Żadna opera


sobota 28/02/2015
2

Przedyskutowałem wczoraj wieczorem z osobą decydującą o finansach Zachęty następujący projekt artystyczny, wykorzystujący tę okoliczność, że pomieszczenia pałacyku są wysooooookie aż do przesady, że czasem nie widać sufitu. Nie mam pewności, że jej wmówiłem swój pomysł, ale obiecała to skosztorysować…

Oto projekt.

Wystarczy jedna duża i żyrafio wysoka sala. W stu językach przy wejściu człowiek jest witany serdecznie, a jakże! Przed nim nie dający się obejść pierwszy próg schodów. Wchodzi, a schody go prowadzą zawile to w górę, to w dół, w lewo, w prawo, środkiem, poboczem: cała bowiem sala od polepy po powałę jest pełna wijących się schodów.

Ta gęsto utkana schodowa wstęga byłaby jednokierunkowa, marsz po niej zawierałby w sobie nieodwracalność, ale miałaby „zatoczki”, gdzie strudzony wspinaczką konsument „wysokiej sztuki” (tu: rzeczywiście wysoko zawieszonej) mógłby przysiąść w przestworzach na zydlu i popatrzeć na…. NIC, co najwyżej na podobnych sobie frajerów! Bowiem esencją mojej wystawy byłoby NIC, brak jakiegokolwiek dzieła malarskiego, rysunkowego, rzeźbiarskiego, filmowego, instalacyjnego: czysta forma, zero twórczości.

/źródło: Sztuka Architektury, http://www.sztuka-architektury.pl/ /

Na wernisaże przychodzi rozmaita młodzież – ta miałaby uciechę – jak też liczni ludzie Trzeciego Wieku, a nawet czwartego: ci mieliby do artysty i do Zachęty pretensje o to, że muszą latać na bezdurno po schodach, aż po sufit, na których nie znajdują oczekiwanej twórczości. Możnaby rozładowywać napięcie podkładając na „mijankach” notesy, gdzie każdy mógłby uczynić wpis TU BYŁEM, KOCHAM ANASTAZJĘ, ZIUTA JEST GUPIA, czy jakoś tak.

Najlepszy byłby finał tego pieszego roll-coastera: po przebyciu labiryntu (ze 200 metrów byłoby tego) konsument wychodzi, gotów zamordować kogoś, kto go tu wpuścił za cenę biletu (nic bowiem nie zobaczył, a stracił ze 2 kilo) – i tu niespodzianka, żegna go napis: no i co, bucu, coś się nachodził to – kuźva – twoje, nieprawdaż?

Mówiąc szczerze, ten ostatni napis adresuję głównie do Kamila S., który przybył z jakąś flądrą (Kora jest chora) i wyżarł pół tacy łososia, popijając winem: figuruje na mojej liście Pajacyki Polskie (TUTAJ).

 

*             *             *

Powodem mojej wczorajszej – chyba widocznej w przedstawionym projekcie – frustracji artystycznej był kolejny wernisaż, tym razem „austriacko-rosyjskiej” artystki pokolenia uśrednionego.

Uderza mnie – nie ujmując niczego prezentowanym w Zachęcie dziełom twórców wielkich i nijakich – że coraz mniej jest w tym wszystkim strawy, a coraz więcej formy, czyli opowieści artysty o tym, co chciałby stworzyć i czego dokonać. Od razu przychodzi na myśl „Doskonała próżnia” Stanisława Lema, który tak sugestywnie zakpił z recenzentów, że ukazały się na świecie wtórne recenzje nie napisanej przez niego książki[1].

Ja akurat nie mam serca do sztuk plastycznych, jestem bardziej „muzykologiem”. W dodatku synem PGR-owskich ogrodników-sadowników.

Chodzę na wernisaże do Zachęty, bo lubię ich część konsumpcyjną. Wczoraj akurat były kanapki z łososiem (krasnaja ryba, ikra i cziornyj chlieb – to jeden z rarytasów „kuchni” rosyjskiej). Podczas takiej konsumpcji, w luźnych rozmowach „na stojaka”, gaworzymy sobie z moją zaprzyjaźnioną panią księgową o kulisach poszczególnych wystaw i odkrywam, dlaczego czasem „wielkie nic” jest niezmiernie kosztowne, a innym razem ujmująca za serce i duszę prezentacja kosztuje podatnika grosze zaledwie. Z samych tych opowieści możnaby spisać bogatą książkę i postawić ją na półkach nowej i nowoczesnej księgarni w Zachęcie. Wczoraj, w dziale dziecięcym, otworzyłem sobie książkę „Przychodzi Platon do doktora”. Trafiłem na przypowiastkę:

pewien gość golił się brzytwą, ta wyślizgnęła mu się z rąk i ucięła mu penisa przy samych korzeniach (naprawdę, tak było napisane! – JH). Gość szybko zawinął zgubę w papierek i taksówką zaiwania do punktu medycznego. Lekarz mówi, nie ma sprawy, daj pan tę zgubę, przyszyjemy, będzie jak nowy. Ale rozwinąwszy węzełek krzyczy zdumiony: toż to nie penis, to cygaro! Ojej – zasromał się okaleczony gość – musiałem rzecz właściwą wypalić w taksówce! …

/nota bene, właśnie dlatego już od czasów Platona w taksówkach warszawskich obowiązuje zakaz palenia/

Bardzo też podobała mi się „Lokomotywa” wydana w trzech językach. 25 złotych. Postanowiłem nauczyć się dziełka po niemiecku i angielsku (dobre, rytmiczne tłumaczenia) i deklamować w towarzystwie rozmaitym, na pewno zrobię furorę. Posłuchajcie mało udramatyzowanej, niemieckiej wersji, TUTAJ. Ja to bym z tego zrobił takie przedstawienie, że hej! Np. po czesku, TUTAJ.

A jeszcze bardziej spodobała mi się żółta tablica z instrukcją BHP, nie będąca eksponatem, tylko zawieszona gdzieś w labiryntach zaplecza Zachęty, w której nie używa się słowa „przedsiębiorstwo” lub podobnego nowożytnego, tylko proponuje się PRL-owskie słowo „zakład” (poruszając się po zakładzie należy zwracać uwagę na… i przestrzegać instrukcji kierownictwa zakładu…). Trzeba bowiem wiedzieć, że na wernisaże wchodzę nie „od frontu”, tylko od zakamarków, prowadzących z gabinetu księgowej ku salom wystawowym.

 

*             *             *

Powróćmy do austriacko-rosyjskiej artystki. I zacznijmy od tego, że w jej twórczości nie ma nic łączącego austriackość z rosyjskością, jest to zatem nie austriacko-rosyjska artystka, tylko Rosjanka tworząca w Austrii albo Austriaczka pochodzenia rosyjskiego. Cóż, Miodek to ja nie jestem, ale taką mam intuicję. Skoro się już czepiam: prezentowano ją po angielsku, zamiast pozwolić jej mówić w ojczystym języku (podczas późniejszego zwiedzania mówiła piękną mową Dostojewskich, Tołstojów i Bułhakowów, za to kaleczyła charakterystycznym akcentem-proiznoszenijem angielski i niemiecki).

Spośród licznych jej martyrologicznych filmów i instalacji trzecie miejsce w rankingu przyznaję prezentacji z klocków lego, nadętej politycznie, na której „nadludziki” z góry ostrzeliwują i ciemiężą lud, a nano-ludziki po obywatelsku obsobaczają tanimi hasłami wiadomo kogo, nieobecnego w instalacji, bo pachnącego pośród złota i bursztynów Kremla. Generalnie wystawa przemyca pogląd „Gułag jest wieczny, ponadczasowy”.

Drugie miejsce przyznaję krótkiemu filmowi (tytuł: „Próbując przetrwać”), podobno własność galerii czy muzeum w Helsinkach, na którym to filmie trzynaście laleczek „wańka-wstańka” pada i wstaje, grunt im się trzęsie pod nogami to lekko, to z energią atomową, one się kolebią to równo, to w bezładzie, a kiedy „burza narasta”, obijają się o siebie z trzaskiem, całość makabryczna, bo te laleczki uśmiechnięte, a ich los całkiem bezładny i ponury, niektóre odpadają poza ramy monitora, zostają trzy najdzielniejsze, a właściwie przypadkowo ocalałe. Naprawdę mocne przesłanie, nie więcej niż 100 sekund.

Jednym z eksponatów (trzeba przyznać, że niektórzy zwiedzający sami są eksponatami nierzadko bardziej wstrząsającymi) są sfotografowane kozy, które ze zręcznością kotów łażą po gałązkach jakiegoś subtropikalnego orzechowca tak wysoko, że i żyrafy by się nie powstydziły, orzechy orzechowca podskubują wraz z listkami, potem ponoć – po przejściu układu trawiennego – orzeszki owe są rarytasem drogich restauracji. Tu akurat martyrologii nie doszukałem się.

Zdecydowanie pierwsze miejsce dostaje… mój projekt opisany powyżej: wszak powstał podczas tej wystawy i jest performance’m do niej przynależącym…

 

*             *             *

Aha, i jeszcze ten katalog win! Nie pijam win. A katalog leżał na parapecie na zapleczu, przy posterunku ochrony. Zachwycony jestem tym, że na 125 stronach opisano – przedstawiając odpowiednio mapy – mikroregiony całego świata, w których produkuje się takie a nie inne rodzaje win i szampanów i co tam jeszcze… Naprawdę porządny kawał dobrej roboty branżowej. Pracuję w międzynarodowej izbie gospodarczej, pomysł wykorzystam.

Na zapleczu zaś, kiedy juz wychodziłem na ostatnią kolejkę do Grodziska, grupa totumfackich łoiła z artystką biały płyn wydzielający opary znajome mi z rosyjskich peregrynacji. Jakież to mało inteligenckie…

Za Tuwimem posyłam pozdrowienia artystom uprawiającym sztukę współczesną w taki sposób, że sami chyba za nią nie nadążają: TUTAJ.

/Czytelnik chyba wyczuwa nutkę żartobliwą…?/

Uwaga: słowo „opera” oznacza w pewnym języku „dzieło, owoc pracy”.


[1] Pisanie recenzji z nieistniejących książek nie jest wynalazkiem Lema; nie tylko u pisarza współczesnego – J.L. Borgesa – znajdujemy takie próby (np. jako „Omówienie dzieła Herberta Quaine” w tomie „Labirynty”), koncept sięga dalej – i nawet Rabelais nie był pierwszym, który go użył. Lecz „Doskonała próżnia” jest kuriozalna o tyle, że chce być antologią tylko takich właśnie krytyk. Systematyczność pedanterii czy żartu? Podejrzewamy autora o intencję żartu, a wrażenia tego nie osłabia wstęp – sążnisty i teoretyczny, w którym czytamy: „Pisanie powieści to forma utraty swobód twórczych. (…) Z kolei recenzowanie książek to katorga jeszcze mniej szlachetna. O pisarzu da się przynajmniej powiedzieć, że sam siebie zniewolił – obranym tematem. Krytyk jest w gorszym położeniu: jak katorżnik do swych taczek, tak do dzieła omawianego przykuty jest recenzent. Pisarz traci wolność we własnej, krytyk – w cudzej książce”. Patrz: http://solaris.lem.pl/ksiazki/apokryfy/biblioteka21wieku/366-stanislaw-lem-doskonala-proznia ;


Komentarze 2 Dodaj komentarz

 
  1. Czyta się…
    BTW, sekuje pan nieszczęsnego Sipowicza, a w „swojej frustracji artystycznej” i własnym koncepcie/projekcie formy (bez)treści, nawet nie zająknie o gigancie myśli i czynu – Witkacym.
    Ale nie ma tego złego, dzięki Panu, sięgnąłem ponownie po „teorię czystej formy” i polemiki tamtego czasu… Irzykowskiego („Walka o treść”), Boya, Peipera…
    Jest z czego czerpać.
    I ta nieodparta myśl – kiedyś to nasi myśleli i pisali – i ten Witkacy i to, ciągle aktualne, proroctwo o nieuchronność cywilizacyjnej zagłady.

       Odpowiedz
    1
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


+ pięć = 8

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Czas na wybory konstruktywne

poniedziałek 05/11/2018
0

Kto żył i czytał gazety – wtedy czytało się prasę – ten pamięta głosowania czerwcowe do Sejmu (kontraktowego) 1989. Ich istotą była umiejętność rozpoznania przez…


Przypomnienie

sobota 20/10/2018
0

Żyjemy w czasach, w których zaproszenie do konsulatu obcego państwa może oznaczać wezwanie na egzekucję. Żyjemy w czasach, kiedy poprzez fizyczno-formalne ograniczenia eliminuje się ugrupowania…


Co zrobi "władza"?

wtorek 09/10/2018
0

Im dłużej nasza „władza” zwleka z przerwaniem tego ewidentnego bezprawia – tym mocniejsze wyciągnę argumenty: niech się władzuchna nie pociesza, ja nie jestem KOD-ownikiem czy…


Zapowiedź protestu wyborczego

wtorek 02/10/2018
0

Jan Herman                                                                                                     Warszawa, 2 października 2018 r. Pełnomocnik Wyborczy KWW Dra Mateusza Piskorskiego oraz Obywatel zarejestrowany jako wyborca w Warszawie         DO:…


Jak to sformułować … aby było grzecznie

piątek 28/09/2018
0

Ktoś jednak jest autorem podziału Polski wedle „plemienności”. Ja ten podział widzę następująco: ktoś tak „prowadził sprawy”, aby rozmaite „państwa w państwie” okradały Państwo z…


Potrzebą najpilniejszą: REKONSTRUKCJA, czyli ZMIANA

czwartek 20/09/2018
0

Zdziwią się ci, którzy myślą, że wiedzą o czym jest tytuł niniejszej notki: owo zdziwienie minie, kiedy cierpliwie dotrzecie do ostatniego akapitu. Zresztą, możecie od…


Przypadek niejakiego Patryka

piątek 14/09/2018
0

Ja jestem socjalistą i patriotą, a kim jest Patryk – nie wiem. Mieszkałem w jego mieście krótki czas, bo urodziłem się w Nysie, a moi…


Socjalizm feudalny – naszą potrzebą najwyższą! – facecje na tematy ustrojowe

czwartek 06/09/2018
0

Socjalizm feudalny – naszą potrzebą najwyższą! – facecje na tematy ustrojowe Polską – przez ostatnie stulecie „niepodległości” podarowanej-wycyganionej od „panów świata” – rządzi socjalizm feudalny.…


Pomóżmy PiS-owi! Na pohybel Mścicielom!

piątek 31/08/2018
0

Formacja sprawująca w Polsce rządy od niemal 3-ch lat nie znalazła się u władzy na skutek zbiorowego „zażycia” przez Elektorat. Do upadku doprowadziła siebie formacja…


Salonowe komuchoznawstwo

niedziela 26/08/2018
14

Ukazała się na Salonie24 notka o polskiej lewicy, która już w tytule zapowiadała tabelę porządkującą-systematyzującą. Autorowi składam ukłon, bo poświęcił trochę czasu sprawie. A teraz…