O Pytii i nie tylko


wtorek 20/01/2009
10

Początek roku. Stary – 2008 – przeszedł już do historii. Jeśli chodzi o sytuację na rynku prasowym trudno o optymizm. Czytam kolejne komunikaty ZKDP dotyczące sprzedaży gazet i już się niczemu nie dziwię; potwierdzają się nasze (Ośrodkowe) i moje prognozy.   Powie ktoś: teraz łatwo być prasoznawczą Pytią! Otóż, to nie jest tylko problem prognozowania, ale także oczekiwanie, że wydawcy zaczną jednak działać sensownie, z głową. Tymczasem ruchy wykonywane przez nich przypominają szamotaninę – od ściany do ściany i zapychanie kolejnych dziur, które się pokazują.

Przyglądam się np. sytuacji „Dziennika”, którego nigdy nie byłem stałym czytelnikiem, choć czytam co jakiś czas, bowiem raziło mnie i razi nadmierne upolitycznienie niektórych publikacji i autorów. Zastanawiam się ciągle, jak długo wydawca tej gazety (w końcu niemały międzynarodowy koncern) będzie chciał nadal dopłacać do niej. Jeśli popatrzymy na dane z listopada ub. r. to zobaczymy, że z wydrukowanych (średnio) ponad 225 tys. egzemplarzy sprzedawało się ponad 77,7 tys. , to znaczy około 35 %; tak więc 65 % szło (średnio wypada ponad 147 tys. egzemplarzy) codziennie na przemiał. Lasy jęczą!

Mogę zrozumieć, że zarówno wydawcy, jak też poniektórzy dziennikarze tej gazety są nadal w pewnym szoku, bo przecież z końcem 2007 roku sprzedawało się ponad 165 tys. egzemplarzy „Dziennika”; obecna sprzedaż to więc tylko 45 % w stosunku do poziomu sprzed roku.

Nie najlepiej idzie „Polsce – Timesowi”, której kibicowałem i jeszcze trochę kibicuję (głównie z troski o los jej regionalnych przybudówek i z sympatii do nich), ale tracę wiarę na uratowanie tego projektu. W opinii przekazanej na końcu ub roku „Wirtualnym Mediom”, Tomasz Wróblewski, były dyrektor zarządzający i członek zarządu Polskapresse, na pytanie

„Co wydarzy się w branży prasowej w 2009 roku?” – wygłosił tylko jedno zdanie: Padnie pewien ogólnopolski codzienny tytuł. Czy Pan Tomasz myśli o swoim byłym projekcie, czy też może o „Dzienniku”? Przepowiada, trochę jak Pytia delficka. Nie wiem tylko, czy wieszcząc siedział na trójnogu i i wdychał opary z jakiejś szczeliny? A może żuł liście  laurowe?

W końcówce ub roku odbywało się łatanie dziur, czyli podejmowanie intensywnych prób przynęcenia czytelników za pomocą różnych gadżetów i kuponów. Czytana przeze mnie „Wyborcza” oferowała mi sztafetowo: GPS, drukarkę, aparat fotograficzny i coś tam jeszcze, dołączała ciągle jakieś filmy, książki itp. Inni – podobnie. Jak widać – ten sposób działania niezbyt pomógł gazetom, jeśli chodzi o sprzedaż, może coś tam wydawcy zarobili na gadżetach i kuponach.

Zapewne po raz kolejny pojawią się głosy postulujące ograniczenie gadżetomanii; bywałem na różnych spotkaniach wydawców, gdzie takie wnioski padały. Obok głosu T. Wróblewskiego dla „Wirtualnych Mediów” znalazłem również wypowiedź  ten temat prezes Stanek: „Konkurenci wymusili trwającą od kilku lat wojnę na gadżety, która jak dobrze wiemy dla wszystkich jest bardzo kosztowna. A dla mnie zawsze najważniejszy był i jest produkt. Gazeta obroni się zawsze – gadżet nie. Dlatego wierzę, że wrócimy do walki na jakość naszych produktów, a nie atrakcyjność tzw. dopalaczy”. Święte słowa Pani Prezes, jeśli chodzi o postulat „walki na jakość produktów”, ale czy np. te malutkie wydania „Polski” poza regionami, gdzie Polskapresse ma swoje gazety (np. w Szczecinie, Koszalinie, Opolu) są istotnie wysokiej jakości produktami, które czytelnicy będą chętnie kupowali? Pisze Pani o dostrzeżeniu (przez Pani wydawnictwo), że Polska to nie tylko Warszawa, ale likwidacja mutacji gazet regionalnych, będących składnikami projektu „Polska” nie pomogła tym dziennikom. Pisałem o tym wielokrotnie, ale raz jeszcze powtórzę: z punktu widzenia centrali – region to jeden z elementów rynku Waszej „składankowej” gazety, ale region dzieli się na różne części, mające różne problemy, tradycje, oczekiwania w stosunku do prasy.

Kiedy okazało się, że gadżety nie przynoszą efektu w postaci wzrostu, czy nawet choćby zahamowania sprzedaży, zrobiono kolejne, wielkie głupstwo, za które wydawcy gazet znowu zapłacą. To głupstwo to podniesienie ceny gazet od początków br. „Dziennik” skoczył  z ceną o 50 groszy w wydaniach od poniedziałku do czwartku, a piątkowe i sobotnie kosztują już 2,50 zł. „Gazeta Wyborcza” – „tylko” 30 groszy, ale i to zapewne odbije się na sprzedaży. Patrząc bowiem na tego typu działania nie sposób sobie zadać pytanie: jak to jest, że kiedy Polakom powodziło się dobrze, walczące ze sobą gazety obniżały cenę egzemplarzową, a teraz kiedy mamy kryzys i Polacy liczą dokładnie ile mają w portfelach, wydawca podnosi cenę gazety? Kto to wymyślił i jaki efekt tego typu działań przewiduje? Dalibóg – nie rozumiem tych mędrców, którzy podejmują takie samobójcze decyzje.

Oczywiście – na krótką metę zyski jakieś będą. Ale jest też oczywiste, że – po podwyżce ceny egzemplarza – sprzedaż tych gazet spadnie. Powinno się to także odbić na zyskach z reklam i ogłoszeń, bo niższe będą wskaźniki dotarcia, wyliczane przez speców od reklamy. W sumie – straty na koniec roku będą większe niż przed podwyżką, ale co najgorsze (i co trudno będzie odrobić) spadnie liczba sprzedawanych egzemplarzy, ergo – czytelników. Nie rozumiem więc  takich działań, ale widocznie nie znam się na ekonomice wydawniczej.

Psucie widać także na rynku słabnącej prasy regionalnej, zresztą, czy mamy jeszcze prasę regionalną, czy tylko wkładki regionalne? Onegdaj pisałem dobrze o „Gazecie Pomorskiej”, ale miałem też obawy, czy obecne kierownictwo dziennika nie spowoduje jakiegoś pogorszenia rynkowej sytuacji „Gazety”. Wykrakałem, bo sprzedaż dziennika zaczyna spadać, a od kolegów z Bydgoszczy dowiaduję się, że dawna koncepcja relacji  z czytelnikami i kolporterami (która dawała doskonałe efekty) przestała być realizowana; w ciągu roku (od listopada 2007 do listopada 2008) „Gazeta” zmniejszyła sprzedaż o 12 tys. egzemplarzy i po raz kolejny spadła na drugie miejsce za „Polską – Dziennikiem Zachodnim”, którego sprzedaż zmniejszyła się o ponad 16 tys. egzemplarzy (!). Ale katowicki dziennik ma około 25 % zwrotów, a „Gazeta” ponad 31 %.

Na tle poważniejszych dzienników nie najgorzej trzymają się tabloidy; „Fakt” stracił niewiele (w relacji X-XI. 2008 nawet zwiększył sprzedaż), w obu relacjach – rocznej i miesięcznej – poprawiła się także sytuacja „Super Expressu”, który wrócił na mocne trzecie miejsce. W przypadku tego drugiego tytułu, to zapewne efekt przemodelowania realizowanej koncepcji pisma i mocniejszego występowania w imieniu czytelników (co jest jedną z dewiz tego typu gazet), jak choćby rozpoczęta w listopadzie ub roku akcja SE „Walcz o wyższą pensję”, ale zapewne też bardziej profesjonalne wsparcie marketingowe ze strony wydawcy.

W prasie – jak zawsze -  kilka „dyżurnych” tematów. Cichnie trochę sprawa zmian w TVP, choć nadal się tli, czasem płomień jest ostrzejszy i iskry strzelają, a efektem – zmiany personalne w TVP – w centrali i regionach. Krakowską telewizją przestał kierować Witek Gadowski, pewnie wróci do TVN. Na pierwszym planie był też przez ostatnie dni GAZ, w związku z tym uświadomiłem sobie ilu jest w Polsce specjalistów „okołogazowych”. Jest też Palikot, wykreowany przez media, z którego media żyją, którego pokazują, o którym piszą i mówią. Jak znam życie, poseł Palikot tylko zaciera rączki, boć przecież od czasów starożytnych prawdziwe jest hasło: dobrze, czy źle, byle z nazwiskiem. Przy okazji: to stwierdzenie, przypisywane jest Antoniemu Słonimskiemu, aktorzy uważają, że to jest powiedzenie popularne w ich środowisku, dziennikarze – że wśród ludzi ich profesji. Powiedzenie to ma chyba swój rodowód w starożytnej Grecji i związane jest z osobą szewca z Efezu, niejakiego Herostratesa, który podpalił Artemizjon. Nie stać go było czyn wielki w sensie pozytywnym, wymyślił, że zapisze się a historii wielką zbrodnią. Nakazano wymazać jego nazwisko z wszystkich pisanych dokumentów, ale na szczęście tej decyzji nie podporządkował się historyk i podróżnik Strabon z Pontu, stąd marzenie Herostratesa, aby być nieśmiertelnym, spełniło się. Z jakichś dawnych, szkolnych lektur pamiętam takie – pochodzące ze starożytnej Grecji stwierdzenie – że nieważne jaką drogą – dobrą, czy złą (dobrymi czy złymi uczynkami) wejdzie się do historii, ważne aby tam wejść.

Janusz Palikot już tam jest. A, trawestując jedno z proroctw Pytii (przyczepiła się ta wieszczka do mnie): „Jak nie umrze, to żyć będzie”, jest nadzieja, że jak Palikot nie odejdzie z polityki, to będzie nadal obecny w mediach.

.


Komentarze 10 Dodaj komentarz

 
  1. Drogi Doktorze! To co Pan wywróżył, było pewne. Polskapresse rychło się wyłoży. Wizerunkowo wstyd, że Wróblewski, który miał jakiś wizerunek, uległ jakiejś Stanek. A KTO TO JEST STANEK! Nikt.
    Prasa da sobie radę bez Pani Stanek.Wróblewskiego. W tym bałaganie szkoda tylko Gazety Krakowskiej. I jej pracowników.
    Dariusz Ł.

       Odpowiedz
    0
    0
    • No Pani Prezes Stanek przez blisko 20 lat swojej kariery w Grupie Passau też się już czegoś nauczyła. Jest przede wszystkim wierna przesłaniu: ma się sprzedać tu i teraz. Ponieważ polskiej prasie regionalnej i tej tzw. opiniotwórczej w ogóle brakuje wizji jak sprzedawać tytuł za dwa lata czy za 5, rachunek będzie wystawiony przez rynek bardzo szybko, a właściwie „proformy” juz się dzieją. PRzykładowo – pierwszy dający świetne efekty, długofalowy program lojalnościowy dla prasy regionalnej został zamknięty w momencie kiedy posiadał blisko 10-tysięczną bazę czytelników – bo miało się sprzedawać natychmiast. Prawie zrezygnowano z PR, tylko wynik – NA JUTRO!!! Za to w 2003 na potęgę zastosowano dopalacze – DOPALACZE ueber ALLES!!! To było naczelne hasło grupy Passau w Polsce realizowane do dzisiaj. „KOLEKCJE i DOPALACZE”!!! No cóż polityka Hirtreitera na robienie prasowych „mcdonalds’ów” daje efekty (patrz ZKDP)

         Odpowiedz
      0
      0
  2. Nie wydaje mi się, aby z powodu podwyżki cen nastąpił nagły odwrót czytelników. Tak jak Pan pisze: „To głupstwo to podniesienie ceny gazet od początków br. „Dziennik” skoczył z ceną o 50 groszy w wydaniach od poniedziałku do czwartku, a piątkowe i sobotnie kosztują już 2,50 zł. „Gazeta Wyborcza” – „tylko” 30 groszy, ale i to zapewne odbije się na sprzedaży.”
    Niska cena kusi ludzi niezamożnych, a dla czytelników takich gazet jak Wyborcza czy Dziennik – które mają ambicje bycia tytułami opiniotwórczymi – już to nie jest jeden z najważniejszych czynników. W stosunku miesięcznym podwyżka o 50 groszy to będzie pewnie tak ponad 12 zł. Tyle to kosztuje chyba jakiś zestaw w McDonaldzie…

       Odpowiedz
    0
    0
  3. Nie będę się z Panem zakładał, poczekajmy do opublikowania wyników. Jednak większość czytelników to nie Gudzowaci (tak jak w moim banku OKO BP są to drobni ciułacze, a nie bogacze), oni – zwłaszcza teraz – liczą każdy grosz. Na poparcie mojej tezy powiem tylko, że w moim osiedlowym kiosku wzrosła liczba posiadaczy teczek Gazety Wyborczej (1.30 wobec 1.80 ceny codziennej); część więc czytelników zostanie, ale kupując Gazetę taniej, a inni odpadną. Pan pisze – niska cena kusi ludzi niezamożnych – to prawda, ale to właśnie niezamożni najczęściej rezygnują z czytania gazet. Obym – w opisywanej przez Pana sytuacji się bardzo mylił???
    Serdecznie pozdrawiam.
    Z. Bajka

       Odpowiedz
    0
    0
    • Cena była niska (Wyborcza przecież swego czasu obniżyła cenę!), a sprzedaż i tak spadała obu dziennikom, bo tak jak napisał mi Pan w odpowiedzi „to właśnie niezamożni najczęściej rezygnują z czytania gazet”. Tak samo jak rezygnują z zakupu innych produktów. Taki czas zaciskania pasa. I tacy czytelnicy i tak będą odchodzić, niezależnie od ceny. Może podwyżka trochę tylko przyspieszy ten proces.

         Odpowiedz
      0
      0
  4. Jak to do kiedy Springer będzie ładował w „Dziennik”.

    Jeszcze trochę, dopóki nie dostanie „Rzepy”.

    Inwestycja w „Rz” posłuży zarządowi do zamaskowania klapy „Dziennika”. O to chodzi.

    A „Jak nie umrze, to żyć będzie”, to z Brzechwy a nie z Pytii chyba.

       Odpowiedz
    0
    0
    • Faktycznie, możliwy scenariusz – to S T R A S Z N E!!! TERAZ to już by było całkiem jak w tekstach kabaretu Koń Polski: pierwszy – „A W JAKIEJ GAZECIE PAN TO CZYTAŁ? drugi na to – NO W POLSKIEJ, na co pierwszy – A TO ZNACZY, ŻE W NIEMIECKIEJ”

         Odpowiedz
      0
      0
    • Z Makuszyńskiego: „Jak nie umrze, to żyć będzie/Tak doktorzy powiedzieli”. Ale od Brzechwy bliżej do Makuszyńskiego niż do Pytii – co „Fakt”, to „Fakt” (c:

         Odpowiedz
      0
      0
  5. Może to i Brzechwa, dawniej ludzie (patrz: Słonimski) znali literaturę klasyczną. Mnie się to stwierdzenie kojarzy jednak z czasami antycznymi, znalazłem ostatnio tę przepowiednię na stronie:
    http://www.magia.gildia.pl/artykuly/rozne/przyszlosc02, niestety nie mam czasu aby sprawdzić kogo dotyczyła.
    Co do reszty (Rzepa itp.) być może ma Pan rację. Jak mówili starożytni Sowieci: pożywiom – uwidim.
    Serdecznie pozdrawiam
    ZB

       Odpowiedz
    0
    0
  6. Oczywiście – wpis adresowany jest do Pana Mirka. Jak piszą grający w brydża w internetowym BBO: sorry p. miscklick.
    ZB

       Odpowiedz
    0
    0

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


1 + trzy =

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Strażnicy miejscy zamykają strażników prawa i demokracji?

niedziela 06/01/2013
0

Po informacji, że 10 grudnia ub. roku J. Jurecki z „Tygodnika Podhalańskiego” został Dziennikarzem Roku (GrandPress  2012), napisałem w blogu (Poszeleść sobie tabletem) o tej…


Żelazna brygada pułkownika Pawła L.

czwartek 03/01/2013
8

Prognozowanie przyszłości mediów to dzisiaj prawdziwe wróżenie z fusów. Dlatego nie czytam już prognoz, bardziej lub mniej prawdopodobnych lub bałamutnych, nie odpowiadam też na pytanie:…


Dobry dziennikarz powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem.

wtorek 18/12/2012
2

Ryszard Kapuściński powiedział (napisał) kiedyś, że „dobry dziennikarz powinien być przede wszystkim dobrym człowiekiem”. To mądre słowa, choć często odnoszę je także do innych środowisk…


Poszeleść sobie tabletem…

czwartek 13/12/2012
0

Nie mogłem być na wręczaniu tegorocznych nagród Grand Press. Na szczęście jest Internet, i mogłem na bieżąco śledzić kolejne nominacje i przyznawanie nagród, zwłaszcza tych…


Gazety nie powinny przyczyniać zła ...

poniedziałek 10/12/2012
6

„Gazety nie tylko nie powinny przyczyniać zła, lecz owszem mają czynić dobrze i jedynie pod tym warunkiem będę je tolerował” – powiedział po objęciu władzy…


SKOK w NOWY WIEK / NOWY ŚWIAT

piątek 06/02/2009
8

Za dwa tygodnie znajdę się w NOWYM ŚWIECIE. Ten NŚ to kompleks budynków Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ, którego częścią jest Instytut Dziennikarstwa i…


SZANOWAĆ I LUBIĆ CZYTELNIKA

niedziela 30/11/2008
15

Minęła kolejna okrągła rocznica mojej pracy w Ośrodku Badań Prasoznawczych. Jubileuszu nie obchodzę, życzenia przyjmuję, pracuję nadal. Jakiś czas temu wróciłem z kolejnego już XII…


Powrót ze świata historii

czwartek 30/10/2008
4

1.Przez prawie rok zagrzebany byłem w historii – mediów i komunikowania. Było to zagrzebanie - i grzebanie się – dość zdrowe, bo odległe od „bieżączki…


Nie ma "Gruszki", będzie Lis w TVP, czyli wracam do bloga

środa 09/01/2008
5

Długo nie pisałem. A tu już nowy rok. W Sylwestra oglądałem zwarcie kilku telewizji na plenerowych imprezach. Bliższa koszula ciału, więc oglądałem najwięcej zabawę na…


XI Kongres Mediów za nami

środa 14/11/2007
2

W minionym tygodniu  byłem na kolejnym już XI Kongresie Mediów i Marketingu 2xM w Poznaniu. Gościłem na nim – jako jeden  z niewielu – po…