Pamięci redaktora Wojciecha Zielińskiego: Polska-Rosja 3:2, czyli mój pierwszy strajk


poniedziałek 18/08/2008
6

Pamięci redaktora Wojciecha Zielińskiego:

 

Kiedy dziś rano nasi siatkarze sprowadzili reprezentację Rosji  z księżyca na ziemię (Ziemię?) przyszło mi do głowy, że już mamy swoją tarczę antyrakietową: jest brodata, kudłata, mierzy 211 cm i nazywa się Marcin Możdżonek.

Ale potem przypomniał mi się inny mecz – ten sprzed 32 lat.

W lecie 1976 roku, podczas olimpiady w Montrealu Polska w finale siatkówki grała mecz z ZSSR (w PRLu obowiązywał wariant pisowni ZSRR) .

W tym czasie, jako przyjęty na studia, ale jeszcze nie immatrykulowany, mieszkałem w akademiku „Kazimierka” na Mokotowie, odbywając w (znakomitych zresztą) zakładach Hortexu w Górze Kalwarii tzw. praktykę robotniczą.

Praktyka robotnicza: miesiąc obowiązkowej pracy w zakładzie przemysłowym, za minimalne wynagrodzenie.

Po marcu 1968 roku komuna wymyśliła sobie, że aby przybliżyć studentom „prozę życia”, przed studiami muszą takąż praktykę odbyć.

Plan w zamyśle podły, w moim (i mam nadzieję, że w większości innych) przypadku spalił na panewce. Całe to przedsięwzięcie było czymś w rodzaju „obozu integracyjnego”. Wspólne mieszkanie w akademiku (warszawiacy z tego przywileju nie korzystali), wspólny zapieprz przy sortowaniu warzyw i owoców owocowały  smile pierwszymi znajomościami, czasem sympatiami i przyjaźniami.

Szybko się okazywało „kto jest kim” – fajnych i niefajnych sortowaliśmy szybko – jak fasolkę na taśmie.

Jedyną niedogodnością była olimpiada właśnie, a  raczej konieczność pogodzenia nocnych transmisji z pracą na pierwszą zmianę.

Wspomniany mecz był transmitowany nad ranem. My wiernie trwaliśmy w świetlicy sąsiedniego akademika „Oaza”, a tu dramat – kroi się pięciosetówka.

Młodszym czytelnikom wypada przypomnieć, że wtedy w siatkówce obowiązywały inne przepisy – grało się na tzw. przejścia – punkt można było zdobyć tylko z własnego serwisu. W rezultacie mecze trwały koszmarnie długo.

Mecz komentował śp. redaktor Wojciech Zielinski – ale JAK komentował! On wręcz grał razem z naszymi siatkarzami!

A nasi grali tak jak dziś – świetnie, choć byli średnio o 10 centymetrów niżsi (fenomenem był wzrost Tomasza Wójtowicza – 197 cm…)

Do Góry Kalwarii trzeba było dojechać na 6 rano smile. Wyjazd autokarem najpóźniej 5.20. A  mecz trwa…

Jak doszło do tego, że nasi sowietom spod noża uciekli – w sali telewizyjnej zapanował szał.

No i zbiesiliśmy się – Mietek z Przewozu Nurskiego, Czarek z Piastowa, Marek ze Skarżyska, Zyziek z Bieżunia, Janek z Ciechanowa i ja – z Otwocka, powiedzieliśmy, że nie jedziemy do roboty, bo mecz do końca musimy obejrzeć …

Nasi – w sumie przyzwoici – „opiekunowie” z ramienia SZSP – Zbyszek z II roku i Jadzia z III  najpierw zbaranieli, potem próbowali nas przekonać, a że czas odjazdu autokaru naglił – w końcu odpuścili.

Krzyk redaktora Zielińskiego  „Czernyszow – out !” i naszą zwariowaną radość pamiętam do dziś. Potem tylko nadrabialiśmy miną, bo nie wiedzieliśmy, czym się ten nasz strajk skończy.

A w życiu jak to w życiu – „wsio niewierno i kaprizno” – nam się upiekło, żadnych konsekwencji poza koniecznością odrobienia całej zmiany ( czyli musieliśmy pracować 16 godzin non stop) nie ponieśliśmy.

Za to redaktor Zieliński za swój niepoprawny politycznie entuzjazm zapłacił „czołganiem” w TVP, sekowaniem które trwało i do czerwca 1989 roku i – żeby było śmieszniej (smutniej?) po czerwcu 1989 również.

Jeśli życie pozagrobowe istnieje, to pewnie i ten dzisiejszy  mecz komentował, w towarzystwie Wagnera i Gawłowskiego (trenera i rozgrywającego naszej ówczesnej drużyny).

 


Komentarze 6 Dodaj komentarz

 
  1. W zasadzie ZSRR jest skrótowcem, łatwym do rozwinięcia. Dlaczego ma być wariantem skrótowca (?) ZSSR? I co owo ZSSR znaczy? Wiem, że jest modne od lat i operuje tym wielu ludzi, chcących wyglądać na ortodoksyjnych antykomunistów. Sam zdążyłem odebrać pełne przygotowanie z odpowiedniego języka (od 5 klasy podstawówki do matury włącznie), a ZSSR do dziś jest dla mnie skrótem od nie wiem czego.

      
    0
    0
    • nie „od lat”, a od przedwojnia – tak się nazwę tego kraju pisało (oficjalnie) przed wojną.
      Tak jak przed wojną był plac „Wilsona”, a za komuny „KomunyParyskiej” własnie.
      A to jedno „S” oznacza „sowiecki”.
      Bo za komuny wprowadzono potworek komunistyczno-językowy, czyli przymiotnik „radziecki”.
      A na ortodoksyjnego antykomunistę nie tylko chcę wygladać, ale konsekwentnie jestem.
      Spoko, to jeszcze będzie w Polsce modne :-) .

        
      0
      0
      • E, tam. Nie jestem przedwojenny, ale nie jestem też niegramotny. Że „S” to „sowiecki”, wiem. Dlatego z głupia frant nie pytam o rozwinięcie „S”, tylko „ZSSR”.

        Żeby już dalej nie gadać półgębkiem – to jest pytanie w przedmiocie nie historyczne, a ściśle syntaktyczne. Czy męka mojej niewiedzy ma trwać dalej?

          
        0
        0
  2. W takim razie polecam Google – tam wyjaśnienie (także) tej kwestii można bez problemu znaleźć

      
    0
    0
    • Innych rozmówców też Pan tak zwodzi?
      Wie Pan tak samo, jak i ja, bo do tego nie trzeba być zasłużonym antykomunistą, że pytam, dlaczego „ZSSR”, a nie „ZSRS”.
      Wie Pan równie dobrze jak ja, że w G. jest na ten temat merytorycznie… g.
      I wie Pan jeszcze lepiej ode mnie, że w przestrzeni, w której się komunikujemy aktualnie, odesłanie do Google ma znaczenie formalne „spadaj, boś leń i nieuk”. Nie zrażam się, bo naprawdę chcę się dowiedzieć.
      Jeśli Pan wie, proszę rozwinąć. 4 słowa zamiast 14 – oszczędzi Pan sobie klawiatury, mnie niesmaku (bo po „Google” mam niesmak). Jeśli Pan nie wie – nic strasznego. Niech Pan napisze, że Pan nie wie – ja będę próbował się dowiedzieć gdzie indziej.

        
      0
      0

Moje najnowsze wpisy

 

Kto ma ministra w rodzinie – ten z głodu nie zginie!

niedziela 17/05/2020
1

Co, że w oryginale jest ksiądz, a nie minister? No i co z tego - minister to taka odmiana ministranta, to i też pasuje, tym…


Mamy pieredyszkę – i to jaką!

niedziela 10/05/2020
0

Wyszło na moje – pieredyszka trwa, i trwa mać!  (to nie ja, to Pawlak). I nie żadne, marne 7 czy 14 dni, a minimum miesiąc!…


Zarządzanie pieredyszką, czyli luzowanie wyborcze

wtorek 05/05/2020
0

Konsekwentnie od tygodni informuję szanownych Czytelników, że mam na tę hucpę, zwaną koronawirusem wywalone, i to wywalenie nie tylko nie ustępuje, ale z każdym kolejnym…


Posłowie PiSu piszą po prośbie do Ateusza Morawieckiego

sobota 18/04/2020
1

Na stare lata przyszło mi za trend settera robić: najpierw, po deklaracji  mania wywalone na koronawirusa, zostałem poparty przez Prezesa Kaczyńskiego i najpotężniejszego człowieka świata,…


Zamaskowanie, czyli humbug pod przykryciem

sobota 18/04/2020
4

Tak wrednie zmanipulowanych świąt Wielkiej Nocy, to nawet za komuny nie pamiętam, bo nikt mi nie wmówi, że wpuszczenie 150 ludzi do hipermarketu Auchan i…


5 minus, czyli dziś w kościele jest łapanka

piątek 10/04/2020
1

To są zdjęcia autobusu miejskiego w stolicy. A na nim – informacja, że do tego autobusu może wejść 19 osób, No taki limit, a limit…


Wyborcza, pocztowa majówka, czyli kiedy Prezes był na poczcie?

piątek 03/04/2020
0

Ja, odkąd najpotężniejszy człowiek świata, czyli prezydent USA Donald Trump zadeklarował, że podobnie jak Ewaryst Fedorowicz (kolejność prawidłowa), ma na koronawirusa wywalone, nie muszę się…


Zarządzanie strachem, czyli nie jestem sam!

poniedziałek 23/03/2020
1

17 marca opublikowałem tekst pt Zarządzanie strachem, czyli Włochów wina!, w którym poinformowałem, że na koronawirusa mam, cytuję - wywalone. Dlaczego mam – wyjaśniłem, po…


Zarządzanie strachem, czyli Włochów wina!

wtorek 17/03/2020
3

Z zainteresowaniem obserwuję zakwitającą mi na balkonie na różowo brzoskwinię. To miłe zajęcie. Na koronawirusa mam, jak to dzisiejsza młodzież określa, wywalone (eufemizm), bo wiem,…


Ober-zdrajca Bierut nie ma już na Powązkach grobowca!

niedziela 08/03/2020
0

3,5 roku temu (dokładnie 29 sierpnia 2016), na pisowskim do ostatniej kropki blogowisku, opublikowałem tekst pod śmierdzącym na kilometr ruską prowokacją i onucą tytułem „Pogrzeb…