Talk-azm


niedziela 10/04/2011
6

W Bangalore w Południowych Indiach jest takie miejsce, w którym zamiast kobiety czy mężczyzny do towarzystwa, można sobie wynająć przyjaciela. Przez godzinę, dwie, trzy – ma on nas zabawiać i koniec końców doprowadzić do tzw. talk-azmu (w wolnym tłumaczeniu orgazm konwersacyjny).

Taki przyjaciel, to nie tylko miłe spędzenie czasu, ale także pokazanie wszystkim dookoła, że nawet jak jesteśmy wredni i nikt nas nie lubi, to jednak sobie radzimy i nie musimy samotnie spędzać wieczorów. To też wyraźny sygnał, że mamy jakieś potrzeby retoryczne i nie widzimy powodu, żeby je ukrywać, tylko dlatego, że nie mamy z kim wymienić myśli („przyjaciele” do wynajęcia mają i wykształcenie i gadane).

Szkoda, ale wypożyczalnie przyjaciół nie wyrastają u nas jak grzyby po deszczu. Pewnie ze względu na Fejsbuka, Badoo i inne serwisy społecznościowe. Bo po co za coś płacić, skoro można mieć za to darmo. Dla równowagi, na salonach furorę zaczęły robić szkolenia z tzw. small talk. To sztuka rozmawiania z osobami, z którymi nie za bardzo wiemy o czym konwersować. Definicyjnie w small talk nie porusza się tematów polityki, seksu, religii, zdrowia, pracy oraz śmierci. Lista tematów się więc drastycznie zawęża i chociażby po to, żeby ją poznać, warto takiego szkolenia posmakować.

Kiedyś, ci co mieli szczęście, prawdziwych przyjaciół poznawali w biedzie. Gadali z nimi godzinami przy winie na tematy mniej lub bardziej intymne. To gadanie z założenia pozostawiało nutkę niedosytu i nadzieję, żeby pogadać znowu. I choć może nasze stare przysłowie w dalekim Bangalore zmienia kontekst, tęsknota z talk-azmem w piątkowy wieczór, wszędzie jest identyczna. Bo niezależnie od szerokości geograficznej i grubości portfela, nawet najwięksi sceptycy wiedzą, że choćby maleńki small-gazm (bez znaczenia za ile) jest lepszy niż -azmu brak.


Komentarze 6 Dodaj komentarz

 
  1. Po co szanowny koleżanka az w Indiach szuka takich ciekawostek jak sa pod bokiem. W POlsce tez sa firmy, ktore wynajmują przyujaciół do rozmowy. Istnieja legalnie, sa zarejestrowane i nawet sie reklamują

       Odpowiedz
    0
    0
  2. Fakt, u nas też istnieje takie zjawisko – nazywa się psycholog, albo trener od rozwoju osobistego. Od biedy to taki właśnie przyjaciel do wynajęcia za pieniądze, zupełnie jak u naszych hinduskich krewniaków.

    Niestety w naszym społeczeństwie cały czas pokutuje przeświadczenie, że jak ktoś widuje się z psychologiem albo z rzeczonym specjalistą, to ma jakiś problem, jest chory, ma depresję, ma nierówno pod sufitem, brak mu piątej klepki itd. A ludzi z problemami nikt nie lubi. Nie daj Boże coś takiego wyjdzie na jaw, to od razu klienta pakuje się do szuflady z etykietką, w najlepszym przypadku „dziwoląg”.

    A tymczasem w Stanach i w Europie Zachodniej – w naszym kręgu kulturowym, z tego typu „przyjaciółmi” do wynajęcia spotyka się w dużej mierze w celach rozwojowych, żeby sobie poukładać pewne rzeczy, ale również, żeby poprostu porozmawiać i czasem mieć taki właśnie talk-gazm.

    Swoją drogą boleję nad tym, że sztuka konwersacji umarła i trzeba ją reanimować za pomocą tego typu wybiegów. Moim zdaniem, to takie działanie zastępcze, jak swego czasu kupowanie sobie znajomych na naszej klasie, żeby pokazać wszystkim, jacy to jesteśmy popularni, wiadomo, zasada społecznego dowodu słuszności. Ale to przecież przede wszystkim droga na skróty i samooszukiwanie. Ja bym nie kupił.

    A small-talk? Przydaje się w życiu taka umiejętność, naprawdę bardzo się przydaje.

       Odpowiedz
    0
    0
  3. Jednak talk-azm i rozładowanie emocji u psychoterapeuty to dwie różne rzeczy. Miałem okazję doznać obu (nie będąc zresztą ani w Bengalore, ani w jego okolicach) do tego za darmo, choć z osobami obcymi. Jednak przyjaciel lub jego substytut jest tu niezastąpiony. I to w naturze – nie przez fejsa.
    Na szkolenie small talk się nie piszę. Jako gaduła nieograniczony nie lubię być obciosywany ani tematycznie, ani czasowo. :)

       Odpowiedz
    0
    0
  4. Tak naprawdę to w zgrabnym artykule Magdy wkurzyło mnie użycie słowa „przyjaciel”.w kontekscie zapłaty za świadczenie usługi. Kiedys mówilo się, że za pieniądze nie wszystko można kupic ,np milosci czy przyjaźni. O dewaluacji słowa „milość” pisał prof Bralczyk (Wiedza i życie, wrzesień 2010) Ten rzeczownik został zawładniety nie tylko przez fizjologię ale równiez komercję i politykę i stracił swoje intymne i głębokie znaczenie.Jak widać to samo dzieje się z przyjaźnią i przyjacielem. Szkoda.

       Odpowiedz
    0
    0
  5. Jacku, mam wrażenie odwrotne: w pewnych kręgach wizyty u specjalisty są pożądane i świdczą o tym, że jesteś „trendy”. Ci, którzy mają własnych psychologów, trenerów czy innych -ów są ponad zwykłymi szaraczkami i to oni lepiej sobie radzą w życiu. Przynajmniej w ich mniemaniu. I specjalistów oczywiście :)
    Obserwuję tez niepokojącą tendencję posiadania „przyjaciół” i „prawdziwych przyjaciół” – osobiście nie chcę się zastanawiać kogo wolę, bo już samo rozróżnianie jakoś napawa mnie grozą. Przyjaciel z założenia jest prawdziwy.
    A zamiast płacić za takiego „lewego” można wypić w knajpie dwa głębsze i chętni do talków sami się znajdą – co najwyżej za dodatkowego drinka.
    I tu chciałam zakończyć swoje opowieści,ale coś mnie podkusiło i wpisałam hasło „przyjaciel” do wikipedii. I proszę:
    Przyjaźń – według Arystotelesa, jedna z cnót[1], chociaż, w przeciwieństwie do cnót kardynalnych, nie jest ona cnotą normatywną. Filozof ten twierdzi także, że istnieje kilka rodzajów przyjaźni: idealna (teleia philia, będąca wartością samą w sobie), oraz takie, z których każda ma spełniać pewien cel (przyjemność lub użyteczność).

    Większość ludzi uważa, że ich przyjaciele dobrze ich znają. Jednak badania wykazały, że w większości przypadków jest to złudzenie związane z chęcią poprawy samooceny[2]. Wierząc, że przyjaciołom zależy na nas, budujemy poczucie własnej wartości.

    Przyjaźń w kontekście socjologicznym jest silnie związana z nieprzyjaźnią. Wspólny wróg bardzo skutecznie cementuje więzi między przyjaciółmi, a jednym z narzędzi służących do tego jest plotka[3]. Przyjaciele mają tendencję do wyolbrzymiania negatywnych cech swych nieprzyjaciół i pomijania ich cech pozytywnych.

    Zawieranie przyjaźni odbywa się w różny sposób, zależnie od kultury i powiązań religijnych. Niektóre przyjaźnie są zawierane poprzez zapytanie: „Czy chciałbyś/chciałabyś zostać moim przyjacielem” lub w inny podobny sposób, czasem towarzyszą temu obietnice i przysięgi. Coraz rzadziej spotykana jest formuła braterstwa krwi.

    Z badań wynika również, że przyjaźń może mieć tło genetyczne: najsilniejsze więzy łączą nas z ludźmi genetycznie do nas podobnymi[4][5]. Może to jednocześnie tłumaczyć istnienie uprzedzeń rasowych i innych form ksenofobii.

    Sam akt nawiązywania przyjaźni ma również podłoże biologiczne – jest ściśle związany z tzw. pierwszym wrażeniem. Z badań wynika, że nieświadomą decyzję o chęci bliższego poznania danej osoby podejmujemy w ciągu zaledwie 10 minut od pierwszego z nią kontaktu[6].

    Ideał sięgnął bruku – i po co mi to było? :) )

       Odpowiedz
    0
    0
  6. Excellent article. Keep posting such kind of info on your
    blog. Im really impressed by it.
    Hi there, You have performed a great job. I will definitely digg it and
    individually suggest to my friends. I’m sure they
    will be benefited from this website.

    Also visit my blog post – http://Springer.com/

       Odpowiedz
    0
    0

Odpowiedz na „BeeJayAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


5 − trzy =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Owczy pęd

wtorek 05/07/2011
11

Znana z trafnych komentarzy, wyrażanych we własnym logo, firma Google w dzień objęcia przez Polskę prezydencji nie zawiodła i zamiast kolorowego loga prezydencji zamieściła obrazek…


Kto wie, jaki to ptaszek?

niedziela 05/06/2011
5

Uśmiech to podstawowe narzędzie pracy w wielu zawodach. I to nie tylko tak oczywistych, jak konsultant od nie-wiadomo-czego, stewardesa, czy sprzedawca lodów na plaży w…


Święty Piarowiec Putin

poniedziałek 30/05/2011
81

Samozwańcze członkinie sekty czcicielek Władimira Putina twierdzą, że jest on wcieleniem św. Pawła z Tarsu. Ponoć od kiedy objął prezydenturę, został naznaczony Duchem Świętym, i…


Byle do następnego razu

niedziela 22/05/2011
7

Po raz pierwszy mieliśmy zginąć w 999 roku. Potem w 1412, 1914 i w 1999. W sobotę znowu postraszono nas ogólnoświatowym trzęsieniem ziemi. Rozczarowanie niektórych…


Tora Tora Tora po polsku

niedziela 15/05/2011
8

Pochodzący z Kazachstanu żydowski biznesmen dr Aleksandr Maszkiewicz, który podobnie jak jego idol, prezydent Włoch, został niedawno przyłapany na zabawie z nieletnimi prostytutkami na jachtowej…


Realizm magiczno - skarpetkowy

niedziela 08/05/2011
4

We wlekącym się ostatnio sezonie ogórkowym, czyli między Smoleńskiem, Świętami, Beatyfikacją, odbiorcy tzw. lifestylu mogli się pochlastać (abstrahując oczywiście od możliwości obejrzenia poprawnego politycznie królewskiego…


Fasolkinapiątkę.pl

środa 04/05/2011
3

6 maja (czyli pod koniec roku szkolnego) rusza serwis, który - choć głośno nie wypada się do tego przyznać, był kiedyś marzeniem każdego w wieku…


Warszawa górską stolicą Polski

niedziela 17/04/2011
3

Kiełkuje ociężale wiosna, w zastraszającym tempie zbliżają się długie weekendy. Wielbiciele korków już nie mogą doczekać się ruchu ślimakowego na Zakopiance. A mieszkańcy Zakopanego podniesienia…


PUM vs. AFC

niedziela 03/04/2011
4

PUM (Pick Up Master) to w internetowym słowniku uwodzicieli - mistrz podrywu, w odróżnieniu od AFC (Average Frustrated Chump), czyli tego, który o podrywaniu nie…


Wizerunkowy pogrom cukrolubów

niedziela 27/03/2011
11

W związku z kryzysem cukrowym, powiało grozą wśród osób, które słodzą. Za to specjaliści od wizerunku nie mogą opędzić się od klientów. Z tygodnia na…