Nie cierpię niedziel


wtorek 14/01/2020

Wprawdzie feeria bożonarodzeniowych i noworocznych świąt za nami, ale ciągle ona odbija mi się czkawką i chcę o niej napisać parę słów.

A skłoniły mnie do tego lamenty moich wnucząt, które odwiedziłam w Święto Trzech Króli, że nazajutrz muszą iść do szkoły.

Rozumiem jeszcze 17 – letniego wnuka, który do szkoły ma daleko i musi wstawać przed świtem, aby przeprawić się pociągiem i metrem, bo szkoła jest po drugiej stronie Wisły, a zajęcia zaczynają się o 7.45. Dlaczego jednak płacze wnuczka, która ma szkołę pod nosem i w dodatku jak policzyła, jej przerwa świąteczna liczyła 18 dni?

Dlaczego teraz dzieci nie lubią szkoły? Ja szkołę jako taką może nie kochałam, ale lubiłam ją jako miejsce towarzyskich spotkań. Lubiłam swoje koleżanki, nasze szeptanki po kątach, potem wspólne wycieczki czy zabawy. Moje szkolne przyjaźnie przetrwały do dziś.

A w ogóle przyłapuję się na tym, że zdarza mi się teraz mieć poglądy “pod prąd” w stosunku do powszechnych zwyczajów czy ocen.

A jedno z moich stwierdzeń brzmi: nie cierpię niedziel i wszystkich świąt z wyjątkiem Wigilii Bożego Narodzenia. No, i jeszcze pozostawiłabym Dni Urodzin. Reszta dla mnie może nie istnieć.

Zwłaszcza nie cierpię niedziel i to od dzieciństwa.

Niedziela wprawdzie zaczynała się dobrze, bo można było dłużej pospać, a na śniadanie było kakao, dalej jednak to już był koszmar. Zaczynało się mycie, ubieranie i pindrzenie przed wyjściem do kościoła na niedzielną mszę. A tu dodam, że moja matka wielką elegantką była. Pamiętam, jak perfumowała swoje chusteczki do nosa przed włożeniem ich do torebki…

Po kościele oczywiście był tradycyjny niedzielny obiad, bywały na nim i babcie. Po obiedzie – niedzielny spacer. Najczęściej do parku na przedmieściu. Ojciec z tych spacerów się wymigiwał i chodził własnymi ścieżkami, zaś moja mama kroczyła z nami dumna zbierając po drodze okrzyki zachwytu: – Och, pani Ewo, jak pani ładnie wygląda i jakie piękne ma pani  dzieci! A już ten synek, taki śliczny!

Stałam sztywna ze złości, bo mnie te zachwyty denerwowały i czułam się jak piesek na smyczy prowadzony na wystawę.

Gdy tylko podrosłam już się z tych spacerów uwolniłam, nie mniej niedziela nadal w prowincjonalnym mieście jakim wtedy był Toruń, była nudna, bo w mieście niewiele się działo.

Gdy wydoroślałam i po studiach zamieszkałam w Warszawie niedziele z mężem, a potem dzieckiem, to były głównie wyjazdy i wypady poza miasto lub spotkania z przyjaciółmi. Niedzielne obiady często jedliśmy poza domem.

Do tradycji rodzinnych spotkań i niedzielnych obiadów powróciła moja córka. Spotykamy się zatem dość często, zwłaszcza latem u niej, bo dysponuje tarasem i ogrodem, a w pobliżu jest las, gdzie swobodnie mogą wybiegać się psy. Niedziela według tego schematu jest co tu dużo mówić syta, leniwa i… też nudna.

Jest nudna nawet dla mnie emerytki, pozbawionej teraz możliwości finansowych, aby bujać gdzieś po świecie.

Całe swoje życie byłam ruchliwa, ciekawa wiedzy i świata. Niedziela i święta pozbawione możliwości doświadczania czegoś nowego, to dla mnie czas stracony.

Tymczasem w Polsce już przed Wigilią Bożego Narodzenia życie zamiera, aż do 6 stycznia czyli Trzech Króli. Nic w tym czasie nie można zrobić, nic zaplanować, bo wiele firm zamyka się na kłódkę. Zwłaszcza bez sensu jest święto Trzech Króli, które wydłuża ten świąteczny okres. Nie lepiej było ogłosić jakieś święto w letniej porze, aby ludzie mogli pojechać gdzieś w plener, a nie oglądać zmarznięci jarmarczne pochody?

Niedziel i świąt wg psychologów społecznych nie cierpią zwłaszcza ludzie samotni. A tych jest coraz więcej. Mamy już w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych, a za parę lat co trzeci Polak będzie żył samotnie. Pamiętajmy o tym…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Moje najnowsze wpisy

 

La Madraque

wtorek 24/08/2021

       Przepraszam, bo tak bez ”żadnego trybu” ot tak “z czapy” chcę Wam dziś napisać trochę o B.B. która przez dwie dekady czyli…


Mądre głupoty

wtorek 31/03/2020

I o czym tu biedny człowieku możesz napisać felieton kiedy od trzech tygodni siedzisz na zadku w domu łykając piguły, wycierając nos i pokasłując. A…


Na kwaratannie

poniedziałek 23/03/2020

Wiadomo… Ludzie zawsze dzielili się na tych co mają szczęście i na tych co mają pecha w życiu… Czasem też to szczęście zmienne bywa, co…


Myjąc ręce

wtorek 17/03/2020

Jak Państwo pewnie zauważyli, oczywiście Ci co czytają moje felietony, do tej pory nie wspomniałam słowem o koronawirusie i sama starałam się żyć do tej…


Zaraźliwe emocje

poniedziałek 09/03/2020

Proszę Państwa! Byłam na Konwencji. Wyborczej ma się rozumieć, bo słowo konwencja ma w języku polskim kilka znaczeń i można ją np. przestrzegać, poddać się,…


Rząd się wyżywi

wtorek 03/03/2020

Czy Polska jest jeszcze krajem praworządnym i demokratycznym? – pyta coraz więcej osób. Czy praworządność jest już w kompletnej zapaści? – martwią się uczestnicy konferencji…


Trzymaj się

poniedziałek 24/02/2020

Tak się w moim życiu składa, że dość często, nie tylko racji wykonywanego zawodu, ale też tak prywatnie napotykam w swoim życiu ludzi, którzy potem…


Lewą czy prawą

wtorek 18/02/2020

Wróciłam właśnie ze spotkania dziennikarzy z ambasadorem Markiem Prawdą, a dokładniej z dyrektorem Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce i chciałam w pierwszej chwili opisać Państwu…


Brytole

wtorek 11/02/2020

31 stycznia Brytyjczycy wypisali się z Unii Europejskiej. I właściwie to nie powinnam o nich pisać, bo nie jestem ekspertem od spraw międzynarodowych, a brytyjskich…


Moda na nostalgię

wtorek 04/02/2020

Na dworze zima szara, ciemna i smutna, w polityce branie się za łby i słowa, które już dawno przestały być eleganckie, a tu jeszcze ze…