Miłości jak lodu


piątek 30/01/2015
8

Zawsze wybierałem to co niekonwencjonalne. Nie wiem dlaczego. Jak koty chodzą własnym ścieżkami, tak i ja wybierałem te nieprzetarte szlaki, które nieodkryte przez znajomych sprawiały ogromną przyjemność i zmuszały do rozwoju. Lubię sport, uwielbiam wręcz, a bardziej kocham. Niegdyś byłem piłkarzem młodzieżowych klubów piłkarskich, więc pociąg do rywalizacji, dyscypliny i strzelania bramek był oczywisty. Gdy mój umysł jednak zaczął poznawać co to miłość, odezwała się we mnie natura i powiedziała „Konrad, czas się zakochać”. No i stało się, zakochany do dziś po uszy w hokeju na lodzie, żyjemy w symbiozie, a co najlepsze żadne z nas nie ma siebie nawzajem dość.

Nie bez powodu zamknąłem moje uczucie do tej dyscypliny sportu w takich jaskrawych i wyrazistych barwach. Dziś możemy usłyszeć – chyba nawet zbyt często, że ktoś ma pasję. W moim przypadku, w moich uczuciach, nie mogę swojego stosunku do tego sportu zamknąć w ramach słowa „pasja”. Dlaczego? Ponieważ jest dla mnie na tyle wyświechtane słowo, które już dawno straciło swój koloryt, że atencji w tym połączeniu, by człowiek nie uświadczył. Dlatego ja – 25-latek wiedzący pobieżnie co to jest miłość, wyznaję swoje najgorętsze uczucia do tej zmysłowej, niezwykle intrygującej i pełnej bodźców dyscypliny sportowej, która od ponad dekady we mnie funkcjonuje.

To były czasy, kiedy mógłbym biegać za piłką non stop, kiedy spędzanie czasu z kolegami na boisku było cenniejsze niż nauka w szkole. Nie powiem, żebym się nie uczył, natomiast bliżej mi było do sportowego wysiłku. A że zimą ciężko jest pokopać piłkę – chociaż i takie sytuacje się zdarzały, trzeba było znaleźć substytut mojego sportowego zamiłowania. Traf chciał, że to był okres, kiedy najpopularniejszym polskim hokeistą był mój idol Mariusz Czerkawski, grający wtedy w Stanach Zjednoczonych, a ja z gazet dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak hokej na lodzie. „Wziął mnie i trafił, no po prostu, wziął mnie i trafił ten cały Amor z serii książek Harlequin”, pomyślałem.

Oczywistym jest, że zapragnąłem zostać hokeistą. Bezapelacyjnie, po prostu – nie jak w przypadku piłki nożnej, tatuś grał no to i syn – veni, vidi, vici, powiedziałby Juliusz Cezar.

Sprawy potoczyły się dosyć szybko. Za moich młodzieńczych lat, miałem talent do wciskania moim rodzicom różnych przekonań, które mają sprawić, że na wywiadówkach nie usłyszą tym razem: zdolny, ale leń, tylko że zdolny, lecz i pracowity. Otwarcie przyznaję, że myśl o hokeju naprawdę miała pozytywne odbicie w mojej edukacji.

Potrzebowałem łyżew. Pamiętam ten dzień jak dziś, gdy wszedłem z moim ojcem w specjalną komitywę, która ma za zadanie pod osłoną weekendowego szaleństwa – bo był piątek, postawić mamę przed faktem dokonanym. Wybraliśmy się pod wskazany adres jednego z ogłoszeń na osiedle tatary. Po wejściu do lokalu i ustaleniu w jakim celu pan około 40-stki z wąsem i jego syn przyszli, moim oczom ukazały się łyżwy hokejowe, lśniące i pachnące siarczystym mrozem. Wyobraziłem sobie w tamtej chwili, że będą moje. Cena jak na tamte czasy całkiem wygórowana, 80 złotych. Już się witałem z gąską, ale zawsze medal ma drugą stronę. Pan sprzedający, po lekkim narzekaniu mojego ojca, że za wysoka cena, zaproponował inne łyżwy – damskie figurówki! Matko Boska! To jest profanacja tego sportu. To jest jak ubieranie dziecka w rajtuzy w przedszkolu. Wstyd i hańba. To nie ten styl, który reprezentuje mój idol Mariusz Czerkawski. Dowiedziałem się całkiem niedawno, że podobno zbladłem i to dosyć poważnie. Summa summarum, wszystko skończyło się dobrze i pan był tak miły, że obniżył cenę za hokejówki, na którą mój ojciec przystał. Ja naturalnie przeżywając wewnętrzną nobilitację duchową w odruchu solidarności i podziękowania, ofiarowałem panu sprzedawcy paczkę gum do żucia – pragnę zaznaczyć, że jedną sztukę zjadłem po drodze. Pan był jednak na tyle wyrozumiały, że prezentu nie zwrócił, a jedynie życzył mi dalszych sukcesów. Tu musiała być użyta ręka Boga. Wiem, czuje to. Oczywiście nie mogło być inaczej. Po powrocie, po dniu pełnym wrażeń, poszedłem spać razem z łyżwami, przyklejony do nich, aby nikt nie mógł nas skrzywdzić.

Nazajutrz wraz z moim przyjacielem Michałem – który nie chciał wejść na taflę ze mną, postanowiłem pójść na lodowisko i zacząć kształcić swój łyżwiarski oręż. Idąc na lodowisko miałem profesjonalnie przewiązane łyżwy wokół szyi. Gdy dotarliśmy na miejsce – ja cały w nerwach i strachu, podchodzimy do drzwi, otwieramy je, a moim oczom ukazuje się pierwszy człowiek, którego spotkałem na lodowisku. To zmasakrowany klient lodowiska, któremu chyba czyjaś łyżwa postanowiła przeprowadzić leukotomie. Człowiek zalany krwią, nie potrafiący zatamować krwawienia, tak bardzo mnie zachęcił do dalszej przygody z łyżwami, że ręka mi drży jak to piszę. Nie mogłem pokazać, że się boję i ruszyłem przed siebie. Gdy dotarłem jednak do bandy i spojrzałem na czym polega jazda na łyżwach pomyślałem „mamo, gdzie jesteś?”. Wiedziałem, że to trudny technicznie sport, wiedziałem też, że hokej to najszybsza gra zespołowa na świecie, ale tego, że nie jestem w stanie zliczyć użytkowników tafli do 5, ponieważ każdy z nich porusza się z ogromną szybkością, mnie bardzo zaskoczył. Zrezygnowałem tamtego dnia z jazdy na łyżwach i postanowiłem wrócić tu jutro.

Niedziela to istne creme de la creme parodii i tragizmu. Wróciłem na lodowisko pełen wiary i nadziei, ale znowu wejść na lód miałem sam. Ojciec mi wytłumaczył dosyć istotne sprawy. Przede wszystkim wszyscy jeżdżą w jednym kierunku, na środku tafli są same kozaki, mam się trzymać bandy non stop i pod żadnym pozorem nie dać się wypchnąć na środek lodu, bo wtedy już na nogach nie wrócę. Wszystko jasne, więc wjeżdżam. Stoję sobie gładko na lodzie, jak na zapałkach – trenowałem w domu na dywanie, którego troszkę pozacinałem. Odpycham się i trzymam bandy, 2 metry do przodu i z powrotem. Ojciec pokazuje, że wszystko jest poprawnie, więc z powrotem ten sam wachlarz ruchów, aż tu nagle, ktoś na mnie wpada. Oczywiście ja leże, bo jedyne co teraz potrafię to skulić się w kłębek i czekać, aż wszyscy się o mnie przewrócą. Na tyle winowajca był człowiekiem, że mnie podniósł i przeprosił. Całkiem przyjemni ludzie tu przychodzą – pomyślałem. Odwracam wzrok i nim się zorientowałem, że stoję na środku lodu, bez mojej kochanej bandy, leżałem już drugi raz na lodzie, tym razem bez niczyjej pomocy. Jeśli strach ma wielkie oczy, to mój musiał mieć je w rozmiarze 5 złotych. Pozamiatałem wzrokiem po stojących przy bandzie ludziach. „Gdzie jest mój ojciec, co ja mam robić teraz?” Dostrzegam jednak jakiegoś faceta, co skacze i biega wzdłuż bandy, jakby rozwolnienia jakiegoś dostał. Tak, to mój ojciec. Poznałem go po minie i wąsie – wszyscy stali uśmiechnięci, a tylko on palpitacji dostawał i wykrzykiwał „Do bandy! Uciekaj! Do bandy!”. Zgłupiałem i ja, a moje nogi się same rozjechały nie chcąc jechać w stronę owej bandy i przysiadłem na lodzie. W końcu dowywracałem się do bandy, potem do bramki, którą się wjeżdża na lód i byłem na tratwie, jaką jest gumowa mata, aby łyżwy złapały trakcję.

Ten dzień pamiętam bardzo dokładnie, pewnie dlatego, że był on słupem milowym w mojej, trwającej już ponad dekadę, miłości do hokeja. Tej samej zimy zostałem zapisany do szkółki hokejowej, w której grałem rok. Nie chcę wypisywać wszystkich faktów dotyczących tego poletka w moim życiu, natomiast wspomnę tylko o bardzo budującym merytorycznie aspekcie.

Mianowicie, treningi mieliśmy we wtorki, czwartki, soboty i niedziele. Z całego tego tygodnia najpiękniejszy był trening w dzień Boży. Wstawałem rano i na 6:30 musiałem się stawić już na tafli lodu. Taki miałem zwyczaj, że starałem się wyjechać pierwszy na lód. Idealnym jest zrobienie pierwszy śladów na lodzie własnymi łyżwami, słysząc jak płozy tną lód i kruszą go na biały proszek. Hala wtedy była w budowie, a boczne ściany budynku – obie za bramką nie były zakończone, więc wpadające powietrze tworzyło orzeźwiający przeciąg, który momentalnie obudziłby człowieka nawet z największego kaca. Używam tu porównania do tego stanu, ponieważ o tej porze zawsze byłem dumny z siebie, że ja, jeden z nielicznych właśnie rozwijam swoje ciało i umysł, a wielu moich rówieśników leży skacowanych i dogorywa w łóżkach. Ten akapit poświęcam na opis przeżyć, które mi towarzyszyły przy każdym kontakcie z lodowiskiem.

Moja przygoda z zawodowym hokejem jednak się po wspomnianym roku zakończyła. Bardziej za sprawą finansowej strony, która była nie do spełnienia w tamtym okresie. Jest to piękny i trudny sport, ale również i kosztowny. Nie było stać po prostu mojej rodziny, aby zapłacić prawie 1000zł za używany sprzęt. Jedynie co mi z tamtego okresu pozostało to kij oraz dwa krążki. Jednym z tych krążków zdobyłem nawet bramkę. Kij natomiast dzielnie stoi w kącie mojego pokoju, którego od czasu do czasu omiatam z pajęczyn i wspominam piękne chwile. Minęło sporo czasu od pamiętnych dni i wracając wspomnieniami mam żal do losu, że nie mogłem być czynnym uczestnikiem tej dyscypliny sportowej. Z drugiej jednak strony, gdy stwierdziłem, że muszę jakoś funkcjonować wokół tej niwy, postanowiłem zostać dziennikarzem sportowym właśnie z tego względu. Ze względu na moją bezgraniczną miłość do tego zacnego sportu.

W książce Mariusza Czerkawskiego pt. „Życie na lodzie” znajduje się ornament liryczny w postaci dedykacji o treści „Dla wszystkich tych, którzy odnaleźli w życiu pasję”. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem, natomiast przeprowadzę małą modyfikację. Nic tak nas ludzi nie motywuje jak miłość do drugiego człowieka, a przede wszystkim do życia, dlatego tekst ten dedykuje wszystkim tym, którzy odnaleźli w życiu miłość, czego Państwu życzę.


Komentarze 8 Dodaj komentarz

 
  1. cialis erfahrungen
    cialis profession for sale online
    is it legal to buy cialis without prescription
    is generic cialis good or bad

    discount cialis with trackable mail
    generic cialis no prescription canada
    order cialis from mexico
    cialis online postepay
    https://stowe365.com

       Odpowiedz
    4
    4
  2. generic cialis 99cents
    cialis daily use cheap
    best cialis online review
    cialis precio farmacia

    cialis for purchase
    cialis generic brand sold in australia
    cialis soft tab new york compra
    cialis 40mg best price
    https://stowe365.com

       Odpowiedz
    4
    4
  3. vendita cialis originale on linebuying cialis cheap cheap cialis
    adipex cheap cialis eteamz.active.com link onlinecialis clone [url="http://kaivanrosendaal.com"]cheap cialis[/url]

       Odpowiedz
    0
    0
  4. generic cialis with mastercardbuy cialis new york cheap cialis
    cialis jelly onlinetypes of cialis [url="http://kaivanrosendaal.com"]Buy cheap cialis[/url]

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


× 7 = czterdzieści dziewięć

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Twórczy impas

wtorek 09/05/2017
2

W sumie nigdy nie miałem specjalnego popędu do czytania książek. Nie rozumiałem, jak czuje się podniecony czytelnik, gdy kupuje książkę, gdy ją wącha, gdy muska…


Tak smakuje dobro

poniedziałek 13/06/2016
3

Znalazłem chwilę, aby tekst, ponieważ urzekł mnie komentarz, którym można się raczyć pod opublikowanym poprzednim moim tekstem. Nie wiem, czy autor tego tekstu nie będzie…


Wyobraźnia, najwyższy nominał środka płatniczego na świecie

niedziela 08/05/2016
3

Kiedy nadchodzi moment, w którym wena z Ciebie ulatuje niczym talent z gwiazd NBA w filmie „Kosmiczny mecz”, szukasz sposobu aby ją podbić – prawie…


Gra warta świeczki

wtorek 19/04/2016
1

Stereotyp, często naklejony zbyt pochopnie, może okazać się łatką nie do zdarcia. Mieszkańcy osiedla przy ul. Wapiennej w Lublinie, przez wiele lat żyli z etykietą…


Widzę, więc piszę

poniedziałek 11/04/2016
0

Słowa mają to do siebie, że ułożone w barwnej kompozycji pozwalają na pobudzenie wyobraźni do stopnia, którego osiągnięcie dla wielu obywateli, których mijamy idąc po…


List do przyjaciela

środa 16/03/2016
9

Korzystając z iście wiosennej pogody, iście pobudzającej nadzieje i ospałe części naszego ciała do życia, obudziłem się z ochotą napisania czegoś, co może zwiastować nadejście…


Spacerek przez życie

niedziela 17/01/2016
2

Samochód jest wielką wygodą, to niezaprzeczalny fakt. Możliwość dojazdu wraz z moimi kolegami z pracy samochodem pozwala mi na wstawanie do pracy nieco później, niż…


Z wizytą w warsztacie

czwartek 07/01/2016
0

Kilka tygodni temu odwiedził mnie mój kolega, piszę kolega, bo określając go słowem „przyjaciel” skrzywdziłbym jednocześnie tego jedynego kamrata moich życiowych wojaży. Kolega ten, po…


Pić albo nie pić - oto jest pytanie

czwartek 26/11/2015
0

Pod koniec roku człowieka często napadają refleksje i zaczyna się przegląd własnego życia. Ze mną nie jest inaczej, a nawet się do tego otwarcie przyznam,…


Lustro à la tabula rasa

sobota 21/11/2015
0

Cenię sobie chwile spędzane w samotności. Cenię sobie momenty, gdy będąc zupełnie sam w domu, moje myśli przemawiają ze sobą we mnie do tego stopnia,…