Jonathan Littell: Hitler jako rabin


poniedziałek 09/06/2008
7

 

Łaskawe (Les Bienveillantes) w lutym wyszły w Niemczech jako Die Wohlgesinnten i robią tam podobną – dyskusyjną – furorę jak we Francji, Belgii, Szwajcarii, Włoszech i Hiszpanii. Nagrody Goncourtów i Akademii Francuskiej za 2006 rok spowodowały, że sprzedany nakład książki Littella przekroczył we Francji 700 000, a wkrótce „Łaskawe” ukażą się w całej Europie (w Polsce za pół roku) i Stanach (The Kindly Ones - w lutym 2009). Ukazały się właśnie w Izraelu. Francuskie wydanie, które trzymam w dłoni, ma biblijny rozmiar – 1400 stron; można zrozumieć powolność ukazywania się tłumaczeń. No i jednym tchem nie da się tej książki przeczytać. Trzeba robić przerwy, by nie udusić się z ekscytacji, przerażenia i zmęczenia.

Kiedy skończyłem czytać Les Bienviellantes zainteresowałem się raczej głosami krytycznymi, których jest zresztą niemało. Na przykład Berliner Zeitung była złośliwa: „Kiedy perkusista z Ghany występuje wspólnie z Hindusem grającym na sitarze i duńskim pianistą mówi się, że to world music. Analogicznie „Łaskawe” to jakaś world-literatura, bo Littell do jednej książki wpakował ostre porno, powieść kryminalną, filmowy horror, fantazyjny witz, tragedię, harlequina, przewodnik turystyczny i nową monografię Holokaustu…. ”. Przytaczam tę opinię, bo – z jednej strony – w zasadzie można się zgodzić co do wielości wątków zawartych w książce, a z drugiej nieco podnoszę brew, bo dla niemieckiego krytyka ta powieść byłaby rodzajem godnego potępienia Mischling – mieszańca, niezbyt czystego rasowo, tj. gatunkowo…

Niektórzy naprawdę się zdenerwowali. Claude Lanzmann, autor słynnego dokumentu „Shoah” o zagładzie europejskich Żydów: Littell dosłownie wysrał swoją książkę. Ktoś, kto zna historię niczego z niej się nie dowie, a ci, którzy jej nie znają też niczego się nie nauczą, bo nie zrozumieją…. Inni (np. znany historyk nazizmu prof. Husson) uważają, że powieść „obraża pamięć o zamordowanych Żydach” – szczególnie jeśli chodzi o fragment kiedy narrator (i jednocześnie główny bohater, młody oficer SS Max Aue) widzi przemawiającego Hitlera… przebranego za rabina. Husson jest jednym z tych, którzy uważają Łaskawe za książkę niebezpieczną. Według niego punkt widzenia narratora …to jest post-modernistycznego nihilisty, który prowadza swą nudę wzdłuż masowych grobów wykopanych przez nihilistów epoki totalitarnej, prowadzi do relatywizacji zła narodowego socjalizmu. Idea Littella, według której każdy człowiek może stać się katem, służy w istocie relatywizacji zbrodni nazistowskich. Proponowana w prologu identyfikacja czytelnika z narratorem musi prowadzić do wyrozumiałości dla narratora.

Efekt lustra

Krytycy na ogół nie zajęli się wątkiem tajemniczego, ontologicznego wręcz podobieństwa między katem i ofiarą, owym „efektem lustra”, który – według Littella – może tłumaczyć zbrodnię Zagłady. Nie chodzi wyłącznie o zaszyfrowane aluzje. Mówią o tym bohaterowie książki, w dialogach z Maxem Aue. Jak tutaj, gdzie Max rozmawia z Otto Ohlendorfem (skazanym na śmierć w Norymberdze, część bohaterów książki to postaci historyczne), który mu tłumaczy rozkaz wymordowania wszystkich Żydów [1]:

(…) Vernichtungsbefehl budzi trwogę. Paradoksalnie przypomina boski rozkaz z żydowskiej Biblii, prawda? Idźcie teraz, zaatakujcie Amalekitów i obłóżcie klątwą całe ich mienie. Nie miejcie nad nimi żadnej litości. Wymordujcie wszystkich mężczyzn i kobiety, młodzież i niemowlęta jeszcze przy piersi, woły i owce, wielbłądy i osły. Pan to zna, pierwsza księga Samuela. O tych słowach właśnie myślałem, kiedy dostałem rozkaz. I, jak już panu mówiłem, uważałem, że to błąd, że powinniśmy mieć wystarczająco wyobraźni i inteligencji, by znaleźć rozwiązanie bardziej, powiedzmy, humanitarne, bardziej zgodne z naszym sumieniem Niemców i narodowych socjalistów. W tym sensie ten rozkaz to porażka.

 

Ale trzeba też zwrócić uwagę na wojenne realia. Trwa wojna, a każdy kolejny dzień pozostawania nieprzyjacielskich sił na naszych tyłach wzmacnia naszych wrogów. Każdy taki dzień nas osłabia. To wojna totalna, angażująca cały nasz Naród, więc nie możemy niczego zaniedbać, niczego. Wódz to jasno zrozumiał, przeciął gordyjski węzeł wątpliwości, wahań i sprzecznych interesów. Zrobił to, by ratować Niemcy, świadomy, że skoro może wysyłać setki tysięcy Niemców na śmierć, to może też – i powinien – skazać na nią Żydów czy innych naszych wrogów. Żydzi modlą się i działają na rzecz naszej porażki, więc póki nie zwyciężymy nie możemy żywić takiego wroga.

 

Co do nas: musimy spełnić ciężki obowiązek wykonania takiego rozkazu. To jest obowiązek wobec naszego narodu. Wykonanie tego rozkazu jest podstawowym obowiązkiem narodowych socjalistów. I to nawet jeśli posłuszeństwo jest nożem, który podrzyna gardło ludzkiej woli, jak mówił święty Józef z Cupertino. Musimy pogodzić się z naszym zadaniem tak samo jak Abraham, który pogodził się z niepojętym poświęceniem własnego syna Izaaka. Czytał pan Kierkegaarda? Nazwał Abrahama rycerzem wiary, który nie tylko musi poświęcić swego syna, ale też – i przede wszystkim – swoje idee etyczne. Tak samo jest z nami, prawda? Musimy złożyć ofiarę jak Abraham.

Mocne, ale jakbyśmy to już słyszeli? Wszystko opiera się na tym samym bezlitosnym micie totalitarnym, tym zaskakującym fundamencie współczesnych religii: pojawia się Ktoś, kto każe ci zabić własne dziecko, całkowicie zmienić światopogląd, i jeszcze w zamian wymaga zgięcia karku, ekskluzywnej adoracji. Takiemu Bezczelnemu Panu odpowiadają niewolnicy, bo musi być jakaś hierarchia… najlepiej homo-społeczna typu religijno-militarnego, to ona na zawsze wyznaczy moralność panów.

Albo w innym miejscu, gdzie Max wysłuchuje prywatnej przemowy dr Mandelbroda, hitlerowskiej szarej eminencji:

- No przecież wiesz, że nawet sam termin „narodowy socjalizm” został stworzony przez Żyda, prekursora syjonizmu, Mojsze Hessa? Przeczytaj kiedyś jego książkę Rzym i Jerozolima, zobaczysz. Bardzo pouczające. To nie przypadek: cóż bardziej voelkisch od syjonizmu? Żydzi tak jak my uznali, że nie może być żadnego Volk i Blut bez Boden, bez ziemi, należy więc znaleźć Żydom ziemię, Eretz Izrael, wyczyszczoną z innych ras. To są oczywiście stare, żydowskie idee. Żydzi są pierwszymi prawdziwymi narodowymi socjalistami, już od prawie trzech i pół tysiąca lat, od kiedy Mojżesz dał im Prawo, żeby ich na zawsze oddzielić od innych ludów. Wszystkie nasze wielkie idee pochodzą od Żydów, musimy to trzeźwo przyznać: ziemia jako obietnica i spełnienie, pojęcie narodu wybranego pośród wszystkich, koncept czystości krwi. (…) To dlatego Żydzi są naszymi najgorszymi wrogami, najbardziej niebezpiecznymi, jedynymi, których naprawdę warto nienawidzić. To nasi jedyni konkurenci, jedyni poważni rywale. (…) Albo oni albo my.

 

Teraz ten typ dyskursu („albo oni albo my” w nacjonalistycznym sosie) stosuje się dziś nie tylko w Izraelu. Tymczasem Littell wkłada w usta hitlerowców porównania, które w europejskiej publicystyce pojawiały się już w latach trzydziestych ubiegłego wieku. W końcu zabija się innego, bo ucieleśnia to, czego nie znosi się w sobie samym. Siostra-bliźniaczka Maxa mówi mu w pewnym momencie zabijając Żydów Niemcy chcą sami się zabić, zabić Żyda w sobie. Zabić brzuchatego burżuja liczącego monety, biegającego za honorami, śniącego o władzy (…), zabić posłuszeństwo, to poddaństwo Knechta, zabić te piękne niemieckie cnoty.

Temat bliźniaków (symetrycznego Innego) przewija się przez całą książkę. Max kocha tylko swoją siostrę. W scenach fizycznej miłości między nimi, w ich dziecięcym kazirodztwie, można dopatrzyć się metafory hitlerowskich teorii rasowych. Mało tego, Max jest również homoseksualistą, jakby miał być wcieleniem niewyznanej istoty struktur homospołecznych.

Maksymalny Max

 

„Łaskawe” są opowieścią niemieckiego zbrodniarza, który umknął alianckiej sprawiedliwości i spokojnie żyje we Francji. Jego szczegółowe wspomnienie zaczyna się od napaści wojsk Rzeszy na Związek Radziecki i kończy upadkiem Berlina. Max jest członkiem Einsatzgruppen, które „czyszczą” tyły frontu; pozostaje raczej „biurowy” niż czynny i z początku częściej dobija niż zabija. Czytelnik towarzyszy mu przez całą Ukrainę, dociera wraz z nim do Kaukazu i potem Stalingradu. Tu następuje powieściowy przełom: po Stalingradzie Max rzeczywiście popada w psychopatologię (choć pojawia się pytanie czy to, co robił wcześniej, jest normalne). Potem jest Berlin, Paryż, południowa Francja, Polska z Auschwitzem i znowu Berlin.

Terytorialnie jest to więc powieść europejska. Littell, który ma za sobą doświadczenie m. in. Rwandy i Czeczenii, przyznał, że jego książka wykracza poza zagładę Żydów, by nabrać wymiaru bardziej uniwersalnego. Mówił dla Libre Belgique, że najbardziej dla niego interesująca była kwestia katów, państwowego mordu. Tłumaczył, że skupił się na europejskim przykładzie, by czytelnik nie mógł pozbyć się problemu machając ręką „Ach! To Czarni albo Chińczycy”. Należało tak osadzić opowieść, by czytelnik nie nabrał łatwego dystansu.

Max jest więc Europejczykiem, stereotypowo przystojnym niemieckim oficerem, jak z tej instalacji Uklańskiego w Zachęcie, którą kiedyś atakował Olbrychski. Jednak, choć powieść mogłaby być literacką ilustracją tezy Hannah Arendt o „banalności zła”, Max nie jest po prostu gorliwym urzędasem jak Eichmann (który nota bene występuje w powieści), żadnym „dobrym ojcem rodziny”, którzy wówczas tak seryjnie i gorliwie mordowali. Poza tym jest wzorowo wykształcony, ma znakomity gust muzyczny, zna klasyczną grekę i cytuje Tertuliana bez zająknienia, jest – bezdyskusyjnie – wrażliwy na piękno. Z Eichmannem i podobnymi łączy go tylko podobny brak wyobraźni moralnej.

Jego lodowatej opowieści trudno zarzucić „estetyzację zła” czy „granie na podświadomej perwersji czytelników”, jak niektórzy próbowali, bo w świetle tego co się w książce dzieje nie takie to proste. Prawda psychologiczna, choć czasem karkołomna, i wyważenie powieściowych obrazów mówią coś innego. Czy łatwo zidentyfikować się z Maxem? Można, bo to człowiek kulturowo bliski i czasem nie sposób mu nie przyznać racji, ale w końcu to niemożliwe, bo to w gruncie rzeczy odpychający dupek, psychopata przejęty społecznym darwinizmem.

Sam Littell przeciął liczne spekulacje na temat pierwowzoru postaci. Za kilka miesięcy wyjdzie jego następna książka Le sec et l’humide („Suche i wilgotne”). Jej bohaterem będzie Leon Degrelle, belgijski nazista, dziś – jak się można przekonać szperając w Internecie – idol polskich organizacji faszystowskich.

Łaskawe a sprawa polska

 

- Żydzi pojawili się w Polsce w X wieku, kiedy książę Mieszko narzucił tu katolicyzm. Handlowali solą, zbożem, skórami i winem. Wzbogacali królów, więc byli popierani. Naród był wtedy pogański, oprócz paru prawosławnych na wschodzie. Żydzi pomogli więc katolicyzmowi upowszechnić się w Polsce, a w zamian katolicyzm chronił Żydów. Żydzi zachowali pozycję pośredników długo po przejściu Polaków na katolicyzm, wszelkimi sposobami pomagając panom [po polsku w oryginale] w dojeniu wieśniaków. Służyli jako intendenci i lichwiarze, twardo trzymali w rękach cały handel. Stąd się bierze trwałość i siła polskiego antysemityzmu: Polacy zawsze widzieli w nich wyzyskiwaczy i nawet jeśli głęboko nas nienawidzą z całego serca popierają nasze rozwiązanie kwestii żydowskiej. Tak samo dotyczy to partyzantów Armii Krajowej [po polsku w oryginale], którzy są katolikami i bigotami, i nieco mniej partyzantów komunistycznych, którzy są zmuszeni, czasem wbrew sobie, trzymać się linii Moskwy.

 

- Ale przecież AK sprzedawała broń warszawskim Żydom.

 

- No tak, bardzo drogo, śmieszną ilość broni najgorszej jakości. Według naszych informacji zgodzili się ją sprzedać dopiero po bezpośrednim rozkazie z Londynu, gdzie Żydzi manipulują ich tak zwanym rządem emigracyjnym.

 

- Ilu Żydów tu zostało?

 

- Nie znam dokładnej liczby, ale mogę pana zapewnić, że do końca roku wszystkie getta zostaną zlikwidowane. Poza naszymi obozami i garstką partyzantów nie zostanie w Polsce żaden Żyd. Wtedy trzeba będzie poważnie zająć się rozwiązaniem kwestii polskiej. Polacy będą musieli poddać się istotnej redukcji demograficznej.

 

- Całkowitej?

 

- Całkowitej, nie wiem. Wydziały gospodarcze zastanawiają się nad tym, robią obliczenia, ale będzie konsekwentna, przeludnienie jest zbyt duże. Bez tego ten region nigdy nie osiągnie dobrobytu, nigdy nie zakwitnie.

 

Prawdę mówiąc Polska w powieści właściwie nie istnieje; ten dialog Maxa z oficerem, który w Polsce służy, to właściwie jedyna informacja na temat naszego kraju. Aue spotyka tylko trójkę Polaków i wszyscy są niewolnikami bądź podwykonawcami: czapkujący służący szefa Auschwitz Rudolfa Hoessa albo pokojówka-prostytutka. Jedyny (niezauważalny) Polak, który chwilowo poruszył Maxa to jeden z tych, którzy w siedzibie SS w Lublinie przez dziury w ścianach ubikacji gołymi rękami podcierali esesmanów. Można oczywiście dopatrzyć się w tym pewnej metafory, ale raczej „pańskiego szaleństwa” Niemców niż polskiej moralności. W końcu – z punktu widzenia mocarstw – Polska odegrała rolę bardzo podrzędną w historii II wojny, tak samo jak dzisiaj jest tylko niezauważalnym podwykonawcą w kolonialnych wojnach w Iraku czy Afganistanie.

W każdym razie ci Polacy, którzy przejmują się sformułowaniami „polskie obozy zagłady”, nie mają czego się obawiać: każda zbrodnia pozostaje tu niemiecka.

Prawda – nieprawda

Książka jest imponująco udokumentowana. Przyznają to nawet jej krytycy z Claudem Lanzmannem na czele, który mówił o „olbrzymiej, mrówczej pracy”, „braku błędów w najdrobniejszych szczegółach” i „godnej podziwu erudycji”. Z tej strony trudno tę powieść zaatakować, więc co najwyżej pisano tu i ówdzie, że chodzi o „erudycję kujona”, jakby Littell zawarł w tekście dosłownie wszystkie notatki ze swoich historycznych lektur.

Dla jego obrońców to nie ma znaczenia. Jorge Semprun (trzeba go przedstawiać?) jest zachwycony: W sprawie eksterminacji Żydów pokolenia dwóch najbliższych wieków będą odwoływać się do dzieła Littella. Żadna inna książka nie opisała i nie opisze jej tak celnie. Z kolei Julia Kristeva uważa, że ponieważ Łaskawe nie są powieścią historyczną jak inne, krytyka formułowana przez niektórych historyków mija się z celem. Narrator przechwytuje różne typy dyskursów (aż po źródła z radzieckich archiwów i świadectwa ofiar), by przystosować je do własnej psychopatologii. Łaskawe nie są dziełem historyka ani analizą Zagłady: to fikcja, która rekonstruuje świat zbrodniarza.

W Europie ukazało się już kilka książek o Łaskawych, ale są to właściwie historyczno-turystyczne przewodniki po „trasie Maxa”; dogłębne analizy dopiero powstają, wiele europejskich uniwersytetów organizuje cykle poświęcone wyłącznie tej książce. Można się spodziewać, że powieść będzie nie tylko „przeżyta”, ale i zrozumiana.

Targi zasobami ludzkimi

 

I tak to spadnie nam na głowy książka zadziwiająca, fresk walący się od pęknięć trudnych do wytrzymania dla najsolidniejszych konstrukcji. Jej niemal fizycznie przygniatająca treść pływa wśród intelektualnych subtelności, kulturowych aluzji i odniesień, których odkrywanie może być bardzo przyjemne. To tworzy – czytelniczo – wybuchową mieszankę, zmusza do szczególnej autokonfrontacji.

Już dwa pierwsze słowa książki są cytatem (Freres humains… – to również pierwsze słowa Ballady wisielców Villona). Rozdziały noszą tytuły tanecznych części bachowskiej suity, a Ajschylos z Oresteją zamyka narrację. Formalnie książka jest w zasadzie dziewiętnastowieczna, ale proponuje literackie środki, które projektują ją w przyszłość: ta świadomość nie przychodzi jednak od razu.

Najdłuższy rozdział Łaskawych („Menuet”) z „poststalingradzkiej” części powieści spowalnia akcję i wielu czytelników potraktuje go pewnie jako dłużyznę, ale to chyba właśnie gdzieś tu ukryto jądro jej sensu. Czy coś takiego jak Auschwitz może być metaforą ludzkiego życia? Max, „dobry nazista”, robi wszystko, by racjonalnie wykorzystać siłę roboczą więźniów obozów koncentracyjnych. Choć brak tu choćby jednego słowa odniesienia jego urzędnicze zaangażowanie widzi się w końcu jak całkiem współczesne kłopoty wielkiej korporacji, jakbyśmy żyli pośród jakiegoś niezauważalnego, przyswojonego faszyzmu. Max to dzisiejszy karierowicz, pusty japiszon w nienagannym garniturze, funkcjonujący w nowoczesnym, terrorystycznym państwie. Idę warszawską ulicą i widzę bilbord z reklamą „targów zasobami ludzkimi”. Wojny są dalekie i niezauważalne, bo bombarduje się, torturuje i okrada wyłącznie nędzarzy.

Kiedy Łaskawe – właściwie debiutodniosły sukces niektórzy uważali to za jakiś spisek, podejrzaną historię. Rzeczywiście, czasem trudno uwierzyć, że tę książkę napisał jeden człowiek, jakby stała za tym jakaś „ekipa”, która chciała „rozbić bank” pisząc idealną powieść „pod nagrodę”. Pisano o ojcu Littella (Amerykanin o polsko-żydowskich korzeniach, były agent CIA, autor wziętych powieści szpiegowsko-sensacyjnych) i jego dziwnym, brytyjskim agencie literackim… No cóż, widocznie ciężko coś takiego przyjąć wprost, w końcu to książka o nas, tzw. białych ludziach.

Łaskawe z niesłychanym rozmachem próbują powiedzieć coś bardzo przykrego o naszej cywilizacji, tymczasem widzę, że tę powieść będzie się u nas reklamować pod hasłem „relatywizacji Holokaustu”. Fakt, że unosi się ona ponad swój główny wątek nie może jednak prowadzić do takiego interpretacyjnego spłaszczenia. W powieści jest takie zdanie: „…I ten człowiek nie był sam, wszyscy byli jak on, ja byłem jak on, i wy, na jego miejscu, bylibyście jak on. ” Proszę najpierw sprawdzić o kim mowa. I dlaczego.

 

[1] Wszystkie tłumaczenia fragmentów książki własne (tekst pisany przed ukazaniem się tłumaczenia polskiego Łaskawych).

Le Monde Diplomatique edycja polska, 10/2008

 

 

 

 

 

 

.


Komentarze 7 Dodaj komentarz

 
  1. Widziałam Littella w Berlinie w lutym na spotkaniu w Berliner Ensemble. Do dzis nie mogę dojść do siebie po tej książce.

       Odpowiedz
    0
    0
  2. panie szczygiel dobrze ze pan o tym pisze ale kto to zrozumie w polsce? dla polakow z polski to bedzie za trudne nikt nie bedzie tego czytal niestety. za grube to i za bardzo otwarte, nie przejdzie nic a nic!

       Odpowiedz
    0
    0
  3. Z zainteresowaniem przeczytałam powyższy tekst. Od dłuższego czasu szukam czegoś na temat książki Littella. Dziękuję więc za mnóstwo informacji. Do polskiego wydania Łaskawych podobno został miesiąc. Myślę, że książka (wbrew wątpliwościom m.b.) zostanie zauważona, poruszy (oburzy?) środowiska opiniotwórcze i nie tylko.

       Odpowiedz
    0
    0
    • Dziękuję, cieszę się, że uznaje Pani ten tekst za użyteczny. Dowiedziałem się, że książka wyjdzie w terminie (październik), ukazały się już egzemplarze recenzenckie. Pozdrawiam.

         Odpowiedz
      0
      0
  4. Wlasnie jestem w trakcie czytania „Laskawych”. Lektura ciezka, to fakt, ale wlasciwie od paru dni nie mysle o niczym innym. To sklonilo mnie do poszukania wiecej informacji na temat ksiazki. Dziekuje Panu za ciekawy artykul. Nie zgadzam sie z poprzednim komentarzem: sa tacy, ktorzy przeczytaja ta ksiazke w Polsce i dla wielu bedzie to wazna lektura. Pozdrawiam

       Odpowiedz
    0
    0
  5. Najlepsza w książce jest część o Stalingradzie i wątek kryminalny. Jestem przy końcu…. wykończony. Daje do myśloenia. POzdrowienia z Wrocławia!

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


4 + = pięć

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Trump, Obama i widzenie członka

czwartek 10/11/2016
319

Trump wygrał. Nie mogę pozbyć się skojarzenia z pytaniem, zawartym w pracy Petera Fussa, wystawionej we Wrocławiu w 2008 r. Oto padła odpowiedź. To Trump…


Sekrety dżungli, czyli historia plastiku i NATO

niedziela 30/10/2016
2

Dlaczego siedzenia w autobusach pokryto grubym plastikiem, na czas podróży migrantów z likwidowanej „dżungli” w Calais? Zdjęcia pasażerów na tych plastikach wywołały pewną konsternację, nawet…


Dabiq nr 15. Pozdrowienia z Państwa Islamskiego

wtorek 02/08/2016
1

Jest nowy numer Dabiqa. Oficjalny periodyk Państwa Islamskiego (PI), z hasłem „Break the cross!” na okładce, bierze na celownik chrześcijan („krzyżowców”). Atakuje papieża Franciszka. Zdarzyło…


Państwo Islamskie – feminizm i pokój

poniedziałek 30/11/2015
2

Wyszedł właśnie 12, świąteczny można powiedzieć, numer oficjalnego organu prasowego Państwa Islamskiego, Dabiq. Kredowy papier, nienaganny lojałt, wersje elektroniczne. Dabiq to w rzeczywistości wioska niedaleko…


Francuzi na Bliskim Wschodzie, czyli która armia jest najmniejsza?

czwartek 19/11/2015
1

Paru moich znajomych zainteresowało to, co mówiłem w radio po zamachach w Paryżu, więc rozwinę tu odrobinę ten temat, żeby było jasne. Francuzi walczą w…


Komunikat Państwa Islamskiego

sobota 14/11/2015
3

Oto tłumaczenie dzisiejszego oficjalnego komunikatu PI w sprawie paryskich zamachów. Dowiadujemy się ostatnio często (rosyjski samolot, zamachy w Ankarze i w Bejrucie), że PI do…


Al-Fatiha, czyli żegnaj Ojcze nasz?

sobota 03/10/2015
1

„To jak my teraz będziemy się modlić?” – zapytała ni to mnie, ni to siebie, starsza pani siedząca przy kasie w moim osiedlowym supermarkecie. Patrzyła…


Zabijanie w Biblii i Koranie

poniedziałek 23/03/2015
26

Przyprowadźcie tutaj moich wrogów, którzy nie chcieli, abym nad nimi panował, i pozabijajcie ich w mojej obecności. Jezus Chrystus (Łk 19, 27) We wszystkich pismach…


Oscar dla służącej

poniedziałek 23/02/2015
1

Rok 1940, wojna w Europie, niemiecki i amerykański rasizm w fazach triumfu. Ale tak jak Hitler - nieco wcześniej, w 1936 - dekorował medalem olimpijskim…


Dziesięciu Murzynków Al-Kaidy

środa 18/02/2015
2

Napad na kopenhaską imprezę z udziałem szwedzkiego artysty-rysownika Larsa Vilksa, który przedstawia Mahometa jako psa, znowu kieruje uwagę na problem niejednoznaczności dowcipu w ujęciu Al-Kaidy.…