Kompleks Arminiusa


wtorek 21/07/2015
1

Zapamiętam go jako faceta, którego wyraz twarzy ostrzega nawet podczas rautu: niech no który złe słowo wypowie…!

Jeden z moich najzabawniejszych pajaców (patrz: TUTAJ). Ale z tych, które nagle z „puppeta” przeistaczają się we wredną, złośliwą, toksyczną zabawkę, niszczącą wszystko i wszystkich. Po czym – wraca do „normy”[1].

Powiedzmy sobie na początku, żeby nie było niedomówień: jeśli facet w dwóch skrajnie nieżyczliwych sobie formacjach jest po dwakroć najpierw wiceministrem, a potem ministrem – i to w resortach opartych na międzynarodowej „sekretności” (zbrojenia, dyplomacja) – to tylko naiwny sądzi, że to wynik jego talentów, a nie skutek „przywiezienia w teczce”, i to z zagranicy.

A teraz pytanie, cóż to za zagranica…?

Jak wielu Polaków, których „martial law” (stan wojenny) zastał za „żelazną kurtyną” – Radek poprosił o azyl. Jako że zdolny (do różnych rzeczy) – zapisano go do Pembroke College, jednej ze szkół oxfordzkich, założonej jeszcze w 1624 roku. Szkołę tę kończyli, np.: Abdullah II of Jordan (król Jordanii), J. William Fulbright (fundator stypendiów popularnych wśród polskich elit), Viktor Orbán (premier Węgier), James Smithson (założyciel Instytutu swojego imienia), J. R. R. Tolkien (autor trylogii Władca Pierścieni), Sir Roger Bannister (pierwszy człowiek, który przebiegł jedną milę poniżej 4 minut.

Nie chcę deprecjonować erudycji Radka, ale Pembroke jest to szkoła dla ludzi, którzy – wyposażeni „na drogę” przez majętnych sponsorów (np. rodziców) – szukają łatwej drogi zdobycia magisterium w trzy lata, na raty. Radka akurat nie wiadomo, kto sponsorował, bo nie rodzice. A jeszcze należał do pioruńsko drogiego, ekskluzywnego ale nieoficjalnego  „dining club” (towarzystwo biesiadne czasem mylnie nazywane korporacją studencką), pod nazwą Bullingdon. Znajomi Radka z tego klubu „burzliwej dyskusji przy konsumpcji” też nie od macochy, jak choćby David Cameron. Klub ten – choć stary jak świat – słynie z całkiem „współczesnych”, dzikich występów w różnych miejscach, polegających na wandalistycznych rozróbach młodych snobów (rachunki, oczywiście, regulowano na bieżąco, bo jest to „the club of the sons of nobility, the sons of great wealth”). Trochę prawdy mówi o tym film „The Riot Club” z 2014 roku (reż.: Lone Sherfig). W każdym razie nie jest to „Gentelmen’s club”, bo tam należą wyłącznie dobrze urodzeni – a tu wystarczy mieć trochę grosza.

Radek nie miał. Ciekawe, czy trzyma w szafie klubowy „tailor-made uniform” (sky blue and ivory), wart na starcie roczną polską pensję. I czy odpuszczono mu „obowiązek” spalenia 50-funtówki w chwili przyjmowania do klubu. Tyle szmalu…! Kto zna legendarne skąpstwo Radka, ten wie, o czym mówię…

W oczach współczesnych reporterów – klub Bullingdon wygląda tak jak TUTAJ. Doprawdy, Radek, możesz Karskiemu pleść androny, ale zanim nie wyjaśnisz, skąd miałeś kasiorkę na ekscesy studenckie (chyba, że cicho siedziałeś w kąciku) – będę cię traktował jako agenta Twojego sponsora (tak jak to ma miejsce w Ameryce, a ostatnio w Rosji).

No, to zaczynamy dorośleć.

Radek był korespondentem w Afganistanie, po stronie, która dziś okazuje się „właściwa”: strzelał do „ruskich” z fotoaparatu, choć mówi, że i cyngla używał. W moim przekonaniu, w tym pięknym, dalekim kraju środkowo-azjatyckim nastąpiła cudowna przemiana uciekiniera z PRL w „naszego człowieka” w Londynie. W każdym razie zastanawia, jak facet, który używa(ł) fotoaparatu jako dodatku do pióra (niezłego, trzeba przyznać) – nie dostał żadnej nagrody literackiej za świetne książki (patrz: „Prochy świętych”), ale za amatorskie zdjęcie (poniżej) – owszem.

/nagrodzona fotka Radka/

/nagrodzona fotka Radka/

Zdjęcie przedstawia typowe dla wojen bandyckich ofiary wojny: rodzinę afgańską uduszoną w piwnicy własnego domu w wyniku zbombardowania przez afgańskie lotnictwo (wyposażone  przez „radzieckich”). Rok 1987. Źródło: TUTAJ.

I tak dalej.

W poszukiwaniu sponsora przeskoczmy kilka lat, na chwilę. Radek , związany po kiepskim wiceministrowaniu u Geremka z American Enterprise Institute, konserwatywnym think tankiem, w 2003 r. ostrzegał na łamach „Washington Post”: „Od przyszłego roku obecność Europy Zachodniej w Europie Środkowej znacznie wzrośnie. Miliony kierowców przejeżdżać będą obok tablic znakujących finansowane przez Unię Europejską projekty inwestycyjne, miliony rolników dostaną czeki z unijnymi subsydiami (…). Jeśli Stany Zjednoczone chcą pozostać w tej grze, to może być już na to za późno”.

Jaśniej?

Zauważmy, jak bardzo Sikorskiemu zależy na wizerunku: „studia” w Oxford, ekskluzywny klub biesiadny Bullingdon, epizod wojenny, książki własnego autorstwa, światowa nagroda fotograficzna, żona z Pulitzerem, portret fałszywych przodków w domu, powiązania z żydowską finansjerą, administracyjne wydzielenie „dworku” Chobielin z obszaru byłego PGR, niekonstytucyjne zdefiniowanie swojego „obejścia” jako „strefa wolna od komunizmu”. Tytuły ministerialne i parlamentarne – to właściwie „należny” dodatek. Ten gość „nad poziomy wyrasta”.

/ta twarz.../

/ta twarz…/

Podsumujmy ten fragment: Radosław Sikorski na jakiś czas utracił ostatecznie zaufanie swojego sponsora[2]: marszałkowanie w Sejmie było dla niego „poczekalnią ostatniej szansy”, ale to, co wygadywał przy podsłuchanej konsumpcji (uwaga, nie było biesiadnego demolowania lokalu!) – zaszkodziło mu na całkiem poważnie. Oczywiście, z głodu nie umrze, ale musi być „wycofany” na jakiś czas. I to nie koleżanka Premierka jest autorką tego posunięcia. Cały wizerunek poszedł się upić…

 

*             *             *

Ja mam nazwisko Herman. Ale nie będę, jak Radek, każdego o tym imieniu czy nazwisku wieszał portretowo w przedpokoju i udawał, że to mój przodek czy krewny: Hermanów jest w świecie kilka razy więcej niż Sikorskich, co akurat niczego nie oznacza, a na pewno nie oznacza, że moja rodzina pleni się po całym świecie przynosząc mi należną chwałę. Sam, na własny rachunek, odpowiadam za moją tożsamość.

O jednym Hermanie jednak wspomnę, właśnie w kontekście Radka. To syn znakomitego germańskiego rodu, zwany w Rzymie Arminiusem. Wychowywał się w Rzymie[3], powiada Pedia, przeszedł rzymskie przeszkolenie wojskowe, po czym do 7 n.e. służył w rzymskiej armii (walczył m.in. z barbarzyńcami na terenie obecnych Węgier) i otrzymał rzymskie obywatelstwo (był ekwitą).

„[...] młodzian znakomitego rodu, odważny, bystrego pojęcia, przenikliwy jak nie na łonie ciemnoty zrodzony, z którego twarzy i oczu można było wyczytać zapał wojenny, niedostępny w naszych poprzednich wyprawach towarzysz, co za prawem obywatelstwa rzymskiego uradowany i do grona ekwestrian zaliczony” – pisze później o nim Wellejusz Pterkulus w „Historii rzymskiej księgi pozostałe” ks. II, 118.

Arminius nigdy nie przestał być prawym synem swojego rodu. Dał temu wyraz jako 25-latek, już „dobrze notowany” wojownik rzymski, meldując swojemu rzymskiemu dowódcy i patronowi, Varusowi, jakoby pośród Germanów miał miejsce bunt. Ten skierował znaczne siły w pułapkę Las Teutoński), zastawioną przez rodzime plemię Hermana (Cherusków) i przyjaciół: legionowe wojsko Varusa zostało zdziesiątkowane, a Arminius powrócił do swoich krewniaków w glorii. Szybko zresztą współplemieńcy zaczęli go mieć dość, ostatecznie uśmiercając.

Radosław Sikorski, odbywszy „rzymską” służbę w Bullingdon, zaliczywszy Afganistan w dość bezpiecznej roli (Arminius w Panonii miał trudniejsze zadania) – został rzucony na odcinek Polski. I tu wchodzimy w obszar, nazwany w tytule kompleksem. Arminius bowiem do końca został Cheruskiem, był twarzą cheruskowej intifady antyrzymskiej. Sikorski – nie wiadomo:

  1. Może i on zdradza Amerykanów, ale raczej jest kimś, kto nad sobą nie panuje i plecie co mu ślina na język przyniesie (trochę w tym zresztą jest mitomaństwa);
  2. A może i on zdradza Polskę, reprezentując ni to Amerykanów, ni to Brytyjczyków, przymilając się nawet Niemcom (Ich danke Ihnen als Politiker und als Pole);

W każdym razie jego mocodawca rzeczywisty – kimkolwiek jest – przesunął Radka do rezerwy i pozwala, by miernota pomiatała nim w małostkowy sposób, zaś „naród” nie okazał się zbyt wdzięczny wobec murgrabiego-księciunia.

Los Radka jest swoistym memento dla polityków, zwłaszcza tych, których najbliższe głosowanie wyborcze postawi w roli petentów: warto czasem zastanowić się, za co (za jakie zamówienie) się pije i chuligani w młodości. Rachunki bywają słone…

W tej notce nie ma ładu: są spostrzeżenia.


[1] Ileż jadu i dwuznaczności jest w prostym oświadczeniu (odpowiedź K. Karskiemu na interpelację poselską w sprawie wykształcenia R. Sikorskiego): Pragnę uspokoić pana posła, iż Uniwersytet Oxfordzki nadał mi tytuły zarówno bakałarza nauk (odpowiednik polskiego tytułu licencjata), jak i mistrza nauk (tytuł zawodowy magistra: ten tytuł bez konieczności nauczania i zdawania egzaminów przysługuje za 7 lat przyzwoitego „prowadzenia się” – JH)) na kierunku: filozofia, nauki polityczne i ekonomia. W załączeniu przedkładam do wiadomości kopię dokumentu poświadczającego uzyskanie przeze mnie tytułu magisterskiego. Mam głęboką nadzieję, iż pan poseł doceni wartość studiów na brytyjskiej uczelni w czasach, gdy niektórzy z dzisiejszych polityków, mieniący się niezłomnymi stróżami moralności, robili kariery w studenckich przybudówkach do partii komunistycznej (to o Karskim – JH)). Korzystając z okazji, chciałbym złożyć na ręce pana posła Karola Karskiego spóźnione, aczkolwiek szczere gratulacje w związku z przyjęciem z rąk gen. Marka Dukaczewskiego Złotego Krzyża Zasługi (Dukaczewski uchodzi za „komunistyczny złóg” w polskich służbach – JH). Łączę wyrazy szacunku, Minister (pytanie było o wykształcenie RS, a nie ministra, ale zawsze można pokazać, kto jest na wierzchu – JH);

[2] Początkiem „kryzysu zaufania” sponsora do Radka były jego słowa, skierowane w Kijowie do „ludzi Majdanu” (był tam samozwańczym liderem dyplomatów „trójkąta weimarskiego” negocjującym zawieszenie broni”): if you don’t suport this, you will have martial law, the army, you’all be dead” (jeśli nie poprzecie tego porozumienia, będziecie mieli stan wojenny, będziecie mieli wojsko, wszyscy będziecie martwi, por: TUTAJ);

[3] Przebywał w stolicy Imperium Romanum na mocy – popularnej wtedy – umowy gwarancji: wodzowie „barbarzyńscy” oddawali swoich synów Rzymowi i w ten sposób sygnalizowali, że nie będą się Imperium sprzeciwiać, a w zamian mieli gwarancję pozostawania w roli „niezależnego lennika”;


Komentarze 1 Dodaj komentarz

 
  1. Brzydkie.
    Niby o Sikorskim, ale znowu o sobie… i swoim starożytnym rodowodzie germańskim.
    Ale skąd w takim razie to niezaspokojone parcie do zaglądania do cudzej szafy?
    Brak jeszcze info o podejrzanej pierwszej miłości ministra do Olivii Williams, a także o podejrzanie dobrych prywatnych relacjach z Romanem Giertychem…

    Warto w tym kontekście przypomnieć interesującą opinię eksmarszałka o Erice Steinbach:
    „Czy ludzie, których rodziny przez pokolenia tam mieszkały, chcą być identyfikowani z taką osobą jak pani Steinbach, która przyszła do naszego kraju z Hitlerem i z Hitlerem musiała się z niego wynosić? Która nie była żadną wypędzoną, tylko której rodzina, której tatuś, feldfebel Hermann bodajże, musiał czmychnąć, gdyż zwycięsko nacierała Armia Czerwona i Wojsko Polskie” (2009).

    Równie interesujący komentarz eksministra do wypowiedzi specjalnego doradcy sekretarza stanu USA ds. problemów Holocaustu Stuarta Eizenstata ws. wstrzymania przez rząd RP prac nad ustawą reprywatyzacyjną z 2011 roku:
    „Jeśli Stany Zjednoczone chciały coś zrobić dla polskich Żydów, to dobrym momentem były lata 1943–44, gdy większość z nich jeszcze żyła i gdy ustami Jana Karskiego Polska o to błagała. Teraz ta interwencja jest cokolwiek spóźniona”.

    Albo ten fragment z przemówienia berlińskiego z 2011 roku:
    „… Po pierwsze, prosimy Niemcy o to, aby otwarcie przyznały, że są największym beneficjentem obecnych porozumień i tym samym, że to na nich ciąży największy obowiązek, aby porozumienia te przetrwały. Po drugie, doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że nie jesteście niewinną ofiarą rozrzutności innych. Wy również łamaliście Pakt Stabilności i Wzrostu, a Wasze banki lekkomyślnie kupowały ryzykowne obligacje. (…) z racji rozmiarów i historii Waszego kraju, ponosicie specjalną odpowiedzialność, aby chronić pokój i demokrację na naszym kontynencie…”.

    A czy nie powiedział Rostowskiemu prywatnie (podsłuchany) prawdy wiosną 2014 roku „- Wiesz, że polsko-amerykański sojusz to jest nic niewart. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza fałszywe poczucie bezpieczeństwa. (…) Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy. Problem w Polsce jest taki, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę. Taka murzyńskość…”.

    Można wiele zarzucić Sikorskiemu, ale to nie był najgorszy minister spraw zagranicznych Polski.

    Czekam na publiczne wypowiedzi (i podsłuchy rozmów prywatnych) Kaczyńskiego, Fotygi, Waszczykowskiego, Dudy, Szydło… na temat polityki zagranicznej Polski i jej sojuszników. Oraz decyzje.

       Odpowiedz
    1
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


trzy − 1 =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Tuska wywiozło do końca, czy co…?

poniedziałek 20/11/2017
0

To, co napiszę poniżej, „uprawiam” od co najmniej kilkunastu lat, więc niech mi nie mówią, że się przyłączam do czegokolwiek. Gdybym miał aż taki wpływ…


Jak Zybertowicz ominął Kurskiego

poniedziałek 13/11/2017
0

Mowa o Andrzeju zasłużenie noszącym tytuł profesorski i o Jacku pełniącym funkcję, która go przerasta. Miałem wczoraj dużo konsumpcji „najwyższego sortu”, obserwując pełen iskrzących chwil…


Ja – szary obywatel. Słowo o gusłach i „dziadach”

wtorek 07/11/2017
2

Szlag mnie trafia, że choć po roku 1989 wciąż nad Polską łopocą hasła Demokracji, Rynku, Samostanowienia, Postępu, Samorządności, Przedsiębiorczości, Obywatelstwa – we wszystkich tych sprawach…


Sumienie i przyzwoitość

piątek 03/11/2017
0

Pan Piotr S. – to jest ten facet, który niedawno podpalił się na Placu Defilad (czy raczej: pod Pałacem Kultury) w Warszawie. W odróżnieniu od…


Gminowładztwo

wtorek 24/10/2017
0

Słownik Doroszewskiego opisuje pojęcie „gminowładztwa”, wprowadzone do obiegu przez emigranta po-powstaniowego Joachima Lelewela” (historyk, wolnomularz, nauczyciel akademicki, młodopolak, poliglota) jako „rządy sprawowane bezpośrednio przez Lud…


Oleum

poniedziałek 16/10/2017
0

Będę się wymądrzał w sprawie szanownych państwa rezydentów. Moja intuicja podpowiada mi, że nad troską o pacjenta, jaką deklarują, dużo wyżej zawiesili oni cele inne.…


Dlaczego Konstytucję trzeba zmienić?

czwartek 12/10/2017
0

Przyjęło się uważać, że Konstytucja to Prawo Naczelne, górujące nad wszystkimi innymi prawami, którego podstawową funkcją jest ustanowienie założycielskiego obrysu ustrojowego w dziedzinie (uwaga na…


Bzik na bufecie

sobota 07/10/2017
0

Pani zwana w skrócie inicjałami HGW (niech się nie obraża, mnie nazywali długo Göringiem, to dopiero bolało!), ma zdegenerowaną pasję „piastowania”. Uważam, że ludzie czynni…


Debilitat aclaparador. Побої, шкода, лизання – po katalońsku

wtorek 03/10/2017
0

Nie znam mowy katalońskiej, ale mam wrażenie, że moje tytułowe sformułowanie jest co najmniej zrozumiałe co do zamiaru: chodzi mi o „przemożną, obezwładniającą słabość”. O…


Katalonia. Podtrzymuję pogląd

poniedziałek 02/10/2017
0

Wbrew podejrzeniom, ja nie osłaniam "madryckich". Piszę o tym, że Generalitat de Catalunia to prowokatorzy, bo wiedzieli, że wywołają tą właśnie, paskudną i niepowazna politycznie,…