Gra warta świeczki


wtorek 19/04/2016
1

Stereotyp, często naklejony zbyt pochopnie, może okazać się łatką nie do zdarcia. Mieszkańcy osiedla przy ul. Wapiennej w Lublinie, przez wiele lat żyli z etykietą „biedaków ze slumsów”. Dziś opowiadają o czasach, w których dorastali ganiając za startą piłką i jak życie w „gorszej” części Lublina ukształtowało ich charaktery.

Przyjaciele z boiska: Damian, Kamil, Michał i Adrian znają się 27 lat. Razem spędzają czas na poletku, które zdecydowanie różni się od typowych miejsc w tym kraju, gdzie młodzi ludzie się wychowują, a dorośli starzeją. Stoją tu dwa bloki mieszkalne, ale to nie w nich nasi bohaterowie się wychowali. Nie ma tutaj osiedlowych ławeczek oraz placów zabaw, służących do grupowych spotkań. Nie ma tu także sklepu monopolowego, przed którym ewentualnie mogliby stać. Mieli swoją przyjaźń i przyrodę, która nie zmieniła się tutaj wcale.

Jak w wielu przypadkach, życie zweryfikowało młodzieńcze marzenia o wielkich karierach sportowych czy biznesowych. Każdy z nich ma pracę, ale nie to ich łączy. Tutaj każdy z nich ma własny pomysł na życie. Spotykają się coraz rzadziej, bo wiekiem dobijają już do trzydziestki i każdy z nich ma jakieś zobowiązania rodzinne. Kolegialnie jednak twierdzą, że zdarza się spotykać przy butelce wódki wspominając stare czasy.

Dzielnica Rury położona jest w centrum geograficznym Lublina. Obejmuje obszar, na którym znajdują się ogródki działkowe przy Bystrzycy. Od 2006 dzielnica obejmuje również osiedle LSM. – Myślę, że do tej pory nikt z mieszkańców LSM, nie poczuwa się do tego, że mieszka na Rurach. Administracyjnie można te osiedla połączyć, ale świadomość pozostaje jednak ta zakorzeniona – wyjaśnia Kamil, lat 27.

Nazwa Rury wzięła się od wodociągu przeprowadzanego przez tereny jurydyk klasztornych w XVI wieku. Tereny nadrzeczne przy ul. Nadbystrzyckiej, a także Wapiennej zamieszkiwali osadnicy. Od początku XXI wieku częściowo wypieranych przez bloki mieszkalne. Tereny ul. Wapiennej pozostały jednak w większości wypełnione domkami jednorodzinnymi. – Gdy wprowadzałam się tutaj w 1988 roku o zakupie domu zadecydowała wielkość działki. Pochodzę ze wsi, więc nie wyobrażałam sobie życia w mieście bez kawałka ogródka – tłumaczy pani Zofia, mieszkanka ulicy Wapiennej.

Kiedyś „Rury” można było porównać do nieoświetlonego parku, gdzie nie wiadomo co się może przydarzyć. Dookoła Wapiennej nie było tyle oświetlenia, tylu bloków mieszkalnych, dużych sklepów, nieczęsto przechadzali się tędy mieszkańcy pobliskich osiedli. Zdarzające się patrole policyjne tego zakątka Lublina sprawiały, że mieszkańcy sąsiadujących osiedli woleli, nie poznawać tego terenu.
– W zasadzie człowiek sam nie wiedział czego, się spodziewać. Zamiast tych dwóch bloków były porzeczki, latarni to byś tutaj nie uświadczył jak teraz, a i ludzie jacyś tacy zamknięci bardziej w sobie – opisuje pan Marek, mieszkaniec osiedla LSM.

- Mimo, że nie mieszkam już tutaj na stałe, to często odwiedzam swoich rodziców. Za każdym razem kiedy z Nadbystrzyckiej wchodzę do swojej uliczki, czuję się jakbym wchodził do jakiegoś skansenu, gdzie fauna i flora pozostały nietknięta – przyznaje Michał, lat 27. I faktycznie coś w tym jest. Opuszczając ul. Nadbystrzycką, która dla każdego mieszkańca dzielnicy jest granicą pomiędzy Wapienną – terenem nadrzecznym, a osiedlem LSM – terenem miejskim, idąc w kierunku Bystrzycy, odczuwamy specyficzny kontrast. Zdecydowanie widok ten z blokowiskiem ma mało wspólnego.
– Złośliwcy mawiają, że po stronie Wapiennej to takie slumsy, gdzie bieżąca woda, to wysoki standard, a ludzie są nie wiadomo jak bardzo zacofani – wyjaśnia Adrian, lat 24.

Nie w każdym domu była bieżąca woda. Najczęściej znajdowała się na podwórku studnia, więc wiaderkami trzeba było ją nosić do domu. Gdy przychodziła jesień, nikt nie grabił za nich liści. Całymi rodzinami sprzątali uliczkę, która była dla nich dobrem naturalnym. – Ile to razy było tak, że przyjechał węgiel i trzeba było go znieść. Pomagaliśmy sobie nawzajem i nie musiałem pytać nikogo o wsparcie. Koledzy sami przychodzili pomagać, bo im szybciej go znieśliśmy, tym prędzej można było wyskoczyć z chłopakami polatać za piłką – mówi 27-letni Damian.

Człowiek, który ma niski standard życia, dziczeje dlatego stereotyp, jaki się ciągnął za mieszkańcami ulicy Wapiennej może być tylko jeden: lepiej omijać szerokim łukiem te nadrzeczne rejony. Fakt, że nieopodal tej ulicy znajdowała się cukrownia, dla wielu był ewidentnym powodem, aby się nie zagłębiać w struktury tej dzielnicy. Powszechne opinie głosiły, że dzielnica ta należy do niebezpieczny nie tylko po zmroku

Dziś okolica wygląda zdecydowanie inaczej. Do naturalnej zieleni dołączyły bloki mieszkalne, sklepy czy nowo wybudowany stadion miejski, który swoją aureolą oświetla okolicę nadrzeczną. Powoduje to, że mieszkańcy sami poszukują kontaktu z naturą, przez rodzinne spacery uliczkami dzielnicy Rury. – Cały tydzień człowiek pracuje w biurze, na budowie i siłą rzeczy potrzebuje chociaż raz w tygodniu przespacerować się. Jest wąwóz pomiędzy osiedlami LSM i Czuby, ale spora liczba mieszkańców wybiera się na ścieżkę rowerową wzdłuż rzeki – stwierdza pani Elżbieta, pracująca w pobliskim sklepie.

- Zdecydowanie tej zieleni mieszkańcy dużych osiedli, gdzie więcej jest bloków niż drzew, mogą nam zazdrościć. Wszechobecna naturalna zieleń gryzie się z infrastrukturą miejską, niczym fawele(rozległa biedna dzielnica Brazylii) w Rio de Janeiro – przekonuje Michał.

Boisko, które sami zrobili, ma obecnie mało wspólnego z placem do gry w piłkę. Od zgiełku ulicy, poniżej mgły, która osiada wieczorami nad cała Wapienną, na opustoszałej działce zarośniętej wysokimi krzakami, rozgrywali swoje największe piłkarskie mecze życia. – Mnie i bratu w głowie urodził się pomysł, aby mieć własne boisko. Najpierw we dwóch kopaliśmy piłkę na płytach betonowych przed domem, ale stało się to mało wystarczalne. Nie każdemu się chciało iść pod szkołę z piłą przez pół osiedla. Zdecydowaliśmy się z kolegami wykosić zarośniętą działkę, o której właściciel chyba zapomniał – wspomina Kamil. Co roku wyciągali kosiarkę, podłączali ją do prądu i jednodniowe żniwa stawały się faktem.

- Dla tych chłopaków nie było przeszkód. Chcieli mieć boisko? To je zrobili. Nie mieli piłki? To się wszyscy zrzucili na nią. Gdy pieniędzy brakowało, to zawsze coś im się dołożyło razem z innymi rodzicami. Mieliśmy pewność, że jak mają piłkę, to nie szukają problemów na osiedlu tylko rozgrywają prawdziwy mundial na tym kartoflisku. Rywalizacji i emocji nigdy tam nie brakowało. Zawsze padały przekleństwa, a czasami trzeba było ich nawet rozdzielać – entuzjastycznie przypomina pan Mirosław, mieszkaniec ulicy Wapiennej.

Nikt nie chciał przychodzić do nich grać w piłkę, bo w sumie na nierównym boisku nie miało to sensu. Chodzili do Szkoły Podstawowej nr 22 im. Bolesława Prusa. – Cała nasza ekipa chodziła do szkoły na LSM. Kiedyś, to wstyd był przyznać , że mieszka się w domu przy rzece. Raczej tego z kolegami unikaliśmy, żeby nie robić sobie problemów w szkole. Wiadomo przecież, że dzieciaki potrafią być złośliwe. Jedyny moment, w którym mogliśmy się odgryźć, to taki, kiedy szliśmy w głąb osiedla grać w piłkę – wspomina Adrian.

Mimo trudnej sytuacji materialnej z rówieśnikami grali jak równy z równym. –Wyglądali profesjonalnie. Torby sportowe, kilka piłek treningowych, meczowych, każdy z osobna bidon z napojem izotonicznym. My to jak burki zerwane z łańcucha. Siedmiu chłopaczków w dziurawych butach, z jedną butelką wody gazowanej– mówi o chłopakach z LSM Kamil.

Z powodu, że mieszkają tam gdzie mieszkają, nikt im nie dokuczał, ale jednak samiw sobie mieli poczucie, że chcą sobie coś udowodnić. – Jak masz oryginalne ciuchy, to wiadomo – czujesz się pewniej. My chcieliśmy sami sobie pokazać, że bieda to nie jest fakt, który decyduje o jakości – wyjaśnia Kamil.

Wydawać się może, że skoro standardy życia na Wapiennej nie były wysokie, to i zachowania wobec społeczeństwa mogą być bardzo zaniżone. Nic tak człowieka nie niszczy psychicznie, jak wieczne problemy materialne. Szczęściem owych bohaterów jest to, że każdy z nich ma chociaż jednego rodzica, który wychował się na wsi. – Dla mnie i moich kolegów to ogromna zaleta. Nie byliśmy wychowywani jak w biznesowej rodzinie, że chuchano na nas i tłumaczono: „tak synku robić nie wolno”. Człowiek dostawał po tyłku nie rękąa rzemykiem czy cienką gałęzią z drzewa, aby bardziej bolało. Jak się pobiłeś w szkole, to strach przed matką był się przyznać, żeby jeszcze raz nie dostać – tłumaczy Kamil.

Wychowywani byli przez rodziców, którzy w podobny sposób zbierali nauki od swoich opiekunów w czasach komuny. Jednogłośnie twierdzą, że był, to jedyny sprawdzony środek aby wyprostować kręgosłup moralny swoich dzieci przed startem w dorosłe życie. – Moja matka mawiała, aby tłumaczyć ręką i patrzeć, czy równo puchnie. Ojciec za to wychodził z założenia, że tyłek nie szklanka, nie zbije się. To dzisiaj może wyglądać drastycznie, ale może właśnie dzięki tak ostrym metodom moi synowie nie siedzą dziś w więzieniach? – pyta pan Grzegorz, lat 50, ojciec dwójki dzieci.

Na tej ulicy ciężko się doszukać stanowczych interwencji policji, spektakularnych pościgów czy chamstwa w różnej postaci. – Niby mieszkam na LSM, ale mam wielu znajomych z Wapiennej. Powiem tak: zdecydowanie wolę zostawić tam swój samochód i wrócić po niego na drugi dzień, niż momentami zostawić go pod blokiem i zastanawiać się, czy rano moje auto będzie miało jeszcze szyby – przekonuje pan Marek, mieszkaniec osiedla LSM.

- Dziś Damian, Michał, Kamil i Wojtek mają żony, dzieci, więc nie zawsze znajdą czas na spotkanie. Nie przeszkadza to nam jednak, aby skrzyknąć się w jeden konkretny dzień, w jeden termin i postać razem wypijając przy tym butelkę wódki, przypomnieć sobie, jak to kiedyś było z nami i jak jest teraz – analizuje Adrian.

Nikt dziś z całej tej paczki nie narzeka i nie żałuje swoich życiowych decyzji. Są szczęśliwi, że mają rodziny, przyjaciół, a przede wszystkim, że okolica pozostała ta sama, chociaż jest więcej studentów w blokach i więcej samochodów. – Studenci nam w niczym nie przeszkadzają, bo część z nas sama była lub jest studentem. Żyjemy bezkonfliktowo, chociaż wódki razem nie pijemy i nie spotykamy się wieczorami. Skupiamy się raczej na swoich własnych żywotach, które w tej okolicy, możnapowiedzieć, mijają beztrosko – ocenia Damian.

Czego zatem życzyć mieszkańcom ulicy Wapiennej przez następnych 27 lat? – Pewnie tego, aby relacje między nami i sąsiadami były takie, jak zawsze. Byśmy spotykali się regularnie i nie żałowali swoich decyzji w życiu – mówią jednogłośnie. A przede wszystkim, by wódka zawsze była zimna.


Komentarze 1 Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


× 6 = czterdzieści osiem

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Twórczy impas

wtorek 09/05/2017
0

W sumie nigdy nie miałem specjalnego popędu do czytania książek. Nie rozumiałem, jak czuje się podniecony czytelnik, gdy kupuje książkę, gdy ją wącha, gdy muska…


Tak smakuje dobro

poniedziałek 13/06/2016
3

Znalazłem chwilę, aby tekst, ponieważ urzekł mnie komentarz, którym można się raczyć pod opublikowanym poprzednim moim tekstem. Nie wiem, czy autor tego tekstu nie będzie…


Wyobraźnia, najwyższy nominał środka płatniczego na świecie

niedziela 08/05/2016
3

Kiedy nadchodzi moment, w którym wena z Ciebie ulatuje niczym talent z gwiazd NBA w filmie „Kosmiczny mecz”, szukasz sposobu aby ją podbić – prawie…


Widzę, więc piszę

poniedziałek 11/04/2016
0

Słowa mają to do siebie, że ułożone w barwnej kompozycji pozwalają na pobudzenie wyobraźni do stopnia, którego osiągnięcie dla wielu obywateli, których mijamy idąc po…


List do przyjaciela

środa 16/03/2016
1

Korzystając z iście wiosennej pogody, iście pobudzającej nadzieje i ospałe części naszego ciała do życia, obudziłem się z ochotą napisania czegoś, co może zwiastować nadejście…


Spacerek przez życie

niedziela 17/01/2016
2

Samochód jest wielką wygodą, to niezaprzeczalny fakt. Możliwość dojazdu wraz z moimi kolegami z pracy samochodem pozwala mi na wstawanie do pracy nieco później, niż…


Z wizytą w warsztacie

czwartek 07/01/2016
0

Kilka tygodni temu odwiedził mnie mój kolega, piszę kolega, bo określając go słowem „przyjaciel” skrzywdziłbym jednocześnie tego jedynego kamrata moich życiowych wojaży. Kolega ten, po…


Pić albo nie pić - oto jest pytanie

czwartek 26/11/2015
0

Pod koniec roku człowieka często napadają refleksje i zaczyna się przegląd własnego życia. Ze mną nie jest inaczej, a nawet się do tego otwarcie przyznam,…


Lustro à la tabula rasa

sobota 21/11/2015
0

Cenię sobie chwile spędzane w samotności. Cenię sobie momenty, gdy będąc zupełnie sam w domu, moje myśli przemawiają ze sobą we mnie do tego stopnia,…


W czeluściach magazynu

poniedziałek 09/11/2015
149

„Aby zginąć z godnością, nie potrzeba nam towarzystwa”. Te słowa zakończyły jeden z listów, który stworzył Fidel Castro, jako wybitny mówca oraz agitator. Praca, którą…