SZANOWAĆ I LUBIĆ CZYTELNIKA


niedziela 30/11/2008

Minęła kolejna okrągła rocznica mojej pracy w Ośrodku Badań Prasoznawczych. Jubileuszu nie obchodzę, życzenia przyjmuję, pracuję nadal. Jakiś czas temu wróciłem z kolejnego już XII Kongresu Mediów i Marketingu 2xM ze Szczecina;  na dorocznym spotkaniu wydawców i kolporterów byłem już po raz 12. , czyli nie opuściłem żadnego.
Tym razem jednym z tematów była przyszłość prasy, pokazaliśmy tam – wraz z dwoma kolegami z OBP UJ (Staszkiem Nowickim i Ryśkiem Filasem) referaty dotyczące obecnego stanu rynku prasowego i prognoz na najbliższą przyszłość. Mój referat – trochę prowokująco – zatytułowałem: Przedwczesny pogrzeb, czy samospełniająca się przepowiednia (głos w dyskusji o "końcu" prasy codziennej w Polsce).

Nie będę relacjonował tego co mówiłem na szczecińskim Kongresie (moje i kolegów przemyślenia mają trafić na łamy naszego kwartalnika naukowego „Zeszyty Prasoznawcze”), chciałbym atoli wskazać na jedną szeroką kwestię, którą tam poruszyłem, a która poruszam zawsze i wszędzie gdzie mogę, kiedy mówię o problemach obecnej prasy polskiej. Jest to sprawa relacji: redakcje-czytelnicy. Pisałem zresztą o tym w swoim blogu.

Te relacje – generalnie – są niedobre, a czasem wręcz złe. Już w początkach poprzedniej dekady nie tylko ja wskazywałem (a wynikało to z różnych badań), że redakcje zachłysnęły się rosnącymi zyskami z reklamy i czytelników zaczęły traktować jako TARGET, a nie jako partnerów i pracodawców; bo to dzięki nim istniały i istnieją przecież. W wielu redakcjach reorganizacja polegała głównie na likwidacji działów łączności z czytelnikami, rezygnacji ze współpracy z radcami prawnymi, odpowiadającymi na różne pytania czytelników, komórek organizujących różne okazjonalne spotkania z czytelnikami (w tym nierzadko, w dawnych czasach, święta gazet) – uznając to wszystko za relikt przeszłości. Szaleństwa „zdrapkowe”, gadżetomania itp. , spowodowały zaniechanie starań o prenumeratów, aktywne współdziałanie z kolporterami (elastyczne nadzielanie i promocja w miejscu sprzedaży), wszystko przesłoniło hasło TARGET i prężenie muskułów (często niesłuszne) przez zwykle „nieopierzone”, ale powstające przecież w każdej redakcji działy reklamy i marketingu.

Później doszła do tego jeszcze polityka – zmieniały się sympatie polityczne redakcji, a że nierzadko były niezgodne z poglądami i opiniami dotychczasowych czytelników pisma, ich szeregi topniały. Zresztą, niektóre tytuły właśnie agresywną i bardzo wyraźną na łamach polityką, chciały zdobyć tabuny odbiorców. Zapominały, że nie są biuletynem partyjnym, nie chciały pamiętać, że ludzie oczekują RÓŻNYCH informacji, stanowisk i opinii. Efekt – jaki jest – wszyscy widzimy. Dodatkowo – grupa gazet ogólnopolskich tłucze się między sobą „politycznie”, próbując udowodnić, jedna – drugiej, swoje racje, a „słupki” poczytności są coraz mniejsze. „Titanic” tonie, a zażarcie się z sobą kłócąca orkiestra gazet „gra” nadal, tyle, że ma coraz mniej słuchaczy (czytelników), nadto coraz mniej zainteresowanych takim graniem.

Pisząc moją książkę „Historia Mediów” wielokrotnie czytałem o zabiegach zjednujących czytelników, śledziłem jak pielęgnowano te kontakty i to w czasach, kiedy jedynymi przeciwnikami gazet i czasopism były wyłącznie inne pisma. Jeden z twórców masowej prasy James Gordon Bennett starszy mawiał, że jego jedynym pracodawcą jest anonimowy czytelnik i tylko z nim musi się liczyć. Dzisiaj, kiedy prasa ma tak silną konkurencję i pod wieloma względami jest w stosunku do niej w bardzo trudnej sytuacji, takie podejście redakcji nie tylko dziwi; ono zatrważa. Poprawianie sobie wskaźników czytelnictwa kuponami na GPS, drukarkę czy aparat fotograficzny – jak to czyni jedna z najważniejszych gazet, pokazuje chyba niewiarę redakcji, że innymi metodami, niż „kupowanie” czytelników poprzez oferowanie im atrakcyjnych towarów po niższej cenie, można zdobyć odbiorców. Nie jest łatwo teraz gazetom, ale – patrząc na poszczególne regiony widać, jak bardzo mści się – w jednych – koszmarna polityka wydawnicza i nieudolność kierownictw redakcji, i jak nadal procentuje w innych – mądra działalność wydawcy i współpraca redakcji z czytelnikami. Oto wyimek informacji przekazanych niedawno w Wirtualnych Mediach (czytelnictwo głównych gazet w dwóch województwach):

Dolnośląskie procent respondentów
Gazeta Wyborcza 17,15%
Fakt 16,25%
Polska Gazeta Wrocławska 14,19%

Kujawsko – pomorskie procent respondentów
Gazeta Pomorska 43,46%
Express Bydgoski 16,18%
Fakt 14,79%
Gazeta Wyborcza 14,28%

We Wrocławiu – klęska lokalnych gazet, zdołowanie ongiś prężnego ośrodka wydawniczego, to efekt działalności sporej grupy osób i kilku wydawnictw. Dolnośląskie miało wspaniałe tradycje czytelnictwa, trzy mocne gazety, w stolicy regiony i innych miastach – ciekawe czasopisma. Po wojnie powstał „Pionier Dolnośląski”, ale lwowska fala osiedleńcza doprowadziła do zmiany nazwy na bliskie lwowiakom „Słowo Polskie”, dziennik bardzo na kresach szanowany, powstały w 1895 r. Cóż, norwescy handlarze rybami i ropą nie powinni zajmować się wydawaniem prasy, zwłaszcza w Polsce; dość tu naszkodzili. Nie spisali się też ludzie z firmy bawarskiego dentysty, choć Wrocław i Kraków były pierwszymi przyczółkami firmy z Pasawy. Ale najwięszymi psujami byli jednak w tym regionie Skandynawowie, od czasu jak zainstalowali się we Wrocławiu w r. 1990, namawiając miejscową „Solidarność” do wspólnego założenia dziennika (Dziennika Dolnośląskiego) i wnosząc w aporcie parę komputerów i starą, dość zużytą maszynę offsetową, przywiezioną z Norwegii. Zresztą, Bogiem a prawdą, do klęski „Dziennika Dolnośląskiego” przyłożyli także ręce miejscowi, zarówno skłóceni działacze „Solidarności”, jak też niepoważni redaktorzy, zwłaszcza naczelni, jak np. słynny ostatnio ze swoich blogów Ryszard Czarnecki, o czym dowiedziałem się z (ofiarowanej mi przez Autora) książki Adama Szynola o najnowszych dziejach prasy dolnośląskiej.

Nie wszędzie jednak udało się Norwegom popsuć; w Bydgoszczy paru sensownych ludzi z dawnego Wydawnictwa Pomorskiego, na czele z Markiem Trzebiatowskim (już w służbie Orkli), starało się „robić swoje”, inteligentnie współpracować z czytelnikami i pozyskiwać ich różnymi sposobami, dzięki czemu „Głos Pomorski” doszedł do sprzedaży 50 % nakładu wśród prenumeratorów, co jest absolutnym rekordem Polski. Ale, kiedy wspominam red. Marka T. i jego współpracowników, to przypominam sobie, jak różne wątki i oblicza miała ta współpraca, jak wiele w niej było działań na rzecz regionu i jego mieszkańców i jak „z głową” były te akcje robione.

Dodam też, że (pokazany powyżej) wysoki wskaźnik czytelnictwa GP (i najwyższy spośród wszystkich gazet regionalnych) wiąże się dość wyraźnie z brakiem politycznej zawiesiny na łamach dziennika; nieźle sobie radzi najbliższa konkurencja „Gazety”, dlatego województwo kujawsko-pomorskie jest jedynym regionem gdzie miejscowa prasa spycha bardzo wyraźnie na dalszy plan gazety ogólnopolskie. Co prawda Orklowcy już dawno temu pozbyli się red. MT, ale – mam nadzieję – jego następca(y) nie zepsuli tego, co przez sporo lat robiono mądrze i dobrze.

Nieszczęściem polskiego rynku prasy codziennej jest zdominowanie jej przez gazety ogólnopolskie, bardziej precyzyjnie – przez kilka dużych koncernów wydawniczych. A ich walka – między sobą – nie sprzyja rynkowi i czytelnikom. Zmarginalizowana została prasa regionalna, a przecież w świecie, jeśli gdzieś prasa codzienna trzyma się dobrze, a nawet odradza, to dlatego, że nadal czytana jest chętnie prasa o zasięgu mniejszym, niż krajowa. Ta prasa, która pisze o sprawach i wydarzeniach bliskich czytelnikom. Niezbyt dawne badania SMG/KRC przyniosły informacje, że wśród tematów poszukiwanych przez czytelników w prasie, na drugim miejscu – po programie TV/radio są wiadomości lokalne.

Jechałem na szczeciński Kongres w niezbyt dobrym nastroju. Pojawił się Wielki Kryzys, a polskie gazety nie tylko tracą czytelników, ale też reklamodawców (właśnie Internet połknął większy kawałek „reklamowego tortu” niż prasa codzienna). Czułem się, koncypując mój wykład, trochę jak lekarz, który – w pewnych sytuacjach, widząc wyraźne symptomy i pogarszanie się stanu zdrowia „pacjenta” – może przewidywać rychły pogrzeb, zwłaszcza, że chory nie słucha światłych rad „lekarzy” i sam się leczy, co – czasem -na krótką metę mu pomaga, ale w perspektywie poważnie grozi osłabieniem i zejściem. Na szczęście nie wszyscy „chorzy” są tak niemądrzy, dlatego na spełnienie się przepowiedni o końcu polskiej prasy codziennej, musimy jeszcze poczekać. Ale parę przedwczesnych pogrzebów czeka nas w najbliższych latach…

.


Moje najnowsze wpisy

 

Strażnicy miejscy zamykają strażników prawa i demokracji?

niedziela 06/01/2013

Po informacji, że 10 grudnia ub. roku J. Jurecki z „Tygodnika Podhalańskiego” został Dziennikarzem Roku (GrandPress  2012), napisałem w blogu (Poszeleść sobie tabletem) o tej…


Żelazna brygada pułkownika Pawła L.

czwartek 03/01/2013

Prognozowanie przyszłości mediów to dzisiaj prawdziwe wróżenie z fusów. Dlatego nie czytam już prognoz, bardziej lub mniej prawdopodobnych lub bałamutnych, nie odpowiadam też na pytanie:…


Dobry dziennikarz powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem.

wtorek 18/12/2012

Ryszard Kapuściński powiedział (napisał) kiedyś, że „dobry dziennikarz powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem”. To mądre słowa, choć często odnoszę je także do innych środowisk…


Poszeleść sobie tabletem…

czwartek 13/12/2012

Nie mogłem być na wręczaniu tegorocznych nagród Grand Press. Na szczęście jest Internet, i mogłem na bieżąco śledzić kolejne nominacje i przyznawanie nagród, zwłaszcza tych…


Gazety nie powinny przyczyniać zła ...

poniedziałek 10/12/2012

„Gazety nie tylko nie powinny przyczyniać zła, lecz owszem mają czynić dobrze i jedynie pod tym warunkiem będę je tolerował” – powiedział po objęciu władzy…


SKOK w NOWY WIEK / NOWY ŚWIAT

piątek 06/02/2009

Za dwa tygodnie znajdę się w NOWYM ŚWIECIE. Ten NŚ to kompleks budynków Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, którego częścią jest Instytut Dziennikarstwa i…


O Pytii i nie tylko

wtorek 20/01/2009

Początek roku. Stary – 2008 – przeszedł już do historii. Jeśli chodzi o sytuację na rynku prasowym trudno o optymizm. Czytam kolejne komunikaty ZKDP dotyczące…


Powrót ze świata historii

czwartek 30/10/2008

1.Przez prawie rok zagrzebany byłem w historii – mediów i komunikowania. Było to zagrzebanie - i grzebanie się – dość zdrowe, bo odległe od „bieżączki…


Nie ma "Gruszki", będzie Lis w TVP, czyli wracam do bloga

środa 09/01/2008

Długo nie pisałem. A tu już nowy rok. W Sylwestra oglądałem zwarcie kilku telewizji na plenerowych imprezach. Bliższa koszula ciału, więc oglądałem najwięcej zabawę na…


XI Kongres Mediów za nami

środa 14/11/2007

W minionym tygodniu  byłem na kolejnym już XI Kongresie Mediów i Marketingu 2xM w Poznaniu. Gościłem na nim – jako jeden  z niewielu – po…