Intuicja producenta


wtorek 25/09/2012

Któregoś lata, jakieś 9 czy 10 lat temu, podczas kolejnego pobytu we Włoszech włączyłem telewizor i na kanale RAI 1 obejrzałem kawałek jakiegoś serialu, w którym znany mi z innych filmów i seriali aktor Terrence Hill dzielnie posuwał na rowerku przez małe włoskie miasteczko i wspólnie z miejscowymi carabinieri rozwiązywał zagadki kryminalne. Ponieważ generalnie mam w nosie opinie salonowych ‚znafcuf’ od wysokiej kultury i lubię oglądać to, co lubię oglądać, a nie to, co oglądać mi każą ludzie, których zbytnim szacunkiem nie darzę, obejrzałem i drugi odcinek serialu z Hillem. Jak powiedziałem: lubię gościa, choćby za serię uroczo głupich i cudownie bezmyślnych filmów, w których tworzył parę z Budem Spencerem (to ten gruby, od dawania w mordę). Wtedy to przez głowę przeleciała mi myśl (ale przeleciała krótko i beznamiętnie), czy taki ksiądz w Polsce…..? No nie, nie da się.

Jakiś czas później zobaczyłem ten sam serial na półce stoiska RAI Fiction podczas kolejnych targów MIP w Cannes. Uśmiechnąłem się, przypomniałem sobie wakacje i pobiegłem dalej (dokładnie na stoisko Sony, gdzie zaczynałem właśnie rozmawiać na temat kupienia praw do serialu ‚Who’s The Boss’), gdyż w dalszym ciągu uważałem, że to serial nie dla naszego widza. Myliłem się. O jak bardzo się myliłem.

Pięć lat temu znalazł się odważny producent, który wpadł na genialny pomysł obsadzenia w tytułowej roli lubianego i sympatycznego aktora z ‚Na dobre i na złe’, doktora Burskiego, o przepraszam, Artura Żmijewskiego. Dodał mu do towarzystwa (zupełnie odmienną od włoskiego pierwowzoru) gospodynię, którą zagrała wspaniała Kinga Preis, i zaniósł ten pomysł do ówczesnego największego nadawcy, czyli TVP1. Krzysiek Grabowski, bo on jest tym producentem, który wcześniej wyprodukował film i serial o Janie Pawle II oraz serial ‚Wojna i pokój’, zobaczył w tym bardzo lokalnym i specyficznie włoskim serialu coś, czego ja i inni (wówczas bardzo nieliczni) polscy uczestnicy targów MIP zauważyć nie potrafiliśmy: potencjał!

Wyprodukował i odniósł sukces… Wbrew wszystkiemu. To znaczy: widzowie serial o księdzu Mateuszu pokochali niemal od razu, ale wrzask podniosły postępowe i jedynie słuszne media. Ich fora internetowe kipiały na temat ‚katolskiej inwazji na Woronicza’, ale mimo to serial zyskiwał oglądalność. Przy okazji ‚Ojciec Mateusz’ dźwignął do ponownego życia małe i zapyziałe wówczas miasteczko, piękny Sandomierz. Ten efekt to wartość dodana serialu. A wszystko zaczęło się od dobrego oka i intuicji producenta.

Obecnie emitowany jest kolejny sezon polskiej wersji ‚Don Mateo’ (chyba odcinek setny lub coś koło tego), a jego oglądalność cały czas plasuje serial w czołówce najlepiej oglądanych programów telewizyjnych w Polsce. Z widownią powyżej 5 milionów ‚Ojciec Mateusz’ jest najlepiej oglądanym programem przeżywającej swoje (miejmy nadzieję, że chwilowe) problemy TVP1 i trzecim (po ‚M jak miłość’ i ‚Na dobre i na złe’) najlepiej oglądanym programem obecnego sezonu telewizyjnego. Co więcej: trzy najlepiej oglądane programy września w TVP1 to trzy kolejne odcinki serialu ‚Ojciec Mateusz’. Warto na taki skarb chuchać i dmuchać, pieścić i hołubić, bo coś mi się wydaje, że sukces na taką skalę ‚to se uż ne vrati’. A przynajmniej nie szybko.

ps. jeden z kolejnych wpisów poświęcony będzie, tak dla równowagi, problemowi braku intuicji u producenta. Przykładów są dziesiątki, nieprawdaż?


Moje najnowsze wpisy

 

Wojna? Może. Tylko kogo z kim?

niedziela 16/09/2012

Wbrew tytułowi nie będzie o Bliskim Wschodzie, Afganistanie, Muzułmanach czy Żydach. Będzie krótko o telewizji. Mija właśnie drugi tydzień jesiennych ramówek w polskich stacjach. Czas…