Moje ostatnie wpisy

 

Czy Michał Nowosielski myśli o śmierci?

sobota 30/05/2015

Napisałem tu wczoraj o człowieku, który przez całe swoje krótkie życie oddawał hołdy pewności siebie. Na koniec zaś okazało się, że te hołdy gówno są warte, podobnie jak cała ta jego pewność siebie. Mówię o japońskim pisarzu nazwiskiem Mishima. Rozpruł on sobie brzuch popełniając rytualne samobójstwo, bo okazało się, że wszystkie intrygi, w których brał…

Katolicy z PiS zamordowali dziecko prawosławnej rodziny!

wtorek 30/07/2013

Dotarł do mnie wreszcie tekst reportażu Mariusza Szczygła dotyczący sprawy zamordowania dziecka przez Renatę K., która ostatnio była ekspertem MEN i pracowała w liceum im. Sempołowskiej. Tekst zaczyna się tak, że można upaść z wrażenia. Oto Mariusz Szczygieł, wybitny autor i znana postać medialna dostaje tajemniczy mail o drugiej w nocy. W mailu jest tekst…

Kołcz patriotyczny, dwuręczny

środa 24/07/2013

Miałem kiedyś znajomego, statecznego i starszego człowieka, który już dziś niestety nie żyje. Pan ów był protestantem i niemiłosiernie szydził zawsze z Kościoła Katolickiego, choć miał wielu przyjaciół księży. Nie umiem dziś ich ocenić, bo znałem go dość dawno przed ujawnieniem się kapłanów medialnych. Być może ci jego znajomi właśnie do nich by należeli? Nie…

Dlaczego „Sieci” jest gorsze niż „Do rzeczy”

czwartek 04/07/2013

Postanowiliśmy z Toyahem, że damy dziś obaj teksty konkursowe. To znaczy takie prawie konkursowe, bo bez tych wszystkich kolorowych tabelek. Postanowiliśmy, że omówimy najnowsze numery ulubionych tygodników opinii całej polskiej prawicy. Ja ponieważ jadąc do Warszawy pociągiem kupiłem sobie tygodnik „Sieci” postanowiłem o nim właśnie napisać. Uważam bowiem, że jest znacznie słabszy niż „Do rzeczy”,…

Czy Łysiak też kochał Monikę Jaruzelską?

środa 03/07/2013

Bywają w życiu zaskoczenia poważne i mniej poważne, bywają prawdy, które się zna od dzieciństwa i takie, które się jedynie wyczuwa, a one w pewnej chwili ujawniają się z całą mocą i właściwie nie wiadomo co potem zrobić. Ja wczoraj, skuszony linkiem łączącym mnie z blogiem człowieka o nicku herbu grabie, zacząłem interesować się wywiadem,…

Czy koledzy Igora Janke to…?

wtorek 02/07/2013

Opowiem Wam dziś historię 400 egzemplarzy książki zatytułowanej „Baśń jak niedźwiedź”, dwóch egzemplarzy książki zatytułowanej „Napastnik” oraz pewnej transakcji, która niestety nie miała szczęśliwego końca, ale może się to jeszcze zmieni. Na fali coraz większej popularności tej mojej Baśni, dzwonią tu różni ludzie, z których część chce sobie pogadać, część chce mnie oszukać, a część…

Mazowsze, kraina smoka

poniedziałek 01/07/2013

W Królewskich Ogrodach Botanicznych w Kew, tuż przy jednej z głównych alei naprzeciwko stoją stawu mityczne monstra wykonane są z białego kamienia, a każdy z nich dzierży w łapach tarczę z herbem. Pierwszy to czerwony, walijski smok, czteronoga bestia ze skrzydłami. Podobna bestia, tyle, że zielona i dwunoga widniała na tarczy herbowej książąt mazowieckich rezydujących…

O pieniądzach i satanistycznej propagandzie

Obrazek

Jak to już wielokrotnie bywało postanowiłem raz jeszcze narazić się na ten co zwykle zarzut. Chodzi o bezinteresowną zawiść w stosunku do lepszych ode mnie. Lepszych w pisaniu, w konstruowaniu tekstów, w emisji myśli na świat Boży za pomocą klawiatury komputera. Nie mogę się powstrzymać ponieważ przysłano mi właśnie informację ciekawą, a pod pewnymi względami nawet wstrząsającą. Oto po siedmiu latach milczenia Dorota Masłowska powraca z nową powieścią. Powieść nosi tytuł „Kochanie zabiłam nasze koty” i jest o tym, o czym wszystkie poprzednie książki Masłowskiej. O zachowaniach niestosownych i ambarasujących, w które powinniśmy się zaangażować by stać się lepszymi ludźmi i pełniej wszystko przeżywać.
Do wiadomości dołączona jest zajawka zapowiadająca wywiad z Masłowską, który poprowadzą Agata Passent i Mariusz Cieślik. Masłowska zaczyna od razu z grubej rury, mówi, że ciało, które poddajemy eksperymentom upiększającym nie może być omawiane w oderwaniu od ducha. Uśmiecha się przy tym i od razu widzimy, że ilość eksperymentów upiększających, którym w ciągu tych siedmiu lat poddała się Masłowska daleko wykracza poza wszelkie standardy.
Ja nie wiem jak to jest z tym ciałem i duchem, nie wiem, bo moja wiedza na temat pisania jest jak myślę pełna i całkowicie różna od wiedzy Masłowskiej oraz tego co na ten temat mają do powiedzenia ludzie piszący utwory typu „Podróż dookoła mojego pokoju”. Chodzi mianowicie o to, że wszystko jest na zewnątrz. Autor nie ma w sobie nic czego nie mają inni ludzie i pokazywanie tych truizmów oraz czynienie z nich wydarzenia może spowodować to jedynie, że stanie się bohaterem kolejnej powieści Masłowskiej. Żeby napisać cokolwiek trzeba się ruszyć poza granice własnego pokoju, własnego ciała i ducha, który je wypełnia. Trzeba się wybrać na pustynię, do redakcji zarządzanej przez nimfomanki i wariatki, na wielką budowę, albo wstąpić do wojska. Trzeba – mówiąc wprost – zainteresować się życiem i przygodami bliźniego swego i jego losem. Inaczej się nie da. Im bardziej bliźni różni się od nas, im mniej punktów stycznych pomiędzy jego duchem a naszym tym lepiej dla tekstu, przy założeniu oczywiście, że opanowaliśmy podstawowy warsztat.
Myślę, że w tak zwanym okresie początkowym Masłowska miała podobne projekcje na temat zadań przed nią stojących, ale potem jej przeszło. Opisała przecież tego całego Robakoskiego. I to był właściwie, z mojego punktu widzenia oczywiście, dobry kierunek. Trochę jednakowoż tandetny. Masłowskiej jednak wiele się wybacza. Bohater książki może nazywać się Robakoski i reprezentować nas wszystkich, bo takie zdaje się było założenie, i nic się nie dzieje, nikt nie zgłasza uwag. W „Szkicach węglem” Sienkiewicza czarny charakter nazywał się Zołzikiewicz i  było to zawsze wymieniane jako defekt tej znakomitej noweli. No, ale Masłowska to nie Sienkiewicz w końcu. Ona ma tu misję do wypełnienia, a Henryk chciał tylko sobie trochę zarobić.
Ponieważ o Masłowskiej ciężko już napisać cokolwiek oryginalnego, bo ona zdaje się będzie pełnić w naszym życiu rolę podobną jak niegdyś specyfik o nazwie „Prusakolep”, porozmawiajmy o kontekstach. Mamy taki marketingowy zwód, który nosi nazwę „wielkiego powrotu”. W Ameryce wygląda to tak, że najpierw producenci płyty żyłują jakiegoś chłopaka ze wsi do ostatnich granic, wpędzają go w alkoholizm, narkomanię, uzależniają od seksoholiczek i podkładają mu jakieś obce dzieci, żeby je utrzymywał, wmawiając mu, że to jego. Kiedy facet jest już na granicy i idzie się wieszać, łapią go z tym sznurkiem w ręku i wysyłają – na jego koszt – do wielkie kliniki, gdzie naprawia się frustratów. Tam gościa faszerują prochami, czyszczą, czeszą, myją, ksiądz protestancki streszcza mu jakieś budujące kawałki z Biblii, łysy buddysta usypuje obok jego łóżka mandalę, którą inni wariaci omijają z nabożeństwem, miłe pielęgniarki uśmiechają się do niego z daleka, odmawiając pozwolenia na obmacywanie po udach, a lekarz z zębami białymi jak u szympansa bonobo, klepie go przyjacielsko po ramieniu. Po pół roku gość wychodzi na świat. Wiozą go natychmiast do ośrodka buddyzmu Zen, gdzie przez dwa lata  od rana do nocy kroi marchewki i kapustę, w przerwach wysłuchując różnych przypowiastek o życiu duchowych mistrzów. W tym czasie branżowa prasa, najpierw delikatnie, a potem coraz bardziej nachalnie, zaczyna interesować się życiem naszego bohatera. I wreszcie, kiedy uśpione masy fanów zaczynają powoli się budzić przychodzi czas na wielki powrót. Kiedy gość już się przyzwyczaił do tych marchewek i znajduje prawdziwą przyjemność w codziennych rozmowach z małym Chińczykiem, na temat jakości noży używanych do tej roboty, pod ośrodkiem zatrzymuje się czarna limuzyna. Wypadają z niej grubi faceci w kwiecistych koszulach, odrywają go od deski, popychają brutalnie jego kolegę Chińczyka i pakują gościa go samochodu. Następnego dnia facet gra koncert, jedzie w trasę, a rynek zostaje zalany stosami jego nowej płyty zatytułowanej „Byłem na dnie”. I wszystko zaczyna się od początku.
U nas jest podobnie, ale nie tak samo. Branża muzyczna nijak ma się do branży muzycznej w Ameryce, bo kiedy jakiś grajek znika ze sceny to po prostu znika i nie ma raczej mowy, by go na ten Parnas wciągnąć raz jeszcze. Przykład Krzysztofa Krawczyka budzi co prawda nadzieję, ale złudną, potwierdza jedynie regułę. Nie wyobrażam sobie, że gdzieś teraz pojawia się Panasewicz i próbuje uwieść fanów swoim śpiewem. Borysewicz mieszka tu, niedaleko mnie, a też nie zdarzyło mu się koncertować w okolicy. Nie wiem też czy koncertuje gdziekolwiek.
Na rynku literackim jest jednak inaczej, a to z tego względu, że jest to rynek statyczny. Tam miejsca opuszczone przez autorów nie mogą być zajęte przez kogoś innego, bo funkcja tych autorów, funkcja propagandowa i wychowawcza jest zbyt ważna. Masłowska może więc spokojnie żyć przez siedem lat na koszt niemieckiego podatnika i potem powrócić do Polski z gawędą o ciele i duchu. Uważam, że powinniśmy się cieszyć z tego powrotu i z tej gawędy. Oznacza ona bowiem tyle, że Masłowska zacznie teraz robić to co wszyscy skazani na zapomnienie autorzy – zajmować się problematyką zwaną niekiedy „wielką”. Dusza, ciało, Pan Bóg, te sprawy. Nieodżałowany Marek Hłasko określał to zwykle inaczej. Mawiał mianowicie: miłość, zdrada, takie tam gówna…
To dobrze, podkreślam, bo Masłowska odsunie się od tematów ważkich, czyli od opisywania nas i ojczyzny naszej. Zajmie się sobą i kokietowaniem fanów, który jak podejrzewam ma wielu.
Właśnie wpadł mi do głowy pomysł, którym podzielę się z wami na bieżąco: można by ułożyć ranking popularności autorów, w oparciu o dane sprzedaży z hurtowni. Prawdziwy ranking, a nie to co pokazuje Empik czy Merlin, mogłoby  być ciekawie. Pomyślę o tym.
Ponieważ autor zajmujący się pielęgnowaniem relacji z fanami jest autorem przegranym, śpijmy spokojnie. Tym spokojniej, że za promocję Masłowskiej wzięli się już na początku ludzie tak bezpretensjonalni i sympatyczni jak Agata Passent i Mariusz Cieślik.
Trzeba się zastanowić jeszcze nad jedną kwestią. Siedem lat to mnóstwo czasu, ja – nie chwaląc się – przez trzy lata wydałem 5 książek, pisząc jednocześnie bloga i prowadząc normalne życie. Ktoś powie – ale co to za książki, z czym ty chłopie startujesz do Pani Doroty? Uspokój się.
No, fakt może nie są te książki najlepsze, ale są i nie da się tego nie zauważyć. Przez siedem lat można wykreować trzech nowych autorów i kazać im pisać dokładnie to co chce się by zostało opublikowane i znalazło się w księgarniach. Można, zapewniam Was. A tu nic. Wszyscy czekają na Masłowską. Były oczywiście próby zamiany Masłowskiej na kogoś innego, była ta cała Sylwia Chutnik, która zniknęła już dawno, zapadła się jak kamień w wodę, były jakieś inne wariatki i ich także nie ma. Masłowska powraca, drżyjcie. Masłowska powraca jednak z ideą inną niż poprzednio. Teraz będzie wpuszczona do segmentu prasy kobiecej. To dobrze rokuje, bo oznacza, że system nie przeniknął na nasz teren. Nie chwyciło. Proza Masłowskiej mimo nagród i pompowania medialnego nie przyniosła oczekiwanych efektów sprzedażowych, a skoro nie przyniosła takich to nie przyniosła również innych – propagandowych. Masłowska nie jest już więc agresywną dziewuchą z osiedla, ale sympatyczną pańcią co gada o kosmetykach. Ciekawe jakie treści będzie w tych kremach przemycać i czy będzie się można z tego pośmiać. Myślę, że tak. Poczekajmy na te zamordowane koty.

http://www.tvn24.pl/xiegarnia,66,m/kochanie-zabilam-nasze-koty-maslowska-wraca-z-nowa-powiescia,279558.html

III tom „Baśni jak niedźwiedź””pisze się troszkę wolniej niż dwójka. Tak to bywa. Informuję wszelako, że  książki nasze są już dostępne w hurtowniach, a przez to można je zamawiać w każdej księgarni na terenie kraju. No i oczywiście także kupować na stronie www.coryllus.pl oraz w sklepach wymienionych niżej:

Księgarnia Wojskowa, Tuwima 34, Łódź
Księgarnia przy ul. 3 maja Lublin
Tarabuk – Browarna 6 w Warszawie
Ukryte Miasto – Noakowskiego 16 w Warszawie
W sklepie FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie
U Karmelitów w Poznaniu, Działowa 25
W księgarni Gazety Polskiej w Ostrowie Wielkopolskim
W księgarni Biały Kruk w Kartuzach
W księgarni „Wolne Słowo” w Katowicach przy ul. 3 maja.
W księgarniach internetowych Multibook i „Książki przy herbacie” oraz w księgarni „Sanctus” w Wałbrzychu.
No i oczywiście na stronie www.coryllus.pl

Umieszczam tu także trzecią część relacji z mojego poniedziałkowego wieczoru autorskiego w Klubie Ronina.

http://www.youtube.com/watch?v=R90s9-jmjzA&feature=em-share_video_user

Oszajca kanonizował Kopacz i inne ciekawostki

Obrazek

Być może sprawa nie jest żadną rewelacją i wszyscy o niej wiedzą już od dawna, ale ja dowiedziałem się wczoraj. Okazało się, że w 2010 roku Ewa Kopacz uhonorowana została nagrodą im św. brata Alberta. Nagrodę wręcza kapituła, której przewodniczy Wacław Oszajca. Oto link do tekstu, który w niezalezna.pl opublikował ksiądz Isakowicz-Zaleski http://niezalezna.pl/33659-honor-kopacz

Nie powiem, zdziwiłem się. Nagrodaza „serce i wsparcie okazane w Moskwie rodzinom tragicznie zmarłych w katastrofie smoleńskiej, w duchu miłosierdzia św. Brata Alberta” dla Ewy Kopacz to jest coś. Szczególnie dzisiaj to coś wygląda wręcz fantastycznie. Właściwie nie wiadomo co powiedzieć wobec takiej postawy Wacława Oszajcy i gremium, któremu przewodniczył.

Ponieważ tak się złożyło, że wśród blogerów komentujących Tragedię Smoleńską nie było chyba nikogo kto choć przez moment wierzyłby w jedno słowo Ewy Kopacz, pewne jest, że to całe przedstawienie zorganizowane przez Oszajcę wymierzone było właśnie w rodziny. I tu pojawia się pytanie: po co? Po co ksiądz Jezuita w ogóle robi takie rzeczy? Przecież mógł nie urządzać tej całej hucpy, mógł siedzieć cicho. Odpowiedź na to pytanie jest prosta, jak wszystko w całej ten przerażającej historii. Oszajca jest jednym z wielu księży, gotowych do odegrania każdego przedstawienia, byle było ono nagłośnione medialnie. Że co? Ze to akurat nie było? W taki razie wynagrodzono go w jakiś inny sposób.

Uważam, że akurat dziś warto wspomnieć o Oszajcy jako narzędziu promocyjnym polityki rządu, warto, bo wielu polityków PiS i sympatyków PiS zachowuje się tak jakby za chwileczkę miało przejąć władzę, w dodatku bez żadnego koalicjanta. To się niestety nie stanie, bo metody zwodzenia i oszukiwania ludzi są od dawna bardzo precyzyjne i bardzo złożone. To, że ktoś coś zyskał w sondażach nic nie znaczy. Osoba, która kłamie w żywe oczy jest honorowana nagrodą brata Alberta, od wczoraj wszyscy ekscytują się tym co w piątek powie premier Tusk, a z samego rana w portalu „Wirtualna Polska” pojawił się news zatytułowany: „Ile tak naprawdę zarabiają nauczyciele”. Ponieważ nauczyciele są – co pozornie tylko może dziwić – najsłabiej uświadomioną i najgorzej zorganizowaną grupą zawodową w Polsce świetnie nadają się na wroga wewnętrznego. Wroga, który w wielkiej rodzinie zwanej „sferą budżetową” pożera bez uzasadnienia największy kawałek tortu. I będzie go pożerał póki coś się z tym problemem nie zrobi.

Ksiądz propagandysta, expose Tuska, w którym ma on ogłosić – obstawiam, że nie ogłosi – ozusowanie umów śmieciowych, oraz nauczyciele. Trzeba teraz poczekać kogo media wyznaczą na zbawcę kraju, który nie dopuści by Tusk zniszczył nas ze szczętem. Myślę, że będzie tym kimś Aleksander Kwaśniewski. Nauczyciele zaś – uratowanie od zagłady i linczu – będą mu za to wdzięczni jeszcze przy kolejnych wyborach, które odbędą się nie wiadomo kiedy, ale raczej później niż wcześniej. I cień refleksji nie przemknie po ich czołach. Nie po to bowiem kończyli humanistyczne studia, by się teraz zastanawiać nad tym o co tak naprawdę chodzi w polityce.

Wczoraj z niejaką satysfakcją obserwowałem jak w studiu TOK fm Tadeusz Mosz, tym razem bez brody, ujadał na Tuska. Liberał liberałowi zgotował ten los. Nie do uwierzenia. Poczekajmy teraz tylko aż ksiądz Oszajca zbierze się w sobie i zacznie szukać kogo by tu nagrodzić w tym roku. Obstawiam, że padnie na Figurskiego. Wiele wszak wycierpiał.

Na tym dziś kończę, bo muszę pisać III tom „Baśni jak niedźwiedź”. Informuję wszelako, że od wczoraj książki nasze są dostępne w hurtowniach, a przez to można je zamawiać w każdej księgarni na terenie kraju. No i oczywiście także kupować na stronie www.coryllus.pl oraz w sklepach wymienionych niżej:

Księgarnia Wojskowa, Tuwima 34, Łódź

Księgarnia przy ul. 3 maja Lublin

Tarabuk – Browarna 6 w Warszawie

Ukryte Miasto – Noakowskiego 16 w Warszawie

W sklepie FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie

U Karmelitów w Poznaniu, Działowa 25

W księgarni Gazety Polskiej w Ostrowie Wielkopolskim

W księgarni Biały Kruk w Kartuzach

W księgarni „Wolne Słowo” w Katowicach przy ul. 3 maja.

W księgarniach internetowych Multibook i „Książki przy herbacie” oraz w księgarni „Sanctus” w Wałbrzychu.

No i oczywiście na stronie www.coryllus.pl

Umieszczam tu także pierwszą część relacji z mojego poniedziałkowego wieczoru autorskiego w Klubie Ronina.

http://www.youtube.com/watch?v=rsSVihnspIw&feature=em-share_video_user

W mieście Łodzi…

wtorek 02/10/2012

Okropnie boję się jeździć samochodem do nieznanych mi miast. W Łodzi byłem wcześniej raz jedynie, wysiadłem na dworcu fabrycznym i pospacerowałem po Piotrkowskiej. Potem odjechałem z tego samego dworca do Warszawy. Wczoraj wieczorem musiałem dojechać do Łodzi samochodem z książkami i zaparkować gdzieś mądrze, żebym nie dźwigać tych książek nie wiem jak daleko. Oczywiście pomyliłem…