Moje ostatnie wpisy

 

Dziennikarze dla transplantacji

Obrazek

To był zwykły – niezwykły dzień w stolicy Europy – Brukseli. Zwykły dla pracowników Komisji Europejskiej, którzy jak zazwyczaj rano przyszli do pracy. Niezwykły – dla kilkudziesięciu dziennikarzy, zainteresowanych tematem dawstwa organów i transplantacji, którzy przyjechali tu ze wszystkich krajów Unii Europejskiej, ale także Norwegii i Szwajcarii. Przyjechali, by wziąć udział w specjalnych warsztatach, z udziałem m.in. komisarza UE ds. Zdrowia i Konsumentów Tonio Borga, ale także dyrektora Andrzeja Rysia z Dyrekcji Generalnej ds. Zdrowia i Konsumentów, lekarzy transplantologów z Belgii, oraz osób, których decyzja o dawstwie ocaliła czyjeś życie i tych, którzy transplantacji zawdzięczają to, że normalnie żyją.

Moje zainteresowanie dawstwem organów i transplantologią było przypadkowe. Kilkanaście miesięcy temu mój znajomy, mieszkaniec USA ciężko zachorował i pilnie potrzebował dawcy nerki. Dziennikarz lokalnej gazety opublikował historię mojego znajomego i – ku zaskoczeniu zainteresowanego – już po kilku dniach zgłosiło się kilka osób, chętnych do oddania własnych nerek potrzebującemu. Po drobiazgowych badaniach dawcą została kobieta w średnim wieku. Mój znajomy jest już po operacji, czuje się świetnie i do końca życia będzie wdzięczny osobie, która podzieliła się największym darem – cząstką siebie.

Zaczęłam interesować się tematem dawstwa organów w mojej lokalnej społeczności, w Lublinie. Nawiązałam kontakt ze szpitalem, przeprowadzającym transplantacje, ale od razu spotkałam się z niechęcią lokalnego koordynatora ds. transplantacji w tej placówce. Miał wyraźnie złe doświadczenia z kontaktów z mediami. Kilka lat temu lekarz transplantolog z lubelskiej kliniki przeszczepił trzy organy od młodego, zmarłego dawcy, który – jak się okazało już później – był bardzo chory. Niestety, nawet najbardziej rygorystyczne procedury mogą nie wykryć choroby dawcy. Choć nie tylko w Polsce, ale w całej Europie, lekarze transplantolodzy pracują nad tym, by ryzyko spadło do minimum, to ono cały czas istnieje. I właśnie to ryzyko stało się przyczyną powikłań po transplantacjach lubelskich pacjentów, którzy w ich wyniku zmarli. Sprawa sądowa, wytoczona lekarzowi, trwała kilka lat. Lekarz został oczyszczony z zarzutów przez sąd, ale nie wrócił już do zawodu, odszedł na emeryturę. Media cały czas relacjonowały proces, a negatywne emocje, które wzbudziła ta sprawa w polskim społeczeństwie, przyczyniły się do spadku liczby dawców w naszym kraju. I dlatego – mając w pamięci tę sprawę – lekarz transplantolog, będący jednocześnie koordynatorem ds. transplantacji w Lublinie, nie chciał ze mną rozmawiać. Przekonałam pana doktora, że wszystko, co napiszę, przedstawię do autoryzacji i bez jego zgody nic nie zostanie opublikowane. Jak obiecałam, tak zrobiłam,  Artykuł ukazał się na przełomie roku w jednej z lubelskich gazet. I stał się moją „przepustką” do udziału w europejskich warsztatach dla dziennikarzy w Brukseli.

W ciągu jednego, niezwykłego dnia, spędzonego w Komisji Europejskiej, mogłam podzielić się własnymi doświadczeniami, ale posłuchać także moich kolegów z innych krajów UE. Mieliśmy odmienne doświadczenia, ale wspólny cel - interesująco i na podstawie faktów informować naszych czytelników o tym, czym jest transplantacja i dlaczego warto zostać dawcą organów. Rafael Matesanz, przedstawiciel Narodowej Organizacji ds. Transplantacji z Hiszpanii – kraju, który może pochwalić się jednym z najwyższych wskaźników przeprowadzonych transplantacji w Europie – prezentował najlepsze metody kontaktu ze społeczeństwem – przede wszystkim z aktywnym udziałem mediów krajowych - które jest doskonale poinformowane o zagadnieniach dotyczących transplantacji. A co z tym się wiąże – liczba dawców i przeprowadzonych zabiegów w Hiszpanii jest jedną z najwyższych w UE. Jak informują o tym trudnym temacie w Hiszpanii? Jedną z najciekawszych metod dotarcia do szerokiej grupy zainteresowanych jest całodobowy telefon ds. transplantacji, tzw. „24 hour transplantation hot line”. Dzięki licznym kampaniom informacyjnym numer telefonu jest stale publikowany w mediach, a z rozmów z transplantologami może skorzystać każdy – od lekarzy innych specjalności, poprzez dziennikarzy, pracowników administracji ochrony zdrowia, skończywszy na każdym zainteresowanym mieszkańcu Hiszpanii. Efekty kampanii informacyjnych, w tym właśnie transplantacyjnej „hot line” to wysoka liczba transplantacji. A rola mediów w tym sukcesie jest bardzo istotna.

Jeden z prelegentów, prof. Jacques Pirenne ze Szpitala Uniwersyteckiego w belgijskim Leuven, przyznał, że doskonale rozumie mój problem, dotyczący pierwszych kontaktów z lubelskim szpitalem i koordynatorem ds. transplantologii. Jego zdaniem media często interesują się tematem transplantacji, gdy dzieje się coś złego, wyrządzając tym samym krzywdę tym, którzy oczekują na przeszczep i często – gdy liczba dawców raptownie spada, np. poprzez krzywdzące, bo nieobiektywne teksty lub audycje -  tracą szansę na nowe życie. Choć, zdaniem prof. Pirenne, nie da się w stu procentach wyeliminować ryzyka, które niesie ze sobą transplantacja, on nie ma żadnych wątpliwości – jeżeli 99% oznacza pomoc i życie, a 1% – nieudany przeszczep, to on wybiera pomoc i życie.

Moje kontakty z lubelskim szpitalem i koordynatorem ds. transplantacji, po mojej wizycie w Brukseli, ale także wcześniejszej publikacji artykułu – stały się – można tak określić – przyjazne. Zadzwoniłam po powrocie z warsztatów, by podzielić się swoimi wrażeniami i informacjami. Pan doktor przygotowuje właśnie wystąpienie na konferencję medyczną na temat transplantacji – problemów etycznych i kontaktów z mediami. Moje brukselskie doświadczenia na pewno będą pomocne w zebraniu informacji o tym, jak dziennikarze mogą i powinni wspierać ten jakże trudny, ale także – ważny społecznie temat. A ja nadal będę pisać o transplantacji. I rozmawiać z ludźmi, których spotkam na swojej dziennikarskiej drodze. Chociaż… W samolocie lecącym do Brukseli spotkałam panią lecącą do pracy do Antwerpii. Pani podróżuje raz w miesiącu między podlubelskim Świdnikiem i właśnie Antwerpią. Rozmawiałyśmy o celu naszych podróży do Brukseli. Ja podróżowałam na warsztaty dla dziennikarzy piszących o transplantacji, pani – do pracy. Moją towarzyszkę podniebnej podróży bardzo zainteresował powód mojej wizyty w Brukseli. Okazało się, że pani nosi  przy sobie deklarację o zgodzie na przeszczep swoich organów w przypadku jej śmierci. Opowiedziała mi o tym, jak ten fakt przyjęła rodzina – a decyzja spotkała się z niedowierzaniem i niezrozumieniem – i o swojej motywacji. – Jeżeli mogę przez to uratować czyjeś życie, to ja jestem na tak – powiedziała. Po powrocie z Antwerpii, za miesiąc, pani ma do mnie zadzwonić. Umówimy się na rozmowę. Bo gest tej pani, mojej współpasażerki, jest wyjątkowy. Warty opisania i naśladowania. Bo właśnie dobre przykłady – tych, którzy są po transplantacji, ale również osób, które chcą być dawcami – mogą zmotywować społeczeństwo do aktywności i zgody na podzielenie się największym darem, darem miłości – własnym życiem.

Kryzys to nie problem dla tych, którzy uczą się całe życie

czwartek 30/08/2012
0

Coraz więcej mówi się i pisze o zbliżającym się do Polski kryzysie, który dotyka już społeczności kilku krajów europejskich. To oczywiste zagrożenie dla gospodarki, ale także dla ludzi w wieku produkcyjnym, którzy chcą, ale z powodu pogłębiającego się bezrobocia, nie mogą znaleźć pracy, zgodnie z posiadanym wykształceniem. Tymczasem kryzys to – paradoksalnie – szansa dla…

Transgraniczny most współpracy

piątek 27/07/2012
0

Budowany jest od kilku lat, raz w roku, tylko na jeden dzień. Po zbudowanym z pontonów moście przechodzą mieszkańcy przygranicznych miejscowości: polskiego Kryłowa i ukraińskiego Kreciva. I choć most pojawia się na Bugu tylko raz w roku, w wakacje, to ten fakt wystarcza, by zaplanować kolejne ciekawe przedsięwzięcia, realizowane wspólnie już od dziesięciu lat, ale…