Pić albo nie pić – oto jest pytanie


czwartek 26/11/2015
0

Pod koniec roku człowieka często napadają refleksje i zaczyna się przegląd własnego życia. Ze mną nie jest inaczej, a nawet się do tego otwarcie przyznam, że takowe stany odczuwam codziennie. Problemy emocjonalne i psychiczne czynią człowieka interesującym – tak mawiał Marlon Brando. Interesującym, nie, ciekawym. Ciekawość przemija, ciekawość jest dla osób, które chcą zajrzeć komuś pod kołdrę i zaspokoić tym swoją frustrację. Zainteresowanie jest dla pasjonatów, chociaż nienawidzę określać swoich zamiłowań tym słowem, to w tym przypadku jest ono trafne. Refleksja, która również ma się stać moim postanowieniem, być może słupem milowym mojego życia, to odstawienie alkoholu na długi okres. Zjawisko to może być wyzwaniem, które mnie całkowicie zmieni, po raz kolejny.

Od czasu do czasu organizuję w swoim życiu rewolucję, przewracam świat do góry nogami, zmieniam optykę spojrzenia i decyduję się na wyznaczenie sobie jakiegoś celu, który w całej rozciągłości ma mi pozwolić poznać siebie, swoje pokłady wyobraźni i ewentualny potencjał, do którego się chyba jeszcze nie dogrzebałem. Tak było z odstawieniem alkoholu na 99 dni, tak było z zapuszczaniem brody a la Fidel Castro, tak było z pielęgnowaniem wąsów, które wraz z moją naganną aparycją objawiały się widokiem jednego z młodzieńców poprzedniego ustroju, czy obecnie hodowane przeze mnie „zaj…..e pksy”, które, jak to stwierdził mój kolega „przypominają czterdziestoletniego leszcza”.

Na takie pomysły wpadam nagle, od tak, po prostu, pojawia się myśl i ją realizuje. Bierze się to z tego, że mam słabość do stawianych przez siebie wyzwań. Najczęściej są to takie wyzwania, na które moje społeczeństwo reaguje politowaniem, pożałowaniem, pukaniem się palcem w ząbek mądrości, którego chyba jeszcze w swoim panelu ortodontycznym nie odkryłem i zastanawianiem się co chciałem tym udowodnić.

Decyzja, którą najchętniej określam sukcesem w moim życiu sięga czasów gimnazjalnych. Był to okres, w którym moje zainteresowania płcią przeciwną, było tłamszone przez moją nieśmiałość. Odezwanie się do koleżanek, które raczej wtedy wspominają mnie jako bardzo wątłej postury chłopca, było niewyobrażalnym stresem, że czuję w tej chwili blokadę, która mi wtedy towarzyszyła. Jako że nigdy nie potrafiłem się bić, miałem problem wyżej opisany, nie byłem szczególnie przystojny i ładnie opakowany – mam tu na myśli ubranko – zastanawiałem się ułamek sekundy, czym to wszystko złamać i jaki substytut pozostanie mi jedynym do wyboru, jako oręż, aby okazać się na tyle wartościowym, żeby relacje damsko-męskie w moim życiu zaczęły istnieć. Stanąłem przed lustrem, tym samym, które mam do tej pory i ze wszystkich moich zalet i możliwości jakie na tamtą chwilę posiadałem ostała się jedna – mój mózg, żelka, którą zacznę pielęgnować.

I tak oto zacząłem pochłaniać książki jedna za drugą, moje wyniki edukacyjne zaczęły się podnosić, moja wyobraźnia zaczęła pompować w siebie słowa, ich znaczenia, kolejne możliwe warstwy ich percepcji. Zacząłem używać słów, których znaczenia byłem pewien tylko ja, zaczęły się pierwsze zapisywane strony swoich myśli, pisarskie wojaże i ich nieśmiałe ukazywanie światu. Z kolejnymi latami, kobiety obecne w moim życiu, jedna dłoń i jej palce wystarczą aby określić tę liczbę, zaczęły doceniać moja otwartość, pisarki ton, który je w jakimś stopniu urzekał, zdolność do obracania wszystkiego w żart – to tym najlepiej do tej pory maskuję swoją nieśmiałość i niestety rzuca na mnie blask mało poważnego człowieka. Tak oto ostałem się bez kobiet, jedynie z możliwością ich kokietowania – co Panie uważają za formę żartu, jak zwykle – z książkami i jakość zmian na horyzoncie nie widać. Bynajmniej na razie.

Pontyfikat – o ile mogę to tak nazwać – okres, w którym nie spożywam alkoholu jest najwspanialszym momentem mojego życia. Mam na swoim koncie już kilka takich zjawisk i prawdę powiedziawszy, szczerze taki twardy reset polecam. Za każdym razem zbiega się to z jakimś istotnym wydarzeniem w moim życiu. Decyzja o wprowadzeniu takiego pomysłu w życie, powstała po mojej studniówce, przed maturą. Zaraziłem się, w pozytywnym znaczeniu, egzystowaniem bez naparstka alkoholu. Świat wygląda wtedy zupełnie inaczej. Nie biorąc pod uwagę czynników ekonomicznych, bo to wynika samo z siebie, ale fakt, iż mój organizm zrzuca z siebie cały ten syf, w moje głowie zaczynają rosnąć zdrowe myśli, a czas i pożytkowanie go smakuje wybornie, jest czymś co zdecydowanie mogę każdemu polecić.

Pamiętam sytuacje, gdy w 2013 roku intensywnie chodziłem na mecze żużlowe. Ostatni mecz sezonu, w którym lokalny klub musiał wygrać z liderem ligi, aby awansować do fazy play-off. Moja ekscytacja, moja euforia z każdego wygranego biegu i moje głośne stanowisko w sprawie, o którym szeptał cały stadion, że oto zwycięstwo w tym spotkaniu drużyny, której kibicuje, rozpocznie kolejny pontyfikat w moim życiu jest uwiecznione na jednym z oficjalnych filmów. Ostatni bieg zadecydował o wszystkim, a ja po zwycięstwie dumnie idąc z miejsca, w którym oświadczyłem się mojemu postanowieniu, do bramy stadionu, słuchałem jak wspierają mnie obcy ludzie i trzymają za słowo.

Uwielbiam momenty, w których ja, jadący na uczelnię w niedzielny poranek z Mozartem w słuchawkach obserwuję efekt torsji, który leży na chodniku, wracające młode kobiety boso ze szpilkami w dłoniach lub pogubione ubrania. Nie czuje się dystyngowany wtedy, nie czuję się duchowo sublimowany i tak słodko łechtany za to, że oto ja jestem trzeźwy. Nie czuję się wybrańcem tego świata i nie poczuwam się do żadnego rodzaju wyjątkowości tego świata. Cieszy mnie najbardziej fakt, że praca, którą wtedy nad samym sobą wykonuję, przynosi efekty, czy to w postaci osobiście napisanej pracy maturalnej, czy wyciągania wniosków z obserwacji jakie we mnie zachodzą podczas moich stanów świadomości, czy po prostu uczucie jakie może towarzyszyć, gdy wśród pięciu łysych, jeden jest z grzywą.

Decyduję się na ten kolejny pontyfikat w moim życiu również z naukowego względu. Zbliża się koniec roku, ale również zbliża się koniec mojej kolejnej przygody edukacyjnej, której zwieńczeniem ma być praca licencjacka. Przerwa od drugiego stycznia do końca lipca, lub do momentu otrzymania tytuły licencjackiego, jest czymś czego bardzo w swoim życiu potrzebuję. Ze względów naukowych, aby moja żelka mogła spokojnie pracować na ten zaszczytny tytuł, ale i również ze względów osobistych, które w tym roku bardzo zmęczyły moje zdrowie psychiczne jak i fizyczne.

Cały ten swój talent, cały ten swój potencjał i jego wartość chcę w sposób naturalny, niczym nie wspomagany wykorzystać na napisanie tej najważniejszej pracy w moim życiu, co mam nadzieje, że się ziści już w przyszłym roku. Chciałbym sobie życzyć, aby moment, w którym przyjdzie mi celebrować ten zacny i subtelny moment, kiedy wzniosę toast wraz z moim przyjacielem i osobami, które przyczyniły się do tego tytułu, był wyjątkowy i smakował niczym Don Perignon – nie piłem, ale kto wie czy wtedy ten czas nie nadejdzie. I jak ulał pasuje tu cytat Pana Szekspira: „Tak, jeśli się kiedy urżnę, to tylko wraz z ludźmi naprawdę bogobojnymi, nie z takim rozpijaczonym tałatajstwem”. Plany mają to do siebie, że lubią się zamieniać w koszmary, gdy tylko odwrócimy wzrok. Zatem, nie planujmy, a jedynie życzmy sobie wytrwałości w swoich postanowieniach.


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


8 − = siedem

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Twórczy impas

wtorek 09/05/2017
0

W sumie nigdy nie miałem specjalnego popędu do czytania książek. Nie rozumiałem, jak czuje się podniecony czytelnik, gdy kupuje książkę, gdy ją wącha, gdy muska…


Tak smakuje dobro

poniedziałek 13/06/2016
3

Znalazłem chwilę, aby tekst, ponieważ urzekł mnie komentarz, którym można się raczyć pod opublikowanym poprzednim moim tekstem. Nie wiem, czy autor tego tekstu nie będzie…


Wyobraźnia, najwyższy nominał środka płatniczego na świecie

niedziela 08/05/2016
3

Kiedy nadchodzi moment, w którym wena z Ciebie ulatuje niczym talent z gwiazd NBA w filmie „Kosmiczny mecz”, szukasz sposobu aby ją podbić – prawie…


Gra warta świeczki

wtorek 19/04/2016
1

Stereotyp, często naklejony zbyt pochopnie, może okazać się łatką nie do zdarcia. Mieszkańcy osiedla przy ul. Wapiennej w Lublinie, przez wiele lat żyli z etykietą…


Widzę, więc piszę

poniedziałek 11/04/2016
0

Słowa mają to do siebie, że ułożone w barwnej kompozycji pozwalają na pobudzenie wyobraźni do stopnia, którego osiągnięcie dla wielu obywateli, których mijamy idąc po…


List do przyjaciela

środa 16/03/2016
1

Korzystając z iście wiosennej pogody, iście pobudzającej nadzieje i ospałe części naszego ciała do życia, obudziłem się z ochotą napisania czegoś, co może zwiastować nadejście…


Spacerek przez życie

niedziela 17/01/2016
2

Samochód jest wielką wygodą, to niezaprzeczalny fakt. Możliwość dojazdu wraz z moimi kolegami z pracy samochodem pozwala mi na wstawanie do pracy nieco później, niż…


Z wizytą w warsztacie

czwartek 07/01/2016
0

Kilka tygodni temu odwiedził mnie mój kolega, piszę kolega, bo określając go słowem „przyjaciel” skrzywdziłbym jednocześnie tego jedynego kamrata moich życiowych wojaży. Kolega ten, po…


Lustro à la tabula rasa

sobota 21/11/2015
0

Cenię sobie chwile spędzane w samotności. Cenię sobie momenty, gdy będąc zupełnie sam w domu, moje myśli przemawiają ze sobą we mnie do tego stopnia,…


W czeluściach magazynu

poniedziałek 09/11/2015
149

„Aby zginąć z godnością, nie potrzeba nam towarzystwa”. Te słowa zakończyły jeden z listów, który stworzył Fidel Castro, jako wybitny mówca oraz agitator. Praca, którą…