Przepraszam, bo tak bez ”żadnego trybu” ot tak “z czapy” chcę Wam dziś napisać trochę o B.B. która przez dwie dekady czyli lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte wpędzała w kompleksy tysiące dziewcząt, które nie były tak jak ona smukłymi blondynkami z cienką talią, wydatnymi ustami, nie tańczyły na stołach i nie stanowiły obowiązującego wzorca piękności. Mogły najwyżej wiązać chustki pod brodą tak jak ona, a nogach nosić baletki.
Aż tu właśnie nieoczekiwanie wpadło mi w oko wczoraj takie zdjęcie : 87 letnia Bardot o kulach kuśtyka na spotkanie z prezydentem Macron, aby pogadać o zwierzętach.
Starość nie jest milutka prawie dla nikogo – pomyślałam. Pomijam siwiznę, zmarszczki, to jeszcze przykleja się do nas masa chorób, nie mówiąc o tym, że wielu z nas na starość dziwaczeje, popada w jakiejś obsesje czy dewocję. Nie jestem psychologiem ale czy ta obsesyjna miłość do zwierząt u Bardot to nie spóźniony żal za utraconym macierzyństwem? Wprawdzie urodziła jedno dziecko ale oddała je na wychowanie teściom, a potem dokonała 3 aborcji. Ocknęła się zaś około 40-tki, rzuciła karierę filmową i zaczęła się zajmować zwierzętami. Co więcej, utworzyła fundację, a jej podstawą jest jej majątek, który sprzedała z prawem dożywotniego użytkowania.
Tak się złożyło, że wakacje w roku 1991 spędzałam na Lazurowym Wybrzeżu ciekawa takich słynnych miejscowości jak Nicea, Cannes, Monte Carlo, Monaco, Saint Tropez… To ostatnie czyli na co dzień 4 tysięczne rybackie miasteczko latem oblężone spacerowiczami wokół portowej mariny podziwiających spożywanie kolacji przez właścicieli cumujących tam jachtów, w sumie było jednak trochę rozczarowujące. I nie wiem dlaczego akurat prawa strona tej mariny stanowiła punkt zlotowy harlejowców, którzy tam zjeżdżali się popołudniami i grzejąc się słońcu w czarnych skórach nawzajem podziwiali swoje maszyny, bicepsy i dziewczyny….
Wraz z córką mojej znajomej postanowiłyśmy jednak odnaleźć dom słynnej, mieszkającej tam gwiazdy czyli B.B. W tamtym czasie do Polski nie docierały wiadomości kolorowej prasy więc nie wiedziałyśmy o niej nic od adresu począwszy. Dobrzy ludzie uświadomili nas jednak, że dom leży spory kawałek od miasteczka w La Madraque, a pewna Francuzka nawet podwiozła nas kawałek pic-upem pośród skrzynek z sałatą. Później, gdy zbliżałyśmy się do tej posiadłości już piechotą mina rzedła nam coraz bardziej w miarę zbliżania się. Za nami zostały eleganckie wille, niemal pałace pośrod ogrodów z obowiązkową agawą pośrodku gazonu, a przed nami z lewej strony rysował się nieatrakcyjny, pokryty jakimiś zasuszonymi trzcinami brzeg morza, a z prawej zakurzona droga prowadząca wzdłuż pola porosłego czymś trudnym do zidentyfikowania.
Na koniec dotarło do nas, że nic nie zobaczymy, bo od morza do drogi i dalej dom osłonięty jest mało atrakcyjnym murem. Potem okazało się, że i na zdjęciach robionych od strony morza też nic nie widać, bo i tam jest mur, a prześwitujący fragment osłonięty jest przeważnie przed ciekawskimi niebieską markizą. No, to po co jej morze skoro praktycznie niewiele go widzi? – pomyślałam.
To jedynie co zobaczyłyśmy, to była drewniana, pomalowana na niebiesko brama oraz mur obłożony zakurzonymi, trzcinowymi matami. Od towarzyszącej nam Francuzki dowiedziałam się, że B.B. akurat nie ma, wyjechała. Wątpię jednak czy chciałaby ze mną rozmawiać tym bardziej bez uprzedzenia. Dziennikarzy podobno niechętnie i rzadko wpuszczała do swojego domu. A dom na co wskazywało jego otoczenie podobno był skromny i onegdaj stanowił rybacki hangar na łodzie kupiony przez Bardot w 1958 r., urządzony potem przez nią w rustykalnym stylu. Była aktorka mieszka tam do dziś, chociaż podobno jak przeczytałam w jej dawnym domu mieszkalnym mieści się fundacja, a ona sama zamieszkała opodal. Podobno załatwiła sobie z miejscową gminą, że pochowana będzie w ogrodzie swoich posiadłości, zaś pieniądze zebrane za oglądanie jej nagrobka i domu będą przeznaczane na fundację, którą obecnie pomaga prowadzić jej czwarty mąż.
A na koniec zatem westchnę: – nie zazdrośćmy bliźnim! Nie ma czego, a szczęście zwykle trwa krótko!
P.S.
W następnym wpisie usprawiedliwię się z ponad rocznej przerwy w pisaniu tego bloga!