Apple story, czyli jak zostałem kobietą w ciąży.*


niedziela 31/08/2014

Było ciemno, naprawdę ciemno. Noc z piątku na sobotę – jakby się uwzięła – bezksiężycowa.

W związku z tym, że za wschodnią granicą trwała ta wymarzona (i sprokurowana) przez światowych geszefciarzy wojna, światła uliczne były zapalane (poza dzielnicami rządowymi i szerzej rzecz ujmując – resortowymi) sporadycznie.

Na leżący przez ulicę znany, warszawski bazarek zaczęli przyjeżdżać handlarze zieleniną, pieczywem, mięsem – i wszelką inną żywnością.

Ponieważ każdy z nich wiózł na pace przynajmniej skrzynkę jabłek, wszelkie patrole przepuszczały ich bez szemrania, tym bardziej, że handlarze mieli z góry przeznaczoną pulę poszukiwanego w mieście towaru na łapówki dla Aktywu.

Zjeżdżali do Warszawy w środku nocy i wtedy na bazarku do rana miało miejsce ustawianie straganów, wykładanie towaru i – powszechna popijawa, tym bardziej, że noce się robiły chłodne.

Postanowiłem kupić sobie arbuza, bo to sezon na arbuzy był, a ja za nimi wręcz przepadam. Nie mogłem się od tej myśli opędzić i czułem słodycz arbuza w ustach nawet wtedy, gdy jadłem kolejną jajecznicę.

Przekradzenie się przez główną arterię Ursynowa bez przepustki było ryzykowne, ale już na bazarku można się było wśród handlarzy czuć w miarę bezpiecznie.

Trudno – uzbrojony w dużą (i to był błąd) latarkę zacząłem się skradać wzdłuż ogrodzenia (bo ja w zamkniętym osiedlu mieszkam – przyzwyczajenie takie), by po otwarciu furtki dać w długą wprost na bazarek.

Nie wiem, czy mnie ktoś gonił, czy mnie ktoś w ogóle widział, ale gdy znalazłem się pomiędzy samochodami dostawczymi, straganami, parasolami, skrzynkami z towarem i tłumem handlarzy odprężyłem się i prawie po omacku (bo świeciły tylko jakieś reflektory samochodowe, a i to nieliczne), zacząłem szukać arbuzów.

Były, i to niedrogie, bo ludziska wszystkie oszczędności wydawali na te przeklęte jabłka i ogryzki.

Kupiwszy ślicznego, pięciokilogramowego chyba arbuza, już szykowałem się do powrotnego sprintu przez aleję, tym razem sprintu z obciążeniem, gdy jakieś sto metrów przed sobą usłyszałem pisk opon, krzyki, w końcu jakiś płacz i błagania o litość…

Najwyraźniej łowcy głów złapali kogoś, kto tak jak ja próbował zaopatrzyć się w żywność pod osłoną nocy.

Cofnąłem się i całym pędem wskoczyłem do bazarkowego śmietnika, ale odbiłem się od niego jak od skały.

Spróbowałem jeszcze raz i po kolejnym odbiciu się zrozumiałem, że śmietnik jest pełen ludzi, takich jak ja, nielegałów. Po ostatni centymetr kwadratowy pełen.

Właź, bo nas tu wszystkich wyłapią. Arbuza zostaw na zewnątrz ! – jakiś stary, wojskowy jakby głos, wydał mi kategoryczny rozkaz.

Dobre sobie – właź, ale jak?!

Mężczyźni wciągnąć brzuchy, kobiety – cycki pod pachy! Zakomenderował szeptem ten sam, stary, wojskowy głos.

I tym sposobem zostałem wpasowany idealnie (i to był kolejny błąd) w ciała sąsiadów, ale na szczęście już wewnątrz śmietnika.

W śmietniku było ciemno jak… no, co ja będę w szczegóły, za przeproszeniem wchodził, tym bardziej, że ja uznanym antyrasistą jestem.

Poczułem tuż przy twarzy zapach dobrych perfum, a w jakimś okruchu światła zamigotało mi coś, co musiało być kolczykiem, umieszczonym w uchu.

Szybko przysunąłem do tego ucha usta i wyszeptałem:

Niech mi Pani powie, na co czekacie?

Wtedy do mego ucha przysunęły się usta od tego ucha zakolczykowanego i na swoim uchu poczułem (bo uszy, to na dotyk wrażliwe są) drapnięcie ewidentnie męskiego podbródka i jeszcze bardziej ewidentnie męski głos wyszeptał:

na informacje o sytuacji.

Aż się szarpnąłem, i o mało ze śmietnika nie wypadłem, bo ja tradycyjny jestem i to bardzo, ale moja duża latarka, tkwiąca w kieszeni najwyraźniej została wzięta przez zakolczykowanego sąsiada za coś innego, bo koniecznie chciał mi znowu do ucha coś szepnąć.

I tak balansując na granicy świata śmietnikowego i tego na zewnątrz, próbowałem pozbierać myśli, patrząc na czarną kulę arbuza.

Trzeba cholerę zjeść, bo ewidentnie wyróżnia się z otoczenia, zaszeptał jakiś, tym razem naprawdę kobiecy głos.

Nie dam! - prawie krzyknąłem i ręka – silna, męska ręka od tego wyperfumowanego ucha z kolczykiem zatkała mi usta.

Ciiiiszaaa! Nadaje!

Podążając nie tyle za wzrokiem, co pochyleniem sylwetek ludzi siedzących w śmietniku zobaczyłem jakieś migotanie, gdzieś na wysokim piętrze wieżowca.

Jak to dobrze, że czerwoni, jak już fundamenty postawili, to tę starą, wielką płytę w górę tak bez opamiętania wyciągali, pomyślałem bez związku.

Co, co nadaje?! – ktoś niewidoczny wydyszał z siebie.

Stary głos sylabizował:

Na Belgradzkiej, przy Żabińskiego patrol, 5 osób, wszyscy w noktowizorach.

Jęk się rozległ po śmietniku,
Jeezu….w noktowizorach...

Po KEN wahadłowo jeździ wóz transmisyjny z Wiertniczej, wyposażony w kamerę…

Jakiś nastolatek szepnął – a ch… z nimi, w tej ciemności niczego nie nagrają!

..termo…. termo wizyjną?

Wysylabizował staruszek.

Jezus Maria… termowizyjna… to nawet wróbla na dachu wypatrzą…ktoś wyjęczał żałośnie.

Wtedy zrozumiałem, że staruszek czyta informację nadawaną alfabetem Morse’a

Panie pułkowniku, a co na północy, przy Płaskowickiej?, nastolatek zapytał.

Nie wiem, przerwa w nadawaniu, odparł ten nazwany pułkownikiem.

Ja mam latarkę!, wydyszałem wyrwawszy usta spod ręki zakolczykowanego – może Pan zapyta Morsem?

Idiota! , odszepnął pułkownik – od razu by nas tu wszystkich po tym miganiu zdekonspirowali.

Żona, była łączniczka AK, nadaje tylko z klatek schodowych i za każdym razem zmienia budynek!oburzony dodał.

Zamilkłem zdruzgotany swoją nieznajomością zasad konspiracji.

Jakaś wredna, młoda zgaga, nie zważając na tragiczność naszego położenia, suszyła głowę swojemu niewidocznemu mężowi:

i na cholerę ci tych 5 języków obcych, niedojdo! A tego Morse’a nie znasz!
Syczała na cały śmietnik.

Teraz musimy czekać tu do rana i nie wiadomo, czy rano uda nam się dotrzeć do domu!

Nie odpuszczała.

Młoda, i już taka megiera…, pomyślałem. Co będzie za 20 lat?!  Szkoda chłopa…

Zbrzydł mi ten śmietnik, i wszystko mi zbrzydło – no,  może oprócz arbuza.

Idę!
głucho powiedziałem. I wyszarpnąłem się ze śmietnika.

Podniosłem arbuza i wtedy usłyszałem miły, kobiecy głos, który wyszeptał:

niech Pan włoży tego arbuza pod kurtkę – może wezmą Pana za kobietę w ciąży? Ja tak kapustę kupuję!

Zrezygnowany rozpiąłem kurtkę, wpakowałem pod nią arbuza i spokojnym, pozornie niedbałym krokiem zacząłem się zbliżać do tonącej w mroku Alei.

A, raz rodyła maty – raz nam umyraty! wyrwało mi się, jak najbardziej trendy, bo po ukraińsku.


cdn

—————

* http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/apple-story-czyli-jak-zostalem-ruskim-agentem
** http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/apple-story-czyli-na-komendzie
*** http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/apple-story-czyli-jak-zostalem-antyrasista
**** http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/apple-story-czyli-jak-poznalem-cene-wolnosci
***** http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/apple-story-czyli-jak-zostalem-happenerem

****** http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/apple-story-czyli-jak-sie-znalazlem-wsrod-wariatow

******* http://blog.wirtualnemedia.pl/ewaryst-fedorowicz/post/apple-story-czyli-jak-poznalem-potege-filozofii 


Moje najnowsze wpisy

 

Postchanuka, czyli Wigilia covidowa i wklęsłoziemca Kaczyński

poniedziałek 03/01/2022

Z okazji Postchanuki pod choinkę Polacy dostali prezent. Jak to bywa w zimowo-świątecznym (to nie eufemizm – to nowomowa) okresie. Prezent bezcenny, bo od samego…


Języczek Mejza, czyli 100% PiSu w PiSie

poniedziałek 29/11/2021

Nie mam cienia pretensji do Pana Mejzy. Co więcej - nie mam nawet pretensji tego cienia najmniejszego kawałeczka. Jestem wręcz oburzony nagonką, rozpętaną na niego…


Mamy covidową pieredyszkę, bo Jarosław obawia się otwarcia drugiego frontu

piątek 12/11/2021

Covidowy trup ściele się już nie tylko gęsto, ale wręcz warstwowo. Każdy z cudem ocalałych z, cytuję: zarazy (to nie ja – to Jarosław), a…


Czy minister Dworczyk zapalił znicze na grobach wiernych ludzi honoru z Waffen SS?

poniedziałek 01/11/2021

Jako smakosz pisowskiej polityki jestem zniesmaczony i to bardzo. A zniesmaczyła mnie tsunamiczna fala hejtu, jaka uderzyła w pisowskiego ministra Dworczyka Michała, po opublikowaniu kolejnych…


Warto posłuchać – o sprzedaży Amerykanom archiwum gen. Kiszczaka

piątek 29/10/2021

4 luty 2019. Oglądam sobie program Pospieszalskiego, nie wiedząc jeszcze, że za sprawą Joanny od Palca, 2 lata później i program, i Pospieszalski zostaną z…


Pisze Borowski do Dworczyka, czyli „swój do swego po nasze”

środa 06/10/2021

Gdy okazało się, że Dworczykowa skrzynka mejlowa cieknie, jak nie przymierzając, granica z Białorusią, rządowi pijarowcy wypichcili ściągawkę pt. nie będziemy komentować owocu pracy ruskich…


Po co Polakom POLSKA SZKOŁA?

czwartek 02/09/2021

Antek urodził się na Wołyniu, w mieście będącym ostatnią dużą stacją kolejową, przed granicą  przedwojennej, okrojonej z Kresów zdradą Traktatu Ryskiego  Polski  z Sowietami. W…


Import islamistów, czyli jak się repatriacja Polaków ze Wschodu PiSowi planowo nie udała

środa 18/08/2021

Szefostwo, spolegliwego wobec ultra-profesjonalnego rządu Morawieckiego, Polsat News miało wczoraj chwilę zaćmienia – tak bywa. Dziś już jej nie ma – i tak bywa też.…


Jarosław Kaczyński – polityk współszczujący

poniedziałek 09/08/2021

Nie, nie pomyliłem się – współszczujący, a dlaczego taki, zaraz wyjaśnię. Politycy (jak wszyscy ludzie) mają swoje zalety, ale i wady. Mają swoje deficyty, ale…


Biden nie sprzedał nas jednak Putinowi!

niedziela 25/07/2021

Biden nie sprzedał nas Putinowi. Nic z tych rzeczy! On nas po prostu Putinowi oddał za darmo! Jak starą krowinę, której się już więcej wydoić…