Rower marki Ukraina


wtorek 04/08/2009
13

Co za przypadek! Słyszę w radio, że ktoś tam apeluje do szefa polskiej Straży Granicznej, by nie wpuszczać do nas ukraińskiego rajdu rowerowego śladami Stepana Bandery. Słyszę jak ktoś publicznie pyta jak to możliwe, żeby oni przekroczyli naszą granicę… A ja już wiem, jak to możliwe, bo właśnie wróciłem z rajdu rowerowego na Ukrainę. Posłuchajcie…

W tę

 

Po pierwsze okazało się, że przekroczenie granicy polsko-ukraińskiej na rowerze jest niemożliwe. Poinformowali nas o tym Polacy stojący przed szlabanem. To było przejście Zosin-Uściług, najdalej na wschód wysunięty kawałek Polski. Tego dnia mieliśmy za sobą kilkadziesiąt kilometrów jazdy przez gorąco-pachnące łąki doliny Bugu. Nie uwierzyliśmy.

 

Przechodzę pod szlabanem, idę zapytać funkcjonariuszy. Jeden młody patrzy na moją akcję z zainteresowaniem. „Nie, tędy nie przejedziecie, chyba, że wypełnicie pełno papierów i poczekacie parę tygodni. Tak, ja wiem, też tego nie rozumiem. Czasem próbują tu różni rowerzyści, z Holandii, Niemiec, Czech, ale muszą zawracać. ”

 

Mówię, że nie przyszło mi to do głowy, że to pierwsza granica, której nie mogę przekroczyć na rowerze. Chwilę milczy. „Ja nic nie mówię, ale jest sposób. Zaraz będą jechać ukraińskie busy, już bez towaru, wystarczy, że ktoś was przewiezie przez granicę, tylko próbujcie przed szlabanem, nie tutaj. ”  Słońce piecze. Cofam się, chronimy się w cieniu samotnej budki nieczynnego kantoru. Pytam Polaków, patrzą na nas zdziwieni. Ukrainiec w furgonetce też odmawia, coś jednak wiezie. Dochodzę do wniosku, żeby wobec tego A. poszła negocjować, ale długo nikt nie podjeżdża. Przekonała pierwszego Ukraińca, który się pojawił, ładujemy rowery.

 

Ale stoimy przed szlabanem. Nic. Samochód w środku rozpalony. Nasz wybawiciel pali papierosy i czasem kręci gałką radia, żeby posłuchać ukraińskich przebojów, albo rozmów walkie-talkie polskich funkcjonariuszy. W końcu przejeżdżamy ten pierwszy szlaban. Znowu stoimy. Widzę zbliżającego się, gorylowatego Polaka w zwisającym mundurze. Kierowca, już w nerwach, otwiera przed nim drzwi. Gość gapi się na nas i rowery.

 

„Co… buchnęliście  je?” (tego słowa właśnie użył). „Nie!” – odpowiadamy, zanim przyszło oburzenie. Właściwie nie zdążyło przyjść, bo zaraz wyrwaliśmy do przodu jak szaleni i zrobiło się naprawdę nerwowo. Przejeżdżamy most na Bugu, ledwo go widzę, a już trzeci szlaban. Każą nam wypełniać formularze, kierowca prosi, żeby to szybko zrobić. Ręce nam latają, nie zdążyliśmy, a już podjeżdżamy do następnego szlabanu.

 

Zaczyna się jakiś taniec. Kierowca każe nam  raz stać przy samochodzie, raz przy okienku z weneckim  lustrem, rozmawia z kimś niewidzialnym. Wychodzi do nas ukraiński pogranicznik. „Co to za jedni?” „To Polacy, jadą rowerami do N. ” „Rowerami? Nienormalni. ”  Patrzy na nasze kartki. „Niewypełnione! Dokąd jedziecie, jaki adres, jaka ulica? A numer samochodu?” Tłumaczę, że nie znamy dokładnego adresu; za granicą czeka na nas przyjaciel z rowerem, który go zna… Mundurowemu jakby opadły ręce, mówi, żeby wpisać ulicę Szewczenki, bo taka jest w każdym mieście. Z pośpiechu mylimy rubryki. Kierowca, cały czerwony biega między samochodem a szybą. W końcu  wszyscy siedzimy w środku. „Czy to już koniec?” – pytam i z wdzięczności daję mu 50 złotych. „Nie teraz!” – syczy gwałtownie i faktycznie, to nie koniec. Znowu musi wyjść i rozmawiać z szybą, potem znowu wyrywamy, ostatni szlaban. Kiedy parę kilometrów  dalej wysiadamy, dyszymy ciężko. To wszystko wydarzyło się tak szybko.   Jesteśmy na Wołyniu.

 

Z powrotem 

 

Z powrotem było odwrotnie: powoli. W kierunku granicy jedziemy pełni złych przeczuć, bo nie wyprzedzają nas żadne busy, żadne furgonetki. Czy w weekendy nie jeżdżą? Ale na kilka kilometrów przed przejściem widzę taki samochód zaparkowany  przed sklepem, ktoś wsiada, naciskam na pedały, daję rozpaczliwe znaki. Na szczęście zauważyli mnie. Para Ukraińców po pięćdziesiątce podnosi brwi, kiedy tłumaczę, o co chodzi. Muszę przerwać, bo krzyk A. jest głośniejszy od szczekania sfory psów, która opadła jej rower. Odganiam je i spocony wracam do moich wyjaśnień. Zabierają nas.

 

Chcę od razu „zwrócić za benzynę”, ale słyszę „Nie”. „Ty głupi. My też mieliśmy kłopoty na granicy, a ludzie nam pomagali. ” Między pierwszym  ukraińskim  szlabanem a ostatnim polskim  nieruchoma, prawie kilometrowa kolejka samochodów. Wychodzę z auta, żeby zrobić zdjęcie Bugu. Ukraiński mundurowy  krzyczy, że zaraz utopi mój aparat w rzece. Na moście (jak z filmu o wymianie szpiegów) skwar, który ledwo znoszę. Między samochodami wałęsa się bezpański pies.   

 

Ukraińska para częstuje nas cukierkami (ukraińskie słodycze są znakomite). Godziny mijają na obserwacji dziwnych samochodów jadących w odwrotną stronę. Mam ochotę wyciągnąć aparat, kiedy widzę rodzaj spuchniętego, zardzewiałego cadillaca. „Ma bak pojemności 350 litrów. Ropę woził” –  dowiadujemy się. „U nas ciężej żyć niż w Polsce. Zarabiamy trochę na granicy. Polacy mogą więcej handlować, nie potrzebują wiz, a Ukraińcy tak. Te  bumagi… i dlaczego Polacy pozwalają przywieźć tylko dwie paczki papierosów i jedną flaszkę na osobę? Sami do Niemiec mogą zawieźć cały karton” -  wzdychają.

 

Potem długa kolejka na stojąco, do identyfikacji. Nasz kierowca podaje paszporty. Za chwilę odwraca się od okienka: „Polacy pytają dlaczego wy bez normy [dozwolonych towarów] jedziecie!”. Śmieje się, a wszyscy w międzynarodowej kolejce patrzą na nas zmęczonym wzrokiem. Jakaś bieganina, jakieś nawoływania. Nie mogę uwierzyć, kiedy przejeżdżamy ostatni szlaban. Nieco dalej robimy sobie zdjęcia, wymiana telefonów. To był cud. Za nami nie było żadnych busów, które mogłyby nas zabrać.

 

Pomiędzy     

 

Na Wołyniu poznaliśmy wspaniałą, ukraińską rodzinę, która nas zwyczajnie ugościła. Inteligenci, mieszkający w bardzo skromnych warunkach z dwoma synami i matką, serdeczni, dobrzy ludzie. Nigdy nie byli w Polsce. Oczywiście rozmawialiśmy o tragedii tzw. rzezi wołyńskiej z czasu wojny. O masowym wyburzaniu i paleniu cerkwi przez Polaków w 1938, o prześladowaniach i narodowym upokorzeniu. Pod domowym ikonostasem wypiliśmy za przyjaźń polsko-ukraińską. „Nu szo…”

 

Mieszkaliśmy w 50-tysięcznym mieście (górniczym), ale na tym osiedlu nie było ulic, tylko kurz znad szarego piachu. Bloki bez wind, domy bez kanalizacji, za to pyszne ogórki prosto z ogródka. Najbardziej zapamiętałem moment, gdy przechodziliśmy obok rodzaju asfaltowej wyspy, otoczonej chwastami wyschłymi od upału. Leżało tam kilka porzuconych palet, bawiły się na nich dzieci, jak na plaży. Obok przejechała stara ciężarówka, a potem ktoś na rowerze marki Ukraina.  

 

Poważni polscy historycy (np. prof. Serczyk) oceniają, że w czasie wojny Ukraińcy zabili na dawnych ziemiach polskich około 100 tys. Polaków (w tym 60 tys. na Wołyniu), a Polacy 20 tys. Ukraińców. Bestialstwo było obustronne. Jednocześnie tamten konflikt był marginalny w porównaniu z tym, co na Ukrainie urządzili Niemcy. Ludzie ginęli milionami, lała się krew wszystkich narodów.

 

I jak to brzmi: banderowcy na rowerach… Ile oni musieli papierów wypełnić! Może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę, ale to przekracza wszelkie granice. Szkoda zresztą, że tylko to jest takie skuteczne.     

 

 

 

.


Komentarze 13 Dodaj komentarz

 
  1. Brzmi ciekawie. :-)
    Rok temu byłam na Ukrainie ze znajomymi, dużą grupą, 22 osoby. Mieliśmy wynajętego busa na cały tydzień, żeby w czasie jazdy mogła się odbywać niczym nieskrępowana integracja. Kiedy wjeżdżaliśmy na Ukrainę mieliśmy listę uczestników do naszego busa, równo 22 osoby. Problem w tym, że 2 osób w autokarze nie było, bo w ostatniej chwili powiedziały, że dojadą do nas kilka dni później. Przejechaliśmy przez granicę polską z tą listą. Przed szlabanem na Ukrainę zauważono, że 2 osób z listy w naszej grupie nie ma. No więc gdzie się podziały, skoro przekroczyły przez polski szlaban??? Z tego powodu spędziliśmy 4 godziny załatwiania formalności, odkręcania i czekania na trawniku…
    Ale i tak było warto :-)

       Odpowiedz
    0
    0
  2. fajny tekst a nasi odebrali wizy ukraińcom. faktycznie na rowerze sie nie da

       Odpowiedz
    0
    0
  3. To jest właśnie Europa… Wschodnia granica Polski jest cudowną wizytówką Unii Europejskiej i tzw. „standardów europejskich”, które za Bugiem są dla ludzi fetyszem (oni tam, biedacy, myślą, że Polakom nadal racjonuje się kartony papierosów przy wjeździe do Niemiec – nie słyszeli o Schengen i o tym, że jako obywatel Polski mogę zawieźć do Portugalii nawet cały bagażnik papierosów – i po drodze nie podskoczy mi żaden celnik)…

       Odpowiedz
    0
    0
    • Z tym bagażnikiem papierosów to chyba przesada. Pomimo Schengen.

         Odpowiedz
      0
      0
  4. Bardzo bym chciała tam pojechać, moi przodkowie stamtąd pochodzą.

       Odpowiedz
    0
    0
  5. Panie Szygiel, jak zwykle świetny tekst, świeże spojrzenie. Proszę pisac częściej!

       Odpowiedz
    0
    0
  6. tu nie chodzi o rowery. Szkoda, ze nie chwycił Pan w ogóle o co chodziło z tym rajdem młodych banderowców. Trzeba było spróbować wjechać na Ukrainę z transparentami gloryfikującymi Adolfa Hitlera, to może by Pan zrozumiał… Nie wiem skąd wziął Pan te 20 tysięcy Ukraińców wymordowanych przez Polaków – radze zapoznać się bliżej z publikacjami na tamten temat, a nie szerzyć „wiedzę” zdobytą przy pysznych ogórkach na zagrychę…

       Odpowiedz
    0
    0
    • 20 tys. to liczba podawana zarówno przez prof. Serczyka („Historia Ukrainy” Ossolineum 2009) jak i przez młodsze pokolenie polskich historyków (Motyka z PANu, prof. Torzecki i in.), niektórzy dochodzą nawet do 32 tys. zamordowanych Ukraińców (choć Polacy byli na Kresach zdecydowaną mniejszością) .

      Przykłady polskiego bestialstwa, głównie ze strony AK i polskiej policji pracującej dla Niemców, znajdzie pan w poważnej polskiej literaturze historycznej dość łatwo.

      W czasie wojny polityka banderowców wobec Polaków była głupia i zbrodnicza, tak jak głupia i zbrodnicza była polityka Polaków wobec Ukraińców, przed i zaraz po wojnie (a nawet w jej czasie).

         Odpowiedz
      0
      0
      • Z całym szacunkiem, ale w takich kwestiach do liczb trzeba podchodzić z wyjątkowym pietyzmem: o ile co do 20 tys podawanych przez pp Serczyka i Motykę spierał się nie będę, to 100 tys. przytoczone przez Pana nie wytrzymuje konfrontacji z najlepiej udokumentowaną (choć zamilczaną jak tylko można) pracą pp Siemaszków.
        Ale nie w tym rzecz: organizowanie w Polsce jakiegkolwiek „eventu” ku czci Bandery nie broni się w żaden sposób. I czy bracia Ukraińcy tego chcą, czy nie – szanowanie polskiej wrażliwości w tej kwestii leży W ICH NAJBARDZIEJ ŻYWOTNYM INTERESIE. A jeśli tego nie rozumieją – to, niestety, ich (i to duży) problem.

           Odpowiedz
        0
        0
        • Panie Ewaryście, pan Siemaszko, wraz z innymi przedstawicielami Światowego Związku Żołnierzy AK podpisał się pod wspólnym polsko-ukraińskim komunikatem historyków w sprawie Wołynia, w którym strona polska oceniała, że na Wołyniku zginęło z rąk ukraińskich 50 tys. Polaków (udokumentowano śmierć ok. 35 tys. osób).

          Liczba 100 tys, podawana dla całości dawnych ukraińskich ziem należących do Polski wielu historykom wydaje się w gruncie rzeczy przesadzona, jesli porównać różne prace wychodzi bliżej 60-80 tys.
          Tak czy inaczej to straszne. Są oczywiście publikacje, które mówią o pół milionie zabitych, ale to już obłędna licytacja.

          Zgadzam się z panem, że szanowanie polskiej wrażliwości powinno Ukraińców obchodzić, ale myślę też, że mogłoby być i odwrotnie.

             Odpowiedz
          0
          0
          • Panie Jerzy, zgadzam się, że liczby idące w tysiące pomordowanych są straszne.
            Jak również z tym, że Ukraińcy mają prawo do własnej wrażliwości.
            I dlatego wstyd mi za przedwojenne burzenie cerkwi przez polskie władze.
            Tym bardziej, że znam wrażliwości Ukraińców zza Zbrucza i nawet zza Dniepru – z Połtawszczyzny na przykład. Zupełnie inne, niż galicyjskie.

            Ale co innego obrzydliwe szykany administracyjne, a co innego ideologia Doncowa w praktyce – nie czas i miejsce, żeby o tym szczegółowo pisać.
            A w kwestii podpisu Pana Siemaszki pod komunikatem z 1994 roku, z Podkowy Leśnej, znam takie jego wytłumaczenie:
            „Liczby są nieważne, ważne jest to, że Ukraińcy przyznali się do popełnienia zbrodni ludobójstwa”
            W wydanej 6 lat później, wspomnianej przeze mnie książce
            „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945” z zebranych danych obejmujących 1721 miejscowości oszacowali liczbę zamordowanych Polaków na 50 – 60 tysięcy osób. Nie zdołali dotrzeć do żadnych informacji dotyczących losów Polaków zamieszkujących w dalszych 1787 miejscowościach.” (a więc to są dane Z POŁOWY spalonych wołyńskich miejscowości.
            W każdym razie śp ukraiński profesor Poliszczuk – podaje nawet 120 tys. zamordowanych Polaków.
            Żeby spuentować: 200m od siedziby agencji, którą ostatnio zarządzałem stoi pomnik Szewczenki (idę o zakład, że 95% warszawiaków nie wie, gdzie to, a 90% – kto to).
            Na cokole jest słynny, choć nieznany (ot, paradoks) cytat opisujący postulowany stan (przepraszam za nowomowę) stosunków polsko-ukraińskich.
            Problem w tym, że w cytacie są słowa o „szczerym sercu” . I do nich nijak Bandera nie pasuje.

              
            0
            0
          • Panie Ewaryście, rzeczywiście znajomość kultury ukraińskiej w Polsce jest znikoma, ale wychodzi coraz więcej ciekawych książek pisarzy ukraińskich (Andruchowycz, Zabużko, Prochaśko, Żadan), może to się zmieni…

              
            0
            0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


9 − jeden =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Trump, Obama i widzenie członka

czwartek 10/11/2016
707

Trump wygrał. Nie mogę pozbyć się skojarzenia z pytaniem, zawartym w pracy Petera Fussa, wystawionej we Wrocławiu w 2008 r. Oto padła odpowiedź. To Trump…


Sekrety dżungli, czyli historia plastiku i NATO

niedziela 30/10/2016
14

Dlaczego siedzenia w autobusach pokryto grubym plastikiem, na czas podróży migrantów z likwidowanej „dżungli” w Calais? Zdjęcia pasażerów na tych plastikach wywołały pewną konsternację, nawet…


Dabiq nr 15. Pozdrowienia z Państwa Islamskiego

wtorek 02/08/2016
13

Jest nowy numer Dabiqa. Oficjalny periodyk Państwa Islamskiego (PI), z hasłem „Break the cross!” na okładce, bierze na celownik chrześcijan („krzyżowców”). Atakuje papieża Franciszka. Zdarzyło…


Państwo Islamskie – feminizm i pokój

poniedziałek 30/11/2015
2

Wyszedł właśnie 12, świąteczny można powiedzieć, numer oficjalnego organu prasowego Państwa Islamskiego, Dabiq. Kredowy papier, nienaganny lojałt, wersje elektroniczne. Dabiq to w rzeczywistości wioska niedaleko…


Francuzi na Bliskim Wschodzie, czyli która armia jest najmniejsza?

czwartek 19/11/2015
12

Paru moich znajomych zainteresowało to, co mówiłem w radio po zamachach w Paryżu, więc rozwinę tu odrobinę ten temat, żeby było jasne. Francuzi walczą w…


Komunikat Państwa Islamskiego

sobota 14/11/2015
3

Oto tłumaczenie dzisiejszego oficjalnego komunikatu PI w sprawie paryskich zamachów. Dowiadujemy się ostatnio często (rosyjski samolot, zamachy w Ankarze i w Bejrucie), że PI do…


Al-Fatiha, czyli żegnaj Ojcze nasz?

sobota 03/10/2015
8

„To jak my teraz będziemy się modlić?” – zapytała ni to mnie, ni to siebie, starsza pani siedząca przy kasie w moim osiedlowym supermarkecie. Patrzyła…


Zabijanie w Biblii i Koranie

poniedziałek 23/03/2015
45

Przyprowadźcie tutaj moich wrogów, którzy nie chcieli, abym nad nimi panował, i pozabijajcie ich w mojej obecności. Jezus Chrystus (Łk 19, 27) We wszystkich pismach…


Oscar dla służącej

poniedziałek 23/02/2015
1

Rok 1940, wojna w Europie, niemiecki i amerykański rasizm w fazach triumfu. Ale tak jak Hitler - nieco wcześniej, w 1936 - dekorował medalem olimpijskim…


Dziesięciu Murzynków Al-Kaidy

środa 18/02/2015
15

Napad na kopenhaską imprezę z udziałem szwedzkiego artysty-rysownika Larsa Vilksa, który przedstawia Mahometa jako psa, znowu kieruje uwagę na problem niejednoznaczności dowcipu w ujęciu Al-Kaidy.…