Jak powstają eksperci? “Nie znam się, to się wypowiem”


piątek 12/10/2012
7

Andrew Keen, autor bestselleru Kult amatora dał świetne wystąpienie podczas tegorocznej konferencji Internet Beta 2012 w Rzeszowie. W wykładzie zatytułowanym Digital Vertigo: How social media is turning the Internet into a Hitchcock movie Andrew mówił o tym, jak płytkie stają się relacje między ludźmi. Pointa wykładu – powinniśmy odłączyć się od sieci i starać nawiązać bardziej znaczące relacje poza nią – jest jednocześnie osią jego najnowszej książki, zatytułowanej Digital Vertigo właśnie. Trochę głupio się czułem wstępując na scenę zaraz po nim. Dlaczego? Bo – zainspirowany Kultem amatora – opowiadałem o tym, w jaki sposób wykorzystać to spłycenie relacji do wybudowania wizerunku eksperta. W jaki sposób przejąć rząd dusz, jak zabrać się do budowania własnej marki osobistej w nowej, cyfrowej rzeczywistości. Chcesz posłuchać?

Ekspert to marka osobista
Korzystamy z porad ekspertów częściej, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Uczymy się od nich, jak zrobić dobry make-up, pytamy, jakie książki przeczytać, zdajemy się na nich w kwestiach kulinarnych i zdrowotnych. Osoba, która doradza nam, jaki wybrać klub w obcym mieście to ekspert – nawet jeśli nie znamy jej osobiście, ale korzystamy np. z Four Square.

Relacja z ekspertem opiera się na dużej dozie zaufania, z którego czasem nie do końca zdajemy sobie sprawę. Badania pokazują, że taka relacja może nas pchnąć w różnych kierunkach – ekspert może sprawić, że dokonamy rzeczy wielkich (jak Neo w Matriksie – poznany przez internet Murzyn faszeruje go tabletkami w piwnicy i Neo już wie, że jest w stanie zawojować świat), ale może nas także pociągnąć w złym kierunku. Jak Jasia w bajce o Jasiu i łodydze fasoli. Znasz to? Posłuchaj…

Kiedy ekspert zwodzi na manowce
W bajce O jasiu i łodydze fasoli mamy czarownicę. Obiecuje Jasiowi, że jeśli odda jej dwie ostatnie krowy, które prowadził na targ, otrzyma w zamian bogactwa, o jakich nie śmiał marzyć. Chłopiec godzi się, ale zamiast złota dostaje dwa ziarna fasoli. Czarownica zapewnia, że jeśli posadzi je przy pełni księżyca, wyrosną wielkie, niczym pomidory GMO, a kiedy Jaś wdrapie się po łodygach, trafi do domu olbrzyma. Wystarczy olbrzyma (niewinnego, spotkanego pierwszy raz w życiu) zabić, by zagarnąć jego bogactwa i żyć długo i szczęśliwie.

Zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego Jaś bez mrugnięcia okiem popełnił morderstwo? Odpowiada za to pewna specyficzna cecha naszego postrzegania rzeczywistości. Mamy tendencję do łączenia w związki przyczynowo-skutkowe wydarzeń, które są zupełnie niezależne. W przypadku Jasia wystarczyło, by spełniła się część obietnicy danej przez czarownicę (fasola posadzona przy pełni księżyca rzeczywiście wyrosła bardzo wysoko). W resztę uwierzył bez sprawdzania. Efekt? Martwy olbrzym i brak wyrzutów sumienia. Bo przecież „wykonywał tylko rozkazy”.

Pascal Boyer w swojej książce Religion Explained wysnuwa teorię tzw. ewolucyjnego tworzenia religii, w której eksperci mieli swój potężny udział. W tradycyjnym plemieniu ekspertem był ktoś, kto miał doświadczenie – wiedział, że zjedzenie jednych jagód jest bezpieczne a inne mogą grozić poważnym zatruciem. Ludzie przychodzili do niej (czarownica nie bez przyczyny jest kobietą – w pradawnym plemieniu miała doświadczenie zdobyte z wiekiem, przeżyła niejednego wojownika) w sprawach zdrowia, macierzyństwa… ale z czasem zaczęli pytać także o bardziej skomplikowane problemy. Czym jest piorun? Dlaczego deszcz nie pada, gdy go potrzebujemy? Ekspertowi, który udowodnił swoją przydatność sortowaniem jagód łatwiej było utworzyć spójną narrację, „wymyślić” Thora i inne boskie istoty…

Taka ekspertyza daje władzę – doskonale wiesz, jak świetnie żyło się kapłanom w starożytnym Egipcie? Władza była połączona z odpowiedzialnością – większość ruchów religijnych była nastawiona na łagodzenie konfliktów społecznych wewnątrz plemienia. Przykazania typu „nie zabijaj (bliźniego)” są uniwersalne niemal dla każdej kultury. Czasem jednak ego ekspertów popychało społeczność do różnego rodzaju wynaturzeń – w Europie mieliśmy krucjaty oraz (czego nikt się nie spodziewa) hiszpańską inkwizycję…

Czy ludzie wierzyli Hitlerowi?
Jednym z największych „wynaturzeń kultu” były hitlerowskie Niemcy. Badacze historii i socjologowie wielokrotnie zastanawiali się, na ile wyjątkowy był splot okoliczności, który sprawił, że naród nie sprzeciwił się okropnościom postulowanym przez garstkę fanatyków. Czy Hitler i jego machina zagłady mogły zdarzyć się w innym czasie, innym miejscu? Brak sprzeciwu większości nie jest tu precedensem – za czasów Imperium Rzymskiego bywało, liczba niewolników w mieście przekraczała liczbę Rzymian. I nikt się nie buntował, choć ci pierwsi byli traktowani niezwykle okrutnie…

W lipcu 1961 roku w amerykańskiej prasie pojawiło się ogłoszenie o tytule Zapłacimy 4 dolary za godzinę twojego czasu. Stanley Milgram poszukiwał ludzi do – jak to określił – „badań nad pamięcią i uczeniem się”. Do jego laboratorium trafiło czterdziestu mężczyzn…

Trzy miesiące wcześniej w Jerozolimie rozpoczął się proces Adolfa Eichmanna, jednego z największych hitlerowskich zbrodniarzy. Jego linia obrony – jak wielu oskarżonych o zbrodnie wojenne – brzmiała „wykonywałem tylko rozkazy”. Milgram chciał się dowiedzieć, na ile Niemcy (którzy biernie przyglądali się wynaturzeniom wojny) naprawdę podzielali pogląd tych, którzy czynnie uczestniczyli w zagładzie. Dokąd może nas zaprowadzić „wykonywanie rozkazów eksperta”? To był prawdziwy cel jego badań.

Magda, zabij pana
Kiedy ochotnicy Milgrama trafiali do jego laboratorium, byli łączeni w pary, by przeprowadzić losowanie – kto będzie „nauczycielem” a kto „uczniem”? W rzeczywistości losowanie było sfingowane, „uczniem” zawsze zostawał asystent Milgrama, ochotnik lądował na nauczycielskim krześle przy aparaturze wyposażonej w wiele małych guzików. W czasie, gdy laborant objaśniał, do czego służą guziki, uczeń był przypinany do krzesła, a na nadgarstkach montowano mu przewodzące prąd bransoletki.

Nauczyciel dostawał do dyspozycji konsoletę, na której były przyciski włączające prąd – od niskiego napięcia (15 volt) do śmiertelnego porażenia (450 volt) w odstępach co 15 volt. Asystent informował następnie ochotnika, że przeprowadzane są badania nad skutecznością nowej metody nauczania, wspomaganej porażeniem prądem właśnie. Za każdym razem kiedy „uczeń” popełni błąd przy powtarzaniu pary słówek, nauczyciel ma go ukarać, naciskając kolejne guziki. Każda pomyłka będzie bardziej bolesna – co zresztą było wyraźnie oznaczone na samej maszynie: określenia takie jak „lekki szok” aż do „niebezpieczeństwo: groźne porażenie” były wypisane nad kolejnymi guzikami. Ostatnie dwa guziki – 435 i 450 volt – miały oznaczenie XXX.

Kiedy Stanley Milgram konsultował przygotowywany przez siebie eksperyment z psychologami i socjologami usłyszał, że jedynie 1% ludzi (maniakalnych sadystów) będzie w stanie „usmażyć” swoich uczniów bez oglądania się na konsekwencje. Jakież było zatem jego zdziwienie, kiedy okazało się, że spośród 40 badanych… wszyscy przekroczyli śmiertelną granicę 300 volt bez sprzeciwiania się eksperymentatorom. Zadawali oczywiście pytania („Kto będzie odpowiedzialny, jeśli stanie się coś złego?”), ale słyszeli też jęki i błagania o litość „uczniów”. Daremne. 25 z 40 osób dotarło do maksymalnego poziomu, przy którym „uczeń” przestał już odpowiadać. Był martwy. Jak to się stało?

W powtarzanych eksperymentach Milgram dowiódł, że na posłuszeństwo wpływa np. otoczenie – ludzie sprzeciwiali się poleceniom, jeśli badanie było prowadzone w obskurnej piwnicy, ale byli posłuszni, jeśli wchodzili do uniwersyteckiego laboratorium. Posłuszeństwo nie ma też względu na płeć – kobiety są tak samo podatne na wpływ, jak mężczyźni. Jeśli ochotnicy nie widzieli, żeby ktokolwiek się sprzeciwiał (ich eksperymenty były odosobnione) i jeśli byli przekonani (przez asystenta), że to, co robią, jest rutynowe – poddawali się bez myślenia. Jeśli na pytanie „Kto będzie odpowiedzialny, jeśli coś złego się stanie?” odpowiedziano im, że całą odpowiedzialność przejmuje eksperymentator, moralność i myślenie także ulegały wyłączeniu. Dlaczego?

Twój mózg ratuje przede wszystkim siebie
Mechanizm odpowiadający za takie zachowanie nazywa się substytucją i jest… reakcją obronną Twojego mózgu. Skrzywieniem poznawczym (jednym z wielu), dzięki któremu masz lepiej radzić sobie z otaczającą rzeczywistością. Niestety – jak widać – nie zawsze działa.

Jedną z podstawowych „wyższych” funkcji Twojego mózgu jest odpowiadanie na pytania, które sobie stawiasz. Niektóre są proste: „jak masz na imię?”, „dokąd idziesz?”. Niektóre wymagają pewnych zabiegów, ale da się na nie odpowiedzieć – jaka jest prędkość lotu jaskółki możesz sprawdzić w Wikipedii, prawda? Ale są pytania, na które po prostu nie ma odpowiedzi. Problem w tym, że mózgowi ciężko się do tego przyznać… „Czy ta dieta pomoże mi schudnąć?”, „Czy powinienem zatrudnić tego człowieka?”, „Czy zupa w tej restauracji będzie mi smakować?” Potrzebujesz odpowiedzi, a mózg… robi swoje, czyli dostarcza jej. Choć nie tak, jak się spodziewasz.

Kiedy mózg nie potrafi znaleźć odpowiedzi na postawione pytanie, dokonuje substytucji – wyszukuje inne pytanie, na które łatwo znaleźć odpowiedź. A następnie podstawia odpowiedź na to „łatwiejsze” pytanie jako odpowiedź na to pierwsze, „trudniejsze”. Jak to wygląda w praktyce?

Pomyśl, jak powinien wyglądać dietetyk? Powinien być chudy. Mechanik? Brudny, w ogrodniczkach. Lekarz? W białym fartuchu, oczywiście. Te atrybuty sprawiają, że wierzysz takim ludziom bardziej. Bo nie jesteś w stanie ocenić, czy dobrze naprawią samochód, polecą dietę czy wyleczą chorobę. Substytucja w pełni.

Elementem tej substytucji jest także środowisko: ludzie oceniają jakość salonu fryzjerskiego po czystości podłogi, jakość kancelarii adwokackiej po wystroju biura… A pytanie „Czy powinienem zaufać temu badaczowi i nacisnąć przycisk?” zamienia się w „Czy to jest szanowane laboratorium, czy szemrana speluna?”

Jeśli zatem zamierzasz zostać ekspertem, nie zaniedbuj atrybutów „pierwszego kontaktu” i środowiska, w jakim się pokazujesz. Mechanik ma warsztat, fryzjer ma salon, social media guru ma blog i stronę na Facebooku… Rozumiesz, prawda?

W internecie nikt nie wie, że jesteś psem
Tu dochodzimy do momentu, o którym mówił wspomniany na początku Andrew Keen. Internet spłyca nasze relacje – jesteśmy zalewani olbrzymią ilością informacji, których nie jesteśmy w stanie sprawdzić. Dlatego w sieci dużo łatwiej kreować się na kogoś, kim naprawdę nie jesteś. Dietetyk spotkany osobiście może mieć problem z ukryciem nadwagi, dietetyk udzielający porad online to kwestia zakupu odpowiedniej fotki w banku zdjęć (lub zapłacenia specowi od Photoshopa, jeśli chcesz używać własnej twarzy).

Im bardziej stanowczo wyrażasz swoje poglądy, tym lepszym ekspertem jesteś w oczach innych, pamiętaj o tym. Pozostałe porady znajdziesz na slajdach. A na dokładkę polecam wywiad z Arturem Kurasińskim – na temat bycia ekspertem właśnie – na portalu NaTemat.pl. Polecam, Paweł Tkaczyk – właściciel blogu, który zgromadził dziesiątki tysięcy zadowolonych użytkowników. Zaufaj mi ;)

 


Komentarze 7 Dodaj komentarz

 
  1. „powinniśmy odłączyć się od sieci i starać nawiązać bardziej znaczące relacje poza nią” – jeszcze nie doczytałam tekstu, zaraz to zrobię:) Ale to zdanie z pierwszego akapitu wydało mi sie takie znajome – wczoraj wieczorem, w rozmowie z młodą pania socjolog doszłam do takiego samego wniosku. MOże więc to nasze ostatnie „podrygi” w sieci?
    Ide czytać:))

       Odpowiedz
    0
    0
  2. „Dlatego w sieci dużo łatwiej kreować się na kogoś, kim naprawdę nie jesteś” – fakt. W tym sensie sieć jest fantastycznym narzędziem do budowania wszystkiego, co sie zamarzy i wiąże ze sprzedawaniem. Kłopot polega na tym, że świat nie polega wyłącznie na sprzedawaniu i na tym, że tworząc w sieci wirtualnych dietetyków, piarowców i kogo tam jeszcze:)) – per saldo – oszukujemy sami siebie.
    Zwróć uwagę: Neo jednak spotkał się z Morfeuszem naprawdę i bez tego spotkania nie byłoby całej filmowej historii. Musieli wyjsc z sieci. Upieram sie, że nam tez dobrze by to zrobiło:))

       Odpowiedz
    0
    0
  3. Sieć bywa przydatna,informacyjnie,mimo,że nie raz trzeba się natrudzić,poznawczo-można np. muzeum zwiedzić,posłuchać muzyki,ale na pewno nie sprzyja tworzeniu i budowaniu relacji.Wręcz przeciwnie,generuje lenistwo,pewną formę niechcenia,obojętność,oraz ponowny start w nauce mowy „na żywo”.Mając to na uwadze po wyjściu z sieci trzeba się zresetować i zrezygnować,albo ograniczyć powroty do….złudnych relacji.Ewa Ciszkiewicz.

       Odpowiedz
    0
    0
  4. Kurczę, na wielu rzeczach się nie znam – mogę zostać ekspertem. Nawet o tym nie pomyślałem. A jak dobrze będzie brzmiało w cv … A na poważnie to niekoniecznie sami „eksperci” lansują się na ekspertów – to wina mediów, które np do komentowania i oceny meczu piłkarskiego zapraszają: polityka, aktorkę, rysownika i taki zestaw „ekspertów” ma nam pomóc w zrozumieniu dlaczego znowu przegraliśmy.
    Ale bransoletki elektryczne? Toć to narzędzie zabijania. Nie jestem pacyfistą, ale make love not war. :)

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


+ 8 = jedenaście

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Prywatność w internecie

wtorek 14/01/2014
0

Dziewczyna w poczekalni to kłopoty Dziewczyna, która wchodzi do poczekalni szpitala w Grand Rapids w stanie Michigan jest po prostu zjawiskowa. Nie możesz oderwać oczu…


Kobiety mówią, mężczyźni robią. Higiena social media

poniedziałek 23/09/2013
0

Ilu masz znajomych na Facebooku? A ilu z nich naprawdę się dla Ciebie liczy? Dziś o psychologii „gromadzenia znajomych” i o tym, czym Ci to…


Kim jest przywódca klanu? Jak ma rządzić?

wtorek 17/09/2013
13

Model przywództwa, z którym spotykamy się w tradycyjnych firmach i korporacjach nie zawsze przystaje już do otaczającej nas rzeczywistości. Czas poszukać inspiracji gdzie indziej. Dziesiątki…


Anatomia kłamstwa i reklamy w internecie

czwartek 12/09/2013
1

8 maja 1945 roku Hermann Göring oddał się w ręce aliantów. Internowany w Luksemburgu czekał na proces przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze. W tym samym czasie…


Narzędzia social media

niedziela 08/09/2013
11

Jak budować swoją pozycję na Twitterze, Facebooku czy – ogólnie – w social media? Mówiąc najprościej: trzeba angażować i wzbudzać zainteresowanie. Kluczem do wzbudzania zainteresowania jest kombinacja informacji i rozrywki.…


Trójkąt miłosny

niedziela 01/09/2013
13

Płomienna namiętność, ślepe oddanie, długie romantyczne uczucie czy młodzieńcze wzdychanie – to wszystko rodzaje miłości. Psychologowie już dawno je skatalogowali. Czego nie wiesz o miłości? I…


Silna marka omija pośredników

środa 28/08/2013
715

Seria książek o Harrym Potterze została już zakończona. Ale wyobraź sobie, że J.K. Rowling napisałaby jeszcze jedną część. Czy gdyby ogłosiła sprzedaż na swojej stronie, potrzebowałaby jeszcze tradycyjnego modelu dystrybucji? Wydawnictwa, księgarzy?…


Czego nie dowiemy się z Google i Facebooka

wtorek 20/08/2013
13

Google jest synonimem świetnego wyszukiwania. Ich legendarny algorytm sprawia, że jakakolwiek próba wejścia na rynek wyszukiwarek kończy się fiaskiem konkurencji. A mimo to jedna fraza spędza sen z oczu inżynierom…


Celem programu lojalnościowego jest nakłonienie klienta do powtarzania najmniejszej akcji, która przynosi zysk

wtorek 13/08/2013
1

Koszt pozyskania nowego klienta wielokrotnie przewyższa koszt ponownego obsłużenia klienta, który już wcześniej u Ciebie kupował – tę prawdę marketingową możesz znaleźć praktycznie w każdym podręczniku. Klient, który już u Ciebie kupił jest przekonany…


Jak sprzedawać w social media

piątek 09/08/2013
685

Wyobraź sobie billboard zachęcający do sprzedaży nowego pakietu danych do Twojego telefonu komórkowego. Za 9,99 złotych miesięcznie możesz mieć nielimitowany, niczym nieograniczony pakiet gigabajtów. Wystarczy zadzwonić pod numer wskazany…