Płacenie za treści w internecie a Steve Jobs


piątek 14/09/2012
11

12 czerwca 2005 roku Steve Jobs stanął przed absolwentami uniwersytetu Stanforda, by wygłosić swoje słynne przemówienie, by opowiedzieć im trzy historie ze swojego życia. Nieformalny tytuł tego przemówienia to Stay hungry, stay foolish (pozostań głodny, pozostań nierozsądny). Skąd się wziął?

Jedną z historii, którą opowiadał Jobs, była opowieść o Whole Earth Catalog. To projekt, który powstał w latach 60-tych, a zamierzeniem jego twórców było pokazanie, co na świecie jest godnego uwagi, wartego zobaczenia, wartego posiadania. Dziś mamy dziesiątki magazynów shoppingowych, jednak na tamte czasy był to projekt rewolucyjny. I dlatego nie przetrwał – ostatnie regularne wydania katalogu ukazały się na początku lat 70-tych ubiegłego wieku (choć z przerwami ukazywał się potem do 1998 roku). Na ostatniej stronie ostatniego numeru było zdjęcie pustej drogi, opatrzone nagłówkiem, który tak bardzo wbił się Jobsowi w pamięć. Stay hungry, stay foolish.

Autorem tego cytatu i twórcą Whole Earth Catalog jest Stewart Brand, amerykański pisarz, eseista, ekolog. Przywołuję go, bo w 1984 roku podczas pierwszej Hacker’s Conference (słowa „haker” używam w jego pierwotnym znaczeniu, to ktoś, kto ulepsza świat wokół siebie – dzieciaki włamujące się na komputery to „crackerzy”) w dyskusji ze Stevem Wozniakiem (współtwórcą Apple Computer) powiedział coś bardzo ważnego (wyróżnienia moje):

Z jednej strony informacja chce być droga, ponieważ jest tak wartościowa. Właściwa informacja we właściwym miejscu zmienia Twoje życie. Z drugiej strony informacja chce być wolna, ponieważ koszt jej wypuszczenia spada praktycznie cały czas. Mamy więc te dwa trendy, które spierają się ze sobą.

„To napięcie nas nie opuści. Każda kolejna generacja technologii będzie je tylko potęgować.” pisał Brand w eseju, który opublikował rok później. Dziś to napięcie nosi nazwę paywall lub Piano.

Informacja nie ma wartości
W rozważaniach Branda warto zwrócić uwagę na jedną rzecz: informacja nie ma obiektywnej wartości. Jej wartość jest tworzona praktycznie całkowicie w głowie odbiorcy. Właściwy czas, odpowiednie miejsce, wiarygodne źródło, podatny grunt – to wszystko odróżnia wartościową informację od tej pozbawionej znaczenia i wartości. Kilka przykładów:

- informacja o tym, że rząd podniósł stawki VAT jest ogólnie dostępna (publikowana w rządowych dziennikach) i wartościowa jedynie pierwszy raz, kiedy ją otrzymujemy. Jeśli przeczytałem o podwyżce już np. w Gazecie Prawnej, powtórzenie tej informacji w Rzeczpospolitej nie ma dla mnie żadnej wartości. Ergo, nie będę za to płacił Rzeczpospolitej.
- informacja o tym, że zarząd odwołał prezesa Orlenu jest dla mnie istotna, jeśli posiadam akcje Orlenu, jest też wiele warta, jeśli jest wiarygodna. Jestem gotów zatem zapłacić za posiadanie tej informacji przed innymi oraz za wiarygodność źródła. Mogę otrzymać tę informację po raz pierwszy z jakiegoś blogu (za darmo czy za pieniądze), ale potwierdzenia będę szukał np. w Gazecie Wyborczej. W tym drugim przypadku płacę nie za samą informację, ale za reputację źródła.
- jeżeli mam akcje nie tylko Orlenu, ale także innych spółek giełdowych, jestem gotów zapłacić za dostarczenie mi informacji, które być może nie są ekskluzywne ani najświeższe (choć byłoby miło), ale wyselekcjonowane specjalnie dla mnie, dotyczące sytuacji spółek giełdowych. W tym przypadku płacę za moderację, selekcję i kurację (poświadczenie jej wartości własnym autorytetem) informacji.

W nowym modelu mediów chodzi zatem nie tyle o dostarczenie informacji (bo ta, przy możliwości kopiowania praktycznie bez kosztów, chce być wolna i darmowa) ale o stworzenie jej wartości. Bo tylko informacja, która jest postrzegana jako wartościowa, chce być droga.

Za co jeszcze jesteśmy gotowi płacić?
Skoro generyczna informacja (co się stało?) jest pozbawiona wartości, co można schować za paywallem, by ludzie chcieli płacić?

- Pogłębione analizy, czyli wyjaśnienie, dlaczego coś się stało. Problem w tym, że takie analizy rzadko kiedy są przekonujące w wykonaniu „generycznych” dziennikarzy (szkolonych do przekazywania generycznej informacji). Rolą takiego dziennikarza jest tu albo wykonanie pracy za odbiorcę (stworzenie zestawienia najlepszych hoteli na Mazurach, atrakcji miasta, których nie mogę przegapić), albo dotarcie do źródła analizy, do którego czytelnik nie jest w stanie dotrzeć bezpośrednio (wywiad z prof. Balcerowiczem na temat nowych stawek VAT to lepsze, niż wróżenie z redakcyjnych fusów).
- Opinie, czyli co pan X myśli o tym, co się stało. Znowu, generyczna informacja o tym, że Wiśniewski rozstał się z żoną może być atrakcyjna, kiedy pierwszy raz o tym czytam. Kolejne emanacje tego samego niusa już mnie nie zainteresują. Ale chętnie przeczytam, co o rozstaniu myśli Kora czy Wojciech Mann (jeśli tej pierwszej pozwolą pisać zza krat, a ten ostatni zechce o tym napisać). Tu tradycyjny dziennikarz może znowu dotrzeć do źródła (zapytać Korę, co sądzi na ten temat), ale czytelnik gotów jest zapłacić także za artykuł napisany przez opiniotwórcę osobiście, bez pośrednictwa osób trzecich. Ja tak czytam Pilcha czy Nosowską – niezależnie od miejsca, gdzie się ukazują ich teksty.
- Porady, czyli co zrobić, skoro to się już stało. Znowu, autorytet samego dziennikarza jako „dostarczyciela informacji” niewiele tu znaczy. Autorytetem jest dziennikarz, o którym wiem, że specjalizuje się w danym temacie bądź ktoś, kto potrafi dotrzeć do odpowiednich źródeł. Jak zabezpieczyć dom przed powodzią? W jakie dzieła sztuki warto zainwestować? W obu przypadkach pomyłka będzie nas drogo kosztować, porady są ciężkie do zweryfikowania, więc musimy zdać się na autorytet źródła.

Narodziny internetowych celebrytów ze stajni X
Na powyższych przykładach widać wyraźnie, że informacja, która chce być droga jest bardzo często mocno związana z reputacją źródła, autorytetem osoby, redakcji, która ją publikuje. Tego autorytetu nie mieli do tej pory tradycyjni dziennikarze, którym wpajano, że mają w sposób bezstronny przekazywać informacje. Te przekazywane, generyczne informacje, chcą być wolne i darmowe. To za subiektywne i pogłębione czytelnicy będą gotowi płacić.

Konsekwencją tego stanu rzeczy będą próby koncentracji autorytetu wokół określonych ośrodków medialnych (hubów, redakcji, serwisów – nazywaj to jak chcesz, czytelniku). Skąd będą się tam brały autorytety? Ściąganie z rynku oraz tworzenie własnych gwiazd – to będziemy obserwować. Tak jak telewizja kiedyś stworzyła Krystynę Loskę czy Krzysztofa Ibisza, wykreowała Katarzynę Cichopek i Edytę Herbuś, tak połączone siły prasy i internetu będą mocno inwestować w rozwój własnych osobowości. To nie jest pieśń przyszłości – Kominek piszący felietony dla Maxima czy ekipa Make Life Harder pisząca dla Logo to początek tej lawiny. Bo o tym, że Wiśniewski zostawił żonę można dowiedzieć się raz. Ale przeczytać, jak dwaj wyżej wymienieni obśmiewają to wydarzenie w swoich tekstach, obejrzeć, jak komentuje to Niekryty Krytyk – za to trzeba zapłacić, bo to informacja niegeneryczna, której nie da się dostać nigdzie indziej, niż w stajni X.

Największe szanse w tym wyścigu mają nadal twory łączące tradycyjne i nowe media. Bo telewizja to nadal autorytet, magia i zasięg, bo papier nadal jest postrzegany jako bardziej nobilitujący od wpisu na blogu. Dlatego dzisiejszych blogerów publikuje się w papierowych gazetach, by potem za ich opinię brać pieniądze za pomocą paywalla, dlatego dużo łatwiej kazać pisać blog komuś, kogo już znamy z telewizji… Ale to się zmieni. Branżowe serwisy będą miały swoje własne gwiazdy – technologiczne, kulinarne, finansowe… Ich opinie i analizy będą przyciągać czytelników tak jak dziś nazwisko znanego boksera skłania telewizje do schowania jego walki za systemem Pay Per View.

A Ty? Czyich analiz i opinii jesteś na tyle głodny, by zapłacić za nie 9 PLN miesięcznie i nie twierdzić, że to nierozsądne? Jakie informacje są dla Ciebie drogie?


Komentarze 11 Dodaj komentarz

 
  1. Autorze!
    JA?… JA się z tym prześpię :) Sprawa jest poważna, ważna i precedensowa. Pozdrawiam -”Niesforne Dziecię Gutenberga”.

       Odpowiedz
    1
    0
  2. Jeżeli chodzi o treści dotyczące mediów internetowych (ich przydatność), plasuje się Pan tuż za Szanowną Natalią Hatalską, ale płatne serwisy internetowe … !?! Nie wróżę im świetlanej przyszłości. Zobaczymy jakimi sukcesami poszczyci się wdrożony jakiś czas temu projekt „piano”. Ale errare humanum est, wtedy pochylę nisko czoła, czas pokaże.

    z wyrazami szacunku
    ŚwiętyŚniętyInnocenty

       Odpowiedz
    1
    0
  3. W końcu rozsądne podsumowanie tematu. Ja bym jeszcze dodał case, że możemy zapłacić kiedy znamy autora, lubimy go i wiemy ze napisał ten artykuł tylko w tym miejscu…

       Odpowiedz
    1
    0
  4. Hmmm Nie ufam specjalistom od wizerunku :) Tym bardziej w bełkocie powszechnego biadolenia nad przyszłością mediów, znalazłem tu wiele ciekawych spostrzeżeń godnych uwagi. Tylko dlaczego coś, co powinno być na porządku dziennym, czyli myślenie, jest dla mnie zaskakujące ? :)

       Odpowiedz
    1
    0
  5. Poczekam aż informacje płatne przetrawi TVN 24… no właśnie – w jaki sposób rozwiążą ten problem – czy TV będzie płacić ekstra tantiemy za przekazywanie treści płatnych, czy wystarczy 9zł ;) Obawiam się, że chwytliwe będą głównie tytuły, czyli zrobi nam się jeden wielki Fakt na rynku. Kto bardziej będzie ociekał krwią, seksem, przemocą lub bardziej nastraszy ludzi – wygra. Smutne to. Dziwi mnie tylko, że ludzie, którzy walczyli o wolne media, wolność słowa, teraz życzą sobie opłat za wolność ;)

       Odpowiedz
    1
    0
  6. Całkiem ciekawe. Ale… Słysząc i czytając o postępującej pauperyzacji intelektualnej kolejnych pokoleń Polaków (czytelnictwo książek, poziom ogólnej wiedzy studentów etc) śmiem twierdzić, że jedynymi sprzedającymi się treściami w Internecie pozostaną dzwonki do telefonów.
    Ergo – moim zdaniem nie jest ważne, na jakim nośniku informacja jest przekazywana. Ludzie – z wyjątkiem garstki potrzebujących specjalistycznych treści do pracy lub do inwestowania – nie chcą płacić ani za informacje, porady, analizy z telewizji czy radia, ani za te z gazet papierowych czy internetu, bo nie mają poczucia, że jest to im niezbędne

       Odpowiedz
    1
    0
  7. Jedno „ale”. Przecież reputacja źródła… w przypadku GW to fikcja

    Obawiam się, że badania są przeciw takiej opinii. Gazeta.pl jest jednym z najbardziej zaufanych źródeł, ludzie czytają coś na Onecie a potem idą na Gazetę, żeby sprawdzić, czy to prawda…

       Odpowiedz
    1
    1
  8. Obawiam się, że badania są przeciw takiej opinii. Gazeta.pl jest jednym z najbardziej zaufanych źródeł, ludzie czytają coś na Onecie a potem idą na Gazetę, żeby sprawdzić, czy to prawda…

    Zależy od środowiska. GW jest największym dziennikiem, więc najłatwiej ją kupić. No i jest znaną marką, ale jej wiarygodność to poziom „Pani Goździkowej”. Ludzie, którzy korzystają z źródeł w sposób bardziej świadomy raczej porównają parę z nich. Być może również GW.
    Czy oglądał Pan panel, który zorganizowano w Sejmie (nie pamiętam konkretnej daty, ale jakoś za rządów PiS)? Ten dotyczący publikacji n/t polskiej polityki zagranicznej? Pokazano wprost jak GW wyprodukowała niektóre wypowiedzi specjalistów. Była nawet mała afera, bo któryś z tych specjalistów kłócił się z GW, że nie autoryzował opublikowanych wypowiedzi. Zresztą wyjaśniał, że przedstawione w artykule wypowiedzi zostały tak zmienione, iż zaprzeczały pierwotnej treści.

    reasumując: reputacja GW to jednak fikcja, szczególnie w tematach politycznych ;)

       Odpowiedz
    0
    0
  9. płatne serwisy B2C nie maja przyszłosci. być może zostaną jakieś wyspy unique content z nieodbitkami wyspecjalizowanych autorów.

    kolejne fale ambitnych blogerów i dziennikarzy obywatelskich będą skutecznie podwyższały jakość darmówek.
    zatem pionierzy blogosfery, którzy tu i ówdzie przebili się do tzw mediów tradycyjnych wkrótce będą mieli liczna i groźną, darmową, konkurencję.

       Odpowiedz
    0
    0
  10. Przywołany przez Pawła Tkaczyka cytat jest tak popularny ponieważ jest dwuznaczny; każdy może w nim wyczytać co chce. Ci którzy studiowali zarówno genezę jak i znaczenie słów Brand’a są jednak dosyć zgodni co do tego, że „free” czyli „wolna” (w tym wypadku wolna informacja) nie musi oznaczać „darmowa.” Tak zresztą jak „expensive,” czyli to drugie, przeciwstawne dążenie wywołujące wspomniane przez Tkaczyka „napięcie,” nie oznacza „płatna.” Chodzi tu bowiem o wartość/użyteczność danej informacji – i to postrzeganą indywidualnie przez jej odbiorcę – a nie cenę.

    Paweł Tkaczyk nawet o tym pisze.

    Powstaje zatem pytanie skąd to zaskakujące utożsamienie wartości informacji tworzonej „w głowie odbiorcy,” a… Piano? Przecież Piano narzuca jedną cenę na pakiet informacji z rożnych źródeł o rożnej reputacji, zasięgu, tematyce. itd., a cena ta nie ma nic wspólnego z wartością tych informacji dla czytelnika.

       Odpowiedz
    2
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


− jeden = 8

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Prywatność w internecie

wtorek 14/01/2014
50

Dziewczyna w poczekalni to kłopoty Dziewczyna, która wchodzi do poczekalni szpitala w Grand Rapids w stanie Michigan jest po prostu zjawiskowa. Nie możesz oderwać oczu…


Kobiety mówią, mężczyźni robią. Higiena social media

poniedziałek 23/09/2013
14

Ilu masz znajomych na Facebooku? A ilu z nich naprawdę się dla Ciebie liczy? Dziś o psychologii „gromadzenia znajomych” i o tym, czym Ci to…


Kim jest przywódca klanu? Jak ma rządzić?

wtorek 17/09/2013
35

Model przywództwa, z którym spotykamy się w tradycyjnych firmach i korporacjach nie zawsze przystaje już do otaczającej nas rzeczywistości. Czas poszukać inspiracji gdzie indziej. Dziesiątki…


Anatomia kłamstwa i reklamy w internecie

czwartek 12/09/2013
26

8 maja 1945 roku Hermann Göring oddał się w ręce aliantów. Internowany w Luksemburgu czekał na proces przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze. W tym samym czasie…


Narzędzia social media

niedziela 08/09/2013
36

Jak budować swoją pozycję na Twitterze, Facebooku czy – ogólnie – w social media? Mówiąc najprościej: trzeba angażować i wzbudzać zainteresowanie. Kluczem do wzbudzania zainteresowania jest kombinacja informacji i rozrywki.…


Trójkąt miłosny

niedziela 01/09/2013
34

Płomienna namiętność, ślepe oddanie, długie romantyczne uczucie czy młodzieńcze wzdychanie – to wszystko rodzaje miłości. Psychologowie już dawno je skatalogowali. Czego nie wiesz o miłości? I…


Silna marka omija pośredników

środa 28/08/2013
754

Seria książek o Harrym Potterze została już zakończona. Ale wyobraź sobie, że J.K. Rowling napisałaby jeszcze jedną część. Czy gdyby ogłosiła sprzedaż na swojej stronie, potrzebowałaby jeszcze tradycyjnego modelu dystrybucji? Wydawnictwa, księgarzy?…


Czego nie dowiemy się z Google i Facebooka

wtorek 20/08/2013
36

Google jest synonimem świetnego wyszukiwania. Ich legendarny algorytm sprawia, że jakakolwiek próba wejścia na rynek wyszukiwarek kończy się fiaskiem konkurencji. A mimo to jedna fraza spędza sen z oczu inżynierom…


Celem programu lojalnościowego jest nakłonienie klienta do powtarzania najmniejszej akcji, która przynosi zysk

wtorek 13/08/2013
13

Koszt pozyskania nowego klienta wielokrotnie przewyższa koszt ponownego obsłużenia klienta, który już wcześniej u Ciebie kupował – tę prawdę marketingową możesz znaleźć praktycznie w każdym podręczniku. Klient, który już u Ciebie kupił jest przekonany…


Jak sprzedawać w social media

piątek 09/08/2013
698

Wyobraź sobie billboard zachęcający do sprzedaży nowego pakietu danych do Twojego telefonu komórkowego. Za 9,99 złotych miesięcznie możesz mieć nielimitowany, niczym nieograniczony pakiet gigabajtów. Wystarczy zadzwonić pod numer wskazany…