METAFIZYKA WANNY (Z HYDROMASAŻEM)


środa 17/01/2007
42

Po raz kolejny już na pierwsze strony gazet trafia wanna – ale nie taka zwykła, lecz z bąbelkami czyli hydromasażem.

Najpierw mieliśmy do czynienia z potencjalnie śmiercionośną wanną Wassermanna, który zarzucił budowlańcom, iż wadliwie montując wspomniany sprzęt, narazili na niebezpieczeństwo jego zdrowie i życie – zapewne specjalnie, w ramach perfidnie zaplanowanego sabotażu. Wannie tej, zwanej w ówczesnych publikacjach prasowych „jacuzzi” bądź „dżakuzi”, najwięcej miejsca poświęcała „Gazeta Wyborcza”.

Ledwo ucichł śmiech opinii publicznej, a już kolejna wanna pcha się na czołówkę – tym razem „Rzeczpospolitej”. Traf chce, że znów jest to wanna krakowska, zainstalowana w mieszkaniu należącym do szefowej Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Agnieszki Odorowicz. O wannie tej sporo wiemy: jest dwuosobowa, nazywa się love story, kosztowała 27 tys. zł, a jej producentem jest firma Hydropartner. Problem polega na tym, że zapłaciło za nią Stowarzyszenie „Instytut Sztuki”, a nie sama Agnieszka Odorowicz, właścicielka mieszkania, a więc zapewne i samej wanny.

Kiedyś pewien specjalista od PR powiedział mi, że gdy jakiś produkt pojawia się w więcej niż jednej gazecie, to nigdy nie jest przypadek. Zaczynam zachodzić w głowę, czy w opisanych sprawach nie maczali palców piarowcy od wanien z hydromasażem. Jakaż bowiem może być lepsza promocja niż pierwsze strony najważniejszych dzienników? Teraz klient może przyjść i powiedzieć: poproszę „wannę Wassermanna” albo „wannę Odorowicz” i każdy sprzedawca będzie od razu wiedział, o jaki model chodzi – o ten zagraniczny (jacuzzi) czy o polski (Hydropartner).

Tymczasem czekamy na następne sprzęty, które staną się tzw. znamionami statusu materialnego. Samochody zbanalizowały się już wieki temu – w ofensywie są, jak widać, wanny z hydromasażem. Co dalej? Biorąc pod uwagę popularność kwestii lustracyjnych, stawiam na sejfy. Już widzę news na jedynce, powiedzmy, „Dziennika”: Z wykładanego aksamitem sejfu w domu posła X wyciekły nader interesujące teczki dotyczące jego kolegi z tej samej partii. Minister pozywa do sądu fachowców, którzy instalowali sejf i twierdzi, że o zawartości teczek dowiedział się z prasy. Przy okazji wizji lokalnej wydało się też, że za sejf zapłaciło biuro poselskie…

W naszej rzeczywistości, mówienie o „bezdusznych” przedmiotach byłoby co najmniej nie w porządku. A duszna bywa najczęściej sama rzeczywistość.

.


Komentarze 42 Dodaj komentarz

 
  1. Zacznę od tego, że z chęcią bym w takiej wannie z bąbelkami poleżał, więc chyba trzeba się zastanowić nad jej kupnem… Tylko, którą wybrać „wannę Wassermanna” czy „wannę Odorowicz”. Jeżeli ktoś marzy o „doładowaniu” sił myślę, że lepsza jest ta pierwsza, bo w końcu elektryzująca… Z drugiej strony w dzisiejszych czasach tyle mówi się o zabieganiu i braku czasu na prawdziwą miłość, więc chyba wezmę „love story”…

    Co do sejfów najlepszą tajemnicą jest taka, która jest schowana w naszej głowie. Sam nie piszę pamiętnika, bo nie chciałbym, żeby kiedyś wpadł w nieodpowiednie ręce… Ludzkie życie skrywa wiele tajemnic… Często są to tajemnice intymne, o których nie chcemy mówić. Łatwo wtedy pisać, bo papier wszystko zniesie, ale także „zapamięta” na długie lata te chwile, które nas ranią… Lepiej pielęgnować i wspominać chwile radosne a smutne i przykre wyrzucić z pamięci w końcu żyjemy przyszłością a nie przeszłością. Choć osobiście uważam, że myśląc tylko o przyszłości gdzieś tak naprawdę gubimy teraźniejszość. Wciąż planując i wybiegając w przyszłości nie cieszymy się aktualną chwilą, która też jest piękna. Więc znów dochodzę do wniosku ile racji jest w myśli Horacego „Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”

       Odpowiedz
    0
    0
  2. A ja w takiej wannie -obojętne w której mógłbym się kąpać z Panią Moniką godzinami.
    A co , pomarzyć nie można !?

       Odpowiedz
    0
    0
  3. Może się okazać, że kilka niewinnych aferek wannowych przywróci ten sprzęt do łask, bo oto w łazienkach blokowisk, tych dwa na dwa metry, przestały królowac wanny zastąpione przez bezduszne kabiny prysznicowe, w których love story odbywa sie tylko na stojąco, a to oznacza nie tak bardzo romantycznie. Tak więc pani Odorowicz może miec bardzo duży wkład w kulturę, jesli się okaże, że znajdzie grono nasladowców wśród zwykłych śmiertelników. I może skonstatujemy po latach kąpieli, że nie jest to jej jedyny wkład w kulturę. A piarowcom od wanien proponuję wypromowac wannę z wmontowanym kodowanym ekranem do oglądania filmów dofinansowywanych przez PISF, niech się nazywa „Odorowicz love story”. Dofinansowanie PISF-u mogliby wtedy otrzymywac ci wnioskodacy, którzy dołączą do wniosku fakturę zakupu wiadomej wanny. Jakie to proste, nie?

       Odpowiedz
    0
    0
  4. Mnie to bardzo ciekawi, komu ta pani Agnieszka nadepneła na odcisk, że tak okropnie ją nękają dziennikarze. Wygląda na zdolną, inteligentną kobietę, a takich nasz świat rządzony przez facetów nie akceptuje. Może to powrót do palenia na stosie czarownic i nie należy tak się obojętnie temu przyglądać. pani Moniko, dla pani jako dziennikarki powinno to być wyzwanie – kto i dlaczego chce tą świetną dziewczyne tak zgnoic?

       Odpowiedz
    0
    0
  5. Moniko,
    historia z wanną jest tym śmieszniejsza, że Agnieszka Odorowicz za wannę ZAPŁACIŁA i to z odsetkami. Czytałaś serial w Rzepie nieuważnie. Najpierw Stowarzyszenie wynajęło mieszkanie na pokoje gościnne, zrobiło co chciało, a następnie Agnieszka Odorowicz zapłaciła za wszystko w związku z niedokończeniem sprzedaży. I w efekcie została z wanną i „Rzepą” na głowie. A kto ciekawy kulis – niech przeczyta na moim blogu stary wpis pt. „Kto upilnuje strażników”. Tam jest opis tej sprawy wcześniejszyy niż w „rzepie”, ba, kto inteligentny będzie już wiedział, kto to redaktor B. i czemu się do Instytutu doczepił (oczywiście Instytutu Sztuki Filmowej, bo ten krakowski, to tylko pretekst:)
    O tempora! O mores!

       Odpowiedz
    0
    0
    • Drogi Macieju, nie mam dostępu do dokumentów, sprawę znam wyłącznie z gazet i jestem jak najdalsza od rozstrzygania, kto jest winny, a kto chce kogo wrobić. Byc może to Ty masz rację, a nie Rzepa. Ale jednego jestem pewna: gdyby nie Twoje osobiste zaangażowanie, to tez by Cię takie rzeczy śmieszyły! Wanna na czołówce poważnych gazet to coś, czego powieściopisarz nie wymyśli. Ani scenarzysta. Pozdrawiam!
      P.S. Od przedszkola? To Ty byłeś tym cherubinkiem, co miał wieszaczek z truskawką?:)

         Odpowiedz
      0
      0
      • Pani Moniko! Czy Pani znajomi, nie nowi przecież, nie mogą swoich spraw załatwić przez telefon? Zajmują swoimi uszczypliwościami i ploteczkami 3/4 miejsca Pani blogu. No, chyba, że to przykład mentalności lania wody i bąbelków. Panowie – więcej masażu proszę, on dyscyplinuje myślenie, a mycie lepiej odbywać w intymności.

           Odpowiedz
        0
        0
      • Moniko,
        jeśli ja byłem na studiach, to Ty musiałś być w przedszkolu, inaczej w obecnych czasach, mogli by Cie oskarzyć o zakazane praktyki magiczne:)) A truskaweczka – jak najbardziej. Mogła być moja.

           Odpowiedz
        0
        0
  6. O Macieju! O Macieju Strzemboszu!
    Gdziekolwiek czegoś się nie chwycisz, to natychmiast można oskarżyć Cię o lanser!
    W powyższym komentarzu nie stroniąc od niepochlebnych uwag w kierunku Pani Moniki Luft nie omieszkałeś wspomnieć o… własnym blogu! Wiesz Ty co?
    Tak się upokorzyć?!
    No nic, kończę i polecam „Pachnidło”, którego dystrybutorem jest Roman Gutek i Mtl Maxfilm. Pozdrawiam pracowników tej ostatniej. Sobotni bankiet „Jasnych błękitnych okien” był niezwykle udany…
    :)

       Odpowiedz
    0
    0
    • Drogi Panie Kamilu,
      a gdzież w moim wpisie niepochlebne uwagi w kierunku Moniki, u której stóp leżę wiernie lat 25?! (Tzn. od chwili gdy opuściła przedszkole).
      Co do lanserki – jestem leniem i jak coś gdzieś już napisałem, to mi się nie chce drugi raz.:)
      Dzięki za wiadomość o sobotnim bankiecie. A jak film? No i jaki był bankiet przy Pachnidle?

         Odpowiedz
      0
      0
  7. Panie Macieju!

    W woli ścisłości sobotni bankiet dotyczył „Jasnych błękitnych okien”. O bankiecie w związku z premierą „Pachnidła” nie mam pojęcia. W RAMACH JUTRZEJSZEJ PREMIERY „DLACZEGO NIE!”, reżyser zaprosił na bankiecik z aktorami, ale szczegółów niestety nie znam…
    Jeśli chodzi natomiast o wrażenia po dwóch europejskich filmach, to tak…
    „Pachnidło” wywołuje u widza zastanowienie nad tym, czy sam byłby gotów do szaleństwa, niczym Jan Grenouille Baptysta. Mam na myśli płeć męską. Zastanawiam się tak od dnia premiery (czyli od 12 stycznia).
    Na „Jasnych Błękitnych Oknach” byłem w sobotę, 13 stycznia w Tychach (na Śląsku) w ramach wspomnianego bankietu… Dziś również odwiedziłem pewien multipleks w towarzystwie swojej ukochanej Cioci ze strony Mamy. :)
    Wynik? Dzięki Cioci (a może przez?) spojrzałem na ten obraz w zupełnie inny sposób, gdyż widok płaczącej przez 60% filmu Cioci zrobił swoje.
    Polecam wydanie książkowe „Pachnidła”, „Jasne Błękitne Okna” Edyty Czepiel wypluło mnie tuż po zamknięciu okładki książki wydanej przez Muzę SA i pozostawiło zniesmaczonym…
    Jeśli by natomiast dyskutować o ścieżce dźwiękowej, to „Pachnidło” wychodzi leciutko gorzej…
    Ale, to oczywiście
    (BYĆ MOŻE) tylko moje odczucia…
    NA SZCZęŚCIE!
    :)

       Odpowiedz
    0
    0
  8. M. Strzembosz oczywiście wie lepiej (bliska znajomość z Odorowicz?), niż dziennikarz który miesiącami badał konkretne dokumenty…
    Spiskowa teoria dziejów i nachalna autopromocja też typowa.

       Odpowiedz
    0
    0
  9. Dajcie spokój, nie ma z kim i o czym polemizować. Wygląda na to, że kilka osób zrobiło kiedyś skok na kasę – najpierw w krakowskim Instytucie, potem przy okazji ustawy o kinematografii i PISF. A teraz panika w towarzystwie i teatralne szepty typu „ktoś za tym stoi”, kiedy wszystko zaczyna się sypać. Dokumenty Instytutu zbada ministerstwo i prokuratura, ale nie wiedziałam, że „świetną dziewczynę” można poznać po tym, że bierze miliony złotych dotacji od Ministra Kultury (dla ułatwienia dla wioskowego detektywa Strzembosza, minister miał inicjały WD), kiedy z ministrem pomieszkiwała w rzeczonym mieszkanku. O tytułowej wannie nawet gadać nie warto.

       Odpowiedz
    0
    0
  10. Ale wiocha! Strzembosz przestraszył się sam siebie i zablokował komentarze na swoim blogu! W środowisku nie od dzisiaj uchodzi za psychola.

       Odpowiedz
    0
    0
    • A gdybyśmy tak spróbowali wymieniać opinie bez obrażania pozostałych dyskutantów? Byłoby naprawdę super. Z góry dziękuję. Pzdr.

         Odpowiedz
      0
      0
    • Nie przestraszyłem się komentarzy, tylko wpisując się z innego komputera nie kliknąłem w co trzeba:(( Teraz już można.

         Odpowiedz
      0
      0
  11. Oczywiście, nie chodzi o obrażanie kogokolwiek. Ale co sądzić o kimś kto „daje do zrozumienia”, ale jednocześnie blokuje jakiekolwiek komentarze? Highlife to nie jest, niestety.

       Odpowiedz
    0
    0
  12. P. Monika o wannie, ale tak naprawdę chodzi o żenujący proceder wykorzystywania publicznych pieniędzy – lub stanowiska – do prywatnych celów. I bardziej cenię sobie wyniki śledztwa uznanego dziennikarza, niż majaczenie Strzembosza, prywatnie przydupasa i Dąbrowskiego i Odorowicz.

       Odpowiedz
    0
    0
    • Szanowny Bolo,
      bardzo sobie cenię Pańską opinię o mnie, jako „przydupasie”, bo to pierwszy raz, a w moim wieku, każdy pierwszy raz jest cenny. Oczywiście jest prawdą, że boje kinamatograficzne sprawiły, że zaprzyjaźniłem się i z AO i z WD (z którym przedtem koty darłem, na co jest sporo dowodów w stenogramach Komisji Kultury w Sejmie:). I oczywiście, że bronię AO, bo mam zwyczaj bronić przyjaciół, zwłaszcza niesłusznie zaatakowanych. Jeśli to wyczerpuje Pańską definicję przydupasa, to chętnie podam Panu jeszcze parę nazwisk z którymi pozostaję w tej relacji. Natomiast zabawne jest Pańskie przekonanie, że jeśli ludzie coś kiedyś razem zrobia, to na pewno stoi za tym jakiś kaprawy interes. Z takimi przekonaniami Pańskie życie musi być koszmarem. Współczuję!

         Odpowiedz
      0
      0
  13. Szanowny „kornoś”!

    Jeśli chodzi o blokadę przezPana Strzembosza komentarzy w Jego ostatnim blogu, to byłem pierwszą osobą, która to zauważyła i pouczyła Pana Macieja o Jego zachowaniu. Ale – proszę mi wierzyć – zrobiłem to w owiele bardziej cywilizowanym stylu, niż Pan/i…
    Szanowny „bolo73″!
    Nazywanie kogokolwiek, czyimkolwiek „przydupasem” graniczy z brakiem jakiegokolwiek szacunku – nawet nie tyle, co „ofiary” – ile samych czytelników i komentatorów…
    Pani Moniko!
    W imieniu czytelników, komentatorów – jak i własnym dziękuję serdecznie za szybką reakcję na tego typu zachowania anonimowych komentatorów…
    Pozdrawiam serdecznie!

       Odpowiedz
    0
    0
  14. Jak czytam wpisy o tej „zdolnej, inteligentnej” to mnie pusty śmiech ogarnia. A może po prostu nikt za niczym nie stoi, tylko ta „świetna dziewczyna”, zgodnie z dokumentacją zebraną przez Rzeczpospolitą, robiła zwykłe, małe przekręty? Ot i cała sprawa. A teraz próbuje się ratować i stawia – jak widać przy pomocy Strzembosza – jakieś zasłony dymne. Żenada.

       Odpowiedz
    0
    0
  15. Do: „szyc_ale_nie_ten”.
    Jak dla mnie, to całą tą sprawą powinna jak najszybciej zająć się prokuratura. Cenię Panią Odorowicz i PISF za całokształt, ale stawianie zarzutów bez „pewnych” i w pełni „rzetelnych” dowodów, to lekki przesyt.

       Odpowiedz
    0
    0
  16. Szanowny Panie Kamilu,
    Owszem, słowo przydupas jest dosadne, ale w powszechnym użyciu i dobrze oddaje istotę rzeczy. Daleko mi oczywiście do wyszukanego stylu, w jakim krakowska fundacja okradała społeczeństwo (m.in. dotacje ministestwa kultury) i w jakim teraz pokrzykuje zza krzaków M. Strzembosz. Przykładem cywilizowanego stylu jest dawanie do zrozumienia że „ktoś za tym stoi!” kiedy wychodzą smutne aferki koleżanek i kolegów?

       Odpowiedz
    0
    0
  17. Do Kamila Bernackiego:
    Pełna zgoda, krakowski Instytut to miejsce pracy dla prokuratora. Ale dziennikarz Rzeczpospolitej należy do najlepszych dziennikarzy śledczych w Polsce, a Odorowicz i jej ludzie ni z tego ni z owego zaczynają mówić że co prawda nie mają żadnych dowodów, ale mają wizje i „krążą głosy” że to atak przeciwników ustawy o kinematografii (!). Przecież to burleska.

       Odpowiedz
    0
    0
  18. Próba odciągnięcia uwagi od meritum – czyli nieprawidłowości w funkcjonowaniu Instytutu – jest szyta nićmi grubymi jak liny okrętowe. Część zarzutów wobec Odorowicz/Instytutu ma charakter kryminalny, a część jest z kategorii wątpliwych zachowań osób publicznych. W normalnym kraju tacy ludzie podają się do dymisji, niezależnie od wyroku sądu. Zabawne że Odorowicz najpierw mówiła że to atak przeciwników ustawy o kinematografii (czyli nadawcy telewizyjni, kablówki, platformy cyfrowe, operatorzy kin), potem że na jej obecne „atrakcyjne stanowisko” mają chrapkę niektóre osoby ze środowiska filmowego, a dzisiaj że to chyba operatorzy telewizji kablowej. I jak tu skomentować ten fascynujący strumień świadomości pierwszej damy polskiego kina?

       Odpowiedz
    0
    0
  19. O tak, już widzę jak Walter, Solorz, Libicki, Sowa i kilku innych „moguli” (nie licząc setek kablarzy, oczywiście) spotyka się po nocach w Warszawie i knuje jak dopaść koleżankę Odorowicz i jej kumpli w Krakowie. :-) )) Jak tak dalej pójdzie to kolki dostanę ze śmiechu. Stawiam piwo że nikt już nie pamiętał jak ta kobiecina się nazywa. Zdaje się że oprócz manii prześladowczej ma również objawy manii wielkości… :-)

       Odpowiedz
    0
    0
  20. A mnie te insynuacje Strzembosza, Odorowicz i Wilczyńskiego specjalnie nie dziwią. Takich samych metod używało to towarzystwo w trakcie prac nad ustawą o kinematgrafii, nic dziwnego że wszystko im się teraz kojarzy i wszystkiego się boją. Wtedy mówili że „krążą głosy” że nadawcy płacą posłom za głosowanie przeciwsko ustawie, teraz bredzą że „krążą głosy” że operatorzy zapłacili Kittelowi. Te „krążące głosy” należą do nich, jeżeli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości.

       Odpowiedz
    0
    0
    • Filmowcu (bez studiów),
      w czasie prac nad ustawą insynuacje i pogróżki płynęły z drugiej strony. Kablarze skarżyli ustawę gdzie się da i jak się da – nawqet donosząc na własny kraj do Komisji Europejskiej. Na szczęście bezskutecznie. Teraz mimo braku studiów, także Tobie łatwiej będzie zrobić film. „Krążą głosy”, ze to błąd. Z poziomu Twego rozumowania można wynikać, że „krążące głosy” mają rację.

         Odpowiedz
      0
      0
  21. Trafny komentarz Dominiki Wielowieyskiej w dzisiejszej Wyborczej. Nic dodać, nic ująć.

       Odpowiedz
    0
    0
  22. A oto i tekst.

    Dominika Wielowieyska, GW

    Zawsze winni dziennikarze

    Bertold Kittel z „Rz” zajął się finansami Stowarzyszenia Instytut Sztuki, które korzysta z państwowych dotacji. Ujawnił, że szefowa PISF Odorowicz za pieniądze stowarzyszenia wyremontowała swoje mieszkanie. Odorowicz pozwała Kittela do sądu, dziennikarz nie wycofuje się z zarzutów. Politycy, gdy padają zarzuty pod ich adresem, oskarżają dziennikarzy o spisek i zadają fundamentalne pytanie: kto za tym wszystkim stoi? Szczególnie w Sejmie tej kandencji to powszechny obyczaj. Uległ temu też prezes Stowarzyszenia Jacek Wilczyński. Oświadczył, że Kittel jest opłacany przez kablówki, które mszczą się na Odorowicz za forsowane niegdyś przez nią rozwiązania ustawowe. Nie przedstawił żadnych dowodów na poparcie tych oskarżeń. Jest to więc zwykłe pomówienie. W ten sposób Wilczyński zmierza prostą drogą do katastrofy – rujnuje wizerunek instytucji, którą reprezentuje. A najważniejszym kapitałem organizacji pozarządowej jest reputacja i przejrzystość finansów. Zamiast pomawiać media, Wilczyński powinien po prostu zadeklarować, że stowarzyszenie nie ma nic do ukrycia i że jest gotowy, by jego księgi prześwietlił audytor.

       Odpowiedz
    0
    0
  23. No nieee… oddajcie nam ekscytujące opary absurdu prosto „zza kulis” ze Strzemboszem jako Wołoszańskim! :-)

       Odpowiedz
    0
    0
  24. ja też zacytuje panią Dominikę „Agnieszka Odorowicz jest dobrze oceniana przez większość środowiska filmowców – i za ustawę o kinematografii, którą pilotowała, i za kierowanie Instytutem Sztuki Filmowej.”
    Ten cytat potwierdza moje spostrzeżenie – brak zarzutów merytorycznych wobec dziewczyny, tylko jakieś świstki o wannach, pieskach i piwkach. Zaiste śmieszne, że niektóre kobitki dają się na to nabrać i zamiast wyczuć pismo nosem rechoczą ze stadem pazernych samców.

       Odpowiedz
    0
    0
  25. Witamy walczącą feministkę… :-) ale co ma piernik do wiatraka? Kittel nie pisze przecież o PISF i ustawie. Zarzuty merytoryczne nie dotyczą złego wyboru wanny, a nieprawidłowości w krakowskim Instytucie.

       Odpowiedz
    0
    0
    • Kittel nie pisze o ustawie i PIOSF, ale pisze o wannie dlatego, że AO jest szefem PISF (nb. kłamiąc, że jest urzędnikiem państwowym, bo nie jest). Więc jednak sprawy się wiążą. Nie udało się obalić Odorowicz skargą w prokuraturze (białostockiej), nie udało się w UE i przed polskimi sądami, nie udało intrygą środowiskową (był u mnie swego czasu pewien pampers pytając jak można nie dopuścic AO do objęcia stanowiska dyrektora PISF), to teraz pora na czarny pr. Bo, niestety, PISF funkcjonuje dobrze, a w tym roku będzie jeszcze więcej pieniędzy niż w zeszłym, a w przyszłym jeszcze więcej niż w tym. Trzeba więc coś z tym zrobić. No to robią. A czy Kittel wie, czy nie, to już inna sprawa. Pytajcie go, czy zna red. Grucę.

         Odpowiedz
      0
      0
  26. Z tym sposobem rozumowania, mandat za przekroczenie prędkości przez Odorowicz też byłby bezpardonowym atakiem na polską kulturę. Gratuluję żelaznej logiki i spiskowej teorii dziejów. A co do ustawy – sprawę oczywiście śledziłem, pieniędzy nigdy za dużo (chociaż na klamce PISF nie wiszę), ale jest zasadnicza różnica między odmiennym stanowiskiem i wyczerpywaniem drogi prawnej (w Polsce i w UE), a zwykłymi pomówieniami że ktoś wziął pieniądze. Różnica klasy, kolego.

       Odpowiedz
    0
    0
  27. Witam Wszystkich!

    Postanowiłem zadbać o świeży komentarz felietonowy.
    „Zejdźmy” już z tej Odorowicz, bo nie warto psuć sobie reputacji Jej problemami.

       Odpowiedz
    0
    0
  28. ☟ KOMERCYJNE GWIAZDY TELEWIZJI 2007 ☟

    Który to już raz czytelnicy (a przy tym widzowie, telewidzowie) wybiorą gwiazdy telewizji?
    Dziesiąty. Już dziesiąty. Plebiscyt Telekamery „Tele Tygodnia”, wyznaczający być, albo nie być w polskim światku medialnego show- biznesu w tym roku obchodzi swój jubileusz. Jak zwykle relację z tej prestiżowej imprezy wyemituje na żywo TVP 2. Co więcej! Już o 19:25 również „na żywca” najwyższy wodzirej IV Rzeczypospolitej – Marcin Prokop- w towarzystwie którejś z dwójkowych prezenterek zaprezentuje wejście szanownego towarzystwa po czerwonym dywanie prosto na salę teatralną, gdzie wszystko się przesądzi. To zupełnie, jak z dodawaniem składników do potrawy nieznanego pochodzenia. Jakość składników doprawdy różnorodna, a efekt usilnych starań „poprawia” ten jeden, jedyny. Trudno dostępny, doceniony i przy tym niezawodny. Kto to taki? O kim mowa? O wielkiej, cieszącej się w Polsce nieposzlakowanym uznaniem międzynarodowej gwieździe na miarę Sophii Loren. Ta z resztą swego czasu była gościem specjalnym owej gali. W tym roku międzynarodowym gościem specjalnym, który podczas wręczenia statuetek odbierze swoją własną, specjalną i zagwarantowaną jest pewna brunetka o urokliwym uśmiechu i oryginalnej urodzie, po czterdziestce. Szerszej widowni znana z telewizyjnych seansów „z łezką”. Nie, to nie będzie Jane Seymour, odtwórczyni tytułowej roli w serialu „Dr. Quinn”. Celowo, by wzbudzić Państwa podenerwowanie nie podam, kim jest ta Pani. Na wyczekiwaną przez cały rok imprezę, polskie gwiazdy i gwiazdeczki szykują się odpowiednio wcześnie. W tym roku po raz pierwszy na blisko dwa miesiące przed decydującym starciem wręczono tzw. Złote miniatury Telekamer „Tele Tygodnia”. Prowadzona przez tańczącą we dnie i w nocy Kasię Cichopek oraz wyszydzanego w warszawce Piotra Adamczyka (o tym panu więcej na końcu) „uroczysta gala wręczenia nominacji do Telekamer „Tele Tygodnia” 2007” przyciągnęła tłumnie zarówno samych zainteresowanych, jak i również osoby pokrętnie związane z… No właśnie… Trudno ocenić tak naprawdę z czym… Uznajmy więc, że ze „światem filmu” i „showbizu”. No, już lepiej… Nominowani, rzecz jasna bez specjalnych ograniczeń rozdawali wokoło rozochoconym dziennikarzom i fotoreporterom sztuczne uśmieszki od czasu do czasu tu i ówdzie zagadując to jednych, to drugich. A nóż widelec, łyżeczka stołowa takiej gwiazdeczce przydarzy się „propozycja” jedynki na krajowej bulwarówce… Taka znajoma warszawce twarz musi walczyć niczym lew, niczym lwica o swój kawałek mięsa. Uznając, że lepsze to, niż takim „mięsem” oberwać.
    W tym roku w dziesięciu kategoriach z zapartym tchem już jutrzejszego wieczoru na decydujący wynik starcia oczekiwać będzie 52 nominowanych aktorów, aktorek, prezenterów, zespołów muzycznych, wykonawców, satyryków, twórców seriali, publicystów i wodzirejów. Napisałem 52, ponieważ w dwóch kategoriach: „Publicystyka” oraz „Rozrywka” uwzględniono podwójne nominacje. I tak duet T. Sekielski i A. Mrozowski umieszczono w publicystyce, a K. Skrzynecką i eleganckiego H. Urbańskiego w struktury rozrywki. Zaznaczyłem, o jakie kategorie chodzi, bo to przecież nigdy nie wiadomo…
    Jak potoczą się losy nominowanych w tegorocznej, dziesiątej edycji Plebiscytu Telekamer „Tele Tygodnia” 2007? To wie –jak na razie- tylko firma sprawująca nadzór nad przebiegiem oraz weryfikacją wyników głosowania Plebiscytu. Zainteresowanych odsyłam na uroczysty program artystyczny połączony z rozdaniem statuetek do TVP 2. Bezpośrednia relacja z prowadzonej zapewne przez Grażynę Torbicką i popularnego aktora lub satyryka już 22 stycznia o 20:00. O 20:00? Co na to ośmiomilionowa rzesza widzów serialu „M jak miłość”? Pozostaje im oglądać relację z wreczenia specjalnej, złotej Telekamery dla ich ukochanego„tasiemca”. W końcu zawsze jest jakieś wyjście…

    Obiecałem dodać coś o wspomnianym żartowaniu sobie z ulubieńca pokolenia moherowych beretów. Przytoczę anegdotkę. Państwo pozwolą?:
    Wchodzi mężczyzna do sklepu ogrodniczego i i mówi: „Poproszę dwa kilo ziemi… Tej ziemi…”.

    *** Dziękuję serdecznie za poświęcony mi czas i uwagę w celu zaznajomienia z powyższym felietonem!  ***

       Odpowiedz
    0
    0
  29. ERRATA DO POWYŻSZEGO FELIETONO – KOMENTARZA :)
    ***
    Szanowni Państwo!
    Należy się z mojej strony riposta.
    Galę Telekamer ku zdziwieniu rzeszy widzów poprowadzi serialowa para z „Na dobre i na złe” – Kuba i Zosia, czyli nikt inny jak Artur Żmijewski i piękna Małgorzata Foremniak.
    Zdradzę natomiast, że tegoroczną megagwiazdą, która najprawdopodoniej przylleciała już do stolicy jest Andie MacDowell. :)
    Pzdr.

       Odpowiedz
    0
    0
  30. ERRATA DO POWYŻSZEGO FELIETONO – KOMENTARZA :)
    ***
    Szanowni Państwo!
    Należy się z mojej strony riposta.
    Galę Telekamer ku zdziwieniu rzeszy widzów poprowadzi serialowa para z „Na dobre i na złe” – Kuba i Zosia, czyli nikt inny jak Artur Żmijewski i piękna Małgorzata Foremniak.
    Zdradzę natomiast, że tegoroczną megagwiazdą, która najprawdopodoniej przylleciała już do stolicy jest Andie MacDowell. :)
    Pzdr.

       Odpowiedz
    0
    0
  31. Przepraszam za podwojenie „erraty”.
    W sumie „podwójność” daje większą siłę rażenia.

       Odpowiedz
    0
    0
  32. Cóż…
    Moja aktywność w tym serwisie jest wprost nadzwyczajna…
    Zapraszam do odwiedzenia następującej strony Internetowej:
    http://www.monikaluft.pl/?id=239
    Kto przeczytał książkę zapewne powinien sięgnąć po płytę! Szczegóły projektu zapewne wkrótce. :)

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


trzy + = 12

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Odprysk kosmicznego zła

wtorek 16/10/2012
67

Nic dodać, nic ująć. Fragment książki Krystyny Czerni „Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego” (Znak, 2011): Stosunek do zwierząt pozostanie niezwykle istotnym składnikiem światopoglądu artysty.…


Świeczka dla terrorysty

niedziela 31/10/2010
32

W „Życiu Warszawy”, a zarazem dodatku do „Rzeczpospolitej”, jak zwykle o tej porze roku znajdujemy „Pożegnania – wspomnienia o tych, którzy odeszli”, a więc sylwetki…


Zmotywowani

poniedziałek 04/10/2010
22

Czy to w kryzysie czy w czasach prosperity, korporacje motywują pracowników: w kryzysie do bardziej wytężonego wysiłku, a w okresie pomyślności, by się nie rozleniwili.…


Żółta kartka dla „Gazety Sport”

poniedziałek 12/07/2010
33

Rozumiem doskonale, że po mundialu ktoś może mieć dosyć ciągłego gadania o ośmiornicy Paulu. Rozumiem nawet, że ktoś może stwierdzić emocjonalnie (bo emocje sięgały zenitu):…


Francuzi! A może by tak dorosnąć...?

czwartek 24/06/2010
58

Awantury z trenerem (Anelka), prześladowanie bardziej oczytanych i kulturalnych kolegów (Gourcuff jako ofiara Ribery'ego), anarchia, podział na zwalczające się frakcje, wybujałe ego zawodników – skandale…


Prawda mniej lub bardziej prawdziwa

poniedziałek 05/04/2010
40

Dyskusja nad „Kapuściński non-fiction” nie milknie, a nawet robi się coraz gorętsza. Najnowszy „Press” bierze w obronę Ryszarda Kapuścińskiego, oskarżając Artura Domosławskiego o manipulację, nierzetelność…


Ostatni idealista dziennikarstwa

czwartek 14/01/2010
25

Poznałam kiedyś dziennikarza, który swój zawód uważał za posłannictwo. Było to wiele lat temu i wówczas wydawało się, że takich jak on jest więcej. Czas…


Lepiej zapobiegać niż leczyć?

wtorek 05/01/2010
150

Czy ktoś pamięta, jak kończył się rok przed dziesięcioma laty? Ciekawość nowego wieku podszyta była – jak każda wielka zmiana – lękiem. Największe obawy budziła…


Obyczaje seksualne Greków a sprawa Polańskiego

czwartek 01/10/2009
162

Brytyjski dziennik „The Guardian” cytuje arcybiskupa Silvano Tomasiego, obserwatora Watykanu przy ONZ, który stwierdził, że około 80-90% nadużyć seksualnych popełnili księża homoseksualiści, mający pociąg do…


Co jest grane?

sobota 28/02/2009
28

Gdy wczoraj po raz kolejny wybrałam się do kina, zawierzywszy repertuarowi drukowanemu przez weekendowy dodatek „Gazety Wyborczej” i gdy po raz kolejny okazało się, że…