List do przyjaciela


środa 16/03/2016
4

Korzystając z iście wiosennej pogody, iście pobudzającej nadzieje i ospałe części naszego ciała do życia, obudziłem się z ochotą napisania czegoś, co może zwiastować nadejście lepszych czasów w ciągu najbliższych miesięcy. Poniższy tekst jest jednym z wielu listów, który opuszczając moją szufladę, ma w zamiarze mimowolnie polecieć tam gdzie będzie miał tylko ochotę, a odbiorca może go podrzeć i odesłać pod wskazany w linku adres bloga, co będzie dla mnie jednoznacznym dowodem na to, że nadzieja umiera ostatnia – cokolwiek to oznacza. List zmodyfikowany, gdyż tworzenie z mojego przyjaciela osoby publicznej nie jest takowym zamiarem. Tekst zeszłoroczny w 99% oryginał, podkreślonych i uwypuklonych kilka obecnych niuansów mojego życia.

Z dedykacją dla osoby zainteresowanej cytat Ala Pacino: „Wyzwanie to rola trudna. Zagranie wielkiej roli to szansa, aby talent mógł się objawić”.

Pamiętam okoliczności w jakich powiedziałem swojemu przyjacielowi myśl. Paląc papierosa, jego zdumienie w momencie, gdy wypowiadałem słowa: „Na razie buduję swoją barkę i zabieram tam tych, którzy będą chcieli. Później już nie będzie na to miejsca”, było widoczne jak na widelcu. Czy fakt, że o tym wspominam oznacza, że ukończyłem już konstruowanie tego typu środka lokomocji?

Pisząc ten list, a nie wiem kiedy będziesz mógł go przyjacielu przeczytać, musisz wiedzieć, że wszystko ze mną w jak najlepszym porządku. Jestem najedzony, odświeżony, zawartość płynów w moim organizmie wynosi znormalizowaną ilość, mija dziś 75 dzień mojego trzeźwego życia i, a to najważniejsze, pisarska wena wciąż się rozwija. Zatem, dlaczego wspomniałem o tych słowach? Fakt, że codziennie mam ochotę napisać nową notatkę jest efektem wyrazistych myśli i chęci podkreślania mocniejszych i ekspresywnych zachowań i odruchów romantycznych.

Taką mam duszę, której jedynie regularne pisarskie drenowanie, pozwala zachować świeżość i zapewnić prawidłowy temperament. „Krew nie woda”, jak to mawiasz. Z tego też powodu, z powodu mojego rosnącego temperamentu pisarskiego, przypominam sobie wiele moich myśli i wiele założeń idealistycznych z młodzieńczych czasów. Fakt, że akurat ta myśl jest dosyć apokaliptyczna, ale odnosi się w całej rozciągłości do mojego życia.

Nigdy sobie nie stawiałem małych i zminimalizowanych celów, bo uważam, że drobnostkowe pragnienie jest kompletnie nierozwijające, więc szkoda tracić na nie czas. Lata temu założyłem sobie plan, którego tempo realizacji raz jest szybsze a raz wolniejsze, ale zdecydowanie wciąż się doskonali i podąża na przód.

Zmierzam do tego, że ten zarys, jaki sobie nakreśliłem przez ileś tam lat mojego życia, zawsze był związany z kimś kto mnie w zupełności zrozumie – przyjaciela mam tu na myśli. To przy Tobie mam poczucie spełnienia tego wszystko, aby móc spokojnie powiedzieć: Przepraszam bardzo wszystkich, ale wszystko czego potrzebowałem posiada tylko i wyłącznie ten człowiek. To dzięki niemu się uśmiecham, rozwijam i cisnę do przodu. Tak to można najprościej wyrazić moi drodzy „przyjaciele”.

Pamiętam, gdy poprzednie zmiany, czyli drugie i jeszcze poprzednie, czyli nocki, dawały i możliwość samotnego wychodzenia na przerwie i spokojnego spędzania czasu na rozmowie w moich myślach. Wychodziłem wtedy z kawką i cygaretką, siadałem mniej więcej w pozycji „po turecku”, i wtedy odczuwałem spokój i napełniałem się energią na kolejne kilka godzin pracy.

Jako że skończyłem technikum i posiadam ocenę dobrą z rysunku technicznego, geometria i przestrzenność brył nas otaczających nie sprawia mi problemu. Natomiast, moje spojrzenie na takowe bryły mnie nie interesował – w znaczeniu części mechanicznych. Chodzi mi o możliwość jaką posiadam na spoglądanie na siebie z różnych perspektyw: z przesłonki kamery, z futerału na okulary, który leży obok, czy po prostu z perspektywy kamyczka leżącego na chodniku.

Podczas jednego z takich momentów dostrzegłem malusieńką mróweczkę. Na obszarze mniej więcej 4m2, a podłoże jest ułożone z sześciennych kostek i szerokość fug pomiędzy nimi o szerokości 2cm, ta malusieńka mróweczka poruszała się dokładnie po tych fugach. Pomyślałem o swoim życiu starając się znaleźć analogie. Ścieżka fugowa, tak no nazwę, wyglądała zupełnie jak labirynt dla tej mrówki, która gdzieś podróżuje. Pomyślałem, że pewnie do swojego wyznaczonego celu. Poczułem się zupełnie pewny, jeśli chodzi o zakończenie tej łamigłówki. Musi się do zakończyć szczęśliwie, bo nie umiem sobie nawet wyobrazić tego, abym w przyszłości, nie mógł takich historii mówić jako dobranocki z happy endem.

Któregoś dnia powróciwszy do domu po 23,gotowy do snu, wyszedłem na dwór, aby rozkoszować się urokami nadrzecznymi. Odpalając cygaretkę – bo kiedyś zaprzyjaźniony kierowca, zapytał mnie dlaczego palę akurat cygaretki. To mu odpowiedziałem, że na co dzień w tym magazynie, użeram się z chamstwem i drobnomieszczaństwem, że mam ochotę przez chwile pobyć sam na sam z kunsztem i klasą. Spoglądając w niebo, wypuszczając dym z płuc, niebo było bardzo przejrzyste, księżyc był w pełni, a ja wypowiadałem swoje już znane „dobranoc” w przestrzeń. Dostrzegłem, że w pewnej odległości od tego jasnego punktu na niebie, zbliża się ogromny ciąg chmur. Pomyślałem, że to czas jaki zazwyczaj jest na podjęcie najważniejszych decyzji w swoim życiu, aby chmury zasłoniły księżyc, moja cygaretka się skończyła, a ja będę musiał obejść się smakiem wyczuwalnego na końcu języka najprzyjemniejszego uczucia szczęścia. Posmutniałem, bo to miało cholernie prawdziwe odbicie w moim życiu. Gdy żegnałem się z tą chwilą, tym księżycem i podszedłem do drzwi, aby już się schować i zakończyć rozmowę z własnym jestestwem, te chmury, jakby energią i wielkością tego księżyca, zaczęły przy bliskim kontakcie uciekać od pięknej poświaty. Obserwowałem ten widok i uśmiechałem się do siebie, bo poczułem, że to taka moja nadzieja, że to wszystko się dobrze skończy, że nie będzie już takich smutnych pożegnań, tylko blask i szczęście przez cały czas. Oparłem głowę o ścianę i wtedy po raz ostatni tamtego dnia wyszeptałem „dobranoc” w przestrzeń mając nadzieję, że słowo to trafi do właściwego gołębia, który tę wiadomość przekaże.

Wielkość i wartość mojego przyjaciela jest zupełnie jak ten księżyc. Potrafi uchylić maluśki kawałek, a i tak nastanie światłość. Jeśli moje błagania gwiazd na niebie i wszelkie przypadki pozwolą, to będę mógł tak cieszyć się z tego szczęścia, o które pragnę zabiegać. Ubieganie się o względy, to wyróżnienie dla mnie i, teraz jak myślę, jedyna droga do szczęścia.


Komentarze 4 Dodaj komentarz

 
  1. Pingback: albuterol inhaler for sale

  2. Pingback: best medicines for erectile dysfunction

  3. Pingback: cheapest viagra

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


× cztery = 8

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Twórczy impas

wtorek 09/05/2017
2

W sumie nigdy nie miałem specjalnego popędu do czytania książek. Nie rozumiałem, jak czuje się podniecony czytelnik, gdy kupuje książkę, gdy ją wącha, gdy muska…


Tak smakuje dobro

poniedziałek 13/06/2016
3

Znalazłem chwilę, aby tekst, ponieważ urzekł mnie komentarz, którym można się raczyć pod opublikowanym poprzednim moim tekstem. Nie wiem, czy autor tego tekstu nie będzie…


Wyobraźnia, najwyższy nominał środka płatniczego na świecie

niedziela 08/05/2016
3

Kiedy nadchodzi moment, w którym wena z Ciebie ulatuje niczym talent z gwiazd NBA w filmie „Kosmiczny mecz”, szukasz sposobu aby ją podbić – prawie…


Gra warta świeczki

wtorek 19/04/2016
1

Stereotyp, często naklejony zbyt pochopnie, może okazać się łatką nie do zdarcia. Mieszkańcy osiedla przy ul. Wapiennej w Lublinie, przez wiele lat żyli z etykietą…


Widzę, więc piszę

poniedziałek 11/04/2016
0

Słowa mają to do siebie, że ułożone w barwnej kompozycji pozwalają na pobudzenie wyobraźni do stopnia, którego osiągnięcie dla wielu obywateli, których mijamy idąc po…


Spacerek przez życie

niedziela 17/01/2016
2

Samochód jest wielką wygodą, to niezaprzeczalny fakt. Możliwość dojazdu wraz z moimi kolegami z pracy samochodem pozwala mi na wstawanie do pracy nieco później, niż…


Z wizytą w warsztacie

czwartek 07/01/2016
0

Kilka tygodni temu odwiedził mnie mój kolega, piszę kolega, bo określając go słowem „przyjaciel” skrzywdziłbym jednocześnie tego jedynego kamrata moich życiowych wojaży. Kolega ten, po…


Pić albo nie pić - oto jest pytanie

czwartek 26/11/2015
0

Pod koniec roku człowieka często napadają refleksje i zaczyna się przegląd własnego życia. Ze mną nie jest inaczej, a nawet się do tego otwarcie przyznam,…


Lustro à la tabula rasa

sobota 21/11/2015
0

Cenię sobie chwile spędzane w samotności. Cenię sobie momenty, gdy będąc zupełnie sam w domu, moje myśli przemawiają ze sobą we mnie do tego stopnia,…


W czeluściach magazynu

poniedziałek 09/11/2015
234

„Aby zginąć z godnością, nie potrzeba nam towarzystwa”. Te słowa zakończyły jeden z listów, który stworzył Fidel Castro, jako wybitny mówca oraz agitator. Praca, którą…