Powracanie ziemian(3) – Dwór Mazarakich pod Skierniewicami i komunista żarliwy, jak również piszący


sobota 08/07/2017
0

Nie mogę odszukać tego jednego, mocnego zdania, w którym Maria Rodziewiczówna w wielkim skrócie przypominała o konieczności obrony ziemi, tak ważnej dla zachowania polskości. No i nie wiem czy pisała to w swoim – po ojcu odziedziczonym – Hruszowie koło Kobrynia, w którym przez lata gospodarowała, czy  gdzieś we Lwowie, kiedy pomagała zakładać Związek Szlachty Zagrodowej. A może  w Warszawie, do której wyjeżdżała, żeby wspomóc  Warszawski Związek Ziemianek i  dopilnować spraw wydawniczych, bo to przecież honoraria książkowe pomagały utrzymać hruszowski majątek.

Kiedy w 1939 roku bolszewicy wyrzucili ją z dworu miała  75 lat  i była ukochaną autorką pokoleń czytelników, odznaczoną przez dwóch kolejnych prezydentów Krzyżem Oficerskim i Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Z fałszywymi papierami pokonała wtedy okupacyjną granicę i tak  zaczęła się jej peregrynacja przez kilka obozów przejściowych. Z jednego z nich, w Łodzi,  wydostał ją w marcu 1940 roku roku Aleksander Mazaraki z majątku Żelazna pod Skierniewicami, dla odróżnienia od ojca, też Aleksandra,  nazywany Juniorem.

Zanim udało mu się wydobycie pisarki z obozu, Mazaraki przeszedł swoje. Jako ochotnik 1 Pułku Ułanów Krechowieckich wziął udział w wojnie bolszewickiej 1920 roku. Na drogę, jak to w Polsce,  dostał od matki ryngraf. Któregoś dnia chciał spojrzeć na mapę, którą trzymał stojący obok niego kapelan. Zsiadł  więc z konia i w tym właśnie momencie padł strzał – pocisk utkwił w siodle. Ryngraf razem z pociskiem wisi do dziś na starej ambonie w kościele w Żelaznej.

Po wojnie 1920 roku Aleksander Junior został   prezesem Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, którego warszawski gmach na Kredytowej -  tam gdzie dziś Muzeum Etnograficzne –  Niemcy zamienili w 1939 roku na siedzibę Arbeitsamtu. Aleksander Mazaraki zachował jednak pozycję człowieka wpływowego. Podobnie jak jego ojciec w czasie I Wojny Światowej, także on współdziałał teraz z akceptowaną przez Niemców Radą Główną Opiekuńczą,  miał  przepustkę i  zgodę na posiadanie samochodu,  był  łącznikiem między biskupem łódzkim i  warszawskim, spotykał się z kardynałem Sapiehą w Krakowie. Dzięki tym kontaktom udało się wydostanie Marii Rodziewiczówny z łódzkiego obozu.

Dotarła do Warszawy, tu przeżyła Powstanie, jak wielu trafiła potem do Milanówka. Aleksander Mazaraki znów ją odnalazł i wywiózł do majątku w Żelaznej. We dworze stacjonował Wermacht, 80- letnia pisarka została więc umieszczona w niedalekiej leśniczówce. Zachorowała jednak na ciężkie zapalenie płuc i zmarła w listopadzie 1944 roku, a na jej pogrzeb w Żelaznej przybyły tłumy ludzi.

Można powiedzieć, że ta dramatyczna historia to polska opowieść jakich wiele. A jednak jest jeszcze  coś, co sprawiło, że ją teraz zapisuję.

Oto bowiem do majątku w Żelaznej trafił w roku 1946 pewien człowiek. Urodził się niedaleko, skończył 3-klasową szkołę ludową w Skierniewicach i zanim został murarzem pomagał ojcu w gospodarstwie. Miał 27 lat, kiedy w 1917 roku wstąpił do SDKPiL, a rok później był juz członkiem Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, za chwilę KPP. Organizował rady delegatów robotniczych,  milicję ludową w Skierniewicach, potem   Związek Zawodowy Robotników Rolnych RP w powiecie skierniewickim, no i,  obowiązkowo, komórki partyjne.

Po wrześniu 1939 osiadł w Białymstoku, a w 1940  został instruktorem murarskim przy budowie obiektów przemysłowych na Uralu.  Od 1943 roku  działał w ZPP i pisał pamiętnik, który towarzysze z ZPP w Moskwie dali do przepisania maszynistkom i obiecali wydać w Polsce.  W  roku 1946  wrócił więc. No i pisał. Ciągle coś pisał,  maszynistki -  choć z błędami ortograficznymi i nie przejmując się interpunkcją – przepisywały, a ja, pół wieku później, mogłam to przeczytać w Czytelni Rękopisów Biblioteki Narodowej, w Pałacu Rzeczpospolitej przy Placu Krasińskich, projektowanym przez mojego ukochanego Tylmana z Gameren, syna  szewca z Utrechtu.

Józef Bok, komunista, jak go doprecyzowuje wiki, wraca więc do Polski, o czym – w oryginalnej pisowni – opowiada tak:

 7 kwietnia 1946 r. Miarowy stuk kół wagonów po szynach, bez przerwy meldował o zbliżaniu się pociągu do granicy ziemi ojczystej Polski Ludowej. Jadę pociągiem radzieckim Moskwa – Berlin. Wiekrzość podróżnych to wojskowi armii radzieckiej i ich żony i gromada powracających polaków. (…) Co będę robił? O jaką by należało starać się pracę? W swym życiu różne robiłem roboty. Wiadomo, że każda robota jest ważna, jeśli jest społecznie potrzebna. (…) W jaki sposób mogę się przyczynić do szczęścia innych ludzi? Na to pytanie nie znajdowałem żadnej odpowiedzi. Wtem błysła myśl prosta i jasna, przecież mogę zostać instruktorem rolnym, wszystko jedno gminnym czy powiatowym (…) Zacząłem się zastanawiać co wiem o rolnictwie. W prawdzie w szkołach rolniczych się nie kształciłem ale w swym życiu czterdzieści lat żyłem na wsi. Ojciec miał pół hektara ziemi, robiłem u bogaczy i dziedziców mularkę a jak nie było murarstwa to i w polu. Zwiedziłem kawał świata, widziałem jak pracują w rolnictwie maszyny. (…) Miałem wiele doświadczenia politycznego, to jest wszystko mało ale myśl raz powzięta nie opuszczała mnie, czego nie umiem będę się uczył, razem z chłopami, będę uczył tych, co wiedza mniej odemnie. Choć miałem 56 lat nie padałem na duchu.  Co prawda będąc zagranica marzyłem otem, żeby pracować jako pracownik polityczny w partii, te rzeczy się uzupełniają. (…) Najważniejsze zadanie w pracy politycznej i oświatowej jest podnieść we właściwym kierunku społeczną i polityczną [świadomość?], umocnić w człowieku miłość ojczyzny, narodu, szacunku dla wszystkich ludzi, robotników, chłopów i inteligencji pracującej na świecie a wzgardę i nienawiść dla darmozjadów, wyzyskiwaczy i złodziei społecznych wszelkiego gatunku.

Jak pomyślał, tak i zrobił. I oto kilka miesięcy później, jako instruktor Powiatowego Urzędu Rolnego (tak w każdym razie o tym pisze, choć to musiał być raczej urząd ziemski), wyruszył w teren.

Z Łodzi przyjechała towarzyszka, przystojna blondyna, instruktor komitetu wojewódzkiego. Uzgodniła z sekretarzem, że pojedzie do Żelazny. Jadę razem znimi. (…) Po trzydziestu latach, znów chodzę po podwórzu dworskim w Żelazny. Gdzie administrator pytam?

Administratora nie ma, pojechał do miasta, odpowiada napotkany robotnik rolny, niech się pan tego spyta.

Wy zastępujecie administratora?

Nie, karbowy, ja pilnuję podwórza.

Wy pepeerowiec?

 

Robotnik trochę się zmienił na twarzy, ale się nie zapiera.

Nie bójcie się, mówię, śmiejąc się do niego, my nie mikołajczyki, nie przychodzimy zabijać.(…)

No to pujdziemy do karbowego, pogadamy o gospodarce.

Ja bezpartyjny mówi karbowy, długie lata tu robiłem u państwa dziedziców, bardzo dobrzy państwo byli. (…) Mnie pan dziedzic bardzo uważał. (…)

 

Dużo ziemi rozparcelowano z waszego majątku?

Tylko parę hektarów, to co pan dziedzic miał sam rozparcelować, z dziesiątą część nie więcej.

Dlaczego pyta blondynka instruktorka.

Służba folwarczna pozapisywała się a później nie chcieli ziemi, kazali się wykreślić.

Boście wy z administratorem wierną sługa dziedzica ich nastraszyli, że będą ich wieszać jak zrobią rząd Mikołajczyka, nie inaczej, Mikołajczyk ma tu dużo swoich.

Nie ma u nas Mikołajczyków, kłamie karbowy.

Przecież wy i administrator należycie do partii Mikołajczyka.

Skąd pan o tym wie to nieprawda.

Przecież o tym mówi cala okolica. Po co wy nas oszukujecie. (…)

 

Wszystko ma swój czas, a więc w opowieści pojawia się w końcu i administrator majątku:

 

Wchodzimy po schodach , administrator mieszka ma piętrze w pałacu. Wielkie psisko zastępuje nam drogę, po krótkiej chwili wyjżała pani administratorowa, zawołała psa i zaprosiła do eleganckiego pokoju , administrator prosi siadać. Krzesła wyściełane.

Co słychać pyta blondynka , czy odstawiliście państwu kontygent w zbożu ?

My kontygentu nie oddalim , majątek teficytowy, tak, tak, jeszcze parę lat państwo będzie dokładać do naszego majątku.

Czemu to ? dziedzicowi żyło się nieźle, miał na wszystko , a teraz deficyt, majątek przynosi straty ?

Bo widzi pani , nie zdążyliśmy zebrać zboża w żniwa, przyszły deszcze i ziarno wysypało się zkłosa , to już siła wyższa, my nie winni.

Przecież ci sami ludzie pracują we dworze, dawniej zdążyliście a teraz nie nadążacie ze zbiorami?

Dawno pan tu pracuje ?

Trzydzieści lat.

A za niemca pan tu był ?

Tak cały czas.

To dziwne, bo niemcy stawiali swoich administratorów.

Unas nie odpowiada administrator.

Niemcom pan dawał pełny kontygent pyta blondynka ?

Tak odpowiada niedbale.

Był sumiennym administratorem dla niemców i serdecznym przyjacielem państwa dziedziców , a państwu ludowemu ani kila zboża nie oddaje.

 

Widzę że upana jest ładna bibloteka ?

Tak, tak, mam śliczne rzeczy , pan dziedzic lubił książki a dla chłopów mieliśmy specjalnie dobraną przez pana dziedzica bibioteke.

Wiem otem dobrze odpowiadam.

Państwo dziedzice leczyli okolicz

nych chłopów i ja to robie.

Pan jest doktór panie administratorze mówi  bIondynka?

Nie, ale mam zioła, jodyne, aspiryne, a w wypadkach jeśli się choroba zastarzeje, wtedy wysyłam do doktora, niech on leczy.

 

Jak to było z reformą rolną?

Oto  mnie i w bezpieczeństwie się pytali, bo mnie jeden oskarżył, że agitowałem, straszyłem chłopów przeciw reformie, że po referyndum będzie rząd Mikołajczyka  wrócą panowie dziedzice, będą wieszać i rozstrzeliwać tych chłopów co wzięli szlachecką ziemię z reformy rolnej. Zastrzelili tego co mie oskarżał.

Kto go zastrzelił pytamy?

 Skąd ja mogę wiedzić.  Wytłumaczyłem się w bezpieczeństwie, że jestem za parcelacja planową, spokojną, długo falową, bo podług mnie w dwadzieścia cztery godziny parcelować nie można, udowodniłem świadkami, świadczył za mną karbowy, długoletni pracownik majątku, jego zona i zięć. Puścili, majątek pozostał prawie cały, Państwo w jakiej sprawie jeżdżą, spytał administrator?

My jeździmy uświadamiamy ludność w sprawie referyndum. Odpowiedziała blondynka. (…) 

 

Wtem we drzwiach staje pokojówka, czy podać obiad ?

Wszyscy troje jak na komendę dziękujemy.

 Może mleka pyta administrator grzecznie?

Nie trzeba odpowiadam spokojnie, Niech pan zawiadomi robotników majątku że wieczorem w świetlicy będzie ogólne zebranie, my o zachodzie słońca przyjdziemy.

W tej samej świetlicy w której 30 łat ternu występowałem przeciw dziedzicowi  zebrało się ponad 70 osób.  O znaczeniu referyndum mówiłem ja i blondynka Mówiliśmy z półtorej godziny.(…)

Nie znajdziemy już zapewne wyjaśnienia tego, co robił Józef Bok w Żelaznej 30 lat wcześniej. Życie partyjne zaczął – wedle wiki -  dopiero w roku 1917, no ale może to tylko taka licentia poetica kazała mu wrzucić do opowieści tę okrągłą liczbę lat.  Może w czasie kiedy organizował związek pracowników rolnych miał z Aleksandrem Mazarakim Juniorem jakiś zatarg?  Dość, że obecna wizyta z towarzyszką blondyną była brzemienna w skutki:

Podczas zebrania  administrator nie wszedł do świetlicy, stał w sieni. (…) Przysłał bryczkę, żeby nas odwiozła do Skierniewic. (…) Jedziemy, towarzyszka mówi do mnie , jakby z cieniem żalu, towarzyszu Bok, po waszym przemówieniu, ja nie wiele miałam do powiedzenia, powiedzieliście wszystko, co należało powiedzieć. Czy wy pracujecie jako etatowy pracownik komitetu powiatowego ?

Nie towarzyszko, ja pomagam partji , pracuje społecznie.

Twarz towarzyszki posmutniała , zacisła usta , milczała. (…)

Po  rozmowie [z nią] , sekretarz wobecności innych pracowników, oświadczył, towarzyszu Bok, będziecie unas pracować, na etacie instruktora propagandy.

Grób Marii Rodziewiczówny dopiero 11 listopada 1948 roku przeniesiono z Żelaznej na warszawskie Powązki. Być może dowiedział się o tym i Józef Bok, który też przecież czuł się pisarzem. Jego także odznaczono później Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. On także  – 20 lat potem –  spoczął na Powązkach.

Tuż po pogrzebie na Powązkach książki Rodziewiczówny wycofano z bibliotek, nie wznawiano ich i strategicznie zarządzając gustami mas, uznano – via autorytety -  za kicz. A we dworze w Żelaznej, prawem sowieckiego kaduka, do dziś ma  siedzibę dyrekcja Rolniczego Zakładu Doświadczalnego SGGW.

Fakt: dzięki wielu  takim zakładom doświadczalnym PAN-u albo SGGW część dworów jeszcze w ogóle stoi. Zastępczy, bo zastępczy, jednak zawsze to gospodarz, który dba choćby o to, żeby dach nie przeciekał. Bo nieremontowany dach potrafi pociągnąć za sobą szybko resztę domu, który w końcu – znika. Zdarzało się zresztą czasem, że wygnani z własnych, ziemianie bywali peerelowskimi administratorami czy kierownikami w innych pozbawionych dawnych właścicieli dworach.  Nie żeby zaraz w swoich –  to by było, jak na PRL, za dużo. Ale w innych – tak.  Bo w końcu ci obywatele ziemscy na czym jak na czym, ale na rolnictwie czy hodowli akurat się znali. Tego w końcu się uczyli się, sposobiąc się przed wojną do zarządzania swoimi majątkami.

No a dzis – jest jak jest.

http://gosc.pl/doc/1732672.Ryngraf-ocalonego-szeregowca

https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Bok_(komunista)

http://rzdzelazna.cem.sggw.pl/?page_id=110v

http://www.polskiezabytki.pl/img/23/2373/20101212105133_af4275088930bc79bf7b6d97211780e6.jpg


Komentarze Dodaj komentarz

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.


osiem − = 4

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Moje najnowsze wpisy

 

Powracanie ziemian(10) - Witold Maringe, kamienny ganek, wyniosły jesion i Proces Siedmiu

niedziela 29/10/2017
0

Na zdjęciu z 1921 roku, które pokazuje wiki, biały  dwór w Lenartowie zaprasza do odpoczynku na wielkim kamiennym ganku. To jest taki ganek, na którym…


Czy śpiewanie o czerwonych sztandarach od rana może być groźne?

sobota 21/10/2017
0

Czytelników cyklu „Powracanie ziemian” przepraszam, że się nagle wcinam z tymi sztandarami ale akurat widzę je przez okno, więc jest mus. A było tak: któregoś…


Powracanie ziemian(9) - Traktat ryski, warszawskie Hollywood Adama Drzewickiego i udawany książę

piątek 15/09/2017
0

Lubił malować i fotografować. Założył w Warszawie  wytwórnię  filmową, w której od 1923 roku  nakręcono albo opracowano prawie sto filmów polskich i wykonano dla  kin…


Powracanie ziemian(8) - O dwóch Zofiach, jednej Marii i tysiącach porcji wrześniowej zupy

piątek 01/09/2017
0

Jaki był początek wojny widziany z dworu w Kowali niedaleko Radomia? Maria z Kuźnickich Walewska ma 48 lat i zarządza majątkiem już dwudziesty rok. Kiedy…


Powracanie ziemian(7) – O małej Krysi i muzeum w Niedźwiedziu

niedziela 20/08/2017
0

We wrześniu ‘39 Krysia Dąmbska miała osiem lat. Jej dom, dwór w Wałyczu, 50 kilometrów od Torunia, zajęło niemieckie wojsko.  Późną jesienią dowiedziała się, że…


Powracanie ziemian(6) - Bełzatka i młody kapitan Jaruzelski

poniedziałek 07/08/2017
2

Historia po polsku banalna – o dworze, który był, potem go zabrali i nawet trochę z niego skorzystali, a na końcu rozebrali -  żeby nikt…


Powracanie ziemian(5) – Starszy Pan Jeremi z "Błyskawicy" i generał Berling

poniedziałek 31/07/2017
0

Przed  desantem – nieudanym przecież - na drugą stronę Wisły, który miał pomóc Powstaniu,  berlingowcy przeczytali ulotkę z odezwą swojego dowódcy: Elementy faszystowskie wszelkiego autoramentu…


Powracanie ziemian(4) - "...którzy u steru spraw i na straży świata siedzą…"

niedziela 16/07/2017
0

W 1935 roku 700-hektarowe  Żychce  Tadeusza Lerchenfelda zostały Gospodarstwem Roku w Pomorskiem. Specjalizowali się tam  się w uprawie ziemniaków, eksportowali sadzeniaki do Francji i Niemiec.…


Powracanie ziemian(2)- Ile? Było, nie ma, trochę zostało

niedziela 02/07/2017
3

Obiecałam wytłumaczyć się z tytułu tego cyklu. Powracanie ziemian – dlaczego? Po kolei. Wydobywanie się spod propagandowej interpretacji świata potrafi trwać długo. Niby już wiesz,…


Powracanie ziemian (1) - Czombrów, czyli Soplicowo, mama Mickiewicza i Majowe

czwartek 22/06/2017
0

Jeżdżę po dworach od lat. Landem nie, bo kto dziś ma lando? Najwyżej Andrzej Nowak Zempliński, który zbiera w Tułowicach wszystko co stare i na…