Apple story, czyli jak zostałem ruskim agentem.


środa 06/08/2014

To miał być dzień, jak co dzień, ale tylko taki być miał, bo zaczął się nietypowo: zaspałem.

Ja nigdy nie zasypiam, to znaczy zasypiam, ale budzę się o właściwej porze, a tu – pół godziny na wstępie – w plecy.

Pewnie dlatego, że wróciłem do stolicy po tygodniu spędzonym w prawdziwej głuszy, bez bieżącej wody, światła, ba – prądu w ogóle, bez netu i komórki oczywiście też. Pełen reset.

Te marne pół godziny uruchomiło cały łańcuszek rozwalających moje umiłowanie porządku (i ładu) zdarzeń, stając się w rezultacie nie marnym a feralnym:

nie zdążyłem zjeść śniadania, bo musiałem się ogolić, a że do golenia mam znacznie więcej niż przeciętny mężczyzna, to i dłużej mi zawsze schodzi.

Złapałem tylko z lodówki dwa banany, a z półki pierwszą z brzegu książkę, żebym się w metrze nie nudził oglądaniem ciągle tych samych widoków, i – na stację.

Wbiegając na schody, słyszałem hamowanie wjeżdżającego Inspiro, dobiegając do końca schodów zobaczyłem, że wszyscy się już w wagonie umościli, ale ostatnim wysiłkiem wpadłem w drzwi, które się za mną natychmiast zamknęły.

Od początku coś mi w tym metrze nie pasowało:

wszyscy pasażerowie mieli w rękach jabłka: małe, duże, zielone, czerwone, ale je mieli.

Owszem, niektórzy mieli je już w buzi, bo siedząc, stojąc, słuchając muzyki, czytając – oni te jabłka jedli.

Zauważyłem, że ci co już przez te parę minut jazdy swoje jabłka zjeść zdążyli, wkładali ogryzki pieczołowicie do foliowych torebek albo do pudełek na lunch.

Aaa….. jakaś akcja „odżywiaj się zdrowo!” czy coś w tym guście, pomyślałem.

Nie zastanawiając się długo (i to był błąd, co ja mówię – to był błąd koszmarny) wyjąłem swojego banana i zacząłem obierać go ze skórki.

Usłyszałem jakiś szmer, syk i nagle, wokół mnie robiło się pusto – wszyscy się ode mnie odsunęli, patrząc jednocześnie na mojego banana i przy okazji na mnie z niechęcią a nawet – jakby z odrazą.

Ktoś chyba powiedział półgłosem bananiarz, czy jakoś tak, ale nie zwróciłem na to uwagi. I to też był błąd, jak się wkrótce okazało.

Niczego nie przeczuwając zauważyłem, że dzięki temu odsunięciu się ode mnie, na ławce zrobiło się miejsce, z którego skwapliwie skorzystałem.

Po lewej stronie miałem tłustego grubasa, który jedząc jabłko przeglądał GazWyba.
Po prawej – chudego trzydziestolatka, który jedząc jabłko czytał zachłannie GaPola w wersji codziennej.

Żeby już nie zwracać na siebie uwagi sięgnąłem do plecaka po książkę i otworzywszy ją na chybił trafił, pogrążyłem się w lekturze obcojęzycznej.

Nagle, poczułem, jak grubas z lewej strony (ten od GazWyba) wali mnie łokciem pod żebro krzycząc zapowietrzonym , łamiącym się niedomutowanym tenorem:

ruu-ską ksiąążkę czyyy-taaa!

Od tego walnięcia łokciem kęs banana stanął mi w gardle, ale zdołałem jeszcze z siebie wykrztusić

nie ruską a rosyjską, to Puszkin.

I w tym momencie ten chudzielec z prawej, od GaPola w wersji codziennej, zawył triumfalnie:

Putin?! Ludzieee! Putina czytaaaa!

I razem z tym z lewej, od GazWyba, krzyknęli jednym głosem:

Ruski ageeeent!

Co te jabłka w sobie mają – żeby takich dwóch we wspólnym działaniu zjednoczyć?! pomyślałem, a ostatnie, co pamiętam, to to, ze znalazłem się na podłodze, z twarzą przy jakimś zagubionym przez pechowego pasażera ogryzku, kątem oka widząc jeszcze, jak jakaś młoda laska z egzemplarzem czegoś pod pachą, co mi na Krytykę Politpoprawną wyglądało , naciskała przycisk alarmowy.

cdn


Moje najnowsze wpisy

 

Lichockie kadry PiSu, czyli Kaczyńskiego do wiernot upodobanie

środa 21/04/2021

Sprawa Pospieszalskiego jest, użyjmy znanego Prezesowi Kaczyńskiemu języka stalinowskich elit, odpryskowa, ale to odprysk od bryły nie byle jakiej, bo covidowej, czyli w samej PRL-bis…


Fryzjerzy - zaplute karły reakcji ministra Sobotniego

sobota 10/04/2021

To było 5 lat hitlerowskiej (oczywiście, że hitlerowskiej, nie niemieckiej) okupacji, której kres przynieśli nasi, radzieccy (radzieccy, radzieccy) wyzwoliciele. I to, radzieckie wyzwolenie, nie spotkało…


Andrzej

niedziela 28/03/2021

Jest piękne lato 2018. Trwa Mundial w Rosji, oglądam mecz za meczem, a tu dzwoni do mnie kolega: Ewaryst - jedziemy do Grodna! Niedawno opowiedziałem…


Uwaga, nadchodzi - Nowy Wał!

niedziela 14/03/2021

I bez wierzgania mi tu: że w oryginale jest nie „wał”, a „ład” w najmniejszym stopniu mi nie wadzi, bo, jadąc puentą ze skeczu kabaretu…


Myślozakażenie i adres, który leczy

wtorek 09/03/2021

  Zbiegiem okoliczności, ringierowski Newsweek opublikował artykuł, w którym zasugerował, że oficjalny życiorys premiera Morawieckiego jest (użyję skrótu myślowego) z sempiterny. Dlaczego akurat z sempiterny?…


Telewizja lupanarowa, profesorowie kieszonkowi i pisowski stan wojenny pod przykryciem

czwartek 04/03/2021

Dziś mamy rocznicę wprowadzenia pisowskiego stanu wojennego. Historia ponoć powtarza się jako farsa, ale to tylko bajerka dla naiwnych, bo w tym przypadku historia powtarza…


Mój Ojciec był Żołnierzem Wyklętym

poniedziałek 01/03/2021

Dziś Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". W mediach można oglądać i słuchać, jak się na tych Żołnierzach  (w przerwie pomiędzy kolejnymi falami grypy) lansują panowie…


Żądamy naszej, polskiej, Narodowej Mutacji!

sobota 20/02/2021

Tak być nie może: Polska nie jest jakąś brzydką panną bez posagu! Posażna jest i to jak! A stoki, a hotele i pensjonaty, a restauracje,…


Nowy Narodowy Bajzel nadchodzi!

środa 03/02/2021

Dlaczego akurat "nowy bajzel"? No przecież to proste: bo stary bajzel się zużył. Co w tym, anonsowanym przez bankstera,  nowym bajzlu będzie? No, to przecież…


Cesarzowa Niemiec: Lockdown! – Kniaź Nowogrodzki: Jawohl! - czyli medycyna polityczna i zarządzanie archiwami

niedziela 31/01/2021

W kwestii otworzenia galerii handlowych najważniejsze jest moim zdaniem to, że nikt nie wziął w łapę. Podobnie, jak w sprawie dętej najoczywiściej afery z zakupem…