Nie żądajmy drzewka!


poniedziałek 12/02/2018
3

Miałam nic nie pisać o Żydach. Nie jest to bowiem temat, na którym się znam, nie czytam naukowych opracowań i wiem na ich temat niemal tyle co przeciętny Polak. W świetle antysemickiej histerii, która opanowała część Polaków, zwłaszcza teraz po podpisaniu przez prezydenta nieszczęsnej ustawy o IPN-ie, postanowiłam jednak napisać parę słów, które będą tylko i wyłącznie opisem moich subiektywnych doświadczeń.

 Zacznę od tego, że urodziłam się chyba na wyspie szczęśliwej, bo nigdy w moim rodzinnym domu nie usłyszałam słowa „Żyd”. Raz tylko moja mama mimochodem wspomniała, że uczyła się haftu richelieu u Żydówki. I to wszystko. Nigdy nic. Ani dobrze, ani źle… A ja uczyłam się w szkole, że podczas II wojny światowej zginęło 5 mln Polaków. Mam teorię, że im człowiek głupszy, tym szczęśliwszy. W chwili wybuchu wojny moja mama miała 18 lat. Ojciec 21. Nikt im endeckiego jadu w dzieciństwie nie sączył do ucha. A w Toruniu, w którym mieszkali, raptem było w 1939 r. 857 Żydów, których już do dnia  17 XI 1939 ! co do jednego (jak teraz czytam) wywieziono z miasta, głównie do Łodzi. Nie wiem czy wtedy mój ojciec  zajęty ślubem, urodzeniem się dziecka, wywózką do Reichu na roboty do bauera, a potem zsyłką do łagru przez Rosjan wiedział  i miał świadomość jak kończył się ich los? Ja zatem nic nie słyszałam o wydawaniu Żydów, a słowo szmalcownik nie istniało w moim słowniku.

Ten błogostan zakłócił mi dopiero Władysław Gomułka w 1968 roku, który z pianą na ustach wykrzykiwał z mównicy o syjonistycznym spisku. Co miał wspólnego z tym spiskiem drugi mąż mojej ciotki, szanowany lekarz-dentysta? Okazało się, o czym nie wiedziałam, że ma żydowskie korzenie,  w związku z czym zakwestionowano jego dyplom lekarski, który otrzymał we Wiedniu i zakazano uprawiania zawodu. Urażony do żywego wuj postanowił opuścić kraj i pojechać do tegoż Wiednia (rozwiódłszy się z żoną, aby jej nie robić kłopotu w Polsce). I tak w kilka osób żegnaliśmy go na słynnym już Dworcu Gdańskim. Po niedługim czasie wuj ochłonąwszy ze złości postanowił do Polski wrócić. Wylądował nawet w Warszawie na Okęciu. Dalej – stop! Nie wpuszczono go. To był paszport ważny tylko w jedną stronę. Za jakiś czas dowiedzieliśmy się, że jest w Kopenhadze. Rząd duński przyszedł jemu i innym z pomocą. Z mojego horyzontu zginęło wtedy wielu zacnych i mądrych ludzi nie tylko z Radia i Telewizji. Nie jechali do Izraela. Wychowani od pokoleń w innym klimacie, temperaturze, otoczeniu, zeuropeizowani, byli kompletnie nieprzystosowani do życia w kraju odległych praprzodków. W 1979 r. wuja odwiedziliśmy. Niestety, nie nostryfikował dyplomu jak początkowo zamierzał ze względu na podeszły już wiek i kłopoty z nauką języka duńskiego. Z punktu widzenia polskiego rencisty nawet nie miał źle. Dostał 2 pokojowe mieszkanie, darmowy telefon i bilety na przejazdy w godzinach przedpołudniowych, co tydzień przychodziła sprzątaczka, aby zrobić mu porządki. Traktował ją niezwykle uprzejmie i wypijał z nią potem kawę. Co więcej, dzięki grantom spędzał co roku wakacje poza sezonem na Teneryfie, skąd przysyłał nam kartki. To wszystko jednak nie było w stanie osłodzić mu zżerającej go nostalgii za Polską. Gdy tylko w latach 80-tych polityka zelżała, powrócił do kraju i umarł w domu córki.

Dwa lata temu wiedziona ciekawością wybrałam się wraz z grupą dziennikarzy do Izraela i Palestyny. Nie powiem, aby mi się podobało to, co tam zobaczyłam. Pisałam już o tym, a mam tutaj na myśli stosunek Izraela do Palestyńczyków. Rozumiem jednak ich żal do świata, w tym i do Polaków za to co było. I nie strójmy wszystkich Polaków nimbem świętych, nie żądajmy „drzewka dla Polski”, nie ukrywajmy  prawdy! Wskażmy  niegodziwców! Kiedyś Polacy słynęli z odwagi…


Komentarze 3 Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


× 4 = trzydzieści sześć

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Brytole

wtorek 11/02/2020
3

31 stycznia Brytyjczycy wypisali się z Unii Europejskiej. I właściwie to nie powinnam o nich pisać, bo nie jestem ekspertem od spraw międzynarodowych, a brytyjskich…


Moda na nostalgię

wtorek 04/02/2020
2

Na dworze zima szara, ciemna i smutna, w polityce branie się za łby i słowa, które już dawno przestały być eleganckie, a tu jeszcze ze…


Raj na ziemi

wtorek 28/01/2020
4

Obejrzałam w ubiegłym tygodniu dokumentalny film : “Gauguin na Tahiti. Raj utracony” i zaczęłam się zastanawiać czy istnieje takie miejsce na ziemi na ziemi, gdzie…


Kasta w todze

poniedziałek 20/01/2020
2

Do pisania o togach czuję się upoważniona, chociaż teraz jestem tylko zwykłą felietonistką. Po pierwsze mam takie samo wykształcenie jak sam Minister Sprawiedliwości, a doświadczenie,…


Nie cierpię niedziel

wtorek 14/01/2020
18

Wprawdzie feeria bożonarodzeniowych i noworocznych świąt za nami, ale ciągle ona odbija mi się czkawką i chcę o niej napisać parę słów. A skłoniły mnie…


Oskarżam...

wtorek 07/01/2020
10

Oskarżam… ...tak zaczął swój słynny tekst pisarz Emil Zola zwracając się w liście otwartym do prezydenta Republiki Francuskiej 13 stycznia 1898 r. zamieszczonym w paryskim…


Szczerze o Tusku

poniedziałek 30/12/2019
191

Szczerze? To już poczułam się zmęczona po przeczytaniu niecałych 100 stron dzienników Donalda Tuska pod tym właśnie tytułem. Okazało się bowiem, że codzienna praca przewodniczącego…


Ach, ten Nobel

wtorek 17/12/2019
4

Są na tym świecie nagrody, a mam tu na myśli różne dyplomy, medale i statuetki, o których zdobyciu marzą miliony ludzi i wydają się być…


Basie i Barbórki

środa 11/12/2019
163

Lubię Basie. W czasach mojego dzieciństwa to było jedno z najbardziej popularnych imion. Na imię Basia miała nawet moja największa i najbardziej elegancka lala z…


Parady

wtorek 19/11/2019
642

- Nie, nie pójdziesz na Paradę Niepodległości – zakazuję Ci – krzyknęła parę dni temu, moja córka do mnie, czyli do swojej matki. Jak ci…