Grodno, czyli jak zostałem przemytnikiem


poniedziałek 19/08/2019
0

Sierpniowy poranek.

W pociągu, którym 5 raz na przestrzeni ostatnich 15 miesięcy jadę do Grodna, w wagonie bezprzedziałowym (czyli takim, w którym zamiast przedziałów jakiś idiota, jak w pierwszym lepszym  – proszę wybaczyć właściwą mi precyzję opisu – gównianym autokarze, poustawiał 2 rzędy przedzielonych wąskim „przejściem”  foteli)  scena jak z sensacyjnego filmu:

na oczach ok. 50 pasażerów, jakiś człowiek, stając na oparciach i zagłówkach foteli, rozmontowuje coś, co wygląda jak sufitowy wywietrznik.
Następnie wsadza do otworu swoją naprawdę długą rękę i czegoś w przestrzeni między sufitem a dachem wagonu szuka.
Grzebie i grzebie – wygrzebać nie może. Albo jadąc klasykiem – ręka szukała, nie znalazła i przemytnik pobladnął (bo to przemytnik był – konkretnie przemytnik papierosów).

Coś w końcu znalazł i wyciąga za przymocowany do tego czegoś sznurek:

to spreparowana z połączonych skoczem paczek papierosów nie sztanga, a listwa – po 10 sztuk. Potem wyciąga następną.
Ale najwyraźniej wyciągnął nie wszystkie, bo  teraz, przy pomocy długiego, zakończonego haczykowato drutu, po wielu próbach znajduje i wyciąga przez ten okrągły otwór pakiety z towarem.

Wszystko trwa jakieś 20 minut, zamontowanie wywietrznika  trwa minut kilka, po czym towar ląduje w plecaku.
Nikt nie zwraca na tę akcję uwagi, no – może poza mną.

Podziwiam  sprawność tego człowieka.
Zastanawia mnie tylko jedno: po jaką cholerę on wyjmuje fajki jadące do Grodna?

Kiedy jednak wychodzi z plecakiem wypełnionym towarem na stacji w Kuźnicy i za kilka minut wraca z plecakiem pustym, wszystko staje się dla mnie jasne: on po prostu odzyskał towar, którego z jakichś przyczyn jego grupa nie była w stanie wyjąć podczas wczorajszego rejsu (bo ten pociąg jeździ pomiędzy Krakowem i Grodnem wahadłowo z przerwą ok. 1 godz 20 minut w Grodnie.

***

Lubię przemytników: to ludzie ciężkiej pracy – oczywiście nie mam na myśli tych gangsterów z powiązanych z politykami mafii, które to mafie przerzucają do Polski papierosy na skalę kontenerową, ale „mrówki”, jak ta z mojego pociągu.

W końcu jako (wieczny) student utrzymywałem się, jak wielu przyszłych lekarzy, inżynierów czy za przeproszeniem polityków z podobnej aktywności, choć wykonywanej osobiście lub  w gronie co najwyżej 1-2 kolegów.
Bywało, że w ciągu 2 miesięcy byłem 3 razy w Leningradzie (było takie miasto) .
A wieeele lat temu, na zaręczynowy pierścionek z brylantami też zarobiłem na handlu ciuchami, który to pierścionek oczywiście przewiozłem przez granicę niekoniecznie zgodnie z sowieckimi przepisami celnymi.

***

Retrospekcja: kwiecień tego roku.
Na trasie Kraków-Grodno-Kraków kursują jeszcze normalne pociągi, czyli takie z przedziałami
Na dworcu w Grodnie próba wejścia do przedziału jeszcze rok temu kończyłaby się dla mnie zaskoczeniem: bo drzwi są zatrzaśnięte, zasłony zaciągnięte.
Ale po 5 minutach drzwi się nie tyle otwierają, co otwiera je ubrany w czarny T-shirt i takież spodnie, mężczyzna, który bez słowa wychodzi z przedziału i znika gdzieś w drugim wagonie.
No tak – teraz taka procedura to już dla mnie norma.

Po 40 minutach jesteśmy już w Kuźnicy.
Przez otwarte okna obserwujemy celników wynoszących z obu wagonów kolejne, wielolitrowe, czarne i zaskakująco lekkie worki na śmieci, wypełnione kontrabandą.
Worki są lekkie bo wypchane tysiącami paczek papierosów.

Kilkunastu mężczyzn – starszych i młodszych – jest wyraźnie zdenerwowanych. Wymieniają urywanym głosem uwagi, na twarzach grymasy ni to złości, ni to żalu.

Towar przepadł.

***

W czerwcu już doskonale się orientuję w schemacie grupy:

na czele stoi Szef – tak go sobie nazwałem.

W moim wieku, może parę lat młodszy. Starannie ogolony, ubrany po sowiecku (w dres marki w Sowietach najpopularniejszej), i po sowiecku zaczesany do góry w charakterystyczną „falkę”.
Przy nim 3 adiutantów – mocne chłopy ok. 40, ze śrubokrętami i kombinerkami po kieszeniach oraz akumulatorowymi wkrętarkami w plecakach,

Kolejny krąg, to kilku dwudziestolatków – mają czapki i /lub buty firmy najpopularniejszej w dzisiejszych czasach, i to tłumaczy wszystko:
to szeregowcy
Wszyscy mają dość spore, owinięte w czarne worki  paczki  .

Stoją przy zamkniętych drzwiach na peron i gdy te drzwi się otwierają, biegną do dwóch wagonów o numerach 11 i 12.
Ale dziś  jedziemy już tym gównianym, jak wspomniałem, autokaro-pociągiem.

No oczach pasażerów upychają fajki wszędzie, gdzie mogą, a gdzie mogą wiedzą doskonale, bo ich akcja charakteryzuje się zupełnie fascynującą precyzją:

żadnego zbędnego ruchu, pomyłki, zwłoki.

Nie mam pojęcia skąd wiedzą, gdzie upchnąć towar.

Po chwili widzę, że w wagonie jest kilka rzędów z pustymi siedzeniami – najwyraźniej ktoś wykupił na te miejsca bilety i … mężczyźni nurkują pomiędzy fotelami.

Toaleta to banał – wiadomo: zajęta na czas „opracowania”.
Tuż przed granicą „mrówki” się myją (bo ich ręce, a czasem i twarze są nieźle usmarowane), przebierają się z czarnych strojów w jakieś normalne koszulki, spodnie.
Szef pracuje jak inni.

Towar pochowany. Ufff…

***
W Kuźnicy kontrola: Straż Graniczna obsługuje nas sprawnie, po nich wchodzą celniczki i to 3 naraz.
Jedna wysoka stopniem (dalej będę nazywał ją Szefową)  i dwie młode, ewidentnie na szkoleniu.

Siedzę w pierwszym rzędzie mając do dyspozycji 2 miejsca, więc zaczynają ode mnie.
Zamiast rutynowego muśnięcia okiem mojej walizki-kabinówki i małego plecaka, i zapytania co przywożę z Białorusi, zaczyna się przepytywanie jak na egzaminie:

- Ile ma pan papierosów?
- Nie palę (to prawda) i nie mam ani jednej paczki (to też prawda), ale najwyraźniej inauguracja szkolenia wypadła kiepsko, bo Szefowa, zamiast zostawić mnie w spokoju drąży dalej:

- Alkohol?
- Mam 2 małe butelki nalewki i jedną małą butelkę nastojki na orzeszkach cedrowych ( i to też jest prawda).

Szefowa brnie dalej:

- czy przywozi pan jakąś żywność pochodzenia zwierzęcego?

Ja w przypływie jakiejś niezidentyfikowanej przypadłości, zgodnie z prawdą odpowiadam, że mam 2 małe kawałki „sała” (co to sało tłumaczył nie będę: kto tego nie jadł, ten nigdy nie zrozumie).

W tym momencie Szefowa patrzy na mnie jak na kretyna (i jak najsłuszniej tak na mnie patrzy).

I lekko podniesionym głosem informuje mnie, że wwożenie takiej  żywności jest zabronione, że to przepisy sanitarne zabraniają itd itp, bo ASF, i że powinienem o tym wiedzieć.

Ja na to, już jak kretyn do kwadratu, że przecież ja kupiłem to sało nie pokątnie, a w najlepszych delikatesach w Grodnie (i to jest prawda), a skoro zapytała o taką żywność, to odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że je mam.

Szefowa przebijając mnie wzrokiem informuje mnie, że gdyby znalazła mi to sało niezadeklarowane, to dostałbym mandat, a tak to tylko konfiskata, i na oczach rozbawionego wagonu i podekscytowanych praktykantek,  każe mi otworzyć kabinówkę i plecaczek, i wyjąć sało, co też czynię.

Szefowa pyta czy mam jeszcze jakąś padlinę (to znaczy inaczej sformułowała pytanie, ale sens był właśnie taki).

Ja, jak już na kretyna do sześciościanu przystało, bezczelnie, że owszem, mam kawałek suchej kiełbasy z Polski, której nie dojadłem w drodze do Grodna (i to jest prawda, bo i z Polski, i nie dojadłem)
Szefową zatkało.

Jak ją odetkało, to ripostuje, że nie wiadomo, czy kiełbasa jest z Polski czy z Grodna.
Każe mi oddać te 5 cm suchej kiełbasy – ja rezolutnie (a co!) odpowiadam, że ją zaraz zjem.
I zjadłem.

Szefowa, chyba już leciutko zaniepokojona moim zachowaniem, każe mi wziąć sało i w eskorcie praktykantek wyprowadza mnie na peron.
Schodzę na nasączoną jakimś chemicznym preparatem matę, podchodzimy do wielkiej skrzyni zamkniętej na solidną kłódkę, następnie Szefowa otwiera skrzynię, do której osobiście wrzucam te dwa kawałki sała.
Oczywiście w skrzyni poza tym moim sałem niczego nie ma.

Szefowa zamyka skrzynię, ja wracam do wagonu, kontrola skończona i nafaszerowany fajkami pociąg odjeżdża z Kuźnicy.

Pasażerowie, wśród których zdecydowana większość, to posiadacze białoruskich paszportów (i Kart Polaka) wracający do Polski do pracy lub na studia, patrzą na mnie z rozbawieniem i tylko „mrówki” z ewidentną ( i zrozumiałą)  sympatią .
Ot – porządni ludzie.

Teraz film sensacyjny puszczany jest od tyłu, bo mrówki wyciągają upchnięty w wagonie towar.
I idzie im to jeszcze sprawniej, niż załadunek, bo nie pracują już w stresie.

Szef bezceremonialnie ściąga koszulkę i na suchej klacie widać coś w rodzaju gorsetu z bandaża elastycznego, w i za który powtykane są paczki papierosów.
On w rzeczywistości jest jeszcze bardziej suchy – pomyślałem.

Ponieważ po długim postoju na granicy, do toalety w moim wagonie jest kolejka, przechodzę do wagonu drugiego i tam widzę prawdziwy pokaz sztuki przemytniczej:

3 mrówki wprawnie zdejmują osłonę świetlówek:
jeden odkręca akumulatorową wkrętarką wkręty czy śruby, drugi je od niego odbiera, a trzeci podtrzymuje odkręcaną osłonę, żeby się nie zwaliła na podłogę.

Potem już tylko wyjęcie papierosów i sprawne przykręcenie tej całej blaszanej konstrukcji.

***
No dobrze, ktoś zapyta – to było w czerwcu, a jak wyglądał mój ubiegłotygodniowy powrót z rozpoczętej  dwa dni wcześniej opisanym odzyskiem kontrabandy, podróży do Grodna?

To nieistotne:
w końcu to ja i moje sało jesteśmy bohaterami tego reportażu.
I to byłoby na tyle – idę sobie zrobić moją ulubioną kanapkę.



Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


6 + = trzynaście

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Podatek od prostych pleców, czyli dlaczego PiS likwiduje siłownie?

poniedziałek 19/10/2020
0

Według bankstera (nawróconego na PiS, ale jednak)  mam prawo korzystać z godzin dla seniorów w sklepach. Ja to prawo (jak wiele innych) czniam, bo mi…


Kaczyńskiego "piącha dla rolników", czyli dlaczego barany są głupie

wtorek 13/10/2020
0

  Nie, nie przejęzyczyłem się – to nie jest żadna piątka, a piącha, a poza tym wszystko się zgadza. *** Lubię, kiedy bankster (nawrócony na…


Trzech falsetów, czyli będziecie mieli frajerzy socjalizm

środa 30/09/2020
0

  No proszę. Pobyłem trochę poza blogosferą, zajmując się pożytecznymi (dla mnie i moich bliskich przynajmniej) zajęciami (niektórych z nich rezultaty widać na zdjęciach), po…


Jak Kniaź Nowogrodzki norek bronił

poniedziałek 14/09/2020
0

Kniaź nowogrodzki, jak to u arystokratów nierzadko się zdarza, cierpi. Dokładniej – cierpi dubeltowo: bo raz, że (jadąc klasykiem) za milijony (a choćby te, rodzinie…


Kto okradnie Białoruś?

niedziela 23/08/2020
8

Przepraszam, ale nie mam ochoty na to całe ściemnianie, które jest teraz serwowane Polakom, jak przeżuta przez stare Indianki czicza, wprowadzając  ich w stan ogłupienia na…


Ci wredni Polacy nie chcą umierać na COVIDa!

sobota 08/08/2020
2

Polacy to źli ludzie. I niewdzięczni. Władzuchny kochanej nie słuchają, na tę para-grypę mają, jak niejaki Ewaryst, wywalone, i co najgorsze – umierać nie chcą.…


Zbudujcie Mur Warszawski, a Jarkocin nową stolicą Mazowsza!

piątek 31/07/2020
0

Sejm już w sierpniu może zająć się projektem ustawy autorstwa PiS, który będzie zakładał stworzenie nowego województwa warszawskiego - wynika z nieoficjalnych informacji krążących w…


Habemus para-prezydentam!

środa 29/07/2020
0

12 lipca, w PRL-bis odbyły się para-wybory, po których PKW (Para-Komisja Wyborcza) ogłosiła Polakom para-prezydenta: Habemus para-prezydentam! - czy jakoś tak. Para-wybory poprzedzone były para-kampanią…


Picdemia, maślanka towarzyska, czyli gdzie zniknął Jonny Daniels?

środa 08/07/2020
0

Podobno prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie. Ja twierdzę, że to fenomenalna zupełnie konstatacja, bo każdy, kto jeszcze nie zobaczył, może dziś, za godzinę, za…


Prezes Kaczyński i jego Kujdy

piątek 03/07/2020
1

Do Prezesa przyszedł Kujda. Kujda Kazimierz. Dla przyjaciół – Ryszard, Dokładniej – TW Ryszard. TW, oznacza trefnie... tfu! Trafnie Wybrany – jak to z przyjaciółmi…