Lewizna. Miller się właśnie powiesił


wtorek 09/04/2013
0

Ryszard Kalisz, niepoprawny solista, w czasach zamierzchłych, kiedy go poznawałem (pełnił funkcje – nomen-omen – w naczelnym sądzie koleżeńskim ZSP i/lub w organach rewizyjnych) – był człowiekiem dużo poważniejszym niż dziś, a przecież ma za sobą wielokadencyjne posłowanie, funkcję ministerialną w resorcie niezwykle odpowiedzialnym, funkcję „prawej ręki” Prezydenta RP.

Dziś Ryszard jest celebrytą, który za dobrą monetę bierze swoją popularność tabloidową, zapomniawszy, że jest to jedynie „trzeciorzędna cecha płciowa” polityka. Pierwszorzędna cecha – to na przykład silne i przebojowe środowisko, które na człowieka stawia. Drugorzędna cecha – to interesy jawne i szemrane, które politykowi powierzono i z których on jest się w stanie wywiązać. Bez cech pierwszorzędnych i drugorzędnych żaden polityk nie ma szans w Wielkiej Grze.

Najśmieszniejsze, że kilka lat temu musiałem przerwać Ryszardowi wypowiedź na jakimś spotkaniu. Zauważył on bowiem, w ramach właściwego sobie słowotoku, że marksizm już nie jest inspiracją dla polskiej lewicy. Otóż nie trzeba czytać Kapitału do poduszki, żeby zdziwić się takiemu oświadczeniu czołowego reprezentanta lewicy, choćby tej jeżdżącej najlepszymi markami motoryzacyjnymi. Zapytany przeze mnie Ryszard, co wobec tego jest dziś inspiracją ideową lewicy – nie dał żadnej odpowiedzi. Znaczy – plótł, nie licząc się z tym, że znajdą się czujni słuchacze. Taki jest cały dzisiejszy Ryszard, o niebo mniej poważny, niż dawniej.

Mnie, który z niezależnych pozycji obserwuje polską scenę polityczną z dość bliskiej odległości,  interesuje inne zagadnienie: jaki jest rzeczywisty powód wyeliminowania z SLD człowieka, który „z palcem byle gdzie” nabija głosy wyborcze w Warszawie. Większe liczebnie niż każdy inny SLD-owiec, przy całym dla nich szacunku.

Otóż znajduję dwa powody takiej „operacji”: jeden sięga do czasów, kiedy Miller w niesławie udał się na wygnanie i jako banita próbował swoich sił samodzielnie, a nawet wpisał się na listy wyborcze organizacji o genach korsarskich, nijak nie pasujących do jego temperamentu, drugi powód jest bardziej doraźno-taktyczny, wiąże się z podstawianiem nogi wewnętrznej konkurencji w SLD.

Powód pierwszy.

Leszek Miller wyrastał w PZPR jako aparatczyk z robotniczo-żyrardowskim rodowodem. I jako taki zostałby wyniesiony z ostatniego zjazdu PZPR jak sztandar, gdyby go „przebojowcy” nie poprosili o robotę „obrotowego” w nowo powstającej SdRP. Sekretarz Generalny – to taki ktoś, kto buduje struktury. Miller miał dodatkowo wzięcie wyborcze w popadającym w ruinę Żyrardowie, bo ofiar terapii Balcerowicza były ram grube tysiące.

Aparatczykowska konsekwencja wyniosła tego „proletariusza” na szczyt: w wyborach 2001 doprowadził do tego, że lewica parlamentarna rządziła samodzielnie (bez konieczności układania się z kimkolwiek, choć zmontowano koalicję z UP i PSL), a on nosił dumnie nieformalny tytuł „kanclerza”.

Ten okres triumfów był też okresem kumulowania się gwiazdorskich błędów, które go wkrótce wypchnęły z burty: najpierw (jeszcze przed sukcesem wyborczym) podeptał podmiotowość małych ugrupowań wspierających SLD i scalił ten ruch w jedną partię (tracąc po drodze, na przykład, nie dający się wcielić PPS Ikonowicza). Potem – w ramach walki na śmierć i życie z „opozycją demokratyczną” ( w rzeczywistości była to walka między „narodowcami” a „globalistami”, wewnątrz SLD i na forum polityki krajowej) utracił kontrolę nad własnym aparatem (albo nie opanował swoich przerośniętych upoważnień) i został ciężko raniony w kilku bitwach i potyczkach: z Wiesławem Kaczmarkiem, z Aleksandrem Kwaśniewskim, z Adamem Michnikiem, z Jerzym Urbanem, z Włodzimierzem Czarzastym, z Mariuszem Łapińskim, z PSL-em. Szeroka publiczność dostawała tę kampanię bitewną w innym upierzeniu: afera Rywina, afera starachowicka, przestawianie służby zdrowia, gnębienie rolnictwa, wojna w Zatoce, regulacje prawne na szkodę świata pracy – i podobne zdarzenia rysujące bliznami jego wizerunek. Bezlitosny pech chciał nawet, że Millerowy śmigłowiec  spadł wraz z kilkoma osobami na chaszcze pod Warszawą, a pasażerowie i załoga cudem przeżyli. Ostatkiem sił politycznych utrzymał się Miller na mostku kapitańskim do dnia złożenia podpisu pod traktatem akcesyjnym do UE. Następnego dnia – odszedł, przez nikogo nie opłakiwany.

Liżąc rany, do niedawna „kanclerz” a teraz „banita”, Miller przemyślał to sobie, śledził zachowanie osób z nim walczących lub mu nieposłusznych – i starannie poczynił notatki przy kilkudziesięciu osobach, które uznał za swoich przeciwników. Teraz korzysta z tego kajetu. Kalisz w tym zeszycie ma dużo zapisów czerwonym ołówkiem.

Powód drugi

Leszek Miller jest magistrem nauk politycznych. Ale nie ukończył żadnego uniwersytetu czy szkoły głównej albo politechniki, tylko „szkołę wyższą”. Nie próbuję podważyć jego wykształcenia, tylko daję znać, że Leszek Miller nie doświadczył tzw. procesu akademickiego, nie był studentem, nie działał w radzie uczelnianej żadnego ZSP czy innej organizacji. Po prostu raz na jakiś czas urywał się z gmachu przy rondzie i spacerował do „szkoły wyższej”, gdzie zaliczał przedmioty, których wyuczył się wcześniej. Godny podziwu upór i wysiłek, nie żartuję.

Co innego tacy ludzie będący niegdyś (a niektórzy obecnie) wokół niego, jak Belka, Hausner, Kaczmarek, Kwaśniewski, Kalisz, Siwiec, Czarzasty, Siemiątkowski, Czyżewski, Kwiatkowski, Pachowski, Wróbel, Golonka, Oleksy, Cimoszewicz, Sitarski, Nawrocki, Gadzinowski, Stypułkowski, Koźmiński, Dąbrowski, Szamałek, Najar, Kossowski i całe tłumy osób „po studiach” (niekoniecznie ukończonych) i po podyplomówkach oraz stażach, wyrosłe na uniwersyteckim wolnomyślicielstwie, próbujące swoich sił w rozmaitych inicjatywach poważno-luzackich, zanim objęli kilkaset ważnych funkcji wymykających się reżimowi aparatczykowskiemu. To jest inna rasa działaczy! Porozumiewają się ze sobą, a nawet z przeciwnikiem – językiem monosylab i językiem ciała i językiem szalonych wspomnień niepojętym dla rasy aparatczykowskiej (choć wielu z nich poszło potem „w aparat”). Połowa z nich w tym samym okresie, kiedy Miller glajchszaltował lewicę i scalał ją w monopartię – założyła Stowarzyszenie Ordynacka.

Miller, który nigdy w swej duszy, sercu i sumieniu nie był inteligentem, zawsze miał dużą instynktowną rezerwę do tego środowiska. Nie tylko on. I nie chodzi tu o fałszywą, przypiętą legendę, Grupy Trzymającej Władzę (takich grup, czyli koterii, jest w Polsce kilkanaście), tylko o ten ryt „bohemy”, umiejętność spuszczenia z tonu, gotowość do robienia sobie jaj z samych siebie.

Mimo silnego oporu wewnątrz SLD (znana powszechnie opresja wobec śródmiejskiej-warszawskiej SLD), mimo środowiskowych sporów wewnętrznych w samej Ordynackiej – następuje nieuchronny proces „rozpleniania” się „ordynariuszy” w SLD, a do tego nadal środowisko to jest mocno zakotwiczone w tzw. nomenklaturze. To nie jest żadna mafia, po prostu są to ludzie wykształceni, obrotni, doświadczeni menedżersko, skontaktowani z rozmaitymi środowiskami twórczymi (uczonymi, artystycznymi), nie bojący się wyzwań, gotowi do eksperymentów, raz na jakiś czas unoszący się nad swoim życiem do pozycji „lotu ptaka”. Ich kariery nomenklaturowe są nieuchronne (powtarzam: takich środowisk jest w Polsce kilkanaście).

Miller, otoczony „starą gwardią” (nie brakuje w niej profesorów, pamiętajmy), wytacza przeciw „ordynariuszom” swój aparatczykowski prusakolep. Korzysta z każdej okazji, a ci wolnomyśliciele i eksperymentatorzy dostarczają mu na co dzień kilkadziesiąt takich pretekstów. Idzie o to, by Millera nie zmarginalizowano ponownie. Co prawda, nie ma on wariantu „co potem”, ale wie, do bólu wie, że jeśli odejdzie – to w chwale i na pohybel wszelkiej szarańczy.

To jest walka dwóch tożsamości partyjnych: Miller reprezentuje tożsamość „pierwszego po bogu”, a za przeciwnika ma tożsamość „multilateralną”. Jeśli zauważymy, że Europa-Plus to – z wyjątkiem może Palikota – sami „ordynariusze” (Siwiec, Rozenek, Kwiatkowski, Kwaśniewski), to zrozumiemy, że Miller jest w tym gronie „obcy”. Korzysta więc z okazji, by „naczelnemu ordynariuszowi”, który i tak urósł w groźną siłę, wytłuc w pień kadry wewnętrzne w SLD. Pretekst jest dobry: Kalisz nie podporządkowuje się „polityce kierownictwa” dotyczącej własnej, firmowej listy do euro-parlamentu, i choć nie łamie ani statutu, ani oficjalnych dokumentów – to prowadzi działania „równoległe”, czyli szkodliwe.

Pal sześć Kalisza, czasem takim ludziom trzeba dać kuksańca, żeby ich otrzeźwić i zwolnić z roli kukiełki. Ale Miller wyraźnie sygnalizuje Czarzastemu: zastopuj, nie knuj. Przecież wiadomo, że jeśli jeszcze kilku „ordynariuszy” Miller wyeliminuje, to Przewodniczący Ordynackiej będzie musiał publicznie zabrać głos, inaczej stanie się niewiarygodny dla własnego środowiska. I kto wie, czy Ordynacka (czyli jej luminarze) jest gotowa do otwartej wojny z „aparatczykami”. Zapytam jaśniej: czy jeśli szary elektorat zobaczy, że PZPR-owska, stara ale jara lewica ma twarz Ordynackiej – pójdzie na nią głosować? Moim zdaniem jeszcze przez chwilę nie, a to dlatego, że Ordynacka – sama po przejściach sprzed kilku lat, które ktoś powinien przeanalizować – nie wyprodukowała oferty dla Kraju i Ludności, ma jedynie ofertę dla „swoich” (znów powtórzę: takich środowisk w Polsce jest kilkanaście). Nie ma tych kilku „słów-wytrychów”, dla których w każdym powiecie znajdzie się kilkadziesiąt prężnych osób, widzących swoją nową, a może ostatnią szansę. Miller też ich nie ma, ale jest „sprawdzony” w doświadczanych tuskizmem powiatach.

I tu jest pies pogrzebany, a właściwie sznur powieszony dla Millera, z misterną pętlą na siwiejącą głowę tego przystojniaka. Ordynacka taki program, prędzej czy później, przygotuje. Będzie on miał taką samą wartość jak inne: pod nim będą się czaiły konkretne interesy i geszefty, ale z wierzchu będą owe słowa-wytrychy, niezbędne do uruchomienia zapału ludzi ambitnych rozsianych po kraju, którzy kiedyś „studiowali na tym samym wydziale”, co luminarz ordynacki.

A Miller już tego programu nie sformułuje. Zbliża się Kongres Lewicy Polskiej (nazwa zresztą też ukradziona) – i okaże się, że nie bzdurzę.

I tyle mam do powiedzenia w sprawie ekspulsji Kalisza Ryszarda, najtęższego z wesołych polityków „średniego pokolenia”.


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


− trzy = 1

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Czas na wybory konstruktywne

poniedziałek 05/11/2018
0

Kto żył i czytał gazety – wtedy czytało się prasę – ten pamięta głosowania czerwcowe do Sejmu (kontraktowego) 1989. Ich istotą była umiejętność rozpoznania przez…


Przypomnienie

sobota 20/10/2018
0

Żyjemy w czasach, w których zaproszenie do konsulatu obcego państwa może oznaczać wezwanie na egzekucję. Żyjemy w czasach, kiedy poprzez fizyczno-formalne ograniczenia eliminuje się ugrupowania…


Co zrobi "władza"?

wtorek 09/10/2018
0

Im dłużej nasza „władza” zwleka z przerwaniem tego ewidentnego bezprawia – tym mocniejsze wyciągnę argumenty: niech się władzuchna nie pociesza, ja nie jestem KOD-ownikiem czy…


Zapowiedź protestu wyborczego

wtorek 02/10/2018
1

Jan Herman                                                                                                     Warszawa, 2 października 2018 r. Pełnomocnik Wyborczy KWW Dra Mateusza Piskorskiego oraz Obywatel zarejestrowany jako wyborca w Warszawie         DO:…


Jak to sformułować … aby było grzecznie

piątek 28/09/2018
2

Ktoś jednak jest autorem podziału Polski wedle „plemienności”. Ja ten podział widzę następująco: ktoś tak „prowadził sprawy”, aby rozmaite „państwa w państwie” okradały Państwo z…


Potrzebą najpilniejszą: REKONSTRUKCJA, czyli ZMIANA

czwartek 20/09/2018
0

Zdziwią się ci, którzy myślą, że wiedzą o czym jest tytuł niniejszej notki: owo zdziwienie minie, kiedy cierpliwie dotrzecie do ostatniego akapitu. Zresztą, możecie od…


Przypadek niejakiego Patryka

piątek 14/09/2018
0

Ja jestem socjalistą i patriotą, a kim jest Patryk – nie wiem. Mieszkałem w jego mieście krótki czas, bo urodziłem się w Nysie, a moi…


Socjalizm feudalny – naszą potrzebą najwyższą! – facecje na tematy ustrojowe

czwartek 06/09/2018
0

Socjalizm feudalny – naszą potrzebą najwyższą! – facecje na tematy ustrojowe Polską – przez ostatnie stulecie „niepodległości” podarowanej-wycyganionej od „panów świata” – rządzi socjalizm feudalny.…


Pomóżmy PiS-owi! Na pohybel Mścicielom!

piątek 31/08/2018
1

Formacja sprawująca w Polsce rządy od niemal 3-ch lat nie znalazła się u władzy na skutek zbiorowego „zażycia” przez Elektorat. Do upadku doprowadziła siebie formacja…


Salonowe komuchoznawstwo

niedziela 26/08/2018
26

Ukazała się na Salonie24 notka o polskiej lewicy, która już w tytule zapowiadała tabelę porządkującą-systematyzującą. Autorowi składam ukłon, bo poświęcił trochę czasu sprawie. A teraz…