Drugi poniedziałek nowiutkiego roku minął mi pod budżetową gwiazdą. I wcale nie była szczęśliwa. Przed południem wysłuchałam wystąpienia ministra finansów Jacka Rostowskiego na posiedzeniu Senatu. Po południu poszłam na spotkanie z prof. Leszkiem Balcerowiczem, który akurat zajechał z wizytą do Gorzowa. A wieczorem już nic mi się nie zgadzało.
Na moje nieszczęście przed tym spotkaniem dostałam do ręki Biuletyn Okolicznościowy Koła Młodych PO RP w Gorzowie Wlkp. Tak się przynajmniej podpisali w stopce redakcyjnej dwaj pomysłodawcy i wykonawcy tego, co trudno mi nazwać, a co ma w tytule „20 lat kapitalizmu w Polsce”. Ale po kolei…
Jak wiadomo, przykład idzie z góry. Zacznę więc od góry, czyli od pana Rostowskiego.
Radzę zaopatrzyć się w czyste okulary, żeby ich potem nie przecierać, bo to, co zapisałam, to nie są moje żarty, ale cytaty z ministra. Najpierw: „W marcu dwutysięcznego dziewiątego roku…” „Wielu ekspertów tylko mówili…”. Potem: „Jak kwaśnie przyjmowała opozycja dane o dobrym stanie polskiej gospodarki…” i: „Jeśli popatrzymy się na środki unijne…”, wreszcie odkrywcze stwierdzenie: „Odporność Polski na kryzys to była odporność ludzi na katastrofizm i histerię opozycji…”. Zdarzyło się też: „Część państwa z opozycji czują przewagę…” i „Nie powinniśmy mylić maksymalny poziom, który przewidujemy…”. Ważne było, że: „Rząd polski nigdy nie stracił wiarę… Nigdy nie stracił wiary i… zaufanie do mechanizmów wolnego rynku…”, bo: „Broniliśmy nasz kraj…”, a teraz powinniśmy: „Nie dodawać dodatkowych szoków gospodarce…”. I na zakończenie: „Dziękując Wysoką Izbę za uwagę”.
Aż chce się krzyknąć: O Matko Bosko z którego bądź kościoła!!! Co pan zamierza. Się. Powiedzieć. I jak tak w ogóle można mówić? Przecież to się rozsiewa jak najgorsza zaraza. I łapią ją wszyscy. I nie ma na nią żadnej szczepionki. I swój erudycyjny popis dali zaraz czcigodni senatorowie, którzy zasypali ministra gradem pytań, a właściwie idiotycznych stwierdzeń. I tak senator Paszkowski powiedział: „Powtórzę za panem ministrem: Broniliśmy nasz kraj”, a potem jeszcze zażyczył sobie, by mu „Podać z imienia i nazwiska, kto jest głównymi wierzycielami Polski”. Senator Maćkowski uparł się przy roku dwutysięcznym dziewiątym i dwutysięcznym dziesiątym (to już wszechpolska plaga, której nie da się pokonać), a senator Fetlińska z uporem pytała „się”. Co prawda swój wywód kierowała do ministra, ale powtarzając z uporem: „Ja się pytam”. Jak ja się pytam, to staję przed lustrem i mówię: „Hanka, jak myślisz? Da się jeszcze coś z tą językową tragedią Polaków zrobić?” I czekam, aż coś sama powiem, a nie zawracam głowy ministrowi.
No i skoczyło mi ciśnienie.
Ale kiedy odrobinę się uspokoiłam, słuchając Leszka Balcerowicza, jakiś diabeł mnie podkusił, bym przeczytała to, co młody działacz gorzowskiej PO, przed najpiękniejszą w województwie biblioteką, dumnie włożył mi do ręki. Ale o tym już pisać nie będę. Zobaczcie sami i powiedzcie, czy człowieka może nie zalać krew?
Co to jest „20-sto”, albo „lecie”, albo zdanie: „…co by się stało, gdy by nie „Plan Balcerowicza”, ten sam zresztą, który w innym miejscu otrzymuje zapis „plan Balcerowicza” i nawet nie ma cudzysłowu. Wolna amerykanka, kochani rodacy! Raz mamy „Hiper inflację”, a raz „Hiperinflację”. Za to przecinków nie mamy prawie wcale, bo i po co? Każdy wstawi, gdzie zechce. A jedyny tekst bez błędów na tym dwustronicowym koszmarku pochodzi z Wikipedii. Do dziś nie mogę się opanować.
I tylko trochę mi lżej, bo rano dostałam informację od rzecznika naszej kurii biskupiej, że w niedzielę 17 stycznia we wszystkich kościołach w Polsce będzie odczytany list Episkopatu Polski na temat języka ojczystego. „Zubożenie języka obserwujemy u dzieci i młodzieży, u dorosłych i starszych, u polityków i ludzi kultury. Spotykamy się z nim na ulicy i w tramwaju, w szkole i w pracy, w gazetach i książkach, w teatrze i w programach rozrywkowych” – wyliczają biskupi.
Jeśli ktoś jednak nie pójdzie do kościoła, zapraszam do lektury, bo jest źle. A jak będzie? To zależy od nas samych. Bo jak tego nie zmienimy, to może od razu pozamykajmy szkoły. Przynajmniej oszczędności jakieś będą!
Miłej lektury: http://www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=201 0112_1.
Hanna Kaup
EF 2010-01-12| 23:05:57
Ale tego, co najsłodsze, Pani nie zakreśliła: trzech ostatnich słów, w prawym dolnym rogu - "dodatni wzrost PKB"
Marek 2010-01-12| 23:47:21
Oj, dziękować pani Hania i ukłaniać się też!
Hanna Kaup 2010-01-12| 23:21:59
Dziękuję za uwagę. Ona podnosi na duchu. A ja rzeczywiście, biję się w pierś, bo nawet na to nie spojrzałam. Oczopląsów można dostać od tego "bogactwa". Pozdrawiam.
Piotr Chmielarz 2010-01-13| 07:56:10
Dwóch panów skracało sobie czekanie na autobus rozmową. Pierwszego nie da się zacytować, byłyby to tylko kropki lub pikania. Drugi chyba nie rozumiał tych treści, bowiem rzucił: "Spytam Cię tylko dla proformy - o czym Ty do mnie rozmawiasz?"..
tzc 2010-01-13| 13:36:52
Gratulacje. Nie tyle z powodu zdrowego nastawienia do sprawy, ile z powodu braku kretyńskich komentarzy pod wpisem. To nie miałoby szans się zdarzyć na Onecie, ale i na WM wymaga trochę szczęścia.
DODAJ KOMENTARZ
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl