SKOK w NOWY WIEK / NOWY ŚWIAT


piątek 06/02/2009
8

Za dwa tygodnie znajdę się w NOWYM ŚWIECIE. Ten NŚ to kompleks budynków Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, którego częścią jest Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej, a cząsteczką mniejszą mój Ośrodek Badań Prasoznawczych. Po 40 latach pracy w centrum starego Krakowa przenoszę się – wraz z kolegami – na ul. Łojasiewicza, na teren nowego kampusu uniwersyteckiego.

Ponieważ wcześniej od nas zainstalowali się na Kampusie – po sąsiedzku – matematycy, to zapewne z ich inicjatywy tak nazwano naszą małą ulicę. Zainteresowałem się, kim był patron tej ulicy – Stanisław Łojasiewicz. Jest to zmarły ponad 6 lat temu profesor UJ – matematyk, uczony międzynarodowy, który będąc w Paryżu. ”samodzielnie rozwiązał tzw. problem dzielenia dystrybucji przez funkcje analityczne, który przez wiele lat sprawiał kłopot Francuzom. Sposób rozwiązania problemu został nazwany nierównością Łojasiewicza. ”

W biogramie profesora wyczytałem bliskie mi wątki: lubił grać na fortepianie (grałem od dziecka, teraz zapomniałem) i chodzić po górach (co nadal czynię). Przebywał dużo w Paryżu i Rzymie; oba te – różne przecież miasta – bardzo lubię, mam w nich swoje ulubione miejsca.

Żałujemy, my – wykładowcy, żałują nasi studenci, którzy nagle znajdą się daleko od Rynku Głównego. Nowy budynek – nowoczesny – ma pomieścić cały Wydział, choć już wiemy, że jest nieco za mały na jego potrzeby; wydział bowiem się stale rozrasta, powstają nowe jednostki (obecnie: 12 instytutów i katedr).

A więc znowu kolejna przeprowadzka, tym razem do pomieszczeń „spod igły”, ładnie wyposażonych i dość funkcjonalnych. Co mnie najbardziej cieszy to to, że w naszym Instytucie znajduje się – już z kamerami itp. – studio telewizyjne oraz, że dość szybko uruchomione będzie radio, na początek internetowe, z czasem podobno ma nadawać tradycyjnymi metodami. Jak się dowiedziałem, Magnificencja Rektor Musioł miał tylko jedno życzenie przed akceptacją stworzenia tego radia – aby nazywało się Alma-Radio. Rozumiem sentyment Karola do nazwy; kiedy razem mieszkaliśmy w Domu Studenckim „Żaczek” był tam kultowy radiowęzeł „Alma-Radio”, kierowany przez znakomitego Romka Danaka, z wykształcenia orientalistę (razem z nim studiowała wówczas Bożena Walter). Potem radiowęzeł przekształcił się w „radio” uniwersyteckie – duży radiowęzeł nadający program dla wszystkich akademików UJ. Karierę zaczynało tam wielu – później znanych dziennikarzy radiowych – m. in. Edward Miszczak, który z A-R trafił do Radia Kraków, a potem do RMF FM.

Zazdrościłem kolegom z paru miast, uczących przyszłych dziennikarzy, wyposażenia ich instytutów. Dzisiaj, mam nadzieję, my także dostaniemy szansę, aby nasi studenci ćwiczyli się praktycznie i doskonalili umiejętności we własnych studiach – telewizyjnym i radiowym. Poza tym praktycznie wszystkie sale wykładowe wyposażone są w sprzęt elektroniczny, rzutniki, projektory, trzeba więc będzie zapomnieć o kredzie, czy nawet pisakach, teraz trzeba mieć w torbie PenDrive, CD, a na początek trzeba opanować te wszystkie przyciski, włączające aparaturę, spuszczające na dół ekrany i zasuwające rolety w oknach. Mam nadzieję, że ta „nowoczesność w domu i ogrodzie” nie zdehumanizuje procesu nauczania.

Elektronika ma pomagać nam w pracy i poruszaniu się po pomieszczeniach Instytutu, w korzystaniu z dużej biblioteki wydziałowej, sterować będzie naszym instalowaniem się na parkingu itp. itd. Trzeba się będzie do tego wszystkiego przyzwyczaić. Do Kampusu także, bo szybko się rozrasta i staje się małym miastem. Dla mnie główną pociechą jest niewielka odległość mojego domu od Instytutu; spacerkiem nie więcej jak 15 minut, rowerem – połowę czasu mniej.

Tymczasem – za oknem – rzeczywistość znowu skrzeczy. ZKDP podał dane o sprzedaży dzienników za rok. Średnioroczne dane są „z gruba ciosane”, ale i tak pokazują, że miniony rok był zły dla dzienników (spadki sprzedaży: Fakt – 4 %, Rzeczpospolita – 7 %, Gazeta Wyborcza – 11 %, Dziennik – 41 % – wszystko w stosunku do roku 2007). Z dużych gazet odbił się od dna jedynie Super Express i odnotował 3-procentowy wzrost sprzedaży. Jeśli utrzyma się tendencja z końca 2008 roku dalsze spadki sprzedaży będą nieuniknione i to mimo różnych zachęt, gadżetów, rozprowadzania dzienników w pociągach, hotelach itp. Niektóre gazety, w zamian za promocję firm na swoich łamach, dają tym firmom porcje egzemplarzy – do rozdysponowania wśród pracowników i współpracowników – co potem wlicza się do rozprowadzania ogółem. Kiedyś pracowałem dla pewnej śląskiej firmy, która – w takim właśnie rozliczeniu – dostała tysiąc egzemplarzy tej gazety. A ile takich firm jest?

Kryzys, jakiego doświadczamy, odbija się na sprzedaży prasy – to oczywiste. Coś jednak dzieje się niedobrego z naszym rynkiem prasowym, skoro – miast zmniejszać – zwiększa się liczbę „przynęt” dla czytelnika. Czy to oznacza, że bez nich rynek prasowy zdołował by jeszcze bardziej?

Pisałem niedawno w blogu „Szanować i lubić Czytelnika” o pilnej potrzebie budowania więzi z czytelnikiem, umacniania ich, szukania nowych dróg i sposobów tworzenia tych więzi. Niestety, mam wrażenie, że takie rady nie docierają do wydawców; oni, redakcje żyją jakby w innej rzeczywistości, niż ich odbiorcy. Którzy nadal są dla redakcji i wydawców „targetem”.

Patrzę na wyniki sprzedaży prasy i znowu natrafiam na moją ulubioną „Angorę”, uważaną tylko za „magazyn przedruków”. Jednak każdy, niekoniecznie prasoznawca, jeśli popatrzy uważnie, dostrzeże jak wiele jest w tym tygodniku tematów, rubryk, działów, które odpowiadają na zwykłe ludzkie zainteresowania i mniej mnie interesuje, czy są to materiały kupowane z innych łamów, czy własne. Choć akurat własnych jest coraz więcej i nie mam przekonania, że określenie „magazyn przedruków” jest w przypadku „Angory” adekwatne do jej zawartości. Oceniam, że czasem połowa materiałów w „Angorze” , a nawet więcej, to materiały zamówione przez redakcję. Ci, którzy czytają ów tygodnik, dostrzegą na pewno, że na jego łamach ciągle pojawia się coś nowego, odpowiadającego zainteresowaniom czytelnikom. Sam nie opuszczam nigdy „Szukamy ciągu dalszego” – Tomasza Gawińskiego, jak też kolejnych odcinków „Jak powstają przeboje” – Adasia Halbera. Rozszalał się w „Angorze” Henryk Martenka (zawsze czytam jego „Poczet nazwisk polskich”i felietony), dla mnie dzisiaj już prawdziwa dziennikarska gwiazda. A przecież świetnie funkcjonują stałe rubryki dotyczące zdrowia Polaków (Polski pacjent – Raport „Angory” już ponad 210 razy na łamach), „Salonowe burze” – Gadomskiego, co tydzień pisze Krzysztof Różycki, itp. itd. „Prawnik radzi” czytelnikom w „Angorze” (cała kolumna) – już ponad 260 razy, cieszy też „Mała, cenna rada” A. Janika. „Poczta” od czytelników zajmuje w tygodniku dwie pełne kolumny, ale mają też poza tym możliwość wypowiadania się na internetowym Forum „Angory”. Nawiasem mówiąc jest to już dzisiaj chyba najpopularniejszy tygodnik wśród internautów, nadto jego strona ma także bardzo wysokie notowania, jako bardzo „przyjazna” dla odbiorców.

Zwiększająca się liczba materiałów własnych w tygodniku rodzi u mnie podejrzenie, że oto na naszych oczach dokonuje się ewolucja pisma, które czerpiąc kolejne nowe pomysły z różnych stron, wsłuchując się w głosy swoich czytelników, realizując także cykliczne badania odbioru tygodnika, przestanie w końcu być formalnie „magazynem przedruków”. W połowie ub. roku odbyła się w Warszawie (na 47 nośnikach SuperScroll Grupy Ströer) kampania nieistniejącego "magazynu różnych spojrzeń" o wymyślonym tytule „Nothing”. Może takie właśnie dookreślenie (magazyn różnych spojrzeń) winno znaleźć się wkrótce w podtytule „Angory”.

A w ogóle to zbliża się wiosna. Przywitam ją na Kampusie, skąd blisko na Skałki Twardowskiego, nad zalew ze szmaragdową wodą, gdzie śpiewają ptaki. Wiosna przychodzi tam szybciej niż w obrębie Plant. To też jakaś korzyść z naszej „zsyłki”.

.


Komentarze 8 Dodaj komentarz

 
  1. Nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć wszystkiego najlepszego na nowym etapie życia – a nowy adres, choćby pracy, zawsze coś zmienia (wizytówki itd.).
    Czy wyprowadzka z centrum nie wyjdzie przypadkiem na dobre Pańskim studentom? Rynek z przyległościami jest z pewnością magicznym miejscem. Można usiąść na krzesełku jeszcze ciepłym po X. (tu wstaw nazwisko swojego ulubionego krakowskiego literata), nakarmić kwiaciarki, kupić kwiatki od gołębi (czy jakoś tak), ale czy od tego przyszła czwarta władza czegoś się nauczy?
    (Na pewno: jak szukać haków na X. – Adv.Dia)
    Salve magister!

       Odpowiedz
    0
    0
  2. Ja także życzę miłej przeprowadzki i przyjemnego bytowania w nowym budynku!

       Odpowiedz
    0
    0
  3. A widział Pan może okładeczkę wynoszonego pod niebiosa tygodnika „Angora” nr 37 z 14 września minionego roku? Bardzo fajny rysuneczek tam widnieje, jakby wprost z Der Stürmera. W żadnym normalnym piśmie coś takiego nie byłoby możliwe – zwykle naziolskie quano.

       Odpowiedz
    1
    0
    • Szanowny panie Barbur, ta bezczelność, z jaką pan prezentuje pan swoje faszystowskie poglądy i wychwala masowe morderstwa, zawsze mnie zdumiewała. Piszesz pan dokładnie jak ze Sturmera, ale jeszcześ pan tego nie zauważył.

         Odpowiedz
      0
      0
    • Zbyszku, ty trzeźwy medioznawco. – Przecież owe 3 procent plus dla SE, to pauperyzacja umysłowa naszych pobratymców.

      Eli, również czytam Angorę. Ten numer 37 to był chyba wybryk. Julius Streicher, szef Stuermera zawisł w końcu na sznurze. „Za psychologiczne przygotowanie Niemców do wojny”.

         Odpowiedz
      0
      0
  4. Zgadzam się z panem Bajką! W przeciwieństwie do wielu innych pseudoprasoznawców, dr. Bajka ocenia rzeczywistość taką, jaką jest. Czyli dla prasy jest nieciekawa… Dziennikarze prasowi! .Czytajcie dr.Bajkę, nie patrząc na rozkazy od zagranicznych wydawców. Warszawka trzepie kasę, np. w PolskaPresse, a ludzie w regionach są upokorzeni…

       Odpowiedz
    0
    0
  5. Panie Zbigniewie, pisząc o Angorze, zupełnie pominął Pan rysunki satyryczne, które stanowią przynajmniej połowę (jeśli nie większość) materiału ilustracyjnego w tym tygodniku. Angora w swojej stopce redakcyjnej ma nawet wpisaną Agencję Rysowników, co podkreśla jak ważnym elementem jest dla redakcji rysunek satyryczny. Proszę zwrócić uwagę, że od lat z tygodnikiem współpracuje stały zespół utalentowanych rysowników satyrycznych, jedyny taki w kraju. Którzy między innymi przygotowują okładki dla Angory. I wszystkie materiały rysunkowe są tzw. materiałami własnymi! Była zdaje się jakaś próba w początkach istnienia Angory z przedrukami rysunków z innych tytułów prasowych, ale ostatecznie odstąpiono od tego pomysłu.
    Nie wiem czy można sobie wyobrazić Angorę bez przedruków, ale proszę sobie wyobrazić Angorę bez rysunków. Niby nic ważnego, ale…

       Odpowiedz
    0
    0
  6. Oczywiście, ma Pan rację, jeśli chodzi o rysunki i rysowników pracujących dla „A”; ich udział w sukcesie pisma jest istotny. Dzięki nim zresztą „Angora” jest inna niż większość tytułów na rynku. Ich dziełem są także bardzo dobre często okładki, zdobywającde pismu czytelników.
    Nie napisałem też o „Angorce” – to ewenement! Tak się hoduje przyszłych czytelników.
    Ale zwracam głównie uwagę na wsłuchiwanie się w głosy Czytelników, starania redakcji, aby odpowiadać na ich różne oczekiwania.
    Pozdrawiam
    ZB

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


+ 7 = jedenaście

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Strażnicy miejscy zamykają strażników prawa i demokracji?

niedziela 06/01/2013
0

Po informacji, że 10 grudnia ub. roku J. Jurecki z „Tygodnika Podhalańskiego” został Dziennikarzem Roku (GrandPress  2012), napisałem w blogu (Poszeleść sobie tabletem) o tej…


Żelazna brygada pułkownika Pawła L.

czwartek 03/01/2013
8

Prognozowanie przyszłości mediów to dzisiaj prawdziwe wróżenie z fusów. Dlatego nie czytam już prognoz, bardziej lub mniej prawdopodobnych lub bałamutnych, nie odpowiadam też na pytanie:…


Dobry dziennikarz powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem.

wtorek 18/12/2012
2

Ryszard Kapuściński powiedział (napisał) kiedyś, że „dobry dziennikarz powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem”. To mądre słowa, choć często odnoszę je także do innych środowisk…


Poszeleść sobie tabletem…

czwartek 13/12/2012
0

Nie mogłem być na wręczaniu tegorocznych nagród Grand Press. Na szczęście jest Internet, i mogłem na bieżąco śledzić kolejne nominacje i przyznawanie nagród, zwłaszcza tych…


Gazety nie powinny przyczyniać zła ...

poniedziałek 10/12/2012
6

„Gazety nie tylko nie powinny przyczyniać zła, lecz owszem mają czynić dobrze i jedynie pod tym warunkiem będę je tolerował” – powiedział po objęciu władzy…


O Pytii i nie tylko

wtorek 20/01/2009
10

Początek roku. Stary – 2008 – przeszedł już do historii. Jeśli chodzi o sytuację na rynku prasowym trudno o optymizm. Czytam kolejne komunikaty ZKDP dotyczące…


SZANOWAĆ I LUBIĆ CZYTELNIKA

niedziela 30/11/2008
15

Minęła kolejna okrągła rocznica mojej pracy w Ośrodku Badań Prasoznawczych. Jubileuszu nie obchodzę, życzenia przyjmuję, pracuję nadal. Jakiś czas temu wróciłem z kolejnego już XII…


Powrót ze świata historii

czwartek 30/10/2008
4

1.Przez prawie rok zagrzebany byłem w historii – mediów i komunikowania. Było to zagrzebanie - i grzebanie się – dość zdrowe, bo odległe od „bieżączki…


Nie ma "Gruszki", będzie Lis w TVP, czyli wracam do bloga

środa 09/01/2008
5

Długo nie pisałem. A tu już nowy rok. W Sylwestra oglądałem zwarcie kilku telewizji na plenerowych imprezach. Bliższa koszula ciału, więc oglądałem najwięcej zabawę na…


XI Kongres Mediów za nami

środa 14/11/2007
2

W minionym tygodniu  byłem na kolejnym już XI Kongresie Mediów i Marketingu 2xM w Poznaniu. Gościłem na nim – jako jeden  z niewielu – po…