Szkoła Liderów Cioci Magdalenki


sobota 02/02/2019
0

Transformacja ma same dobre strony, co przyznają wcale nie tylko profesorowie od tzw. ekonomii, ale każdy, kto nie zawistnik albo inny faszysta.

Bo transformacja oznacza zmianę (a dokładniej przemianę), dzięki czemu życie, które mamy wszak tylko jedno, nie jest nudne.

W trakcie transformacji przemianie ulega wszystko, a jak wszystko, to i wszyscy, dlatego
żeby nie nudzić wymienianiem poszczególnych przedmiotów i podmiotów transformacji, skupię się na bliskim mi szkolnictwie.

Oprócz starych i niedobrych z definicji szkół, powstawały szkoły nowe, z których wyróżniała się poziomem kształtowania (to coś więcej, niż kształcenia) jedna:

Szkoła Liderów Cioci Magdalenki.

***

Położona w miłym miejscu, z dala od rozpraszającego, wielkomiejskiego gwaru (i takiegoż smrodu), coś jak ta szkoła z serii znanych książek (i takichże filmów) o dzieciach wiedzących, widzących i potrafiących więcej, niż Ciemny Lud.

Szkoła była elitarna, co nie dziwota, bo liderzy to przecież elita.
Przyszła, ale zawsze coś.

Nie było żadnych rekrutacyjnych kryteriów geograficznych czy klasowych, że o genderowych nie wspomnę.

Uczyły się w niej i wychowywane na podwórku trójmiejskie żuliki, i wiejskie mądrale, i klasa robotnicza z ganc-nowymi ambicjami, na inteligentach, z eleganckiej, warszawskiej dzielnicy ….a, nie bądźmy zbyt przejrzyści – wszak oko RODO czuwa – skończywszy.

Liczyły się tylko zdolności (do wszystkiego).
I referencje (co normalne, bo przecież nie można było dopuścić, żeby się jakiś przypadkowy=niepewny element do takiej szkoły zaplątał).

Referencje pisane były starannym pismem maszynowym (laptopów jeszcze wtedy nie używano), opatrzone pieczątkami (obowiązkowo w kolorze czerwonym) i podpisane przez Ludzi Honoru.

Program układali najznakomitsi w swych dziedzinach specjaliści, charakteryzujący się do tego tzw. zacięciem pedagogicznym.

Wszyscy uczniowie mieli teczki (jak to w szkole), ale nie musieli ich ze sobą nosić, bo w trosce o ich prawidłową postawę, teczki były przechowywane w bezpiecznym miejscu.

Podobno nawet nie w jednym, bo na wszelki wypadek, kopie ich zawartości znalazły się w zaprzyjaźnionych stolicach.

Nad wszystkim czuwała Ciocia Magdalenka, o której uczniowi mówili z podziwem niekłamanym, że ona chyba nigdy nie śpi.

Czy to prawda – nie wiem, ale niewykluczone, bo w czasach transformacji wszystko było możliwe

***

Przedmiotów wykładanych w szkole nie było wiele, za to same przydatne:

przemawianie, obiecywanie, liczenie na stole i pod stołem, a nawet prawienie kazań.

Bo w szkole byli też kandydaci i na Krajowych Duszpasterzy Establishmentu, i tych od Ciemnego Ludu, co zrozumiałe, bo liderzy musieli opanować wszelkie dziedziny życia, z tą duchową włącznie.

Gry umysłowe były nie tylko przedmiotem, ale i wzbudzającą prawdziwe namiętności rozrywką:

najbardziej ekscytowała uczniów odmiana Monopoly, w której fabryki, floty tirów, wydawnictwa (wraz leżącymi pod nimi działkami), pegeery i czego tylko dusza i ciało zapragną, przechodziły z rąk do rąk i to nie za gotówkę, a za kredyt, którego wcale nie trzeba było spłacać.

Tworzono spółki, fundacje i stowarzyszenia, pozyskiwano za bezdurno wielomilionowe granty, handlowano emisjami gazów oborowych i suwerennością, a kursy walut były ustalane w gronie uczestników gry.

Ciocia Magdalenka dbała o wszechstronny rozwój swoich podopiecznych, czemu służyły tzw. kółka zainteresowań.

Na przykład ogromnie się uczniom podobały zajęcia teatralne.

Jak oni kochali się kochać, obrażać, godzić, a szczególnie kłócić! Aż im piana z ust czasem ciekła, a twarze czerwieniały i bladły na przemian.

Kiedy Ciocia Magdalenka, patrząca na perfekcję swoich podopiecznych klaskała w dłonie wołając:

na dziś wystarczy!, stawali się znów zaprzyjaźnionymi ze sobą uczniakami, którzy idąc do kantyny (bo tam była kantyna, nie stołówka) opowiadali sobie z jeszcze niedawnymi scenicznymi przeciwnikami najnowsze dowcipy.

Albo zajęcia z materiałoznawstwa:

sprawdzanie wytrzymałości czerwonego sukna wyzwalało w uczniach wolę walki – wyrywali sobie to sukno, aż do jego podarcia i potem porównywali, któremu większy kawałek w ręku został.

Gdy któryś zostawał z niczym, Ciocia Magdalenka podchodziła i skonfundowanemu dawała drugą szansę mówiąc – rwij! Rwij, jakby od tego koniec świata miał zależeć!

I taki, zmotywowany outsider rwał jak w transie.

Ale Ciocia Magdalenka była kochana i po zajęciach szczególnie wyczerpujących, zapraszała na tort, który był oooogromny i zawsze wystarczało dla wszystkich, bez względu, na kolejność dziobania.

Ba! Nawet spory kawał Ciocia odkładała na potem – bo przecież zawsze mogli wpaść z wizytą goście ze wschodu lub z zachodu, a nawet i z południa, których wypadało podjąć czym chata bogata.

***

Raz tylko Ciocia Magdalenka się naprawdę wkurzyła:

na meczu piłki nożnej.

Bo mecze piłki nożnej należały do zajęć obowiązkowych, i co ciekawe – przez uczniów traktowanych z wyjątkowym respektem.

Troszkę te mecze były dziwne, bo nieważne w nich było, kto wygra (tym bardziej, że zwycięstwa trafiały się wszystkim drużynom, w których dochodziło do częstego rotowania składem i w tzw. dłuższej perspektywie nie było przegranych).

A najważniejszy w tej grze był styl – no tak było.

I ten jeden, jedyny raz, kiedy Ciocia Magdalenka się wkurzyła, wszystkim uczniom wbił się w pamięć, bo Ciocia takiego jednego przywołała do siebie i …nie! – nawet za ucho go nie wzięła!

Ona tylko popatrzyła na niego jak zwykle łagodnie i tym swoim ciepłym głosem, troszkę głośniej i dobitniej niż zwykle, powiedziała kilka słów:

na pierwszych zajęciach z piłki nożnej powiedziałam wam, że jest jedna rzecz, której nigdy wam, pod żadnym pozorem zrobić nie wolno .

Ty teraz to zrobiłeś.

Jak rozumiem, nie chcesz już się dalej tutaj uczyć?

Delikwent zbladł i najpierw przed uczniami, a potem jeszcze raz przed Ciocią Magdalenką złożył samokrytykę – spontaniczną i szczerą.
Ta złożona przed Ciocią była chyba nawet bardziej spontaniczna i bardziej szczera, bo coś tam jeszcze na koniec podpisał.

Ciocia spojrzała na niego jeszcze raz i wszyscy poczuli, jakby spojrzał na nich sam… a, lepiej jego imienia nie wymawiać nadaremno, ale już nikt nigdy potem tego występku nie popełnił.

No, to koniec opowieści o tej szkole liderów.

Słucham? Ciekawi jesteście, co ten delikwent podczas meczu zrobił?
A kopnął rywala.

Że co, że to w piłce nomen omen kopanej normalne?

Ale on go kopnął powyżej kostki!



Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


× dziewięć = 72

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Bankdytyzm - czyli Polacy bez gotówki

niedziela 17/11/2019
0

Świat... pojęcie niby jasne dla każdego, a jakże trudne do precyzyjnego zdefiniowania, ale paradoksalnie nikt przytomny (wiem, mam na myśli mniejszość) nie ma problemu z…


Kto pójdzie siedzieć? Jurek, Donek czy Mati?

czwartek 14/11/2019
0

Ponieważ mam prawie gotowy kolejny (powierzchowny, jak to u mnie) tekst o tak tu popularnym socjalizmie żoliborskim, jako „rozbiegówkę” pozwolę sobie napisać coś o wspomnianych…


Tekaemy i wielka, pisowska Banasiada

czwartek 31/10/2019
2

  Jestem nie tylko obrońcą, ale wręcz entuzjastą Pana Banasia: wywinąć taki numer całej wierchuszce PiSu i trzymać ich za wydmuszki przez następnych 6 lat,…


Grodno, zbiegu okoliczności ciąg dalszy

piątek 25/10/2019
0

Najdłuższe dni tego roku były w Grodnie prześliczne: słoneczne, bardzo (ale nie dolegliwie) ciepłe, no i dłuuuugie. Ja jak zwykle mieszkam w samym sercu starego…


Grodno, część pierwsza zbiegu okoliczności

czwartek 24/10/2019
0

  Lipiec ubiegłego roku, mój drugi, po 6 tygodniach, bezwizowy wyjazd do Grodna. Wstałem wcześnie, koledzy jeszcze się do wstania zbierali, wypiłem więc kawę i…


Andrzej Duda wetem księdza Popiełuszkę czci

sobota 19/10/2019
0

Połowa października 1984. Przygotowania do mojego ślubu na finiszu. Co w tym czasie znaczyło słowo przygotowania wie tylko ten, kto na własnej skórze przeżył tamten…


The winner is... d'Hondt! Czyli w maju „Duda -” !

wtorek 15/10/2019
1

Kto wygrał niedzielne głosowanie (nie mylić z wyborami, bo w prawdziwych wyborach Obywatel ma bierne prawo wyborcze)? Prawo i Sprawiedliwość? No bez żartów – w…


Konfederacjo – wyluzuj! Ta noc należy do serwerów!

niedziela 13/10/2019
0

Gdyby ktoś mnie zapytał, jaka jest jedna, ale tyko jedna różnica pomiędzy PRL a PRL-bis, użyłbym jednego słowa: technologiczna. No co, nie mam racji? Ostatnio,…


W Polsce musi powstać Partia Mieszczuchów!

czwartek 10/10/2019
0

Dlaczego? No jak to dlaczego – żeby interesy mieszkańców polskich miast miały swojego reprezentanta. W Kielcach Prezes Kaczyński odkrył karty i wyraźnie , urbi et…


Solidaryzm, czyli jak się Prezes Kaczyński socjalizmu wyparł

poniedziałek 07/10/2019
0

Podczas wizyty w telewizji TRWAM Prezes Kaczyński się wyparł socjalizmu i ogłosił się solidarystą (od 28 minuty nagrania) https://tv-trwam.pl/local-vods/vod.25221 Że się wyparł (a szczegolnie, że…