Trochę polityki dla smaku


wtorek 03/04/2018
1

Miałem teraz właśnie, od rana, czuwać przy Romanie, z którym co-nieco razem zrobiliśmy przed laty, z którym przyjaźń nasza dawkowała się zbyt rzadko i zbyt małymi porcjami. Roman jest-był Litwinem (Romanas Vytkauskas) mieszkającym w Puńsku. Nikt nie pamięta czasów sprzed jego aktywności samorządowej. Poznałem go 1988 roku jako Naczelnika Gminy. Potem był wójtem, wicestarostą. Zakładaliśmy Polsko-Litewską Izbę, uruchamialiśmy targi-jarmarki, przyjmowaliśmy kandydata na Prezydenta Polski (zawiozłem go tam śmigłowcem), omawialiśmy wydarzenia wileńskie znane jako Sausio įvykiai – 1991 (radzieckie czołgi pod wieżą telewizyjną), odwiedzaliśmy się w przerwach między naszymi życiowymi zakrętami (ileż On doświadczył!), a raz nawet zawrócił mnie ze straceńczej podróży w nieznane, kiedy miałem dość wszystkiego. Odesłał mnie wtedy ze „skarpy lemingów” do Suwałk, gdzie znalazłem zajęcie na kilka miesięcy, ale nie byłem w stanie zaaklimatyzować się na dłużej.

Sam nie skarżył się, albo może inaczej: głuchy byłem na jego wołanie o odrobinę normalności, więcej nie pragnął. Zbyt zajęty byłem sobą i swoimi potyczkami ze światem, aby dostrzec, że jego puńskie życie – to była praca dla wszystkich i wszystkiego, byle uciec od własnych, osobistych udręk.

Zawiodła logistyka. Nie po raz pierwszy w naszej przerywanej zbyt często przyjaźni (przepraszam Cię, Roman, za bezczelność i poufałość). Z Radzymina do Puńska jest jednak zbyt daleko, aby podróż pogodzić z codziennością.

Kiedy przed laty wjeżdżałem do Puńska – pierwszym słowem jakie napotkałem na przydrożnej tablicy, było „taika” (pokój).  Potem siedziałem w sekretariacie gminy, pijąc herbatę z rąk pani Biruty (później niezwykle bliskiej Romanowi). Podsłuchiwałem zza drzwi drewnianego urzędu obcojęzyczną śpiewną debatę gorących głów (Roman zawsze podnosił temperaturę rozmów, żył każdą sprawą, jakby była jego osobistą). Potem – równie śpiewnie – przyjął mnie (reprezentowałem Ogólnopolskie Towarzystwo Inicjatyw Gospodarczych „Promotor”) i od razu zaprzągł  w dziesiątki tamtejszych spraw.

Drugim litewskim słowem, jakie poznałem – to Aušra, oznaczające Zorze (Jutrzenkę), używane też w Litwie jako imię żeńskie. Do dziś jest to periodyk i wydawnictwo lokalne.

Kiedy po wizycie wracałem do Warszawy – byliśmy już kolegami. Żegnał mnie słowami „viso gero” (w porządku, luzik, inaczej „tai gerai”).

 

*             *             *

Mamy wiosnę 2018. Na świecie trwa regularna wojna między Zachodem a Orientem (w skrócie: między Ameryką i Chinami), która udaje że się tli, ale jest namacalna i dosłowna, wniknęła w naszą codzienność bardziej, niż gotowi jesteśmy to przyznać, jarzy się otwartą furią.

W polskich mediach – a więc i w świadomości potocznej – jest to wojna Putina ze światem o wpływy gospodarcze w Europie i o dominację w Europie Środkowej. Można i tak.

W tle jest kompletna niemożność przełamania stereotypu, który każde wszystko co na wschód od Polski traktować jak plagę, a wszystko co na zachód od niej – jak nieustająca nadzieję. Nawet „nastawione na ustępstwo” głoszenie, że wszelkie mocarstwa mają w sobie jednakie „nosicielstwo zła imperialnego” – nie znajduje zrozumienia.

*             *             *

Mamy nadal wiosnę 2018. W Europie trwa zaawansowany proces dezintegracji, wywołany – paradoksalnie – przerośniętymi ruchami integracyjnymi, mającymi przywrócić Europie jako-taką pozycję pośród potęg globalnych.

Unia Europejska, u zarania tworzona jako – w założeniu polityczno-ideowym – najnowocześniejsza figura państwowa obejmująca ten niewielki kontynent – zbyt późno pojęła, że przewodnictwo w świecie nie jest możliwe bez rozwiązań imperialnych (choćby zapewniających nieograniczony dostęp do surowców energetycznych i minerałów przemysłowych oraz do „śmietanki kadrowej” przygotowanej do największych wyzwań).

W polskiej debacie nadal dominuje kult i zarazem mit Demokracji, Praw Człowieka, Pluralizmu Idei, Swobody Wszelkiego Tworzenia (pozarządowego). Skrzecząca rzeczywistość – słyszalna z samego centrum Unii – czyni z tych wszystkich nadwartości zwyczajne dyrdymalenie, bo unijny aparat, rządzący kontynentem na prawach kaduka, w praktyce nie mający nic wspólnego w kultem-mitem – zaprowadza Oświeconą Satrapię Absolutystyczną i upiera się przy niej jak rozwydrzony bachor.

*             *             *

Trwa zatem – dzielnie i z przekonaniem – wiosna 2018. Rozkochany w bieżących swobodach (wolno’ć Tomku) i we własnym rozpasanym narcyzmie Naród Polski (czyli jego najaktywniejsza publicznie próba) – zauważywszy fałsz europejsko-transformacyjny – wybrał mniejsze zło i teraz trzyma się tych „elit”, które przyłapują EUROPĘ na hipokryzji, a w wojnie globalnej postawiły bezkrytycznie na Amerykę.

To oznacza, że codzienność mieszkańca Polski – to spazmatyczne dawki amerykańsko-patriotyczne (to się naprawdę da jakoś pogodzić), boje z europejskością o rozmaite „pietruszki”, antyruski (w rzeczywistości antychiński) maccartyzm-oprycznina-inkwizycja, instalacje mega-gospodarcze przenoszące niepostrzeżenie akcenty „europejskie” w obszar „atlantycko-militarny”.

To jest nie w smak tym wszystkim, którzy już mentalnie „osiedli” w europejskości i gotowi są Unii wybaczyć zarówno hipokryzję ideową, jak też Oświeconą Satrapię Absolutystyczną, propagując nadal mity i kulty, broniąc ich coraz mniej poważnie, na przykład piaskownikowym „a wy jesteście jeszcze gorsi”.

*             *             *

Polska wiosna 2018 stoi pod znakiem słowiańskiej, prowincjonalnej pobożności, zdominowanej przez zgrzebną, ale wszechwładną rustykalność (he-he, chodzi o zwykłą wsiowo-chłopskość). Na każdym kroku dokarmiamy się misyjną bohaterszczyzną, czyniąc z niej osnowę tożsamości narodowej a jednocześnie pretensję do świata o to, że nie uznaje naszych rozmaitych „wyższości nad niższościami”.

Nie tylko dawna, ale i najnowsza historia Tej Ziemi i Tego Ludu pokazuje niezbicie, że ktokolwiek nad Wisłą wystaje ponad gumienną przaśność – staje się na początek trędowaty i jakiś „nietutejszy”, a potem się zobaczy, może zostanie pośmiertnie bohaterem narodowym, może żyjącym tyranem, może idolem tłumu, rzadziej salonów.

Niektórych czeka los więźnia politycznego, w lepszej wersji – więźnia sumienia. Tak czy owak nagonki, lincze, pogromy, wyburzane pomniki, przeredagowane plany ulic i placów, procesje przy dowolnej okazji – czynią nas coraz bardziej i coraz konsekwentniej łże-obywatelami świata.

*             *             *

Nadchodzi polska trój-jesień 2018-19-20. Mediaści jak zwykle oślepli na ten „zbieg okoliczności”, a także na to, że cichcem utrwala się ten zbawienny dla siermiężnej polskiej sub-satrapii cykl: kampania o klucze do lokalności, kampania o Budżet i Regalia, kampania o dyplomację i sojusze.

Bo co innego trzy oddzielne kampanie, okraszone „wyborami” do euro-parlamentu, a co innego cykl „pięciolatek” (tak, pięciolatek) lokalno-parlamentarno-prezydenckich. Oczywiście, mediaści udają, że nie o to chodzi i poprzez szumną codzienną plotkarnię przemycają Narodowi to co „się mu należy”.

*             *             *

Miałem teraz właśnie, od rana, czuwać przy Romanie, z którym co-nieco razem zrobiliśmy przed laty, z którym przyjaźń nasza dawkowała się zbyt rzadko i zbyt małymi porcjami. Roman jest-był Litwinem (Romanas Vytkauskas) mieszkającym w Puńsku. Nikt nie pamięta czasów sprzed jego aktywności samorządowej. Poznałem go 1988 roku jako Naczelnika Gminy. Potem był wójtem, wicestarostą. Zakładaliśmy Polsko-Litewską Izbę, uruchamialiśmy targi-jarmarki, przyjmowaliśmy kandydata na Prezydenta Polski (zawiozłem go tam śmigłowcem), omawialismy wydarzenia wileńskie znane jako Sausio įvykiai – 1991 (radzieckie czołgi pod wieżą telewizyjną), odwiedzaliśmy się w przerwach między naszymi życiowymi zakrętami (ileż On doświadczył!), a raz nawet zawrócił mnie ze straceńczej podróży w nieznane, kiedy miałem dość wszystkiego. Odesłał mnie wtedy ze „skarpy lemingów” do Suwałk, gdzie znalazłem zajęcie na kilka miesięcy, ale nie byłem w stanie zaaklimatyzować się na dłużej.

Sam nie skarżył się, albo może inaczej: głuchy byłem na jego wołanie o odrobinę normalności, więcej nie pragnął. Zbyt zajęty byłem sobą i swoimi potyczkami ze światem, aby dostrzec, że jego puńskie życie – to była praca dla wszystkich i wszystkiego, byle uciec od własnych, osobistych udręk.

Zawiodła logistyka. Nie po raz pierwszy w naszej przerywanej zbyt często przyjaźni (przepraszam Cię, Roman, za bezczelność). Z Radzymina do Puńska jest jednak zbyt daleko, aby podróż pogodzić z codziennością.

Kiedy przed laty wjeżdżałem do Puńska – pierwszym słowem jakie napotkałem na przydrożnej tablicy, było „taika” (pokój).  Potem siedziałem w sekretariacie gminy, pijąc herbatę z rąk pani Biruty (później niezwykle bliskiej Romanowi). Podsłuchiwałem zza drzwi drewnianego urzędu obcojęzyczną śpiewną debatę gorących głów (Roman zawsze podnosił temperaturę rozmów, żył każdą sprawą, jakby była jego osobistą). Potem – równie śpiewnie – przyjął mnie (reprezentowałem Ogólnopolskie Towarzystwo Inicjatyw Gospodarczych „Promotor”) i od razu zaprzągł  w dziesiątki tamtejszych spraw.

Drugim litewskim słowem, jakie poznałem – to Aušra, oznaczające Zorze (Jutrzenkę), używane też w Litwie jako imię żeńskie. Do dziś jest to periodyk i wydawnictwo lokalne.

Kiedy po wizycie wracałem do Warszawy – byliśmy już kolegami. Żegnał mnie słowami „viso gero” (w porządku, luzik, inaczej „tai gerai”).

*             *             *

Wspominam Romana, bo żal mi, że nie jestem teraz z Nim i z jego bliskimi, choć się zapowiadałem. Bo to jest przykład człowieka bezgranicznie i bezinteresownie oddanego pracy samorządowej. Takich polityków chciałoby się wybierać…

Atsiprašau.

 

Miałem teraz właśnie, od rana, czuwać przy Romanie, z którym co-nieco razem zrobiliśmy przed laty, z którym przyjaźń nasza dawkowała się zbyt rzadko i zbyt małymi porcjami. Roman jest-był Litwinem (Romanas Vytkauskas) mieszkającym w Puńsku. Nikt nie pamięta czasów sprzed jego aktywności samorządowej. Poznałem go 1988 roku jako Naczelnika Gminy. Potem był wójtem, wicestarostą. Zakładaliśmy Polsko-Litewską Izbę, uruchamialiśmy targi-jarmarki, przyjmowaliśmy kandydata na Prezydenta Polski (zawiozłem go tam śmigłowcem), omawialismy wydarzenia wileńskie znane jako Sausio įvykiai – 1991 (radzieckie czołgi pod wieżą telewizyjną), odwiedzaliśmy się w przerwach między naszymi życiowymi zakrętami (ileż On doświadczył!), a raz nawet zawrócił mnie ze straceńczej podróży w nieznane, kiedy miałem dość wszystkiego. Odesłał mnie wtedy ze „skarpy lemingów” do Suwałk, gdzie znalazłem zajęcie na kilka miesięcy, ale nie byłem w stanie zaaklimatyzować się na dłużej.

Sam nie skarżył się, albo może inaczej: głuchy byłem na jego wołanie o odrobinę normalności, więcej nie pragnął. Zbyt zajęty byłem sobą i swoimi potyczkami ze światem, aby dostrzec, że jego puńskie życie – to była praca dla wszystkich i wszystkiego, byle uciec od własnych, osobistych udręk.

Zawiodła logistyka. Nie po raz pierwszy w naszej przerywanej zbyt często przyjaźni (przepraszam Cię, Roman, za bezczelność). Z Radzymina do Puńska jest jednak zbyt daleko, aby podróż pogodzić z codziennością.

Kiedy przed laty wjeżdżałem do Puńska – pierwszym słowem jakie napotkałem na przydrożnej tablicy, było „taika” (pokój).  Potem siedziałem w sekretariacie gminy, pijąc herbatę z rąk pani Biruty (później niezwykle bliskiej Romanowi). Podsłuchiwałem zza drzwi drewnianego urzędu obcojęzyczną śpiewną debatę gorących głów (Roman zawsze podnosił temperaturę rozmów, żył każdą sprawą, jakby była jego osobistą). Potem – równie śpiewnie – przyjął mnie (reprezentowałem Ogólnopolskie Towarzystwo Inicjatyw Gospodarczych „Promotor”) i od razu zaprzągł  w dziesiątki tamtejszych spraw.

Drugim litewskim słowem, jakie poznałem – to Aušra, oznaczające Zorze (Jutrzenkę), używane też w Litwie jako imię żeńskie. Do dziś jest to periodyk i wydawnictwo lokalne.

Kiedy po wizycie wracałem do Warszawy – byliśmy już kolegami. Żegnał mnie słowami „viso gero” (w porządku, luzik, inaczej „tai gerai”).

*             *             *

Wspominam Romana, bo żal mi, że nie jestem teraz z Nim i z jego bliskimi, choć się zapowiadałem. Bo to jest przykład człowieka bezgranicznie i bezinteresownie oddanego pracy samorządowej. Takich polityków chciałoby się wybierać…

Atsiprašau.

 


Komentarze 1 Dodaj komentarz

 
  1. Pingback: Cialis daily

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


8 + = dwanaście

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Drżyjcie amerykanoluby!

czwartek 12/07/2018
0

„Mój” Czytelnik wie, że pępkiem świata nazywam Azję Centralną i znam powód, dla którego ten region świata jest przedmiotem westchnień imperatorów od zawsze: Persja, Mongol…


Wałęsa by tego lepiej nie ujął

niedziela 01/07/2018
0

Mam być szczery – to mnie ten ladaco wkurzał od zawsze. Czytelnik mi pewnie nie uwierzy, ale na przełomie sierpnia i września 1980 roku wygłosiłem…


Z dziejów hunwejbinizmu polskiego

wtorek 26/06/2018
0

Najśmieszniej się robi, kiedy sobie uświadomimy, że hunwejbini maoistowscy byli średnio 2 razy młodsi od dzisiejszych hunwejbinów polskich. Słownik Języka Polskiego podaje: hunwejbinizm, to radykalny…


Janusz K-M uchwycił brzytwę obosieczną

niedziela 24/06/2018
1

Polityk ten uprawiający (w swoim wyobrażeniu) kult muzyka Stefana Kisielewskiego w roli komentatora politycznego – zapamiętał swojego idole chyba z jednego aforyzmu: socjalizm to taki…


Wianki

niedziela 24/06/2018
1

Jest noc Kupałowa. Na rzekach przechodzone panny puszczają pogańskie wianki. Podobno komuś się trafił kwiat paprotny. Ja mam ucztę. Na początek książka, którą będę czytał…


A teraz, droga inkwizycjo, zdejmujemy kaptury

niedziela 29/04/2018
0

Czytelnik już wie, że będzie o politycznej banicji nałożonej na Dra Mateusza Piskorskiego. Zaczynamy zatem wywód, oparty w połowie na żelaznej logice, z braku innych…


PiS już wygrał

sobota 28/04/2018
0

Jak rozumiem, do wzięcia w głosowaniach w sprawie administracji lokalnej (uważanych powszechnie za wybory samorządowe) są dwie sprawy: Budżety lokalne, w których coraz mocniejszą pozycję…


Wszyscy na szafot. A z panią pogadamy osobno

wtorek 24/04/2018
0

Państwo Czytelnicy może nie wszyscy na co dzień o tym pamiętają, ale zawód „prokurator” to jest zawód inteligencki, taki sam jak każdy inny prawnik, artysta,…


Plusem znakujemy co dobre

niedziela 22/04/2018
0

Muszę zacząć od słowa „garbaty”. Otóż na przykładzie tego słowa wyjaśniam przyjaciołom i nieprzyjaciołom, że dla mnie „cecha” nijak nie wiąże się z „wartością”. Kiedy…


Kampania 2018 wystartowała

poniedziałek 16/04/2018
2

/dlatego pozwalam sobie na tekst obfity/ Usprawiedliwieniem dla niniejszego tekstu jest fakt, że właśnie ruszyła zmasowana kampania przekupywania elektoratu w wykonaniu formacji aktualnie rządzącej Polską,…