały międzynarodowego protokołu z Kioto. Na zobowiązaniach pozostałych 194 krajów, a zwłaszcza Unii Europejskiej, która musi do 2020 r. zmniejszyć emisje gazów o 20 proc. oraz zwiększyć do 20 proc. udział energii ze źródeł odnawialnych, dorobili się Chińczycy. Tacy jak Li Hejun.

Chiny nie tylko zajęły pierwsze miejsce wśród krajów o największej zainstalowanej mocy wiatrowej, przeganiając USA i Niemcy, ale stały się też największym na świecie producentem i eksporterem modułów fotowoltaicznych.    Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem Chińczyków stały się Stany Zjednoczone, które swoją niskoemisyjną gospodarkę chcą oprzeć dodatkowo na eksporcie gazu łupkowego. Niedługo po tym jak Barack Obama ogłosił w lipcu, że do 2020 r. emisja gazów cieplarnianych w USA ma spaść o 17 procent, zawarto chińsko-amerykańskie porozumienie o wspólnych inwestycjach na rzecz zmniejszenia zanieczyszczeń powietrza. W ramach umowy ma powstać kilka dużych projektów polegających m.in. na opracowaniu nowych technologii wychwytywania dwutlenku węgla.

      Może się więc zdarzyć, że w 2020 roku za wdrożeniem nowego protokołu porozumienia z Kioto,  będą lobbować Chińczycy i Amerykanie!

I kiedy tak to wszystko czytam „zielenieję”  coraz bardziej, bo widzę, że jedyne co się naprawdę na tym świecie liczy to są pieniądze.

To nic, że już topnieją lodowce, kogoś zalewają wody oceanu, szaleją orkany, bo nam póki co sucho, nie  za gorąco  i bezpiecznie. A tym dotkniętym kataklizmami  biedakom możemy rzucić trochę pieniędzy na otarcie łez.

I mam nadzieję, że ja nie dożyję tych czasów, gdy ci  krótkowidze , na swoich złotych fotelach,  przerażeni, sami wypłyną na bezkresne wody ciepłych  mórz i oceanów, by utonąć tam na zawsze.

 

 

 

 

 


Moje najnowsze wpisy

 

Mądre głupoty

wtorek 31/03/2020

I o czym tu biedny człowieku możesz napisać felieton kiedy od trzech tygodni siedzisz na zadku w domu łykając piguły, wycierając nos i pokasłując. A…


Na kwaratannie

poniedziałek 23/03/2020

Wiadomo… Ludzie zawsze dzielili się na tych co mają szczęście i na tych co mają pecha w życiu… Czasem też to szczęście zmienne bywa, co…


Myjąc ręce

wtorek 17/03/2020

Jak Państwo pewnie zauważyli, oczywiście Ci co czytają moje felietony, do tej pory nie wspomniałam słowem o koronawirusie i sama starałam się żyć do tej…


Zaraźliwe emocje

poniedziałek 09/03/2020

Proszę Państwa! Byłam na Konwencji. Wyborczej ma się rozumieć, bo słowo konwencja ma w języku polskim kilka znaczeń i można ją np. przestrzegać, poddać się,…


Rząd się wyżywi

wtorek 03/03/2020

Czy Polska jest jeszcze krajem praworządnym i demokratycznym? – pyta coraz więcej osób. Czy praworządność jest już w kompletnej zapaści? – martwią się uczestnicy konferencji…


Trzymaj się

poniedziałek 24/02/2020

Tak się w moim życiu składa, że dość często, nie tylko racji wykonywanego zawodu, ale też tak prywatnie napotykam w swoim życiu ludzi, którzy potem…


Lewą czy prawą

wtorek 18/02/2020

Wróciłam właśnie ze spotkania dziennikarzy z ambasadorem Markiem Prawdą, a dokładniej z dyrektorem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce i chciałam w pierwszej chwili opisać Państwu…


Brytole

wtorek 11/02/2020

31 stycznia Brytyjczycy wypisali się z Unii Europejskiej. I właściwie to nie powinnam o nich pisać, bo nie jestem ekspertem od spraw międzynarodowych, a brytyjskich…


Moda na nostalgię

wtorek 04/02/2020

Na dworze zima szara, ciemna i smutna, w polityce branie się za łby i słowa, które już dawno przestały być eleganckie, a tu jeszcze ze…


Raj na ziemi

wtorek 28/01/2020

Obejrzałam w ubiegłym tygodniu dokumentalny film : “Gauguin na Tahiti. Raj utracony” i zaczęłam się zastanawiać czy istnieje takie miejsce na ziemi na ziemi, gdzie…