Tak smakuje dobro


poniedziałek 13/06/2016
3

Znalazłem chwilę, aby tekst, ponieważ urzekł mnie komentarz, którym można się raczyć pod opublikowanym poprzednim moim tekstem. Nie wiem, czy autor tego tekstu nie będzie miał mi za złe, że wprowadzam go jako bohatera tego periodyku. Zakładając, że owy człowiek tekst ten przeczyta, osoba ta poczuje się ukontentowana faktem, iż w taki a nie inny sposób chcę odpowiedzieć i odnieść się do bardzo zmysłowych słów.

Należę do tego grona osób, które lubią mieć wszystko poukładane. Należę do tych ludzi, którzy swój dzień mając w zupełności zapełniony, czują się wtedy wykorzystywani w stu procentach. Zupełnie jak pies rasy husky, który czuje, że żyje, w momencie, gdy jest porządnie zmęczony. Cóż, tak na razie zapowiada się ten dzień, że wieczorem mogę być bardzo szczęśliwym człowiekiem.

Nie zaglądałem do skrzynki przez ostatnich kilka dni, ponieważ jak to wyżej zostało wspomniane, dbam o to aby mój dzień eksploatował mnie w maksymalnym rozmiarze. Ku mojemu zdziwieniu, ujrzałem informację, że ktoś postanowił ustosunkować się do pisarstwa, które czasami uprawiam – o ile ten rodzaj twórczości nazywa się pisarstwem. To właśnie tam poczułem się bardzo dotknięty – nie w pejoratywnym znaczeniu.

Przeczytałem zdanie, które wciąż mam przed oczami i raczę się nim co kilka chwil. Przeczytałem zdanie, którego estetyka na pierwszy rzut oka jest bardzo dystyngowana. Lubię analizować, więc wciąż w moich myślach rozprawiam nad owym zdaniem i rozkoszuje się wyśmienitym smakiem potrawy, którą mi zaserwowano. Wydobywam głębię ze zdania, które zostało mi podarowane, tak po prostu, tak zupełnie. Dokładnie oprawiam to zdanie w ramy swojej subtelności. Wystawiam jako wizytówkę z zupełnie szczerym i bardzo zafrapowanym spojrzeniem sentencję, która towarzyszy mi już od godzin porannych. Napawam swoją duszę delikatnością i lekkością. Zważając na kruchość tak pięknie dobranych słów, stawiam na piedestale ten ornament i pozwalam go doceniać, doszukiwać się wartości oraz najzwyczajniej w świecie cieszyć się z tego każdemu, kto tylko ma na to ochotę.

Nie czuję jednak, abym pisał coś wyjątkowego. Nie uważam, by lekkość z jaką przychodzi mi pisanie – a tak jest – była na tyle stabilna, by móc być opoką w czyimś podejściu do opisywania swoim myśli i nadawaniu im kształtu. Fakt iż robię notatki swoich myśli, zachowań, fantazji lub oczekiwań, być może jest tutaj bardzo pomocny. Być może jest tak, że rysunek techniczny, którego możliwość nauczenia się pozwolił mi na w miarę możliwą do zidentyfikowania twórczość. A może też jest tak, że pisanie jest dla mnie terapią. Być może pierwszy tekst jaki napisałem kilkanaście lat temu, został mi podrzucony wobec planu, jaki mam wykonać w swoim życiu? Może ta forma sztuki – bardzo amatorska, ale jednak – jest przygotowywaniem się do czegoś wielkiego, czegoś ważnego, czegoś co pozwoli mi wpisać się w jakiś kanion i móc przetrwać przez jakiś czas w czyichś głowach?

Siedząc na dworze pod parasolem przy stoliku na krześle, które było wygodne, pijąc kawę i zaciągając się dymem papierosowym, rozmyślałem nad tym zdaniem. Analizowałem je, rozkładałem na pojedyncze litery i oglądałem z każdej strony. Obserwowałem ludzi, zwracałem uwagę na kolor paznokci kobiecych i dopasowanie koloru torebki do odpowiedniego ornamentu, który zdobił ciało, widziałem rodzaj związanego krawata u mężczyzn i dostrzegałem reakcję przechodniów na podsuwaną im pod nos ulotkę. Napawałem swój wzrok czynnościami, jakie wykonywała kelnerka, ale wciąż pracowałem nad jednym zdaniem. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że czerpałem z niego wielką energię i czułem jakby okazało się, że pod moim nosem, na moim ogródku znajduje się złoże ropy naftowej. Podobne do tego, które James Dean jako Jett Rink w „Olbrzymie” wykorzystał do swojej szczęśliwości, a później stało się powodem jego upadku. Czym na to zasłużyłem? Wciąż nie mogę znaleźć na to pytanie odpowiedzi.

Z każdym takim tekstem, z każdym takim listem robię dokładnie to samo. Podczas tworzenia staram się dbać o każdy detal, o każde słowo i przecinek. Po napisaniu, dbam o kopertę, w której będzie podróżował ten kawałek papieru. Jedynie na tyle mam wpływ. Po wszystkim wypuszczam go do obiegu i oddaje w dłonie natury. To do kogo trafi zależy wyłącznie od jej kaprysu lub nastroju. Jak widać efekt mojej pracy trafia do ludzi, co mnie osobiście cieszy. Jak widać owoc mojego zaangażowania jest w pewnym rodzaju materiałem, z którego można czerpać jakiś pożytek, co osobiście do tej chwili jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Dzięki temu zdaniu mogę jedynie upewniać się w przekonaniu, że moja ideologia i moja własna rewolucja idzie w słusznym kierunku.

Nie mam zamiaru przekonywać nikogo, że oto moja twórczość jest słuszna do indywidualnej percepcji. Nie będę nikomu niczego indoktrynować, ponieważ nie taki jest mój zamiar. W moim świecie, moja twórczość ma służyć zupełnie czemuś innemu. Jest dla mnie terapią. Wszystko co nowe jest dla mnie terapią, bo wybiega poza moją wiedzę danego zagadnienia.

To wszystko o czym teraz pisałem jest składnikiem mojego jestestwa. Utylitaryzm, który uprawiał Bolesław Prus powinien być nakazany nam wszystkim. Skoro są możliwości, to należy ofiarowywać dobra, którymi dysponujemy. Każdy z nas ma coś wartościowego, co może się przydać drugiemu człowiekowi. Jak widać byłem nieświadomy tego, że jeden z moich kolejnych terapeutycznych tekstów dla kogoś innego był zupełnie ważniejszy.

Forrest Gump, gdy mówił: „Życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, co Ci się trafi” sugerował, że w owym pudełku znajduje się każdy z możliwych smaków świata, to moja interpretacja. Ja dzisiaj zostałem poczęstowany tym dobrym smakiem.


Komentarze 3 Dodaj komentarz

 
  1. „Artystą jest dla mnie człowiek, który tworząc coś od podstaw we własnym zakresie, stworzył coś na tyle wartościowego, co pozwoliło temu dziełu przetrwać i zapisać się w kanionie chociażby jednej osoby… Ten akapit, jego dźwięk oraz przyszłość … w głowie, zależy od ludzi, którzy zechcą się z nim zmierzyć.”

    A potem pojawia się słowo „Radość”, jeżeli słowa i ich czar zapiszą się w czyjejś głowie…
    Owszem, zapisały na tyle głęboko, że tego samego wieczoru opublikowałam kilka moich wynurzeń. A potem delikatne słowa bym przeczytała, co ja naskrobałam, że komuś się spodobało ?
    Czym jest zatem dzieło artysty i jakie uczucia ma wzbudzać ? Niektórzy tworzą coś dla siebie, to co z nich wypływa, chcą przekazać światu swoje emocje, słowem, obrazem, dźwiękiem, tańcem czy w każdy inny sposób. Potem zostają za to oceniani lub swoim dziełem wzbudzają emocje u odbiorcy dzieła.

    Nie mam pojęcia jak to ująć, może więc w ten sposób.
    Piszę te słowa w chwili, gdy córka pyta „mamo coś się stało?”.
    Jak ująć, że właśnie…

    Wychodząc z kina ważna jest dla mnie muzyka, siedzę więc czasem do końca i słucham, nawet gdy pan przy wyjściu już niecierpliwie na mnie zapewne patrzy. Często ostatni kawałek urzeknie tak, że słucham go bezustannie.

    Nie wiem, czy przypadkowo w Pana słowach pojawiły się moje, kilka mi znanych, czy to gra wyższej mocy, aby pokazać mi metaforyczny parasol, i tu odnośnik do pewnego z kolei mojego wpisu, jeżeli będzie czas a najdzie ochota proszę poszukać.
    Chciałam tylko napisać, że słowami i ich esencją zdjął Pan parasol, którego nawet nie oczekiwałam i zamienił go na kaskadę słońca skierowaną we mnie i na mnie, która wywołała ulewę łez we mnie zebranych.

    Dwa razy w życiu wyłam jak bóbr z emocji, które wywołało we mnie czyjeś dzieło.
    Pierwszy raz, gdy moja córka szła z darami do Pierwszej Komunii , w rytm pieśni, którą wymyśliłyśmy z mamami i ćwiczyłyśmy razem. Te ośmioletnie białe wianuszki trzymające się na papilotach i te buzie, kurcze, żeby tylko hostia nie spadła, od tych obrotów ukłonów w rytm muzyki ;) Oglądając to nagranie wyłam, ilekroć włączałam DVD. Nie wiem, muzyka, moja córka czy wszystko na raz.
    Drugi raz zostawiłam całą maskarę na policzkach w trakcie Madame Butterfly i ledwo doszłam do szatni, wzbudzając zainteresowanie niektórych ogromne, głównie przy tej szatni, bo na sali ktoś podawał mi chusteczki zapewne zastanawiając się, czy to aby nie po cebuli ?
    A teraz siedzę w ostatnim rzędzie, pani zamiata mi pod nogami, …a ja …
    Jak ująć, że właśnie…
    że, Shakespeare napisał dla Elizabeth o niej i dla niej, a nie o i dla swej Violi ? Notabene na drugie mam Elżbieta, będąc zupełnie nieświadomym zapewne, że chyba zesłały go jakieś duszki, by zamiast parasola doświetlił mnie słońcem.
    Kiedyś urzekły mnie czyjeś trzy słowa, chyba wypada je zacytować, by czytelnicy nie głowili, czy to aby nie po cebuli ?
    „damy radę Dorotka”
    Nie wiem komu mam podziękować, Panu ? duszkom ? że nie musiałam zastąpić „my” na „sz”.
    Panie Konradzie, jeszcze nigdy jeden człowiek nie naprawił tak mistrzowsko tego co inni sknocili.
    Zasada Nieba jest prosta, zrób wszystko by podnieść drugiego człowieka, a MY sprawimy, że ktoś podniesie Ciebie i to Pan zrobił. Ogromnie dziękuję.
    A ja nadal siedzę w kinie, pan przy drzwiach pobiegł, bo chusteczek zabrakło, gdy będę w stanie jeszcze raz przeczytać bez Pacyfiku łez, opiszę moje emocje bardziej artystycznie, w innym miejscu, bo teraz jak moja chrzestna imienniczka staram się zachować ogromny dystans by nie polec na oczach tłumu.

       Odpowiedz
    4
    4
    • „Artystą jest dla mnie człowiek, który tworząc coś od podstaw we własnym zakresie, stworzył coś na tyle wartościowego, co pozwoliło temu dziełu przetrwać i zapisać się w kanionie chociażby jednej osoby… Ten akapit, jego dźwięk oraz przyszłość … w głowie, zależy od ludzi, którzy zechcą się z nim zmierzyć.”

      A potem pojawia się słowo „Radość”, jeżeli słowa i ich czar zapiszą się w czyjejś głowie…
      Zapisały na tyle głęboko, że tego samego wieczoru opublikowałam kilka moich wynurzeń. A potem delikatne słowa bym przeczytała, i pierwsza moja myśl „co ja naskrobałam, że komuś się spodobało” ?
      Czym jest zatem dzieło artysty i jakie uczucia ma wzbudzać ? Niektórzy tworzą coś dla siebie, to co z nich wypływa, chcą przekazać światu swoje emocje, słowem, obrazem, dźwiękiem, tańcem czy w każdy inny sposób. Potem zostają za to oceniani lub swoim dziełem wzbudzają emocje u odbiorcy dzieła.

      Nie mam pojęcia jak to ująć, może więc w ten sposób.
      Piszę te słowa w chwili, gdy córka pyta „mamo coś się stało?”.
      Jak ująć, że właśnie…

      Wychodząc z kina ważna jest dla mnie muzyka, siedzę więc czasem do końca i słucham,nawet gdy pan przy wyjściu już niecierpliwie na mnie zapewne patrzy.Często ostatni kawałek urzeknie tak, że słucham go bezustannie.

      Nie wiem, czy przypadkowo w Pana słowach pojawiły się moje, kilka mi znanych, czy to gra wyższej mocy, aby pokazać mi metaforyczny parasol, i tu odnośnik do pewnego z kolei mojego wpisu, jeżeli będzie czas a najdzie ochota proszę poszukać.
      Chciałam tylko napisać, że słowami i ich esencją zdjął Pan parasol, którego nawet nie oczekiwałam i zamienił go na kaskadę słońca skierowaną we mnie i na mnie, która wywołała ulewę łez we mnie zebranych.

      Dwa razy w życiu wyłam jak bóbr z emocji, które wywołało we mnie czyjeś dzieło.
      Pierwszy raz, gdy moja córka szła z darami do Pierwszej Komunii , w rytm pieśni, którą wymyśliłyśmy z mamami i ćwiczyłyśmy razem.Te ośmioletnie białe wianuszki trzymające się na papilotach i te buzie, kurcze, żeby tylko hostia nie spadła, od tych obrotów ukłonów w rytm muzyki Oglądając to nagranie wyłam, ilekroć włączałam DVD.Nie wiem, muzyka, moja córka czy wszystko na raz.
      Drugi raz zostawiłam całą maskarę na policzkach w trakcie Madame Butterfly i ledwo doszłam do szatni, wzbudzając zainteresowanie niektórych ogromne, głównie przy tej szatni,bo na sali ktoś podawał mi chusteczki zapewne zastanawiając się, czy to aby nie po cebuli ?
      A teraz siedzę w ostatnim rzędzie, pani zamiata mi pod nogami, …a ja …
      Jak ująć, że właśnie…
      że, Shakespeare napisał dla Elizabeth o niej i dla niej, a nie o i dla swej Violi ? Notabene na drugie mam Elżbieta, będąc zupełnie nieświadomym zapewne, że chyba zesłały go jakieś duszki, by zamiast parasola doświetlił mnie słońcem.
      Kiedyś urzekły mnie czyjeś trzy słowa, chyba wypada je zacytować, by czytelnicy nie głowili, czy to aby nie po cebuli ?
      „damy radę Dorotka”
      Nie wiem komu mam podziękować, Panu ?duszkom ? że nie musiałam zastąpić „my” na „sz”.
      Panie Konradzie, jeszcze nigdy jeden człowiek nie naprawił tak mistrzowsko tego co inni sknocili.
      Zasada Nieba jest prosta,zrób wszystko by podnieść drugiego człowieka, a MY sprawimy, że ktoś podniesie Ciebie i to Pan zrobił.Ogromnie dziękuję.
      A ja nadal siedzę w kinie, pan przy drzwiach pobiegł, bo chusteczek zabrakło, gdy będę w stanie jeszcze raz przeczytać bez Pacyfiku łez, opiszę moje emocje bardziej artystycznie, w innym miejscu,bo teraz jak moja chrzestna imienniczka staram się zachować ogromny dystans by nie polec na oczach tłumu.

         Odpowiedz
      4
      4

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


− trzy = 4

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Twórczy impas

wtorek 09/05/2017
0

W sumie nigdy nie miałem specjalnego popędu do czytania książek. Nie rozumiałem, jak czuje się podniecony czytelnik, gdy kupuje książkę, gdy ją wącha, gdy muska…


Wyobraźnia, najwyższy nominał środka płatniczego na świecie

niedziela 08/05/2016
3

Kiedy nadchodzi moment, w którym wena z Ciebie ulatuje niczym talent z gwiazd NBA w filmie „Kosmiczny mecz”, szukasz sposobu aby ją podbić – prawie…


Gra warta świeczki

wtorek 19/04/2016
1

Stereotyp, często naklejony zbyt pochopnie, może okazać się łatką nie do zdarcia. Mieszkańcy osiedla przy ul. Wapiennej w Lublinie, przez wiele lat żyli z etykietą…


Widzę, więc piszę

poniedziałek 11/04/2016
0

Słowa mają to do siebie, że ułożone w barwnej kompozycji pozwalają na pobudzenie wyobraźni do stopnia, którego osiągnięcie dla wielu obywateli, których mijamy idąc po…


List do przyjaciela

środa 16/03/2016
0

Korzystając z iście wiosennej pogody, iście pobudzającej nadzieje i ospałe części naszego ciała do życia, obudziłem się z ochotą napisania czegoś, co może zwiastować nadejście…


Spacerek przez życie

niedziela 17/01/2016
2

Samochód jest wielką wygodą, to niezaprzeczalny fakt. Możliwość dojazdu wraz z moimi kolegami z pracy samochodem pozwala mi na wstawanie do pracy nieco później, niż…


Z wizytą w warsztacie

czwartek 07/01/2016
0

Kilka tygodni temu odwiedził mnie mój kolega, piszę kolega, bo określając go słowem „przyjaciel” skrzywdziłbym jednocześnie tego jedynego kamrata moich życiowych wojaży. Kolega ten, po…


Pić albo nie pić - oto jest pytanie

czwartek 26/11/2015
0

Pod koniec roku człowieka często napadają refleksje i zaczyna się przegląd własnego życia. Ze mną nie jest inaczej, a nawet się do tego otwarcie przyznam,…


Lustro à la tabula rasa

sobota 21/11/2015
0

Cenię sobie chwile spędzane w samotności. Cenię sobie momenty, gdy będąc zupełnie sam w domu, moje myśli przemawiają ze sobą we mnie do tego stopnia,…


W czeluściach magazynu

poniedziałek 09/11/2015
145

„Aby zginąć z godnością, nie potrzeba nam towarzystwa”. Te słowa zakończyły jeden z listów, który stworzył Fidel Castro, jako wybitny mówca oraz agitator. Praca, którą…