Cyber katastrofa


niedziela 29/01/2012

Odkąd około 100 tysięcy Polaków wyszło legalnie na ulice, aby zamanifestować swoje NIE dla ACTA chodzę jak zaczadzona. Nie tylko dlatego, że dopadło mnie sezonowe przeziębienie. Czuję się strasznie, bo dociera do mnie, że już nie nadążam.

Nie wiem po prostu, czy protest mam odczytywać jako zjawisko socjologiczne, jako walkę o wolność słowa, czy obronę praw autorskich i pokrewnych? A może fanaberie młodziaków, którzy chcieliby mieć do przeżycia, cyt. za pewnym VIP-em,: "swój stan wojenny, albo chociaż katastrofę smoleńską"? Jak zwykle w podobnych chwilach polskie media pełne są ekspertów, tym razem od społecznego gniewu i cybernetyki. Ci wszyscy eksperci podnoszą moje zaczadzenie na najwyższy poziom.

Staram się, jak zwykle w sytuacjach kryzysowych, znaleźć pozytywne strony zagadnienia. Wypada mi, że coraz więcej Polaków, także młodych i bardzo młodych, rozumie, co to znaczy społeczna inicjatywa. Że ludzie odkrywają radość zorganizowania się w ważnej dla nich sprawie. Mało tego – są szybcy, skuteczni, świadomi istoty własnego protestu i inteligentni. Inteligentni, bo podczas próby podłączenia się do nich niezmordowanego posła Palikota, zamknęli mu usta dziarskim i nośnym hasłem: "HI-PO-KRY-TA!". Po prostu stracił język w gębie, a maska, jaką przyniósł na manifę i pragnął ją założyć w geście "solidarności społecznej" po prostu wypadła mu z rąk. W ten sposób politycy dostali sygnał: "Ręce precz od NASZEGO protestu!"

W cieniu manifestacji NIE dla ACTA odbywa się nieśmiały protest kierowców. Starają się spowalniać ruch, zwracać uwagę, nagłaśniać  temat, prowadzą akcję ulotkową. Szczerze mówiąc – zaczadzona rozwiązaniami nad ACTA – protest kierowców potraktowałam po macoszemu.

Wszystko się jednak zmieniło przed chwilą, na stacji benzynowej, gdzie często tankuję. Paliwo typu diesel. Jakaś zimowa promocja. Żeby wtrysków nie rozwaliło, żeby w najsilniejszy mróz zapalić, itd. Na stacji ciemno , ja bez okularów, mróz. Pan, który zazwyczaj pomaga nalać schował się gdzieś w ciepłym miejscu. Kiedy te cyferki się tak szybciutko obracały miałam jakieś podejrzenia, że coś jest nie tak…INACZEJ niż zwykle. Mniej więcej w połowie baku dotarło do mnie, że litr tego wypasionego produktu naftowego kosztuje… 6,27 PLN/litr (słownie: SZEŚC ZŁOTYCH, DWADZIEŚCIA SIEDEM GROSZY ZA LITR).

Ręce miałam zajęte wężem, bo, jak każda kobieta, nie potrafię sobie nonszalancko zablokować tego dynksa na sprężynkę i czekać z rękoma w kieszeniach, jak facet, aż się skończy nalewać… no i nie wiem, co robić. Czy przerwać tankowanie, bo to skandal, czy dać sobie spokój, bo może znowu źle widzę bez okularów i będzie siara???

Wygrała we mnie hipokrytka. Wyczekałam do końca baku, założyłam okulary, stwierdziłam, że TO NIE POMYŁKA. Wróciłam do domu jeszcze bardziej zaczadzona niż rano. Nie wiem tylko czy zaczadził mnie brak cybernetycznej wolności, czy ceny litra paliwa na mojej stacji???? Dobra wiadomość jest taka, że wzrok mam jeszcze niezły…


Moje najnowsze wpisy

 

Holenderski koklusz

czwartek 16/02/2012

Ja wiem - Polacy to nie są święci ludzie. Wiem - pijemy, przeklinamy najbardziej wymyślnie na świecie, kombinujemy. PR  mamy raczej czarny niż biały. Choć…


O wyższości marychy nad wódką. Czy vice versa?

piątek 20/01/2012

Pierwszy prowokator RP - Janusz Palikot - zapowiedział dziennikarzom, że zapalą razem jointa podczas konferencji prasowej. Na wszelki wypadek marszałek Kopacz powiadomiła o tym pomyśle…