O papieżu, który pozostał człowiekiem… – Aktor nie lubi się powtarzać…


sobota 26/04/2014
0

[rozmowa z Piotrem Adamczykiem z 2006 r. zamieszczona w książce "21 Spotkań"]

Piotr Adamczyk  Należy do grona najzdolniejszych aktorów młodego pokolenia, pokolenia Jana Pawła II. Jako czternastolatek po raz pierwszy wyjechał do Anglii. Pracował w firmie budowlanej. Woził gruz i meblował akademiki. „To było doświadczenie ogromnej pracy i zarabiania na siebie” – wspomina. Podczas studiów pojechał tam po raz kolejny, tym razem na stypendium do Brytyjsko-Amerykańskiej Akademii Teatralnej w Londynie. Aktorstwo jest dla niego niezwykle fascynujące. Ciekawi go, jak bardzo jest ono fascynujące dla ludzi uprawiających inne zawody: lekarza, urzędnika, kierowcy. Dla tych, którzy czytają wywiady z gwiazdami. Sam, mimo wielkich ról (Chopina, Karola Wojtyły, Jana Pawła II), gwiazdą się nie nazywa. „W Polsce my robimy za gwiazdy, ale nimi nie jesteśmy – mówi. – To są tylko momenty, kiedy rozkładają przed nami czerwony dywan, a pięciu fotografów robi zdjęcia”. Bierze udział w słuchowiskach radiowych, udziela swojego głosu postaciom z bajek. Lubi górskie przygody, na przykład wokół wierzchołka Matterhornu. W wolnych chwilach słucha klasyki i jazzu.

Wydaje mi się, że po ostatniej roli jesteś dość częstym gościem w Rzymie. Niedawno odbyły się tam dni kultury polskiej. Czy Twoja wizyta była z nimi związana?
Nie uczestniczyłem w tych dniach bezpośrednio. Zostałem zaproszony do udziału w koncercie z okazji Dnia Papieskiego, zorganizowanego przez Fundację im. Jana Pawła II, która ma swoją siedzibę na Via Casia i zajmuje się wcielaniem w życie myśli papieskiej. Ten koncert niewątpliwie przyczynił się do propagowania kultury polskiej we Włoszech.

Jesteś zmęczony tym, co się wokół Ciebie dzieje w związku z ostatnią rolą?
Nie jestem pewien, czy chciałbym nazywać to zmęczeniem, ale proszę zrozumieć, że znam już odpowiedź na każde pytanie, nawet w kilku językach. W samym Meksyku miałem około stu dwudziestu wywiadów. Trudno mi się zdobyć na całkowitą spontaniczność.

Proszę wybaczyć, ale tuż po premierze filmu „Karol – papież, który pozostał człowiekiem”[1], nie sposób o nim nie wspomnieć, choć tak wiele już powiedziano.
Rozumiem. Ale właśnie dlatego, że tak wiele już powiedziano, obawiam się powtarzania. Poza tym niepokoi mnie perspektywa permanentnej obecności w mediach. Nie chciałbym zostać stałym nieproszonym gościem.

Historię pontyfikatu właściwie wszyscy znamy. I choć została ona przypomniana, nie było to chyba głównym celem filmu?
Twórcy filmu podjęli próbę stworzenia portretu, który byłby uzupełnieniem tego, co wiemy o Papieżu. Ten film jest przede wszystkim adresowany do emocji, jest próbą ich wskrzeszenia, odnowienia.

No właśnie.
Tak naprawdę z natury jesteśmy dobrzy i pragniemy, aby na świecie panowały dobro i pokój. Ludzie nie chcą wojny i zła, a zatem dlaczego zło i wojny są tak częstym doświadczeniem wielu z nas? Te pytania stawiał Jan Paweł II. Czy zgoda na zło jest częścią naszej natury? Mógłby ktoś powiedzieć, że i Papież nas nie zmienił, bo tak szybko zapomnieliśmy o jego słowach. A jednak zmienił. O naszej  wrażliwości  i o tym, że ten temat jest aktualny i bolesny, świadczyć będzie łza, która się zakręci w oku.

W filmie pojawiło się tak wiele cytatów, jednak nie tych najsłynniejszych.
Właśnie. Padały pytania dlaczego nie ma słynnego „Niech zstąpi Duch Twój”. Unikanie słynnych cytatów wynikało ze świadomości, że film jest adresowany do współczesnego widza, który bardzo dobrze pamięta Papieża, ponieważ przeżył jego pontyfikat w sposób wyjątkowy, bardzo osobiście, często jako członka swojej rodziny, kogoś bliskiego. Na tym, między innymi, polega wyjątkowość tego filmu.

Co Tobie, przy współtworzeniu tej opowieści, przy uczeniu się roli dało najwięcej do myślenia?
Zadawałem sobie pytanie, czy to dobrze, że nasz film opowiada o ostatnich dniach, godzinach z życia Ojca Świętego. Czy to dobrze, że tak duży nacisk kładzie na jego agonię i odchodzenie? Miałem obawy, czy to dobrze, że pokazujemy naszą interpretację tych chwil, niezależnie od tego, że wszyscy mamy prawo do własnych wyobrażeń. Zdawałem sobie sprawę, że tego rodzaju wybór reżysera i twórców nie musi zostać zaakceptowany przez ludzi, którym te chwile były szczególnie bliskie, którzy przeżyli je bardzo intymnie. Wiele zarzutów stawiano „Pasji”[2], że konkretyzuje coś, co jest  projekcją wyobraźni każdego z nas i w pewnym sensie stanowi jego intymną własność, a pokazywanie tego w filmie może tę intymność burzyć. Swój niepokój wyraziłem w pytaniu, które zadałem studentom w Mexico City. Zwróciłem się z tym pytaniem do tłumu. Tłum mi nie odpowiedział, ale wiele osób zareagowało w sposób bardzo szczególny.

Mianowicie?
Kiedy rozdawałem autografy, wkładano mi do kieszeni maleńkie karteczki z odpowiedziami na moje pytanie. Byłem niezwykle wzruszony, czytając je później w samochodzie: „Tak właśnie wyobrażałem sobie te chwile”, „Dziękuję za emocje”, „Właśnie to chciałem zobaczyć”,  „Tak, ten wybór był dobry”, i tak dalej.

Jaki z tego wniosek? Że najważniejsze są emocje, że poruszyły one ludzkie serca?Tak. Kiedy zapraszałem kardynała Stanisława Dziwisza na premierę do Teatru Wielkiego, myślałem, że każdy kadr będzie dla niego fałszem, ponieważ  nie będzie jego wspomnieniem,  a tylko interpretacją wspomnień. Tymczasem kardynał wykazał się ogromnym zrozumieniem sensu kina i nasz film uznał za wiarygodny, autentyczny. Pochwalił twórców filmu, pochwalił mnie. Jego słowa stanowią dla mnie tarczę przeciwko wszelkiego rodzaju krytyce, z którą  także się stykam.

Zastanawiałeś się nad przemijaniem?
Wszyscy się nad tym zastanawiamy. Nad przemijaniem, nad starością. Myślałem o tym jeszcze jako dziecko, obserwując swojego dziadka. Wiele z tych obserwacji mogłem wykorzystać właśnie w ostatniej roli. Miałem okazję wyobrazić sobie, jak ja – być może – będę przeżywał podobny stan za 50 lat. Ta praca była plątaniną wielu różnego rodzaju obserwacji, spostrzeżeń, niepewności i wahań na temat wyboru właściwej drogi, interpretacji. Trudno zrobić dobry chleb, chociaż ma się dobry przepis. Zagrać dobrze rolę jest niewątpliwie trudniej, ponieważ na nią przepisu nie ma.

Powiedziałeś, że w tym zawodzie trudniej przetrwać sukcesy niż porażki, ale Ty chyba całkiem nieźle sobie z tym radzisz?
Staram się, chociaż bywa różnie. Porażka sprawia, że aktor więcej pracuje, aby udowodnić wszystkim dookoła, że była ona niezasłużona. Za to sukces często wiąże się z zawiścią innych, czasami z brakiem kolejnych propozycji i z zaszufladkowaniem polegającym na tym, że przez wiele następnych lat pozostaje się w świadomości widza właśnie w tej roli. Wiem, że niewątpliwie będzie mi trudno, chociaż jestem bardzo optymistycznie nastawiony do mojej przyszłości zawodowej.

Myślę, że Tobie zaszufladkowanie nie grozi.  
Wróżono mi to po Chopinie, a jednak zagrałem rolę, która Chopina przebija. Przypomina mi się pewna anegdota. Kiedy Erwin Axer reżyserował przedstawienie w teatrze w Stanach Zjednoczonych, poprosił pewnego aktora z rudą brodą, aby ją zgolił. Nie pasowała do postaci, którą ten aktor grał. Na co aktor odpowiedział, że tego nie zrobi, bo gra rudobrodych marynarzy. Oto jak trudno aktorom charakterystycznym wyjść poza tę ich charakterystyczność i jak trudno aktorom amantom wyjść poza charakterystyczność amanta. Ale to widzowie oczekują od aktora, który spodobał im się w jakiejś roli, kolejnych podobnych wcieleń, kolejnych powtórzeń. Tymczasem aktor nie lubi się powtarzać. Gdybym otrzymał teraz propozycję zagrania księdza, odmówiłbym. Prawdziwym wyzwaniem jest to, co odbiega od dotychczasowego wizerunku, co przeczy stereotypom. Od początku pracy w zawodzie otrzymywałem różnorodne propozycje i mam nadzieję, że nadal tak będzie.

Co sądzisz o tym, że wizerunek medialny danej osoby często jest tworzony poza jej świadomością?
Zdaję sobie z tego sprawę. Właśnie dotarło do mnie, jak często wracają do mnie w formie istotnej informacji nic nieznaczące wypowiedzi, na przykład że w dzieciństwie lubiłem zapach benzyny. Rzeczywiście, kiedyś tak powiedziałem, ale cóż więcej mogę dodać na ten temat? Często pisze się o nagrodach, które tak naprawdę nie były nagrodami, a tylko  miesięcznym stypendium w wysokości kilkuset złotych, bo miałem trochę wyższą średnią niż kolega. Ciekawe jest to, jak jakaś błaha informacja z czasem urasta do rangi istotnego wyróżnika, jak jakaś notka medialna od nas odstaje. Z drugiej strony całkowite obnażenie się jest przejawem głupoty. Zastanawiam się, co zostanie po kimś, kto naprawdę czegoś w swym życiu dokonał. Ciekaw jestem, ile wielkich osób, które odeszły, śmiałoby się z tego, czego się o nich uczymy.

Z czego wynika pewne zawieszenie myśli, jakby nieciekawość czegoś, co jest warte uwagi?
Wynika z łatwości zdobywania informacji. Żyjemy w czasie, kiedy internet jest głównym jej źródłem. Ludzie opierają się na tym, co tam przeczytają, także dziennikarze. Jest świetny dowcip, chyba Raczkowskiego, w którym mały chłopiec mówi, że jeśli czegoś nie ma w google, to nie istnieje.

Adamczyk jest w gogle. „Delikatność łączy z wyrafinowaniem, a szlachetność jego bohaterów bywa podszyta demonicznością”. To dobra czy zła recenzja dla aktora?To niezwykle cenna  recenzja. Jedna z pierwszych. Dokładnie pamiętam te słowa, bo zostały napisane w ważnym okresie mojego życia zawodowego. Skończyłem szkołę, zagrałem kilkanaście ról w teatrach, kilka w Teatrze Telewizji i ktoś mnie zauważył, pochwalił. To bardzo ważne dla młodego człowieka. Dzięki temu miałem odwagę iść dalej, zanim upewniłem się, że to dobra droga. Taka pochwała dodaje skrzydeł, zwłaszcza ludziom, którzy raczkują w zawodzie i borykają się z różnego rodzaju wątpliwościami.

A któż się z nimi nie boryka?
Twórcy mają ich bardzo wiele i bardzo potrzebują akceptacji. Odkrywają przed ludźmi swoje serca, które mogą zostać oplute. Każdy ma prawo oceniać, czy ktoś jest dobrym aktorem czy nie, ale często aktorów nie lubi się za to, jacy są, ocenia na podstawie wyglądu. A na to nie mają przecież wpływu. I to jest przekleństwem tego zawodu, ale także jednym z jego fascynujących elementów.

Tak naprawdę mówimy o czymś bardzo powszechnym.
Oczywiście. Każdy jest przez innych jakoś odbierany. Pytanie tylko, czy jesteśmy tacy, jacy jesteśmy czy też tacy, jakimi widzą nas inni? To jeden z najstarszych problemów filozoficznych. Można tylko mieć nadzieję, że ci, którzy przeczytają ten wywiad, również zastanowią się nad tym pytaniem, a może także spojrzą nieco wnikliwiej na nasz zawód i nas, aktorów tak naprawdę rzemieślników, którzy ten zawód wykonują. Bo dobre aktorstwo to przede wszystkim dobre rzemiosło.

Podobno jesteś wielkim patriotą. Jak to się przejawia?
Ktoś powiedział, że Adamczykowi nie było trudno zagrać papieża, bo jest Polakiem i łatwiej mu było wyrazić miłość do Ojczyzny. Kiedy chodziłem do szkoły, mówiono o wieszczach, którzy tworzyli z miłości do Ojczyzny. Był to slogan, którego wówczas nie rozumiałem i myślę, że do tej pory młodzi ludzie go nie rozumieją, a powtarzają. Tymczasem kiedy  martwimy się o Polskę, społeczeństwo, przyszłość naszego narodu, zaczynamy rozumieć uczucie do tego dziwnego kraju. To jest tradycja,  przyzwyczajenie, wychowanie, kultura. Coś, co sprawia, że tak dużą wagę przywiązujemy do języka polskiego i krzywimy się, kiedy ktoś go kaleczy. W dzisiejszych czasach bycie patriotą oznacza między innymi znajomość historii i mówienie o niej. Myślę, że ci emigranci, którzy z powodów ekonomicznych wyprowadzili się do Anglii i na Zachód, zaliczyli doświadczenie, które w konsekwencji stanie się cenne dla przyszłości naszego kraju. Jestem przekonany, że ci ludzie w większości wrócą i właściwie zinterpretują pojęcie patriotyzmu, bo będą rozumieć, za czym tęsknili. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Będąc gdzieś daleko, nagle doświadczamy tęsknoty za szarym podwórkiem, za smutnym kolegą czy nawet za nieprzyjemną ekspedientką.

Czy to znaczy, że choćbyś podróżował jeszcze więcej, zawsze będziesz wracał „do kraju tego”?
Wydaje mi się, że tak naprawdę wszędzie czułbym się obco, wszędzie czułbym się cudzoziemcem, ponieważ to tu, w tym kraju, poznawałem pierwsze zapachy i widoki, tutaj budowałem swoją emocjonalność dzięki polskiej literaturze, tutaj także budowałem swój patriotyzm. Dlatego tak ważna jest wiedza o polskości. Jestem wielkim zwolennikiem Normana Daviesa, ponieważ opowiada o naszym narodzie z własnej perspektywy. Z perspektywy Anglika rozkochanego w naszej kulturze i naszej historii, ale właściwie hierarchizującego tę kulturę i historię  w stosunku do historii świata i kultur innych narodów. Tymczasem my bardzo często mamy skrzywione spojrzenie na nas samych. W  filmach przedstawiamy Polaków bardzo smutno i szaro, skupiając się na narodowych wadach. Nie potrafimy się zdobyć na film, który mówiłby o patriotyzmie, nie jesteśmy tak odważni jak Amerykanie. A mamy przecież większe prawo niż oni, by opowiadać  patriotyczne historie. Cóż, mogę tylko marzyć, że zaczną powstawać filmy o naszej historii w języku angielskim.

Czy gdybyś podczas studiów nie wyjechał za granicę, byłoby trudniej podjąć pracę w zawodzie?
Na pewno tak.

A poza tym podróże kształcą… Jeśli się wraca.
I jeśli wcześniej się wyjedzie. Podobno jest rodzina na Pradze, która nigdy nie była po drugiej stronie Wisły. Dla nich świat to ich własne podwórko. Zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo zmieniło się moje widzenie świata, kiedy po raz pierwszy wsiadłem do samolotu i zobaczyłem Ziemię z góry. Mimo że globus miałem w domu od dziecka, zrozumiałem, jak złożona jest ludzkość, jak bardzo się między sobą różnimy. Można wiele czytać, oglądać filmy podróżnicze, ale nigdy nie pozna się zapachu Chin, jeśli się tam nie pojedzie.


[1] „Karol – papież, który pozostał człowiekiem” – reżyseria Giacomo Battiato, premiera 2006 r.

[2] „Pasja” – reżyseria Mel Gibson, premiera 2004 r.


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


dziewięć − = 0

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Witam i zapraszam...

czwartek 04/05/2017
0

Witam po dłuższej przerwie i zapraszam na mój nowy blog, poświęcony sprawom związanym z Sewerynem Krajewskim i jego twórczością oraz z moją książką. https://ewaderlatka.blogspot.com/ Jak…


Książka o Sewerynie Krajewskim i jego muzyce

poniedziałek 07/07/2014
0

http://ksiazkajestkobieta.pl/ksiazka-sewerynie-krajewskim-tworczosci/


NOWA KSIĄŻKA NOWI MY...

poniedziałek 09/06/2014
1

http://polakpotrafi.pl/api/wklejka/box2/seweryn-krajewski-i-jego-muzyka  


Och, Jerzy!

niedziela 13/04/2014
2

W przechowalni pierzyn Całą młodość przeżył Pewien nieszczególnie lotny Jerzy Gdy na świat wychynął Tak namolny, świeży - śpiewał jemu chór młodzieży. No i nie…


Szukam muzyki w sercu i taki mam cel na całe życie…

niedziela 06/04/2014
0

Z 18-letnim akordeonistą z Radomia, Bartoszem Kołsutem, zwycięzcą konkursu Młody Muzyk Roku 2014, który marzy m.in. o występie w Carnegie Hall, rozmawia Ewa Derlatka. Jak…


Folk jest piękny i prawdziwy - o początkach zespołu Frument Project

środa 02/04/2014
0

Z Patrykiem Walczakiem, liderem zespołu Frument Project rozmawia Ewa Derlatka Rozmowa z 2012 r. Teraz radomski zespół wziął udział w programie Must Be The Music…


"Co się dzieje, oszaleję... "

czwartek 06/03/2014
0

O jej! Osoba z show biznesu, managerka Sylwia Smoczyńska wyznała dziś swoją wiarę, mówiąc: „Kościół jest super miejscem. Przyjmuje i przytula. Ale najważniejsze jest tam…


Wyuzdana gra Sadowskiej...

niedziela 02/03/2014
7

Lubię jak ktoś uwodzi, flirtuje, romansuje, ale w inteligentny sposób, z odpowiednim wyczuciem sytuacji, delikatnym żartem, właściwym humorem ale nie tak jak robią to niektóre…


Jeden Krawczyk kilka życiorysów

sobota 01/03/2014
0

Obejrzałam rozmowę Krzysztofa Ziemca z Krzysztofem Krawczykiem z cyklu Niepokonani (dostępna na Onet.pl). Polecam. Krawczyk mówi m.in. o tabletkach na zapomnienie i o tym co…


A propos wczorajszych „Wiadomości”.

sobota 01/03/2014
0

Rzecz tyczy się reportera – Adama Federa. Przez większość uwielbianego, bo jakiż on to dowcipny jest. Choć czasem nie jest. Jedną z wczorajszych informacji była…